Sztuka bez sztuki

Sztuka bez sztuki

Powstające w Polsce muzea sztuki nowoczesnej to nudne placówki, serwujące politykę i socjologię
Propagatorzy sztuki współczesnej zamienili się w służby socjalne państwa opiekuńczego walczące o byt tzw. wykluczonych. Sztuka ściga się z mediami, analizując problematykę społeczną i polityczną, a muzea zmieniły się w miejsca edukacji, koncertów muzyki alternatywnej czy centra wykluczonych. Są wszystkim, tylko nie miejscem kontemplacji, która jest dziś niemodna.Wejście sztuki w służbę ideologii i polityki to rezygnacja z podstawowej funkcji, jaką dotąd spełniała. Estetyka jako synonim tego, co w człowieku podejrzane, zniknęła ze sztuki. Sztuka jest przestrzenią, w której człowiek odpoczywa, szuka pomocy duchowej za sprawą formy i kategorii piękna. I choć na świecie obserwuje się powrót do korzeni sztuki – malarstwa tradycyjnego, sztalugowego, figuratywnego – nasze lokalne centra prześcigają się w nowinkarstwie i formalnych udziwnieniach.

Obcy w galerii
28 maja 2008 r. otwarto nowy budynek Muzeum Sztuki w Łodzi. Główną atrakcją była premiera filmu Wilhelma Sasnala oraz sympozjum „Obcy? Muzeum w przestrzeni (nad)określonej". Jeden z paneli dyskusyjnych, pod hasłem „Bliskie spotkania trzeciego stopnia", dotyczył wprowadzenia obcego w przestrzeń miejską. Z kolei 12 czerwca rozpoczyna swoją działalność Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. I choć według zapowiedzi, ma być ono alternatywą dla dominującego dziś nurtu sztuki konceptualnej i krytycznej, okazało się, że podobnie jak pozostałe wpisze się w trend podważający to, co w tradycji zachodniej uważano za istotę sztuki. Tą istotą jest twórczość, czyli przeciwwaga dla ciężaru życia, która pozwala się wyrwać ludzkiemu duchowi z metabolizmu politycznego, biologicznego i ekonomicznego. W Toruniu pokazano prace z kolekcji Thyssen-Bornemisza Art Contemporary w Wiedniu, których socjologiczna tematyka dotyczy przekształceń w sferze pracy. Widz nie ma doznać przyjemności estetycznej, tylko „zweryfikować swoje spojrzenie na kwestie rozwoju społecznego w szerszym aspekcie historycznym oraz uświadomić sobie jak bardzo jest ono ograniczone przez sposoby prezentacji narzucane przez media” – jak napisano w folderze informacyjnym. Druga wystawa – „Kwiaty naszego życia” – jest poświęcona fenomenowi kolekcjonowania, ujętemu z perspektywy socjologicznej i psychologicznej. Wystawa analizuje współczesne praktyki artystyczne związane z kolekcjonowaniem. Sztuka współczesna zajmuje się głównie dekonstrukcją tradycji, kultury współczesnej i tropieniem dosłownie wszędzie zaszyfrowanej przemocy, tkwiącej w zachodniej tradycji. Istotną zasadą, która legitymizuje tę twórczość, jest myśl postmarksistowska, głównie Michela Foucaulta, którego obsesją była władza. Taka sztuka sprowadza się jedynie do społecznego komunikatu.

Obraz jak terapia
Upadek estetyki spowodował poszukiwanie legitymizacji twórczości w dziedzinach ze sztuką niemających wiele wspólnego. Stąd pogoń za światem biznesu i elektronicznych mediów, a także za osiągnięciami nauki. Tyle że taka sztuka nie jest już sztuką. Sztuka nie jest po to, by badać rzeczywistość społeczną, ale by – jak mawiał Jerzy Fryderyk Händel – czynić ludzi lepszymi. To Hegel zauważył, że sztuka Zachodu skończyła się w momencie, kiedy duch dziejów ujawnił się w demokracji liberalnej, a świat stracił metafizyczną głębię. Obecne środowiska artystyczne metafizykę kontestują. Artyści-działacze używają fetysza sztuki do politycznej roboty. Zwykle jest to polityka lewicowa, rozumiana jako forma awansu społecznego. Nie ma tu pracy nad formą. Jest wymyślanie symboli. A sztuka, którą się zinstrumentalizuje z jakichkolwiek powodów, wyradza się w kicz. Dotyczy to też tych, którzy estetyki używają jako argumentu przeciw grzesznej lewicy.
Wejście w grupową ideologię jest unikiem przed konfrontacją z życiem. Sztuka jest sprawą człowieka pojedynczego, a nie grupy. Wyjściem jest przywrócenie kluczowego dla sztuki i estetyki pojęcia mocy estetycznej. Ta moc estetyczna od zawsze była po to, by człowiekowi było lżej na tym łez padole. Miała przywracać wewnętrzny ład w człowieku. Nic dziwnego, że w obliczu tendencji w sztuce najnowszej zamiast galerii wybieramy psychoterapeutów. Na szczęście ludzie nadal garną się do sztuki tradycyjnej, słuchają klasyki, chodzą na dramaty Szekspira. Nawet jeśli są stygmatyzowani przez artystowskie kręgi jako niemodni i zaściankowi.

Dziecięce zblazowanie
Wobec aury, jaka panuje w środowiskach artystycznych, stworzenie muzeum sztuki nowoczesnej, w którym królowałaby sztuka, a nie publicystyka czy polityka, to zadanie trudne. Bo mamy dyktat osób zainteresowanych utrzymaniem status quo, czyli swoistej władzy, której ukryte przejawy deszyfrują gdzie się da, tylko nie we własnych dyskursach. Ścisłe związki sztuki i polityki sięgają romantyzmu. Estetyka została wówczas poddana polityzacji – wystarczy przypomnieć „Wolność wiodącą lud na barykady" Delacroix. Proces ten się nasilił za sprawą ideologii, które narodziły się na przełomie XIX i XX wieku, a w poprzednim stuleciu wybuchły jako efekt pojawiania się zawodowych polityków i ideologów. Element estetyczny stopniowo znikał, ponieważ estetyka spokrewniona jest z erosem, a więc z tym, co w człowieku nie poddaje się łatwo kontroli. Sztuka współczesna, eliminując estetykę, stała się więc jednym z czynników zniewolenia. Paradoksalnie, stała się orężem systemu, z którym ponoć walczy, a tak naprawdę jest w nim z sojuszu – sztuka zwykle podąża za władzą.
Ciekawe, że nurty sztuki, które najbardziej kontestują kapitalizm, powstają blisko nowojorskiej giełdy. Modernistyczny etos artysty jako jednostki uprzywilejowanej to element szantażu wobec biznesu. Zaangażowanie artysty w problemy społeczeństwa, które trzeba zmieniać i rewolucjonizować, jest dziś konieczne, bo poddani jesteśmy przemocy niewidzialnych struktur – instytucji państwa demokratycznego. To zasada odczytania rzeczywistości oparta na resentymencie. Sztuka współczesna ten resentyment napędza, nie rozbrajając go. Rozbrajanie resentymentu znaczy godzenie człowieka z życiem. Sztuka współczesna na tym najgłębszym ideowo poziomie robi coś dokładnie przeciwnego. Komunikuje, że życie jest nie do zniesienia. A to jest postawa niedojrzałych dzieci, które histerycznie krzyczą, że nie prosiły się na świat. Ich emocje to bunt, a bunt w sztuce generuje destrukcję formy.
Dlatego sztuka współczesna koncentruje się na destrukcji i na jej subtelniejszej formie – dekonstrukcji. Dlatego muzea sztuki nowoczesnej są nudne. I na razie nic nie wskazuje na to, że w Polsce powstaną ciekawe placówki sztuki współczesnej.
Okładka tygodnika WPROST: 24/2008
Więcej możesz przeczytać w 24/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także