Polskie grzechy

Polskie grzechy

II Rzeczpospolita jako państwo wszelkich cnót i wielkich sukcesów to mit
Mity II Rzeczypospolitej 
Obok niewątpliwych osiągnięć II Rzeczpospolita pozostawała bowiem krajem o słabym rodzimym kapitale, wysokich podatkach, rozrastającym się sektorze państwowym, licznych korupcyjnych powiązaniach między sferą biznesu i polityki.

Utracona cnota polityków
W II RP regularnie wybuchały finansowe skandale z udziałem polityków. Władysław Kiernik, działacz ludowy i minister spraw wewnętrznych w rządzie Wincentego Witosa, w 1923 r. stał się bohaterem tzw. afery dojlidzkiej. Ten zwolennik szybkiej reformy rolnej był równocześnie udziałowcem banku, który wykupił majątek Dojlidy. Potem oferował ziemię chłopom, ośmiokrotnie podwyższając jej cenę. Z kolei w 1927 r. Wojciech Korfanty, legendarny dyktator trzeciego powstania śląskiego i przywódca chadecji, został oskarżony o oszustwa podatkowe i korzystanie z finansowego wsparcia niemieckiego przemysłu na Górnym Śląsku. Wprawdzie w końcu uwolniono go od zarzutu dokonania nadużyć, ale uznano, iż otrzymywane od Niemców subwencje nie licowały z godnością posła. Dwa lata później nadwątlono mit moralnej nieskazitelności obozu piłsudczykowskiego. Obozu, który rządził krajem po przewrocie majowym w 1926 r. Najpierw ministrowi poczt i telegrafów Bogusławowi Miedzińskiemu NIK zarzuciła niegospodarność i zakwestionowała wydatki resortu. Następnie inny piłsudczyk, minister skarbu Gabriel Czechowicz, został oskarżony o wydatkowanie pieniędzy z budżetu państwa na finansowanie kampanii wyborczej obozu rządzącego. Kolejny skandal wybuchł w czerwcu 1932 r., podczas obrad komisji budżetowej Sejmu, za sprawą ówczesnego ministra przemysłu i handlu, gen. Ferdynanda Zarzyckiego. Generał zarzucił osobom o "historycznych nazwiskach", zasiadającym w radzie nadzorczej niemieckiego koncernu należącego do Friedricha Flicka, działanie na szkodę polskich interesów w zamian za korzyści materialne. Oskarżenia dotyczyły przedstawicieli ówczesnej elity politycznej i gospodarczej, m.in. księcia Janusza Radziwiłła, hrabiego Antoniego Potockiego oraz byłego ministra przemysłu Hipolita Gliwica.

Podejrzany obcy kapitał
Jedną z największych afer gospodarczych polskiego międzywojnia była "sprawa żyrardowska". Jej początki sięgały 1923 r., kiedy zawarto umowę między rządem polskim a francuską grupą Marcela Boussaca (dotyczyła nabycia Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Żyrardowskich). Boussac jako właściciel większościowego pakietu akcji prowadził w nich gospodarkę rabunkową, powodując drastyczny spadek produkcji i redukcje w zatrudnieniu. Masowe zwolnienia przyczyniły się do powstania w Żyrardowie chronicznego bezrobocia. Okazało się też, że przedsiębiorstwo wykazywało corocznie fikcyjne straty, by uniknąć płacenia podatków i dywidend mniejszościowej grupie polskich akcjonariuszy. Równocześnie sam Boussac odprowadzał zyski za granicę. W tej sytuacji w 1934 r. zakłady zostały objęte nadzorem sądowym, a ich francuskich dyrektorów aresztowano. Państwo rozpoczęło starania o przejęcie Żyrardowa (zakończone sukcesem dopiero po dwóch latach). Politycznych rumieńców całej sprawie dodawało równoczesne pogarszanie się stosunków polsko-francuskich.

Krucjata przeciw kartelom
W pierwszej połowie lat 30. ekonomicznymi podstawami młodego państwa wstrząsnął światowy kryzys gospodarczy, powodując lawinowy spadek produkcji i obrotów handlowych oraz pauperyzację społeczeństwa. Wśród środków zaradczych podejmowanych przez rząd najbardziej spektakularna była polityka zwalczania karteli. Na podstawie specjalnej ustawy Sąd Kartelowy doprowadził w latach 1933-1935 do rozwiązania prawie 80 karteli. Równocześnie opinia publiczna była bombardowana informacjami ujawniającymi ich "aferalny" charakter. Prasa podkreślała monopolistyczny charakter porozumień kartelowych. Na mocy tych porozumień można było dyktować ceny produktów w poszczególnych branżach. O efektywności karteli świadczyło to, iż w wyniku ograniczania konkurencji ceny artykułów w firmach do nich należących spadły w latach kryzysu zaledwie o jedną piątą, podczas gdy w pozostałych niemal o połowę. Silniejsi uczestnicy kartelu, chcąc utrzymać ceny, doprowadzali do ograniczania produkcji i zamykania części przedsiębiorstw. W ramach rekompensaty wypłacano ich właścicielom tzw. postojowe. Taka polityka prowadziła do wzrostu bezrobocia, które w 1933 r. osiągnęło w przemyśle katastrofalny poziom prawie 50 proc. Uczestników karteli oskarżano również o zastraszanie konkurentów, zlecanie fizycznych napaści, organizowanie sabotażu, a nawet zamachów bombowych w firmach.

Widmo nacjonalizacji
Kryzys generował falę bankructw i ekonomicznych krachów przedsiębiorstw. Upadki były niekiedy efektem błędnych, ale częściej celowych posunięć zagranicznych właścicieli, poszukujących szybkiego zysku bez oglądania się na interes firmy. Zjawisko to przybrało spektakularne rozmiary w przemyśle górnośląskim. Sytuacja zmuszała rządy polskie do prowadzenia, wbrew ich intencjom, polityki etatystycznej i przejmowania przedsiębiorstw w imię utrzymania miejsc pracy. W 1934 r. państwo uzyskało kontrolę nad koncernem górniczo-hutniczym Huta Pokój (około 6 tys. zatrudnionych), a następnie przejęło koncern Wspólnota Interesów (około 27 tys. zatrudnionych). Z kolei w 1939 r. ustanowiono nadzór sądowy nad Towarzystwem Akcyjnym Hohenlohe Werke, właścicielem kopalni oraz wielkiego kombinatu hutniczego. Dwa lata wcześniej rząd zdecydował się ratować od upadku Stocznię Gdyńską.
Ta wymuszona nacjonalizacja spowodowała, iż w połowie lat 30. udział państwa w wytwarzaniu dochodu narodowego wynosił prawie 20 proc. Nacjonalizacja, traktowana przez rządzących jako zło konieczne, stanowiła jednak zagrożenie dla efektywnego rozwoju gospodarki. Zdawał sobie z tego sprawę nawet wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, okrzyknięty czołowym etatystą II Rzeczypospolitej. Stwierdzał on: "Gdy tylko na rynku sytuacja ulegnie korzystniejszej zmianie, będziemy musieli podjąć rewizję funkcji państwa celem usunięcia przerostu w jego działaniach gospodarczych".

Upadek lodzermenschów
Widownią spektakularnej gospodarczej klapy, zwiastującej koniec legendy, była także międzywojenna Łódź. Miasto to - dziewiętnastowieczna ojczyzna fortun Poznańskich, Grohmanów, Geyerów i Scheiblerów - było już tylko cieniem dawnej świetności. Pozbawiony rynku wschodniego, dławiony kryzysem dawny "polski Manchester" wegetował, borykając się z bezrobociem i biedą. Za symbol tej ponurej egzystencji można uznać widmo upadłości ciążące nad Zjednoczonymi Zakładami Włókienniczymi Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana SA, w których zatrudnionych było niemal 9 tys. osób. Chcąc ratować przedsiębiorstwo, rząd przejął w 1934 r. pakiety kontrolne zakładów i powierzył je Bankowi Gospodarstwa Krajowego, który cztery lata później objął faktyczny zarząd nad przedsiębiorstwem. Epoka "lodzermenschów", herosów łódzkiego przemysłu, sportretowanych w "Ziemi obiecanej" Reymonta, odeszła do przeszłości.
W opinii publicznej przetrwał obraz II RP jako kraju z determinacją budującego suwerenną, silną gospodarkę. W rzeczywistości w II Rzeczypospolitej nie udało się stworzyć systemu ekonomicznego, który odziłby szybki rozwój gospodarczy ze społecznymi oczekiwaniami niskiego bezrobocia i wzrostu poziomu życia. 





  • Eugeniusz Kwiatkowski
    Po przewrocie majowym w 1926 r. został ministrem przemysłu i handlu, ale ster polskiej gospodarki przejął faktycznie dopiero w 1935 r., kiedy prezydent Mościcki mianował go wicepremierem.
  • Gabriel Czechowicz
    Minister skarbu, bohater najgłośniejszej afery polityczno-finansowej II Rzeczypospolitej, dotyczącej finansowania BBWR z budżetu. Sprawa Czechowicza trafiła przed Trybunał Stanu i przyczyniła się do eskalacji wrogości pomiędzy Piłsudskim a opozycją. Jej wynikiem było aresztowanie opozycyjnych posłów i proces brzeski.
  • Ferdynand Zarzycki
    Minister przemysłu i handlu. Janusz Jędrzejewicz, premier w latach 1933-1934, uważał go za polityka o "wyjątkowej prawości i szlachetności charakteru", ale zarazem bez "żadnego pojęcia" o sprawach gospodarczych.
  • Aleksander Lednicki
    Adwokat i polityk. Zaangażowany w negocjacje z Marcelem Boussakiem, był jedną z ofiar "wojny o Żyrardów". Oskarżany przez prasę o działanie na szkodę interesów strony polskiej, popełnił samobójstwo.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2002
Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • gaiowy IP
    najwiecej zniszczyla polske czerwona zaraza i nadal niszczy wszystko wyprzedaje ma sie brac za lasy
    • vrusl IP
      jednak Polska wróciła na mapę!!!,a gdzie nie było afer i
      przewałek?
      \"Takie Rzeczypospolite - jakie ich młodzieży chowanie\"
      (cytat ze starożytności)
      ciśnie się jedna konkluzja - jako recepta na przyszłość:
      kontrola społeczna elit - demokratyczny skuteczny parlamentaryzm
      Życzę tego sobie i nam wszystkim.Demokracja jest kosztowna,ale predysponuje do popełniania sukcesów,
      W drugiej RP,tak jak i w całej europie(może poza Szwajcarią} nie było wtedy warunków
      • sly IP
        No to sie ladnie rozwijalismy...