Zjazd Orlenu

Zjazd Orlenu

Politycy szkodzą największemu polskiemu koncernowi paliwowemu
Oponad jedną trzecią spadła w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy wartość PKN Orlen. Koncern jest wart 16,2 mld zł, co oznacza, że jego akcjonariusze stracili w tym czasie prawie 10 mld zł. Orlen jest dziś wyceniany przez inwestorów znacznie niżej niż jego najwięksi regionalni konkurenci: węgierski MOL i austriacki OMV. – To skutek zakupu w 2006 r. litewskiej rafinerii Możejki – przyznaje Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu w rządzie PiS. Możejki przynoszą straty, które Orlen częściowo rekompensuje, podnosząc ceny paliw.Orlen niemal nie zarabia na podstawowej działalności, czyli przerobie ropy i sprzedaży paliw. Nie zdołał uzyskać dostępu do roponośnych pól. Ponad 30 proc. akcji koncernu należy do funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, co oznacza, że 16 mln Polaków inwestujących oszczędności oraz odkładających na emeryturę w II filarze, straciło ponad 3 mld zł. OFE i TFI mają wspólnie większy udział w spółce niż skarb państwa i powinny czym prędzej przejąć w niej władzę, odcinając od niej polityków.

Kłopot z Możejkami
Dlaczego jedna inwestycja tak bardzo wpłynęła na kondycję PKN Orlen? To przecież nie tylko największy polski koncern, ale też największa giełdowa spółka w Europie Środkowej, która już dokonywała akwizycji za granicą. Tamte inwestycje były mniejsze. Za Możejki Orlen zapłacił 2,5 mld USD, czyli 40 proc. jego obecnej wartości rynkowej. Tuż po zakupie w Możejkach wybuchł pożar, po którym Orlen musiał zainwestować
w nowe instalacje. Potem dostawy ropy do Możejek wstrzymali Rosjanie, narażając Orlen na koszty związane z transportem ropy drogą morską. Wszystko to sprawiło, że Możejki do dziś przynoszą straty (tylko w 2007 r. – 334 mln zł). Cena, którą Orlen zapłacił za Możejki, była dziesięciokrotnie wyższa od tej, którą trzy lata wcześniej dał za nią rosyjski Jukos, a wyceny firm naftowych nie wzrosły od tego czasu tak bardzo. Jukos należał wówczas do Michaiła Chodorkowskiego, który pozbywał się aktywów koncernu, w tym Możejek, ze względu na konflikt z ówczesnym prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Można więc było wykorzystać sytuację do zbicia ceny. Na zakupie Możejek zależało jednak ówczesnemu prezesowi PKN Orlen Igorowi Chalupcowi. Jego opowieści o pokonaniu Rosjan w walce o Możejki, o nowej unii polsko-litewskiej były dobrze odbierane w otoczeniu braci Kaczyńskich. Poza tym benzyna z Możejek miała już 10 proc. udziału w rynku północno-wschodniej Polski i Chalupec chciał się pozbyć konkurenta.

Doradca Cheney
Początkowo wyglądało na to, że Orlen Możejek nie kupi. Ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz mówił, że priorytetem koncernu powinno być szukanie złóż ropy, a nie kupowanie rafinerii bez dostępu do surowca. Sytuacja się zmieniła po szczycie państw Europy Środkowo-Wschodniej w kwietniu 2006 r. w Wilnie. Prezydent Lech Kaczyński otwarcie poparł inwestycję w Możejkach. Z informacji „Wprost" wynika, że w czasie szczytu namawiał go do tego Dick Cheney, wiceprezydent USA. Cheney do 2001 r. był dyrektorem generalnym koncernu naftowego Halliburton i po zakończeniu politycznej kariery zapewne wróci do sektora naftowego.
Orlen wydał pieniądze na litewską rafinerię, więc zabrakło ich na zakup złóż ropy, co uzależniło koncern od dostaw surowca z Rosji przez drogich pośredników. Własne złoża sprawiłyby, że Orlen mógłby zarabiać na rekordowych cenach ropy. Co prawda, rosną ceny paliw na stacjach, ale koncern płaci też więcej za surowiec, a wyższe ceny zmniejszają popyt na paliwa.

Paliwo polityczne
Giełdowy spadek Orlenu jest na rękę PO, której polityk, minister skarbu Aleksander Grad, reprezentuje głównego akcjonariusza spółki. Wysokie ceny paliw stały się bowiem głównym elementem wojny między PO i PiS. Politycy PiS złożyli niedawno wniosek o odwołanie ministra finansów Jana Rostowskiego. Formalnie dlatego, że nie chciał obniżyć akcyzy na paliwo. Faktycznie dlatego, że z zamówionych przez nich badań wynikało, iż rekordowe poparcie dla PO może osłabnąć, jeśli wyborcy uwierzą, że to ta partia odpowiada za wysokie ceny paliw. Nagłośnienie okoliczności zakupu Możejek mogłoby więc pomóc PO przekonać wyborców, że za złą sytuację w PKN Orlen, a co za tym idzie – pobieranie przez koncern wyższych marż za paliwa (Orlen dominuje w dostawach na polski rynek), odpowiada PiS.
Obecnie prezesem PKN Orlen jest Wojciech Heydel, który pracował w kierownictwie koncernu w czasie, gdy finalizowano zakup Możejek. Heydel został wybrany na to stanowisko wbrew zaleceniom skarbu państwa. Chociaż kierownictwo PO zarzekało się, że nie będzie wpływać na decyzje rady nadzorczej Orlenu, po tej decyzji zwołało nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy, na którym odwołało dwóch członków rady, dając do zrozumienia, że w firmie mają rządzić ludzie, których wskazał resort.
Niewykluczone, że w zamian za inne koncesje PO w kwestii Orlenu dogada się z PiS i prezydentem. Za tym przemawia fakt, że Grad forsuje na prezesa PKN Orlen Jacka Krawca, obecnego wiceprezesa spółki. Krawiec jako ekspert PO przygotowywał spodziewaną koalicję z PiS. Jego siostra, Małgorzata Bochenek, jest jednym z najbardziej zaufanych urzędników w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Szkodliwe dla naszych portfeli przepychanki w PKN Orlen można by przeciąć.Skarb państwa kontroluje 27 proc. akcji PKN Orlen, a OFE i TFI – ponad 30 proc. Gdyby fundusze postanowiły wystąpić wspólnie, mogłyby odwołać obecny zarząd koncernu i powołać własny.

Dawid Piekarz
Rzecznik PKN Orlen

Drastyczny spadek notowań PKN Orlen to efekt bessy na giełdzie. Od 29 października 2007 r. do 16 czerwca 2008 r. cena akcji PKN Orlen spadła o 37,6 proc., podczas gdy indeks WIG 20 zniżkował o 31,2 proc. Jak widać, głównym czynnikiem wpływającym na kurs akcji spółki w ostatnim czasie są emocje inwestorów, a nie działalność spółki i perspektywy jej rozwoju. Inwestorzy i zagraniczni analitycy również są zdziwieni taką sytuacją, ponieważ wyceniają PKN Orlen powyżej aktualnej ceny giełdowej.


Zysk specjalny

W 2007 r. PKN Orlen zarobił brutto 2,6 mld zł – mniej więcej tyle, ile w 2006 r. Bliższe przyjrzenie się wynikom pozwala jednak wyciągnąć wniosek, że na głównej działalności (rafinacji ropy naftowej i sprzedaży benzyny) koncern prawie nie zarabia. Z 1,68 mld zł zysku, który formalnie przyniosła rafineria, 1,36 mld zł to tzw. efekt LIFO, czyli wzrostu wartości zapasów ropy spółki (musi ona utrzymywać rezerwy, których wartość rośnie wraz z rekordowym wzrostem cen ropy). Po odjęciu zysku wypracowanego przez zakłady chemiczne należące do PKN Orlen (do firmy należy m.in. 85 proc. Anwilu, producenta m.in. PCV – polichlorku winylu) okazuje się, że na rafinacji i sprzedaży ropy spółka zarobiła 743 mln zł, co stanowi 1,1 proc. przychodów (rok temu wyniosły one 63,8 mld zł).

Okładka tygodnika WPROST: 27/2008
Więcej możesz przeczytać w 27/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także