Aniołek Berlusconiego

Aniołek Berlusconiego

Włoszkę Marę Carfagnę okrzyknięto najpiękniejszą minister świata
Jose Luis Rodriguez Zapatero zawsze chce być w europejskiej awangardzie. Po wygranych w marcu 2008 r. wyborach powołał przeto „rewolucyjny", jak na Hiszpanię, rząd, powierzając większość tek ministerialnych – 9 na 17 – kobietom. Niewiasty objęły nawet resort obrony, tradycyjnie zastrzeżone dla mężczyzn. Nie mógł się spodziewać, że przedstawienie ukradnie mu prawicowy polityk z „maczystowskich” Włoch. Silvio Berlusconi, triumfator kwietniowej elekcji nad Tybrem, swój 12-osobowy gabinet przyozdobił co prawda ledwie czterema przedstawicielkami urodziwszej płci, ale jedną od razu okrzyknięto „najpiękniejszą minister świata”.
Drugi ojciec
32-letnia Mara Carfagna, zawiadująca resortem ds. równouprawnienia, wygląda na perłę nie tylko w rządowej koronie. Potwierdzenia dostarczają wysypujące się z tabloidów i Internetu zdjęcia półnagiej ognistej brunetki o zmysłowych kształtach. Karierę publiczną zaczęła w 1997 r., stając do wyborów Miss Italia. Zdobyła wówczas zaledwie szóste miejsce oraz, na pocieszenie, tytuł Miss Cinema i przydomek La Bella. Jej naturalne walory nie przeszły jednak niezauważone, owocując pracą modelki i licznymi sesjami zdjęciowymi, w tym dla magazynów „tylko dla mężczyzn", a wkrótce także kontraktami w telewizji. Od 2000 r. prowadziła popularne programy rozrywkowe – najpierw w należącym do Berlusconiego kanale 4, a potem w publicznej RAI. Tym, którzy chcieliby w niej widzieć wyłącznie showgirl, przypomina dziś, że jednocześnie, w 2001 r. ukończyła wydział prawa w rodzinnym Salerno, z pracą dyplomową na temat prawa do informacji i systemu radiowo-telewizyjnego. Poza tym pobierała nauki pływania, aktorstwa i gry na fortepianie.
Mara opowiada, że po raz pierwszy poszła na spotkanie z Il Cavaliere wiele lat temu, jeszcze jako młodziutka dziewczyna, razem z ojcem, który od początku aktywnie działał w Forza Italia. Zagrała wówczas dla obu fragment sonaty Patetycznej Beethovena. Wcześniej cała rodzina głosowała na neofaszystowską MSI. „Ojciec mówił, że ja i mój starszy o dwa lata brat byliśmy faszystami z domu" – wyznała w niedawnym wywiadzie. Kilka lat temu zaczęła sama robić karierę w Forza Italia. Wybrała tę partię, bo widzi w niej „szermierza wolności”, a sama czuje się powołana do spełniania „szlachetnej misji, w obronie prawa do życia i na rzecz rodziny”. W 2006 r. odrzuca już propozycję zgrania w filmie Tinto Brassa, reżysera znanego z obalania erotycznych tabu. „Nie będę się rozbierać. Jestem nieśmiała i wierzę w pewne wartości” – tłumaczyła. Mimo to kiedy w tym samym roku kandydowała w wyborach parlamentarnych z Forza Italia, wielu w partii wypominało jej frywolną przeszłość. „Nie wybrano mnie dla urody. Nie spadłam z nieba ani nie zostałam przez nikogo polecona” – odpierała zarzuty La Bella. Zaprzeczała też „insynuacjom o łączącej ją szczególnej przyjaźni” z dobiegającym siedemdziesiątki politykiem. Berlusconi jest dla niej „jak drugi ojciec, co nie oznacza, że nie jest zadowolona z własnego”. Poza tym gustuje w mężczyznach „zdecydowanie młodszych”.
Jednak Il Cavaliere, świadomie lub nie, sam dostarcza powodów do plotek. Po zaprzysiężeniu urodziwej posłanki szepce jej do ucha, niestety przy włączonym mikrofonie, że „w Forza Italia obowiązuje zasada ius primae noctis" – prawo feudalnego pana do spędzenia pierwszej nocy ze świeżo poślubioną żoną każdego ze swych podwładnych. Małżonka Berlusconiego, była aktorka filmowa, 52-letnia Veronica Lario, matka trojga z jego pięciorga dzieci, przełknęła rubaszny żart. Nie wytrzymała rok później, kiedy lider Forza Italia podczas publicznej uroczystości mówił przed kamerami telewizji, wskazując na Marę: „Spójrzcie tylko na nią. Poślubiłbym ją bez namysłu, gdybym nie był już żonaty”. Zdesperowana Veronica postanowiła pognębić małżonka. W lewicowej, mocno krytycznej wobec Berlusconiego gazecie „La Repubblica” opublikowała list do Silvio z żądaniem publicznych przeprosin. Il Cavaliere tą samą medialną drogą wyraził skruchę, nie ustrzegając się przed komentarzami o „całkowitej sprzeczności” między swoim życiem prywatnym a deklarowanym przywiązaniem do „wartości rodzinnych”.

Piękna prawica
Wyniesienie pięknej Mary do rządowej godności odbyło się już bez aury skandalu. Minister ds. równouprawnienia na razie wzburzyła jedynie gejów, wycofując patronat swego urzędu nad tegorocznym Gay Pride. Jej zdaniem, jedynym celem takich manifestacji jest wymuszenie oficjalnego uznania związków homoseksualnych, którym się sprzeciwia, gdyż nie służą one prokreacji. Jest też przekonana, że orientacja homoseksualna przestała być we Włoszech problemem, bo nikt już nie uważa jej za chorobę i nie cierpi z tego powodu dyskryminacji. Jeśli zaś ktoś zasygnalizuje jej takie wypadki, „będzie osobiście interweniować".
Mara otwarcie określa siebie jako „antyfeministkę". – Podstawą prawdziwej wolności nie jest niezależność, lecz zasady i dyscyplina – twierdzi. Podobne deklaracje rodzą we Włoszech i za granicą pytania, czy Berlusconi rzeczywiście wpisuje się już w ogólnoeuropejski trend do większej obecności kobiet w polityce czy raczej kolejnymi sztuczkami, jako zdeklarowany „macho”, utrwala tylko tradycyjne stereotypy o „słabszej płci”, dla której pewne funkcje pozostają zamknięte. Po sformowaniu przez Zapatero mocno sfeminizowanego rządu ostrzegł Hiszpana, że „będzie miał kłopoty z tak dużą liczbą ministerek”. „We Włoszech jest to niemożliwe, ponieważ w polityce dominują mężczyźni i niełatwo jest spotkać kobiety przygotowane do pracy rządowej” – powiedział. Najmłodsza minister w rządzie Zapatero, 31-letnia Bibiana Aido, odpowiedzialna za resort równouprawnienia, poradziła Berlusconiemu, by poszukał pomocy u lekarza, dodając, że zapewne „będzie potrzebował wielu wizyt”. Il Cavaliere, niewzruszony, odparował, że „jego” kobiety są najlepsze, bo bardziej urodziwe. „Lewica nie ma gustu. Kobiety z prawicy są zdecydowanie piękniejsze. Widzę to, kiedy patrzę na nasz parlament” – podkreślił. Oponenci ironizują, że może z powodu tak wysokiej poprzeczki kobiety, stanowiące ponad połowę włoskiego elektoratu, w nowym parlamencie zajmują zaledwie 17 proc. miejsc (15 proc. w poprzednim), mniej niż w Afganistanie (28 proc.), nie mówiąc o Hiszpanii (36 proc.), Szwecji (45,3 proc.) czy Danii (38 proc.).
Berlusconi jest spokojny, bo podobną przypadłość wykazuje centrolewicowa opozycja: wszyscy liderzy Partii Demokratycznej to mężczyźni po pięćdziesiątce. Cztery minister w rządzie Berlusconiego – obok pięknej Mary 35-letnia sycylijska bizneswoman Stefania Prestigiacomo (środowisko), 32-letnia prawniczka Mariastella Gelmini (edukacja) i 31-letnia dziennikarka Giorgia Meloni (resort młodzieży) – są i ładniejsze, i zdecydowanie młodsze od przeciętnej we włoskiej polityce, wciąż rządzonej przez gerontokrację. Średnia wieku tutejszych prezydentów przekracza 80 lat, premierów 70, ministrów 50. Carfagna jest świadoma swoich kobiecych atutów, ale coraz mniej pewna, czy przydadzą się jej w dalszej karierze. „Uroda pozwala szybko nawiązywać kontakty w świecie politycznym, który jest częścią społeczeństwa pełnego męskich szowinistów. Ci ludzie nie wierzą jednak, że kobiety mogą być poważnymi i pełnowartościowymi politykami" – wyznaje. Komplementy właściwie napawają ją lękiem. „Muszę wciąż udowadniać, że mam nie tylko ładną twarz, lecz potrafię też dobrze wykonywać swoją pracę” – podkreśla.

Poślubiona polityce
Carfagna jest wciąż niezamężna, mimo licznych wielbicieli, których rzeszę poniekąd symbolizuje nazwisko jej przyjaciela – ale, jak się zarzeka, jeszcze nie narzeczonego – przedsiębiorcy Marco Mezzaroma, czyli „Marco Pół Rzymu". Aby zamanifestować swoje całkowite oddanie dla „poważnych spraw”, postanowiła grubą kreską się odciąć od własnej przeszłości. W niedawnym wywiadzie dla gazety „La Stampa” oznajmiła, że „nie jest dumna ze swej kariery telewizyjnej” i „żałuje, że wcześniej nie odkryła polityki”. W polityce widzi się także za 30 lat. A co się stanie wówczas z jej urodą? „Na szczęście mój brat specjalizuje się w chirurgii plastycznej – odpowiada. – Będę więc wiedziała, do kogo się udać”. Od dawna wie o tym jej mentor, największy włoski macho, któremu mimo 72 lat przybywa włosów, a ubywa zmarszczek i lat. Włochy, pod ciężarem różnych problemów mogą się starzeć, ale Berlusconi, jak twierdzi jego lekarz, w dobrym zdrowiu dożyje stu lat. Mara będzie wtedy jeszcze całkiem młoda.  
Okładka tygodnika WPROST: 25/2008
Więcej możesz przeczytać w 25/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0