Tłuste koty na zapiecku

Tłuste koty na zapiecku

Ustawa kominowa degeneruje spółki skarbu państwa
Na liście płac w PZU, największym ubezpieczycielu w Europie Środkowej, jego prezes Andrzej Klesyk zajmuje dopiero 157. miejsce. Ireneusz Fąfara, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego, dysponującego ponad 25,5 mld zł aktywów, jest u siebie 20. w kolejce do kasy. Sławomira Dudzińskiego, szefa Totalizatora Sportowego, spółki o przychodach wynoszących niemal 3 mld zł, pod względem wysokości zarobków wyprzedzają m.in. niektórzy menedżerowie z działów marketingu czy informatyki. I raczej to się nie zmieni. Prezydent Lech Kaczyński zawetował nowelizację tzw. ustawy kominowej, która ogranicza zarobki szefów spółek kontrolowanych przez skarb państwa, a większości potrzebnej do odrzucenia weta najprawdopodobniej nie będzie. Oznacza to utrwalenie patologii, którymi przez lata obrosła ta ustawa. Nadal więc prezes jednej spółki paliwowej będzie liczył swoje zarobki w tysiącach, a inny w setkach tysięcy złotych. I nadal ten pierwszy będzie kombinował, jak powiększyć zawartość swojego portfela i portfeli pracujących dla jego firmy menedżerów. Co kosztuje państwo dużo więcej niż wprowadzenie rynkowego systemu płac.

Minister w kropce
Minister skarbu Aleksander Grad (PO) jest w kropce, bo obiecywał ludziom, których w ramach „odzyskiwania" spółek skarbu państwa od PiS zatrudnił na fotelach prezesów, że limity zostaną zniesione. Tymczasem nadal będą oficjalnie zarabiali nie więcej niż 18,6 tys. zł brutto miesięcznie.
– Dzięki rynkowym stawkom płac udałoby się nam pozyskać więcej i lepszych fachowców. Prezydent zablokował proces przekształcania spółek skarbu państwa w konkurencyjne, efektywne firmy oraz ich prywatyzację – mówi „Wprost" Aleksander Grad, minister skarbu. Ustawę kominową w obecnej formie zmieszały z błotem organizacje pracodawców, sami menedżerowie i wielu ekonomistów. Ale chętnych do kierowania gigantami za sześć średnich krajowych pensji nie brakuje. Bo rzadko zarabiają tylko tyle.

Ustawą po łapkach
Europoseł Janusz Wojciechowski uważa, że jest za wcześnie na uwolnienie płac szefów państwowych spółek, skoro nie znaleziono sposobu na „odpolitycznienie" tych posad. – Kontrola NIK w 1999 r. wykazała, że wysokie płace kadry zarządzającej w kontrolowanych przez państwo firmach szły w parze ze złymi wynikami finansowymi i dużą liczbą dokonywanych nieprawidłowości – mówi Wojciechowski, były prezes NIK. Ustawę likwidującą kominy płacowe przez wprowadzenie limitów zarobków dla członków zarządów spółek kontrolowanych przez skarb państwa uchwalono w 2000 r., za rządów AWS. Obecnie dotyczy ona około 740 firm, takich jak Kompania Węglowa, PKO BP, PZU, Lotos, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń, Polska Grupa Energetyczna czy TVP.
Podczas gdy Jerzy Pruski, prezes PKO BP, zarabia miesięcznie 18,6 tys. zł, Jan Krzysztof Bielecki, prezes konkurencyjnego i w pełni prywatnego Pekao SA, zarabia około 250 tys. zł. W 2007 r. szef Grupy Lotos Paweł Olechnowicz, którego płaca objęta jest limitem, zarobił w sumie 181 tys. zł (ma jeszcze niższy limit – czterokrotność średniej krajowej pensji – bo to spółka kontrolowana przez Naftę Polską – inną, stuprocentową spółkę skarbu państwa), a nieobjęty limitem płacowym Igor Chalupec, były szef PKN Orlen – 4,6 mln zł. W tym wypadku absurd jest tym większy, że skarb państwa, mając 28 proc. akcji PKN Orlen, i tak rozdaje w tej spółce karty. Podobnie jest w KGHM, gdzie skarb państwa ma największy pakiet akcji (prawie 42 proc.).
Jak było do przewidzenia, zwalczając jedną patologię, spowodowano, że pojawiła się druga. Przy tych dysproporcjach między firmami państwowymi a prywatnymi jednym z głównych zajęć władz tych pierwszych stało się kombinowanie, jak obejść ustawę kominową. Zamiast zarabiać dużo oficjalnie, robią to wbrew przepisom. Tylko czy o to chodziło?

Nadzorcy córek
Korzyści z funkcjonowania ustawy kominowej, o ile takie są, po ośmiu latach trudno oszacować. Koszty idą za to w miliardy złotych. Są to głównie koszty tworzenia wokół spółek skarbu państwa bezsensownych, zawiłych sieci firm-córek. Wyłącznie po to, aby powstało wiele rad nadzorczych, w których członkowie zarządów firm-matek mogliby zasiadać, nie podpadając tam już pod ograniczenia płacowe. Żeby mogli po cichu dorobić, nie drażniąc podatników-wyborców, powstają nieracjonalne twory gospodarcze. Na przykład gdańska rafineria rozrosła się w Grupę Lotos liczącą około 35 spółek o różnym stopniu zależności od niej. Paweł Olechnowicz, prezes Lotosu, dorabia w radach nadzorczych pięciu firm, co w 2007 r. przyniosło mu dodatkowe 219 tys. zł ponad podstawową pensję.
Szefowie PGNiG dorabiają m.in. w polsko-rosyjskiej spółce EuRoPol Gaz, zarządzającej polską częścią gazociągu Jamał, której udziałowcem jest PGNiG. W 2004 r. ówczesny prezes Marek Kossowski zarobił na swym stanowisku 197 tys. zł, a w radach nadzorczych spółek zależnych od PGNiG – dodatkowe 486 tys. zł. Kolejny prezes, Krzysztof Głogowski, poradził sobie jeszcze lepiej, pobierając jako szef 222 tys. zł, a jako członek rad nadzorczych spółek-córek prawie cztery razy tyle – w sumie ponad milion złotych. Znalazł jeszcze czas na nadzorowanie niewielkiej firmy zajmującej się handlem cygarami i produkcją papierosów. Obecny prezes PGNiG Michał Szubski zasiada w dziewięciu radach nadzorczych. Oprócz spółek związanych z poszukiwaniami ropy czy gazu jest wśród nich Fabryka Pił i Narzędzi Wapienica w Bielsku-Białej.
Prawdziwym rekordzistą jest Marek Karakuła, prezes Nafty Polskiej. Szef spółki, która właściwie już dawno powinna przestać istnieć (powołano ją do sprywatyzowania państwowych rafinerii), zasiada w radach nadzorczych 22 spółek. Oprócz PKN Orlen nadzoruje m.in. Fabrykę Parafin Naftowax, Browar Zakrzów (w likwidacji) czy spółkę Zakładowa Straż Pożarna w Rafinerii Trzebinia. Można sobie wyobrazić, jak skutecznie Karakuła nadzoruje działalność tych wszystkich firm jednocześnie.

Kumulacja na pożegnanie
Dorabianie na posiedzeniach rad to i tak dość cywilizowany sposób obejścia ustawy kominowej. Piętrowe struktury kapitałowe tworzone wokół spółek skarbu państwa ułatwiają obdzielanie znajomych intratnymi zleceniami, upychanie krewnych na ciepłe posadki. Do tego dochodzą nagrody za absurdalne wnioski racjonalizatorskie, niepotrzebne ekspertyzy. Niektórzy prezesi żyją wyłącznie na koszt swoich spółek, płacąc za wydatki osobiste służbowymi kartami (od zakupu bułek czy papierosów poczynając). Praca w spółkach skarbu państwa daje też możliwości zbudowania sieci wpływów politycznych, które mogą się później przydać zarówno w pracy w sektorze państwowym, jak i prywatnym. Dlatego poza ewidentnymi miernotami z partyjnego rozdania, szukającymi atrakcyjnej przechowalni, są też menedżerowie, którzy dla fotela wartego rzekomo 18,6 tys. zł miesięcznie gotowi są rzucić nawet dużo lepiej płatne posady w renomowanych firmach doradczych, zachodnich koncernach czy wielkich bankach.
Na odchodnym (zwykle najpóźniej po czterech latach, gdy zmienia się rząd i miotła kadrowa idzie w ruch) można jeszcze zrobić niezły interes. Popularnym sposobem obejścia ustawy i zwiększenia uposażenia jest zawarcie ze spółką umowy o zakazie konkurencji po odejściu z niej – w zamian za wysoką rekompensatę. Gdy PiS wymieniał ludzi w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa, okazało się na przykład, że szefowi Zakładów Chemicznych Police Mirosławowi Bachórskiemu przysługuje 150 tys. zł (48 tys. zł odprawy i 102 tys. zł odszkodowania za zakaz konkurencji). Były szef Poczty Polskiej Tadeusz Bartkowiak przed odejściem tak pozmieniał umowy prezesów i dyrektorów, że za ich zwolnienie należałoby zapłacić w sumie parę milionów złotych. Teraz resort skarbu w rządzie PO-PSL szykuje raport o podobnych przewinach ludzi zatrudnionych za rządów PiS.

I tak za dużo
– Chcemy powiązać wynagrodzenia prezesów z konkretnymi zadaniami, jak restrukturyzacja czy wprowadzenie spółki na giełdę – zapewnia Aleksander Grad. Lech Kaczyński uważa jednak, że choć obecna ustawa nie jest najlepsza, to pozostawienie ustalania pensji menedżerów wyłącznie radom nadzorczym spowodowałoby przywrócenie kominów płacowych. Czyli nieuzasadnione windowanie płac zarządów (w domyśle: skok ludzi PO na kasę).
– Osiem lat temu ustawa kominowa gasiła istny pożar w spółkach skarbu państwa. Owszem, stworzyła wiele absurdów, ale przez tyle lat można było ją ulepszyć – mówi były poseł Jan Rulewski, główny autor ustawy kominowej z 2000 r., obecnie senator PO – partii, która chce ją znieść. Jak przyznaje, pomysłu na zapobieżenie powrotowi do dawnych złych praktyk jednak nie ma. – Sam nie wiem, jak wzmocnić nadzór nad zarządami spółek skarbu państwa. Odpowiedzialne za to rady nadzorcze stały się przechowalnią dla przyjaciół polityków, zainteresowanych tylko pieniędzmi i bankietami.
Przeciwnicy zniesienia limitów płacowych wskazują też na inne zagrożenie. Wyższe pensje w spółkach skarbu państwa sprawią, że politycy oraz krewni i znajomi królika będą tym zacieklej bili się o posady w nich. Tyle że dotychczasowy bilans funkcjonowania ustawy kominowej jest katastrofalny. Stworzyła ona jedynie pozory i zmusiła tylko zarządy państwowych firm do nieco większej inwencji w wyciąganiu z nich pieniędzy.
– Menedżer w spółce skarbu państwa oprócz konkurentów rynkowych ma na głowie własnych związkowców, a jeszcze każda jego kluczowa decyzja może się stać przedmiotem zainteresowania prokuratora lub komisji śledczej. To wszystko za śmieszne pieniądze – mówi Andrzej Malinowski, szef Konfederacji Pracodawców Polskich. Ustawa kominowa odstraszyła od spółek skarbu państwa ludzi, którzy nie chcą się bawić w drobne i większe szwindle. – Wspiera tylko ludzi z partyjnego rozdania, którzy akurat postanowili „sprawdzić się w biznesie". Dla nich sześciokrotność średniej krajowej pensji to i tak za dużo. Są jak tłuste koty, które wylegują się na ciepłym zapiecku, a jeśli już ktoś je przegoni, zawsze spadają na cztery łapy – mówi Andrzej S. Nartowski, prezes fundacji Polski Instytut Dyrektorów.

Kosiarka płacowa

Ustawa o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi, zwana ustawą kominową, ogranicza:
- płace członków zarządów firm, w których skarb państwa ma udział większy niż 50 proc., do sześciokrotności średniego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach

- płace członków zarządów spółek-córek spółek z przewagą skarbu państwa do czterokrotności średniego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach

- wynagrodzenia członków rad nadzorczych w spółkach z przewagą skarbu państwa do wysokości jednego średniego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach

Przewidziano też dla członków zarządów premię
w wysokości trzech pensji, uzależnioną od bliżej niesprecyzowanych
w ustawie wyników finansowych spółki.

Najlepiej zarabiający menedżerowie prywatnych spółek giełdowych
Roczne zarobki w 2007 r. w mln zł

Marek Józefiak
były prezes TP SA
6,44

Janusz Filipiak
prezes ComArchu
6,11

Zbigniew Canowiecki
były prezes Centrostalu Gdańsk
5,69

Jacek Kseń
były prezes BZ WBK
5,66

Sławomir Lachowski
były prezes BRE Banku
5,22

Józef Wancer
prezes Banku BPH
6,44

Wybrani prezesi , których wynagrodzenia są ograniczone przez tzw. ustawę kominową
W tabeli kolejno roczna pensja (mln zł) i zysk netto spółki za II kw. 2008 r. (mln zł)

Jerzy Pruski
PKO BP
0,22 | 951**

Paweł Olechnowicz
Lotos*
0,15 | 261**

Dariusz Nowak
PLL LOT
0,22 | 130

Włodzimierz Biały
Ruch
0,22 | 6,2

Michał Szubski
PGNiG
0,22 | 778

Ireneusz Fąfara
BGK
0,22 | 153

*Prezesi spółek zależnych od spółek kontrolowanych przez skarb państwa zarabiają czterokrotność średniej krajowej
**w I kw. 2008





Okładka tygodnika WPROST: 33/2008
Więcej możesz przeczytać w 33/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także