Polski dziadek DiCaprio

Polski dziadek DiCaprio

Szukalski jest w rzeźbiarstwie tym, kim Dante i Edgar Alan Poe w literaturze – napisał w 1921 r. magazyn „Vanity Fair”
Leonardo DiCaprio miał dziadka z Polski. Wprawdzie tylko przybranego, ale spędzał z nim więcej czasu niż z prawdziwym. Był nim rzeźbiarz Stanisław Szukalski, który – mając zaledwie 20 lat – wystawiał swoje prace z artystami tej miary, co Jacek Malczewski czy Stanisław Witkiewicz.W dwudziestoleciu międzywojennym mówiło się w Krakowie, że nazwisko Szukalskiego pada częściej niż słowo „karetka pogotowia". Żaden inny polski artysta nie doczekał się tylu pochlebnych recenzji w amerykańskiej prasie, co on. Mimo to ostatnia wystawa jego prac w Polsce odbyła się 30 lat temu. W Hollywood właśnie powstaje film o Szukalskim w reżyserii Jadwigi Kocur. – „Uroborusa” ukończę za dwa lata i prawdopodobnie wystąpi w nim Leonardo DiCaprio, szwajcarski malarz H.R. Giger i grupa Tool – mówi Kocur.

Rockers i zakonnice
Szukalski mieszkał w pobliżu rodziny DiCaprio, kiedy Leonardo był jeszcze dzieckiem. – Ojciec Leonarda, znany rysownik komiksowy, przyjaźnił się z Szukalskim. Jego propozycje artystyczne mieściły się idealnie w kategoriach superbohaterów – mówi historyk sztuki prof. Lechosław Lameński, autor wydanej właśnie monografii Szukalskiego. Kiedy zaproponowano Leonardowi rolę szalonego artysty w filmie „Titanic", ten wiedział, kto posłuży mu za wzór.
– Spotkałem DiCaprio w domu Szukalskiego. Bywał tam często, pomagał, przyjaźnił się – wspomina Roman Romanowicz, siostrzeniec Szukalskiego. Ich więzi duchowe były na tyle silne, że ojciec i syn sponsorowali po śmierci artysty wystawę jego prac w Laguna Museum w Kalifornii. Wydali także katalog z własnym wstępem. Napisali w nim, że „Staś walczył o utrzymanie swoich idei ponad powierzchnią rosnącego potopu i że kapryśna fala artystycznych dogmatyków niemal unicestwiła jego dzieła".
Mógł być sławny, ale jego bezkompromisowość i patologiczna wręcz niechęć do krytyków sztuki nie pozwoliła mu zaistnieć. Mimo to nie jest artystą nieznanym. Inspiruje rzesze twórców – od H.R. Gigera po rysowników komiksowych, rockowe zespoły Tool czy Laibach (na ostatniej płycie poświęcił mu utwór „Panslovania"). Zaś spadkobiercy – Glenn Bray i Lena Zwalve z Kalifornii – odlewają w tysiącach egzemplarzy jego dzieła.
Gdyby Szukalski żył w czasach starożytnych Egipcjan, zapewne projektowałby piramidy. Gdyby udało mu się zrealizować swoje szalone pomysły, turyści odwiedzaliby Polskę, by podziwiać jego pomniki. Jego nierynkowa postawa doprowadziła do tego, że pół życia spędził w izolacji i zapomnieniu, na skraju ubóstwa, niemal głodując na „kulturalnej Syberii świata", jak nazywał Kalifornię. W latach 20. XX wieku nosił się jak rockers. Po ulicach chadzał w skórzanym blezerze z naszytym nań herbem, założonego przez siebie szczepu „Rogate serce”. Jego falujące blond włosy i piękna twarz stanowiły nie lada atrakcję dla dziewcząt. Przyjaciel Jan Hrynkowski wspominał, że gdy spacerował po krakowskich Plantach, oglądały się za nim nawet młode zakonnice.
Urodził się w Warcie jako syn kowala, który nie był jednak zwykłym rzemieślnikiem. Syna zachęcał do ferowania ostrych sądów. Ta postawa Szukalskiemu została do końca życia. Ojciec wcześnie wyemigrował do Afryki, a potem do Ameryki, gdzie ściągnął małoletniego syna. Już wtedy Stanisław ujawnił swój talent – przyjęto go do Chicago Art Institute. Tam zwrócił na siebie uwagę rzeźbami o nieprzeciętnych formach i kształtach. Sprzeciwiał się akademickim formom kształcenia i odmawiał kopiowania rzeźb antycznych.
Za radą innego rzeźbiarza – Antoniego Popiela – ojciec wysłał Stasia na studia do Krakowa. Aby sprawdzić talent chłopca, Konstanty Laszczka kazał mu wyrzeźbić pozującą modelkę. Niepokorny młodzieniec wyrzeźbił jedynie damskie kolano. Zauroczony jego talentem Laszczka przyjął go bez dalszych sprawdzianów. W akademii już na drugim roku objawił w pełni swój temperament, więc zakazano mu uczęszczania na zajęcia. Do pracowni przygarnął go wtedy Jacek Malczewski.
Nagradzany licznymi wyróżnieniami Szukalski był obiektem dzikiej zazdrości kolegów. Deszcz nagród spadł na niego w 1925 r. podczas Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu. W rok później zdobył pierwszą nagrodę za projekt pomnika Adama Mickiewicza w Wilnie. Jednak pomysł był zbyt „awangardowy" dla wileńskiej społeczności. Nic dziwnego – pomnik miał przedstawiać nagiego Mickiewicza, siedzącego na szczycie piramidy. Jego krwią płynącą prosto z serca żywił się orzeł. Prawie żaden z projektów nie został zrealizowany. Przyczyną była wrogość do osób oceniających jego dzieła.
W 1914 r. w chicagowskiej pracowni artysty pojawił się hrabia Albrecht Montgelas, wówczas wpływowy krytyk sztuki. Za to, że ten dotknął laską jednej z rzeźb, Szukalski dosłownie wykopał go z pracowni. W 1916 i 1917 r. w Art Institute of Chicago urządzono dwie wystawy poświęcone twórczości Szukalskiego. W trakcie pierwszej artysta zniszczył publicznie przyznane mu wyróżnienie, twierdząc, że jurorzy nie są uprawnieni do oceny prac. Na drugiej zdarł ze ścian swoje obrazy i zniszczył meble stojące w muzealnym lobby, krzycząc: „Albo wystawia się wszystkie moje prace, albo żadnej". Powodem było ocenzurowanie rysunku o antybrytyjskiej wymowie – przed całkowitą dewastacją powstrzymała go straż muzealna.
Mimo skandali (a może dzięki nim), amerykańska prasa zachwycała się twórczością Szukalskiego, a magazyn „Vanity Fair" napisał w 1921 r., że Szukalski jest tym w rzeźbiarstwie, kim Dante i Edgar Allan Poe w literaturze.
O jego pobycie w Chicago krążyły legendy. Pracownię przy Wabash Avenue i założony przez niego Vagabond Club odwiedzała śmietanka świata kulturalnego, m.in. wybitny architekt Frank Lloyd Wright zaproponował Szukalskiemu dekorację budynku, który projektował. Chodziło o hotel Imperial w Tokio. Szukalskiemu nie podobały się prace Lloyda, więc doszło do ostrej sprzeczki – ze współpracy znowu nic nie wyszło. W 1917 r. 22-letni Szukalski spotkał laureata literackiej Nagrody Nobla, indyjskiego pisarza Rabindranatha Tagore, który zaproponował mu założenie w Santiniketanie szkoły plastycznej. Poselstwo brytyjskie odmówiło wizy, bo pamiętano mu rysunek „Brutanja", ukazujący lwa brytyjskiego wyciskającego w wielkiej prasie krew ze skolonizowanych ludów.
Szukalski nie dbał o pieniądze – często głodował, a nawet mdlał na ulicy z wyczerpania. Dopiero małżeństwo z Helen Louise Walker, córką bogatego lekarza z Chicago, zmieniło jego sytuację materialną. Wkrótce jednak związał się z inną kobietą, guwernantką córki z pierwszego małżeństwa. A ta nie była majętna. Znowu więc musiał się imać różnych zajęć. W 1945 r. wraz z Salvadorem Dalim pracował jako scenograf przy realizacji filmu „Urzeczona" Alfreda Hitchcocka. Wspólnie zaprojektowali dekoracje do sceny snu, gdzie centralnym elementem jest oko, zapełniające cały ekran.
Do końca życia, które spędził w Kalifornii, prowadził żmudne badania nad pierwotnym językiem ludzkości. Nazwał go w języku polskim „macimową" (mową matką). Dokumentacja obejmuje 42 tomy rozważań teoretycznych i 14 tys. rysunków. Dzieło wcześniej traktowane z przymrużeniem oka, dziś czeka na prawdziwych badaczy.
Uznanie wzbudzały też literackie popisy Stacha z Warty. Jego opowiadanie „The Mute Singer" Brytyjska Akademia Nauk umieściła w podręczniku języka angielskiego dla początkujących pisarzy, razem z tekstami Guy de Maupassanta i Czechowa, a za jego wybitną angielszczyznę nazwano go drugim Josephem Conradem. W polskich podręcznikach próżno szukać informacji o Szukalskim. Film z DiCaprio może to zmieni.
Okładka tygodnika WPROST: 17/2008
Więcej możesz przeczytać w 17/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 7
  • katapulta IP
    Z artykułu wynika, że był niemiłym bubkiem bez cienia pokory. Byłoby to z pewnością świetne wyzwanie dla aktora.
    • prorok IP
      Jadwisia, nie przymulaj, żadnego filmu z Di Caprio nie zrobisz
      • B IP
        Na żadnej płycie zespół Laibach nie umieścił utworu zatytułowanego \"Panslovania\". Być może chodzi o piosenkę \"Slovania\" z albumu \"Volk\" - nic mi jednak nie wiadomo, aby była poświęcona Szukalskiemu.
        • bez-nazwy IP
          Jadwiga Kocur jest fajna :)
          • wentylator IP
            robi się coraz duszniej
            • irma.kozina@us.edu.pl IP
              Pani Jadwiga Kocur jest autorką znakomitego filmu o modernizmie na Górnym Śląsku, film \"Dwugłowy smok\" stał się wizytówką regionu, cenioną nie tylko w środowisku historyków sztuki. Życzę, by i tym razem jej nowy film był udaną produkcją propagującą polskich artystów w kraju i poza jego granicami
              Irma Kozina, historyk sztuki, Uniwersytet Śląski

              Czytaj także