Czwarty bliźniak

Czwarty bliźniak

Arkadiusz Mularczyk buduje karierę jako komandos Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry
Wygląda to jak starcie Dawida z Goliatem. Młody prawnik i niedoświadczony polityk pozywa znanego profesora prawa. A wszystko zaczęło się w maju 2007 r. Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS, bronił przed Trybunałem Konstytucyjnym ustawy lustracyjnej. W ostatniej chwili zgłosił wniosek o odroczenie wydania wyroku. Twierdził, że dwaj sędziowie TK zostali zarejestrowani jako współpracownicy peerelowskich tajnych służb. Jego zachowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym prof. Andrzej Zoll (były szef TK) nazwał przestępstwem ściganym z urzędu. W odpowiedzi Mularczyk wytoczył mu proces karny. I przekonał się, jak w Polsce działa wymiar sprawiedliwości, gdy pozwanym jest "autorytet".– Proces ciągnie się od piętnastu miesięcy. Przez ten czas sądy przekazują sobie moją sprawę, sędziowie wyłączają się z postępowania, tłumacząc to faktem, że albo profesor Zoll był ich wykładowcą, albo oni byli moimi kolegami z roku. Niedawno sędzia, który miał prowadzić sprawę w Krakowie, rozchorował się na dwa miesiące – opowiada Mularczyk.

Solista w duetach
Prof. Zoll znajduje się obecnie w sytuacji Zbigniewa Ziobry, który w swoich wypowiedziach przesądził o odpowiedzialności dr. Mirosława G. za zabójstwo pacjenta. Mularczyka bawi gimnastyka uprawiana przez publicystów piętnujących Ziobrę za ferowanie przedwczesnych wyroków i jednocześnie usprawiedliwiających podobną pochopność prof. Zolla. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Ziobro to przyjaciel Mularczyka. Znają się od czasu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, razem jeżdżą na narty. I razem knują – tak przynajmniej twierdzi jeden z polityków PiS. W partii nazywa się ich drugimi bliźniakami. Jeśli Ziobro miałby zostać następcą Jarosława Kaczyńskiego, to rola jego politycznego brata przypadłaby Mularczykowi.
Obaj doświadczenie zdobywali w komisjach śledczych (Ziobro – w komisji ds. afery Rywina, Mularczyk – w komisji ds. nacisków na służby). Posłowie pytani o największe zalety Ziobry i Mularczyka wymieniają tę samą cechę – lojalność. Jako największą wadę równie zgodnie wskazują zbytnią emocjonalność, która czasem bierze górę nad rozsądkiem. Ziobro, bardziej doświadczony w polityce od Mularczyka, jest dziś politycznym przewodnikiem młodszego o kilka miesięcy kolegi. Mularczyk pełni z kolei funkcję nieformalnego rzecznika prasowego Ziobry. Formalnie jest zresztą adwokatem Ziobry. Reprezentuje go w sprawie o uchylenie mu immunitetu, która wywołała awanturę w sejmowej komisji regulaminowej.

Szczekacz Kaczyńskiego
Po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych Jarosław Kaczyński wyznaczył kilkudziesięciu posłów PiS do punktowania platformy. Grupa „mózgowców" po cichu zbiera amunicję, a grupa „szczekaczy" wykorzystuje ją do ataku na PO. Arkadiusz Mularczyk znalazł się w tej drugiej. Dziś jest jednym z najczęściej występujących na konferencjach prasowych posłów PiS i jednym z najgłośniejszych. Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, którego Mularczyk atakował podczas posiedzenia rady miasta, nazwał go „rycerzem przybywającym z odsieczą”.
Mularczyk nie wywołuje jednak silnych negatywnych emocji. Ciepło mówią o nim nawet zdeklarowani polityczni przeciwnicy. – Przez większą część poprzedniej kadencji był w cieniu, przyciszony. Dziś, kiedy PiS jest w opozycji, rozwija skrzydła, jest aktywny, ma dużo pomysłów – ocenia Ryszard Kalisz z Lewicy, który z Mularczykiem współpracuje w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Andrzej Czuma z PO, szef komisji śledczej ds. nacisków, uważa, że Mularczyk ma dwie twarze: jedną na użytek publiczny i drugą  – znacznie łagodniejszą. – Kiedy kamery telewizyjne relacjonują nasze obrady, poseł PiS bezustannie atakuje, kiedy są wyłączone, można się z nim porozumieć w prawie każdej sprawie – przekonuje Czuma. Mularczyk potrafi zapomnieć o politycznych podziałach i zaprzyjaźnić się nawet z osobą o tak odmiennych poglądach i charakterze jak Joanna Senyszyn. – Spodobały mu się chyba moje dowcipy, które opowiadałam podczas niedawnej wspólnej podróży do Tajpej. To o tyle ciekawe, że głównie opowiadam żarty antyklerykalne i nieprzyzwoite – wspomina posłanka Lewicy.
Politolog Marek Migalski, który chodził do tego samego liceum co Mularczyk, twierdzi, że mimo niewątpliwego talentu na razie jest on politykiem o zbyt ograniczonym horyzoncie i zbyt emocjonalnym. Może dlatego lepiej wypada w duetach, na przykład z Jackiem Kurskim, z którym zasiada w sejmowej komisji śledczej ds. nacisków. – On jest odpowiedzialny za wiedzę prawniczą, a ja za retorykę – mówi Jacek Kurski.

Koszykarz i lowelas
Mularczyk urodził się 4 lutego 1971 r. w górnośląskim Raciborzu. Rodzice byli nauczycielami: matka uczyła języka rosyjskiego w miejscowym liceum. – Nie pamiętam Arkadiusza Mularczyka ze szkoły, choć dzieliły nas jedynie dwa lata. Za to pamiętam Janinę Mularczyk, jego matkę, u której co semestr miałem kłopoty z zaliczeniem rosyjskiego – wspomina Marek Migalski. – Poza nauką interesowały Arka jeszcze koszykówka i dziewczyny – przypomina sobie Rafał Wypiór, który chodził z Mularczykiem do liceum, potem razem z nim studiował, a dziś jest jego adwokatem. – Kreował się na lowelasa. Używał ogromnych ilości lakierów i żelów do włosów, co przynosiło niekoniecznie pożądany efekt – dodaje Wypiór.
Polityka Mularczyka wówczas nie interesowała. Nie przyłączył się do tworzonego w liceum, m.in. przez Migalskiego, opozycyjnego Grona Młodzieży Niezależnej. Po maturze zdecydował się na studia prawnicze. Na Uniwersytecie Jagiellońskim poznał m.in. Zbigniewa Ziobrę, późniejszego szefa ABW Bogdana Święczkowskiego, podsekretarza w kancelarii Lecha Kaczyńskiego Andrzeja Dudę czy Kazimierza Gródka, obecnie szefa RMF FM. – Razem uczyliśmy się do egzaminów, a potem wspólnie chodziliśmy oblewać ich zdanie i podrywać dziewczyny – wspomina studiowanie z Mularczykiem Zbigniew Ziobro. Podczas jednej z takich wypraw, gdy Ziobro i Rafał Wypiór świętowali Dzień Kobiet ze studentkami historii, Mularczyk poznał swoją przyszłą żonę Iwonę, dziś nauczycielkę historii i wiedzy o społeczeństwie w jednym z nowosądeckich liceów. Zdaniem znajomych pary, w domu to ona rządzi. – To piękna kobieta o prawdziwie góralskim charakterze. Ma duży wpływ na wiele ważnych decyzji Arka – potwierdza Zbigniew Ziobro. – Rzeczywiście, ja rządzę w Nowym Sączu, ale Arkowi nie wtrącam się w sprawy warszawskie – mówi żona parlamentarzysty.

Człowiek, który lubi rządzić
Polityką Mularczyk zainteresował się w 1997 r., po przeprowadzce z Krakowa do Nowego Sącza, rodzinnego miasta jego żony. Pracował wówczas w Biurze Legislacyjnym Kancelarii Senatu oraz prowadził biuro Andrzeja Chronowskiego. Rok później ówczesny senator AWS został patronem Mularczyka w wyborach do rady miejskiej Nowego Sącza. – Znajomość ze mną była mu potrzebna chyba tylko do promocji swojej osoby. Po roku z hukiem się rozstaliśmy. Drugi raz nie zaryzykowałbym wspólnej pracy – opowiada dziś Chronowski. Inni byli współpracownicy Mularczyka również nie wspominają go dobrze. – Lubił rządzić. Kiedy przez miasto przetoczyła się powódź, wszyscy biegali w gumiakach i nosili worki. On stał w garniturze na wałach i dyrygował – opowiada jeden z sądeckich radnych. W wyborach cztery lata później Mularczyk radnym już nie został. Skupił się wówczas na praktyce adwokackiej. Dzięki Ziobrze z polityką jednak nie zerwał.
W 2005 r. wystartował w wyborach do Sejmu z listy PiS. Współorganizował też kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego w regionie. Po zdobyciu mandatu poselskiego nie zapomniał o lokalnej polityce. Zasiadając w Sejmie, był jednocześnie rozgrywającym w regionie. To jego obciążano odpowiedzialnością za to, że PiS, chociaż zdobyło najwięcej mandatów w wyborach samorządowych w 2006 r., przegrało koalicyjne negocjacje. Władzę w sejmiku przejęły PO i PSL. Stanisław Kogut, ówczesny senator PiS, powiedział publicznie do Mularczyka: „Miałeś chamie złoty róg", i niedługo po tym został zawieszony w partii.
Kilka miesięcy zajęło Mularczykowi odwołanie Witolda Kochana, wojewody małopolskiego powołanego przez Kazimierza Marcinkiewicza. – To człowiek bezwzględny w rozprawianiu się ze swoimi konkurentami – mówi Kochan, dziś poseł PO. – Odszedłem z PiS, gdy Mularczyk wygrał wybory na szefa okręgu – dodaje.
Mularczyk, podobnie jak Ziobro, został wyklęty przez środowisko prawnicze i powrót do praktyki adwokackiej byłby dla niego bardzo trudny. Marek Migalski wróży jednak Mularczykowi świetlaną przyszłość w polityce. – Postawił na dwa bardzo silne konie: Kaczyńskiego i Ziobrę. I do tej pory nie zrobił niczego, co kazałoby tym dwóm politykom w niego zwątpić – uważa Marek Migalski.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2008
Więcej możesz przeczytać w 37/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także