Świątynie wstydu

Świątynie wstydu

Silosy, hangary, wigwamy, wyrzutnie rakiet, skocznie narciarskie - oto skrócona lista epitetów, jakimi określa się nowoczesne kościoły
Polskie kościoły - między kiczem a obsesją nowoczesności 

Większość polskich świątyń zbudowanych w ostatnim ćwierćwieczu wygląda tak, jakby ich architekci nie wierzyli w Boga, zaś proboszczowie i rady parafialne byli kompletnie wyzuci z poczucia smaku. Często jedynie krzyże zatknięte na szczycie świadczą, że mamy do czynienia z obiektem sakralnym, a nie z halą widowiskowo-sportową czy nowobogacką rezydencją przemytnika papierosów.
Szokują również wnętrza ozdobione lampami jarzeniowymi, czerwonymi dywanami, gipsowymi figurkami świętych, palmami w wielkich donicach, kompozycjami ze styropianu. Charakterystycznymi elementami wystroju naszych świątyń są także obrazy, rzeźby i epitafia o treści patriotycznej. Na rodakach, oswojonych z tego rodzaju twórczością, nie robią one większego wrażenia. Zdezorientowani są jedynie cudzoziemcy, którzy zastanawiają się, czy trafili do kościoła, czy do muzeum narodowej martyrologii.

Samowolka z krzyżem
W Europie kryzys sztuki sakralnej zaczął się w XIX wieku i był związany z upadkiem politycznej oraz ekonomicznej potęgi Kościoła, a także postępami laicyzacji. Świątynie przestali projektować i ozdabiać najwięksi artyści. Architekci kopiowali dawne style, najchętniej gotyk, bo kojarzył się z religijnym średniowieczem. W następnym stuleciu zaczęli dominować moderniści, którzy tradycję mieli za nic. Nad Wisłę echa tych sporów docierały z opóźnieniem. Polski Kościół żył zupełnie innymi problemami: walczył o "rząd dusz"! Najpierw z zaborcami, potem z komunistami. Krótki okres niepodległości zaowocował próbami stworzenia "narodowego stylu" - nawiązującego do baroku i renesansu.
W PRL pytanie - "jak budować?" ustąpiło kwestii - "jak uzyskać zezwolenie na budowę?". Bywało i tak, że świątynie wznoszono pod osłoną nocy. Metodą faktów dokonanych najwięcej kościołów zbudowano w archidiecezji przemyskiej, którą kierował biskup Ignacy Tokarczuk. Ksiądz Eugeniusz Makulski, inicjator budowy bazyliki w Licheniu, chlubi się pięcioma wyrokami sądów PRL za samowolę budowlaną.

Sakralizacja betonu
Kościoły powstające na zasadzie "byle szybciej" nie mogły być arcydziełami. Prawdziwy dramat zaczął się jednak z chwilą, gdy słabnąca władza przestała blokować katolickie inwestycje. W ostatniej dekadzie istnienia PRL oddano do użytku 2350 kaplic i kościołów. Ilość nie przeszła jednak w jakość. Polskich architektów nikt nie uczył, jak projektować świątynie. Przedmiot "architektura i sztuka sakralna" pojawił się na politechnikach dopiero po 1989 r., a i to w formie wykładów nieobowiązkowych. Inwestor też nie bardzo wiedział, czego chce. Sobór watykański II zdecydował, że architektura kościołów ma być "prosta i piękna". Reforma liturgii wymusiła rezygnację z ambon i zainstalowanie stołów ofiarnych, umożliwiających kapłanom odprawianie mszy twarzą do wiernych. Proboszczom zalecono wystrzeganie się zbyt wielkiej liczby obrazów. Budowniczym pozostawiono pełną swobodę.
Polscy architekci postanowili udowodnić, że nie wypadli sroce spod ogona i nadążają za światowymi trendami. Ich poczynaniom błogosławił z zaświatów Le Corbusier - apostoł modernizmu, twórca idei "bloku mieszkalnego" oraz kaplicy w alzackim Ronchamp, przypominającej robaczywy grzyb. Innymi źródłami natchnienia były utopijna architektura Brasilii (autorstwa komunisty Oscara Niemeyera) oraz ascetyczne kościoły skandynawskie. Te eksperymentalne projekty miały się nijak do polskiej tradycji i krajobrazu, ale nikt się tym nie przejmował. Podobnie jak tym, że tradycyjne budulce, czyli drewno, kamień i cegłę, zastąpił beton. W 1980 r. podczas debaty zorganizowanej przez redakcję miesięcznika "Architektura" prof. Konrad Kucza-Kuczyński z Politechniki Warszawskiej nazwał poczynania kolegów "twórczym błądzeniem". "Gdy sfrustrowany wielką płytą projektant dorywa się do tematu, w którym wszystko mu wolno, traci umiar. (...) Dramat pogłębiają jeszcze jego umiejętności" - oceniał urbanista Janusz Kazubiński. W debacie padły także określenia: "architektoniczny śmietnik" i "patologia okresu przejściowego". Okres przejściowy się skończył, patologia trwa w najlepsze. Dzięki kardynałowi Camillo Ruiniemu wiemy, że także Jan Paweł II "nie przepada za architekturą nowych kościołów, często pokracznych budowli z żelbetu, w których człowiek współczesny nie może odnaleść sacrum".

Kicz kontra modernizm
O kościołach, które zbudowano w epoce Gierka i Jaruzelskiego, można powiedzieć wszystko, z wyjątkiem tego, że są kameralne. Pod naciskiem księży przekonanych, że dobra koniunktura prędko się nie powtórzy, wznoszono monstrualne obiekty dla tysięcy wiernych. Niektóre z tych pseudokatedr do dzisiaj czekają na ukończenie. Architekci z reguły nie troszczyli się o urządzenie ziejących pustką wnętrz, pozostawiając ten problem proboszczom i radom parafialnym. Ci wypełnili je dziełami domorosłych artystów i dewocjonaliami produkowanymi masowo przez Veritas i Ars Christianę. Resztę wystroju stanowią zazwyczaj bogoojczyźniane eksponaty. "Większość nowych polskich kościołów przypomina rekwizytornię prowincjonalnego teatru, w którym grają repertuar o tematyce biblijnej i patriotycznej" - stwierdziła w ankiecie miesięcznika "Znak" Ewa Klekot, etnolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Estetyka rodem z wiejskich odpustów stała się odtrutką na przygnębiającą twórczość modernistów. Najbardziej widowiskowym objawem tej tendencji jest bazylika w Licheniu. Tutaj wszystko jest naj: wnętrze na 18 tys. wiernych, wieża (128 m), dzwon (15 ton) i kopuła, przy której blednie stambulska Hagia Sofia. Pierwotnie świątynia miała być jeszcze większa, ale zaprotestowali zwierzchnicy księdza Makulskiego z zakonu marianów. Pielgrzymom (w jubileuszowym roku 2000 przyjechało ich do Lichenia dwa miliony) jeszcze bardziej niż bazylika podoba się Golgota - trzydziestometrowy kamienny kopiec ozdobiony kolorowymi szkiełkami i kawałkami potłuczonych talerzy. Konserwator z Częstochowy napisał w miesięczniku "Jasna Góra", że nigdy nie widział czegoś równie obrzydliwego. Zdaniem prowincjała marianów, licheńskie sanktuarium to "bunt prostego, wierzącego ludu wobec tej części współczesnych elit, która buduje banki, domy handlowe i miejsca rozrywki, zapominając o Bogu".
Prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej w rodzinnej wiosce wybudował powiększoną replikę rzymskiej Bazyliki św. Piotra. Możemy się pocieszać, że Polska w odróżnieniu od Wybrzeża Kości Słoniowej jest krajem chrześcijańskim, więc wiernych nie zabraknie.

Ucieczka z ziemianki
W ostatnich latach w Polsce buduje się już niewiele kościołów. Podejmowane są jednak inwestycje prestiżowe: sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach (w sierpniu światynię konsekruje Jan Paweł II) i Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie. W obu wypadkach architekci usiłują połączyć szacunek dla tradycji z nowoczesnością. Krakowski projekt Witolda Cęckiewicza ma w sobie coś z surowej romańskiej budowli. Wojciech i Lech Szymborscy nawiązują z kolei do koncepcji Jakuba Kubickiego, który ponad dwieście lat temu na życzenie Stanisława Augusta przygotował projekt Świątyni Opatrzności. Jedyną ekstrawagancją będzie 72-metrowa wieża z betonu i szkła.
Niepocieszeni pozostają tylko zwolennicy Marka Budzyńskiego (wygrał pierwszy konkurs, rozpisany w 1998 r.). Architektowi, który uszczęśliwił Warszawę blokowiskami Ursynowa i przezroczysto-pistacjową siedzibą Sądu Najwyższego, zamarzyła się ukryta w kopcu ekologiczna świątynia ziemianka, symbolizująca "powrót do źródeł Słowiańszczyzny". Prymas Józef Glemp najpierw projekt poparł, ale potem zmienił zdanie - oficjalnie z powodu wątpliwości dotyczących technicznej strony przedsięwzięcia i jego kosztów.
Na Polach Wilanowskich nie wyrośnie więc budowla w stylu new age, która z pewnością zainteresowałaby turystów. Nieprędko też doczekamy się kościołów w stylu high-tech - ze szkła i stali. Bliższy polskiej duszy jest eklektyzm i cytaty z przeszłości, niekoniecznie rzymskokatolickiej (zdarzają się świątynie do złudzenia przypominające meczety i cerkwie prawosławne). Nie powinniśmy oczekiwać dzieł wybitnych, bo najlepsi architekci budują dziś biurowce, centra handlowe i rozrywkowe, a nie świątynie.
Od dwóch lat w Kielcach pod patronatem prymasa Polski odbywają się targi Sacroexpo, poświęcone architekturze i wyposażeniu kościołów. - Musimy się nauczyć rozmawiać o inwestycjach i pieniądzach, bo kościół ze względu na Boga i ludzi musi być miejscem godnie urządzonym - mówi ksiądz Leszek Skorupa, współorganizator targów. Dzięki takim inicjatywom z wnętrza pewnej poznańskiej świątyni znikną być może latarnie uliczne, zaś na wsiach w miejsce drewnianych kaplic przestaną wyrastać betonowe monstra. Ale niewielka to pociecha. Złą książkę można oddać na makulaturę, nikt nie zabrania wyjść z kina, gdy wyświetlany jest kiepski film. Zła architektura będzie nam towarzyszyć przez całe życie. Wierzącym i niewierzącym.
W architekturze kościelnej nie trzeba niczego wymyślać. Odpowiednie wskazówki można znaleźć w starych traktatach: od Witruwiusza poczynając, poprzez opata Sugera z Saint Denis, po działającego w XIX wieku Friedricha Schinkla. Jeszcze przed wojną ich lektura dla szanujących się architektów była obowiązkiem.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2002
Więcej możesz przeczytać w 23/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także