Zapomniani mistrzowie

Zapomniani mistrzowie

Arcydzieło malarskie można kupić już za kilkanaście tysięcy złotych.
Warszawscy marszandzi biją na alarm. Skończył się im dobry „towar" w przystępnych cenach. Jeśli na aukcjach pojawiają się prace czołowych twórców – Tadeusza Kantora czy Jerzego Nowosielskiego – są praktycznie poza zasięgiem kieszeni typowego klienta domów aukcyjnych, przedstawiciela klasy średniej.
Szef domu aukcyjnego Rempex Marek Lengiewicz twierdzi, że najbardziej poszukiwane są prace artystów z lat 50. i 60. XX wieku. Takie dzieła są wciąż na wyciągnięcie ręki, lecz lada chwila przestaną istnieć, bo większość właśnie się rozpada. Na krakowskich strychach i w piwnicach znajduje się najwięcej artystycznych skarbów. Najczęściej są przechowywane przez spadkobierców, zwykle niemających środków na ich konserwację. Przykładem są płótna Mariana Konarskiego, zmagazynowane w jego krzeszowickiej pracowni. A większość z nich to majstersztyki. Niedługo Konarski może osiągać na aukcjach wartość prac Kantora. To ostatni dzwonek, by przypomnieć zarówno o ich nieżyjących autorach, jak i umierających płótnach. I w dodatku na tym zarobić.Mechaniczna pomarańcza z Krakowa
Zmarły 10 lat temu Marian Konarski będzie miał retrospektywę pod koniec 2008 r. w stołecznej Fabryce Trzciny lub Zachęcie (o wystawę zabiega też warszawskie Muzeum Narodowe). Konarski, choć miał 33 indywidualne wystawy, w tym trzy w warszawskiej Zachęcie, lepiej jest znany w Paryżu czy Chicago, gdzie sprzedał wiele płócien. Konarski, członek głośnej w okresie międzywojennym grupy artystycznej Szczep Rogate Serce (założonej przez Stanisława Szukalskiego), nienawidził dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie znosił, gdy ktoś nazywał go plastykiem. Po drugie, nie cierpiał krakowskich kawiarni. Uważał, że „krakowscy plastycy" zamiast pracować pędzlem, robią to językiem w kawiarniach. I tam decydują o tym, co jest modne w sztuce i co trzeba promować, bez względu na obiektywną wartość.
Konarski uważał, że naśladowaniem zachodnich trendów i nowinek świata nie zwojujemy, bo „sztuka żywa" czerpie z własnej tradycji. Pewnie dlatego nie należał do modnej wówczas Grupy Krakowskiej, która dziś nie przedstawia większej wartości dla zachodnich kolekcjonerów. A prace Konarskiego mogą ich zainteresować ze względu na oryginalny styl i perfekcyjny warsztat. Nawet te malowane w dobie socrealizmu odbiegają od podobnych dzieł malowanych przez Andrzeja Wajdę, Jana Lebensteina czy Alinę Szapocznikow. Arcydziełem jest „Sen" z 1954 r. Tak współczesny, że wydaje się, jakby dopiero wczoraj artysta zdjął go ze sztalugi. Maszerują na nim ludzie w czarnych melonikach i w ciemnych okularach. Tylko z pozoru przypominają Chaplinów. Każdy bowiem ma czerwoną gębę i nieprzyjemny grymas twarzy. Jeden trzyma za twarz robotnika, który zaledwie jednym okiem może patrzeć na rzeczywistość. Gdyby nie te czerwone gęby i dwa czerwone karabiny, można by sądzić, że to krytyka kapitalistów. Obraz jako żywo przypomina też bohaterów słynnego filmu Stanleya Kubricka „Mechaniczna pomarańcza". Tyle że Konarski wpadł na taki pomysł 20 lat wcześniej.

Porąbana sztuka
O tym, że Konarski osiągnie rynkowy sukces, może świadczyć ostatnia wystawa zapomnianego krakowskiego artysty Leszka Dutki, ucznia Hanny Rudzkiej-Cybisowej. Monograficzna prezentacja w galerii w Tomaszowicach została uznana za wystawę roku. Większość prac Dutki poszła na pniu, reszta została zarezerwowana. Przy okazji przypomniano sobie o ekscesach, których bohaterem był Dutka. Ten krakowski bon vivant miał 4 żony – każdą z nich zostawił z mieszkaniem, co na ówczesne czasy było wyczynem. Do dziś wspomina się, że alkohol płynął schodami każdej z jego pracowni, choć sam Dutka nie nadużywał trunków. Stawiał za to wszystkim artystom, bo nieźle mu się powodziło. Dutka obnażał koniunkturalizm i ignorancję urzędników najwyższego szczebla, nie uznawał żadnych samozwańczych autorytetów. Przez Zbigniewa Witka, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, został niedawno nazwany drugą po Karolu Estreicherze najważniejszą dla towarzystwa osobowością. Jego twórczość jest przesycona ironią. W serii obrazów, zainspirowanych słynną rzeźbą Rodina, drwiąc z filozoficznych póz, posadził swego myśliciela na muszli klozetowej.
Twórców o sporym potencjale rynkowym jest więcej. Warto wspomnieć Tadeusza Kutermaka, ucznia Władysława Jarockiego. Ten malarz, znany z obyczajowych skandali (nie stronił od kieliszka i bijatyk w knajpach), wymyślił paletę barw, której nikt dziś nie potrafi odtworzyć. Używając zaledwie dwóch czy trzech kolorów, budował przestrzeń obrazu, czym wzbudzał podziw i zazdrość kolegów. To niezwykłe poczucie koloru być może wiązało się z tatarskim pochodzeniem artysty i jego wrażliwością na przestrzeń. Obrazy, które powstały 50 lat temu, zdumiewają świeżością przekazu.
Z kolei Allan Rzepka, uczeń Czesława Rzepińskiego i Andrzeja Stopki, tworzy swoisty teatr autorski, w którym jest reżyserem, scenografem i autorem scenariusza. Innym kąskiem dla marszandów może być Witold Damasiewicz, który malarstwa uczył się w pracowni Zbigniewa Pronaszki. Damasiewicz w okresie studiów przyjaźnił się z Andrzejem Wróblewskim i współtworzył Grupę Samokształceniową, do której należeli m.in. Jan Tarasin, Andrzej Wajda i Przemysław Brykalski. Byłoby wielką stratą dla rynku, jak i narodowej kultury, gdyby twórczość takich niedocenionych za życia artystów przepadła. Podobnie jak rzeźby Katarzyny Kobro, które sfrustrowana i uboga artystka porąbała na opał, by móc na nich zagrzać kaszę dla córki.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2008
Więcej możesz przeczytać w 26/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • Boni1949 IP
    Cytat z artykułu: \"...Grupy Krakowskiej, która dziś nie przedstawia większej wartości dla zachodnich kolekcjonerów\". Właśnie Kantor i Nowosielski przywoływani przez autora należeli do Grupy, a nawet ją współtworzyli w 1958 r. Jeszcze do Grupy należał Tadeusz Brzozowski. Proponowałbym autorowi, aby popracował nad zmniejszeniem swojej ignorancji, zanim zasiądzie do pisania.
    • kukubook@o2.pl IP
      Piękny i mądry artykuł. Polecam!
      • canisart@o2.pl IP
        Znakomity artykół!!! Dziekuję.

        Czytaj także