Bogowie są szaleni

Bogowie są szaleni

Jest taka scena w filmie Uysa, gdzie butelka coca-coli, która spada z samolotu na głowę Buszmena, staje się natychmiast obiektem kultu.
To komedia z wymownym tytułem: "Bogowie są szaleni". Gorzej z Oscarem wręczonym Andrzejowi Wajdzie i później celebrowanym z powagą godną skarbu narodowego. To już nie film i żadna komedia, ale syndrom jest ten sam - syndrom Buszmena ("Polski kompleks). Butelka, statuetka, gala, celebra - zewnętrzne objawy szerszego zjawiska brane są za wyraz całej cywilizacji. Jeżeli uroczystość wręczania Orłów wyglądać będzie jak noc oscarowa, to kto wie, może rano nasi twórcy obudzą się trochę lepsi i nasze polskie filmy trochę bardziej będą jak niepolskie. Kto wie, może nasi muzycy nagradzani Fryderykami, co wyglądać mają jak Złote Gramofony, rano zabrzmią trochę bardziej jak Sting, Santana czy Cher.
No cóż, przykro czasem jest się przebudzić, ale jedna butelka nie czyni kultury dobrobytu w buszu, jeden Oscar nie czyni z polskiej kinematografii światowego kina, jedna napuszona gala nie czyni z naszych filmowców orłów. Napoleońskie gesty, talleyrandowskie zagrania i makiaweliczne wywody nie zrobią z Andrzeja Leppera epokowego przywódcy i nie postawią naszego rolnictwa na nogi ("Zjazd Leppera"). Kategoryczne w tonie wywody ekonomiczne Leszka Millera w Londynie nie zrobią z niego Leszka Balcerowicza. Cudu gospodarczego nie spowodują i sensu nie nabiorą tylko dlatego, że brzmią wyniośle. Owszem, stworzą wrażenie - jeszcze jeden erzac - i kiedyś może posłużą komuś za motyw do kolejnej komedii o świecie szalonych bogów. O świecie, w którym wszystko postawione zostaje na głowie. O społeczeństwie, które nie żyje dla wartości, ale dla ich zewnętrznych objawów. Nie tworzy gali, żeby uświetnić wspaniałą muzykę, lecz tworzy byle jaką muzykę, żeby zrobić sobie wspaniałą galę. O świecie, gdzie biznesmeni nie robią biznesów, ale szwindle, żeby szybko założyć złote zegarki i jeździć samochodami jak prawdziwi biznesmeni. Gdzie nie tworzy się ambitnych programów politycznych, na których wyrastają wielkie indywidualności przywódcze, ale przykrawa się programy pod przywódcze pretensje miernych polityków.
W tym numerze opisujemy gorącą debatę wokół kierunków i wzorców gospodarczych, jakie Polska mogłaby czy powinna wybrać, żeby szybko nadrobić dystans dzielący nas od Europy Zachodniej ("Irlandzki wzór"). Dystansu nie nadrobimy jednak, imitując objawy dobrobytu, sztucznie redukując bezrobocie wyższymi podatkami i państwowym rozdawnictwem - jak proponuje Miller. To wszystko erzace - gale dla samej gali. Bezrobocie redukuje się, tworząc miejsca pracy. Nie imitujmy objawów sukcesu, ale drogę do sukcesu - irlandzkie wyrzeczenia budżetowe czy rozwagę irlandzkich związków zawodowych, rezygnujących z tradycyjnej postawy roszczeniowej. W prawdziwym świecie efekty raz podjętych działań procentują latami, w świecie szalonych bogów wzory szybko się zużywają. Coś jak kapitalizm, o którym swego czasu mówił prezydent Putin, że nie najlepiej się sprawdził w Rosji i trzeba szukać innego modelu. Chcąc nie chcąc, wpadamy w obłęd powielania coraz to nowych wzorców zachowań w przekonaniu, że w którymś z nich wreszcie się odnajdziemy i zabłyśniemy. Kiedy nie sprawdza się biznesmen, eksperymentujemy z modelem gangstera ("Dyskretny urok morderstwa").
Kiedy nie sprawdzą się Kaczki czy Orły, ktoś znowu sięgnie po atlas ornitologiczny w przekonaniu, że z jakiegoś innego ptaka wykluje się prawdziwy artysta.
Okładka tygodnika WPROST: 16/2000
Więcej możesz przeczytać w 16/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0