Wencel gordyjski - Schizofrenia kibica

Wencel gordyjski - Schizofrenia kibica

Jak proroczo mawia prezes Michał Listkiewicz, „ZSRR upadł, ale PZPN nie upadnie”
Tym razem będzie o futbolu. Kobiety, artyści i profesorowie mogą nie czytać… Gdzie tam! Piłką nożną pasjonują się wszyscy. Podczas wizyty na ligowym stadionie naprawdę można się zakochać. Nie tylko w klubowych barwach, ale i w pięknej dziewczynie siedzącej trzy rzędy niżej. W przerwie jest również czas na rozmowę o nowościach teatralnych czy książkowych. Kiedy Pogoń Szczecin grała jeszcze w ekstraklasie, przekładano ponoć całe sesje, żeby kadra uniwersytecka mogła zobaczyć, jak ubłocony piłkarz Drumlak pakuje piłkę do bramki Widzewa. Mecze Ruchu Chorzów regularnie obserwują kompozytor Wojciech Kilar, dramatopisarz Ingmar Villqist czy prozaik Wojciech Kuczok. Cracovii kibicują skrzypek Nigel Kennedy i pisarz Jerzy Pilch, a Wiśle – aktor Jan Nowicki i satyryk Marcin Daniec. W Warszawie na Legię chodzą Olaf Lubaszenko i Kazik Staszewski, a na trybunie Polonii do niedawna zasiadał nieodżałowany Gustaw Holoubek.Oto prawdziwi uczestnicy piłkarskiego mitu. Żadni tam entuzjaści reprezentacji czy fani Ligi Mistrzów, którzy w kapciach usypiają przed telewizorem. Aby zasłużyć na miano kibica, należy mieć swój klub, swój święty stadion, swoje: „Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham cię". Trzeba stać wśród tłumu na wietrze lub w deszczu i pragnąć strzelenia gola, jakby się pożądało wzgórz wiekuistych. To dozgonne przywiązanie do klubowych barw łączy wszystkich prawdziwych kibiców. Nowickiego z Kennedym, Lubaszenkę z Pilchem i mnie z Kuczokiem. Jak w religii: jako chrześcijanin możesz się nie zgadzać z ortodoksyjnym żydem, ale szanujesz go za poważne traktowanie wiary.
Gorzej, jeśli futbol miesza się z polityką, a tego w dzisiejszej Polsce nie da się uniknąć. Kiedy CBA polowało na Ryszarda Krauzego, sam miałem twardy orzech do zgryzienia. Jako obywatel zdecydowanie opowiadałem się za wyjaśnieniem sprawy, ale jako kibic Arki Gdynia gotów byłem nadal skandować: „Rysiu Krauze, Rysiu!". Tłumaczyłem sobie, że w lidze włoskiej mafia nagminnie sponsoruje kluby piłkarskie i nikt nie robi z tego powodu problemu. Rysiu przy włoskich mafiosach jest matką Teresą z Kalkuty. Oto do jakiej schizofrenii prowadzi wiernego kibica polityczna gorączka.
Ten sam problem przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi miał Jerzy Pilch. W felietonie zamieszczonym w „Dzienniku" zestawił z sobą derby Krakowa i akt głosowania. Generalnie w świętej wojnie wszystko jest możliwe, ale na boisku zawsze triumfuje Wisła. Podobnie w wyborach, każdy wynik jest prawdopodobny – przy czym zawczasu należy być przygotowanym na zwycięstwo PiS. Szkopuł w tym, że analogia między „Pasami" a PO od początku była chybiona, co potwierdziły wyniki wyborów. W kontekście ostatnich sondaży jeszcze wyraźniej widać, że partia wykształciuchów to raczej odpowiednik Wisły, która w lidze miażdży rywali jak walec gromadkę biedronek.
Niby Arka ma zgodę z Cracovią, a ja z Pilchem zgody nie mam. Odkąd polityka wdarła się do naszego wspólnego piłkarskiego edenu, nic nie będzie już takie jak dawniej. Podobnie odkąd wyszła na jaw korupcja w polskim futbolu, runął mit kibicowskiej jedności. – Zdegradować! Rozwiązać! Wyrzucić ze struktur piłkarskich! – grzmieli dziennikarze i kibice w całej Polsce, gdy ważyły się losy Arki i Górnika Łęczna, oskarżonych w pierwszej kolejności. Wystarczyło jednak, że wrocławska prokuratura postawiła zarzuty kilku innym klubom, by wszyscy zainteresowani zaczęli mówić o abolicji. W każdym obudził się schizofrenik, który wprawdzie brzydzi się przekrętami, ale o swojej drużynie śpiewa: „Nigdy cię nie zdradzę, nie opuszczę cię, jesteś moją miłością" itd. Nawet działacze piłkarskiej centrali przyznają się przecież do klubowych sympatii, co akurat w ich przypadku nie wydaje się cnotą.
Czytelnicy mają nade mną tę przewagę, że znają już decyzje sobotniego zjazdu PZPN w sprawie korupcji. Zapewne były one miażdżące dla przestępców. Może uchwalono kary finansowe, a może nawet jakieś minusowe punkty w nowym sezonie. Tak czy inaczej degradacji z ekstraklasy raczej już nie będzie. Canal Plus musi coś transmitować, a związkowi działacze nie będą przecież chodzili na drugą ligę.
Jak proroczo mawia prezes Michał Listkiewicz, „ZSRR upadł, ale PZPN nie upadnie". A póki nie upadnie, w polskiej piłce nic się nie zmieni. Do kolejnych rozgrywek przystąpi kilkanaście skorumpowanych klubów, sędziowie poszukają sobie nowego fryzjera, natomiast kibice nadal będą chorować na schizofrenię.

l
Okładka tygodnika WPROST: 16/2008
Więcej możesz przeczytać w 16/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0