Ferenc niezniszczalny

Ferenc niezniszczalny

Choć premierowi Węgier ufa tylko 10 proc. obywateli, on nic sobie z tego nie robi
Gospodarka od wielu miesięcy zmaga się z olbrzymim kryzysem. Rząd oferuje obywatelom zaciskanie pasa i chce wprowadzić częściową odpłatność w sektorze oświaty i w służbie zdrowia. Węgry paraliżują kolejne strajki na kolei. Premierowi Gyurcsányowi, według ostatnich sondaży, ufa zaledwie 10 proc. obywateli. On sam zdaje się nic sobie z tego nie robić. Opozycja, która od prawie dwóch lat szykuje polityczny pogrzeb szefa rządu, jest bezsilna. Czy w referendum 9 marca Gyurcsányowi znowu się uda?Gulaszowa kariera
Ferenc Gyurcsány, działacz młodzieżowy w czasach „gulaszowego socjalizmu", po przełomie 1989 r. postanowił zainteresować się biznesem. W 1992 r. uruchomił firmę Altus zajmującą się obrotem nieruchomościami. Z majątkiem szacowanym na 17 mln USD trafił na listę stu najbogatszych Węgrów. Polityczni przeciwnicy premiera utrzymują, że jego fortuna pochodzi z nie do końca legalnych źródeł, m.in. ze sprzedaży przejmowanych za bezcen upadłych przedsiębiorstw państwowych. Powołana przed trzema laty komisja śledcza do zbadania majątku premiera nie była jednak w stanie znaleźć dowodów na szemrane interesy Gyurcsánya.
W 2002 r. Gyurcsány najpierw został strategicznym doradcą, a potem ministrem sportu w gabinecie Pétera Medgyessyego. Dwa lata później stanął na czele rządu, a w 2006 r. wygrał wybory, zostając pierwszym premierem, który utrzymał się przy władzy dłużej niż jedną kadencję. – Węgrzy z początku widzieli w nim reformatora, który postawi na nogi dotkniętą kryzysem gospodarkę – mówi Krisztián Szabados, politolog z ośrodka analitycznego Political Capital.
Zła passa Gyurcsánya zaczęła się kilka miesięcy po wygranych wyborach parlamentarnych. We wrześniu 2006 r. do mediów przedostały się nagrania ze zorganizowanej po wyborach konferencji partyjnej. Premier przyznał, że jego rząd przez dwa lata okłamywał Węgrów, fałszując informacje na temat sytuacji gospodarczej. Przez stolicę przetoczyła się fala protestów. Mimo frontalnej krytyki ze strony opozycyjnego Fideszu premier wyszedł z opresji obronną ręką i utrzymał się przy władzy. Szybko znalazł też kozła ofiarnego. Za brutalną pacyfikację manifestacji w Budapeszcie usunięto ze stanowiska ministra sprawiedliwości Jozsefa Petréteia i komendanta głównego policji László Benego. – Atmosfera po wielkim kryzysie moralnym nie została jednak oczyszczona – mówi Balázs Schanda, konstytucjonalista z uniwersytetu w Budapeszcie.

Referendum na kryzys
Brytyjski „The Economist" określił Gyurcsányego jako „samozwańczego blairystę", który próbuje się upodobnić do nowoczesnego polityka lewicy. Dobrze notowany na europejskich salonach, ostatnio popsuł tam sobie jednak opinię, udzielając poparcia rosyjskiemu projektowi gazociągu przez Morze Czarne, Turcję i Bałkany, konkurencyjnemu wobec wspieranego przez UE i USA rurociągu Nabucco. W referendum 9 marca, rozpisanym z inicjatywy opozycji, wyborcy wypowiedzą się na temat kontrowersyjnych reform rządu, takich jak wprowadzenie opłat za wizyty u lekarza i pobyt w szpitalu oraz czesnego na uniwersytetach.
Opozycja może jednak ponieść prestiżową porażkę. Z sondaży wynika bowiem, że referendum może się okazać nieważne z powodu niskiej frekwencji. – Od afery z taśmą premiera ludzie przestali wierzyć politykom. To dotyczy zarówno rządzących, jak i opozycji – mówi „Wprost" politolog Zoltán Kiszelly. Do wyborów pozostały ponad dwa lata, lecz opozycyjny Fidesz chce przedterminowej elekcji. Mur między dwoma obozami politycznymi urósł tak wysoko, że zgoda dotyczy tylko jednego: konieczności natychmiastowego wprowadzenia programu oszczędnościowego dyktowanego stanem gospodarki. Czy Ferenc Gyurcsány upadnie, mimo że ma opinię niezniszczalnego?
Okładka tygodnika WPROST: 10/2008
Więcej możesz przeczytać w 10/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także