Wojny góralskie

Wojny góralskie

Mieszkańcy Podhala biją się o 2 miliardy złotych rocznie
Górale pobili się przy podziale zezwoleń na wożenie ceprów furmankami do Morskiego Oka. Awanturą skończyła się także próba uporządkowania handlu oscypkami na Krupówkach. Górale biją się o duże pieniądze. Co najmniej 2-3 mld zł w ciągu roku zostawiają setki tysięcy turystów w powiecie tatrzańskim (Zakopane plus Biały Dunajec, Bukowina Tatrzańska, Kościelisko i Poronin). To turystyczny rekord Polski. O podział tego tortu znaczna część z około 65 tys. mieszkańców tego regionu walczy dosłownie na noże, czy raczej ciupagi. Każdy metr ziemi budowlanej, każdy centymetr Krupówek, który można wykorzystać do handlu, każde zezwolenie na przewóz gości do Morskiego Oka czy komercyjny wyrąb lasów – wszystko to jest przedmiotem wojny. Górali między sobą, górali z władzami samorządowymi, a wszystkich – z władzami Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN). Teraz, gdy armia turystów w Zakopanem nieco się przerzedziła (zanim znów osiągnie olbrzymie rozmiary zimą), dla górali nastał czas podliczania zysków. Ale przede wszystkim walki o swoiste pole position w wyścigu po pieniądze ceprów w kolejnym sezonie.
Jest się o co ścigać. Pracownicy Urzędu Skarbowego w Zakopanem doliczyli się w 2008 r. w mieście oraz okolicznych gminach wiejskich 25 podatników, którzy zadeklarowali dochody w wysokości ponad miliona złotych. To prawie dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Ale znając przedsiębiorczość i zapobiegliwość górali, to i tak liczba znacznie zaniżona.

Fura pieniędzy
Gdy starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski próbował jeszcze podczas minionych wakacji (czyli w szczycie sezonu) zamknąć drogę do Morskiego Oka i rozpocząć jej remont, podniósł się taki rwetes, że musiał przesunąć termin na wrzesień. Bo ta droga to niemałe źródło dochodów. Tylko za dzierżawę parkingu samochodowego na Palenicy, na początku szlaku, TPN pobiera 880 tys. zł rocznie. Niedawno ofertę poprzedniego najemcy przebito o 100 tys. zł. To daje wyobrażenie, ile można zarobić na wynajęciu parkingu i pobieraniu opłat od turystów.
Często dochodzi do rękoczynów przy rozdzielaniu licencji na wożenie turystów bryczkami do Morskiego Oka. Cena takiego przejazdu wynosi 30 zł. Przy 10 tys. osób dziennie przemierzających ten szlak (na przykład w majowe długie weekendy), jest to żyła złota. Ściśle nadzorowana. – Mogą się tym zajmować ci, którzy mają w okolicy gospodarstwa rolne. To nasz teren i tylko nasi będą tu pracować – stwierdza Ludwik Rzepka, radny z Bukowiny Tatrzańskiej, który zawiaduje systemem pozwoleń dla wozaków. Zajmujący się tym bacowie (około 60) dzielą i rządzą rynkiem, wykupując licencje na dziesięć dni (po 1000 zł).
Interes musi być dobry, bo żadne koszty nie zniechęcają wozaków. Na przykład niedawno TPN wprowadził nowy obowiązujący model bryczki – za 12 tys. zł. Do tego konie albo traktor, przyczepa, sanie na zimę. Już na starcie trzeba zainwestować około 60 tys. zł. A i tak na liście rezerwowej ponad 20 baców czeka na każde potknięcie konkurentów (przyznaną licencję można stracić m.in. za powożenie po pijanemu, wyzywanie turystów itp.).

Bitwa o handel
Gdy właściciel domu i pokaźnej działki u wylotu Doliny Kościeliskiej wpuścił na swój teren handlowców z oscypkami, pamiątkami i napojami, dyrekcja TPN zagroziła, że metr dalej – już na gruncie pod swoim zarządem – postawi płot, który uniemożliwi turystom robienie tam zakupów. Bo TPN rezerwuje sobie prawo do rozstrzygania, kto będzie sprzedawał przekąski czy upominki na popularnych szlakach, i pobierania za to opłat.
– Handel trzeba uporządkować. Jeśli wchodzisz do parku, zarabiasz tam i przy tym jeszcze zwiększasz natężenie ruchu turystycznego, to musisz zrekompensować naturze swój pobyt – mówi Paweł Skawiński, dyrektor naczelny TPN. Z tego powodu TPN toczy boje z PTTK i jego spółką Hotele Karpaty, które kontrolują dziewięć tatrzańskich schronisk. A to też pokaźny interes. Na przykład placówka przy Morskim Oku może obsłużyć dziennie nawet 1800 klientów, a ceny ma wysokie.
Jeszcze bardziej zażarte boje toczą się o zakopiańskie Krupówki, jedną z najdroższych – pod względem wartości portfeli po niej spacerujących – ulic Polski. I tu powierzchnia handlowa jest limitowana. Na przykład Biuro Promocji Zakopanego (BPZ) dysponuje trzynastoma miejscami na stragany z oscypkami. – Organizujemy przetargi. Ten handluje, kto da więcej – mówi Andrzej Kawecki, dyrektor BPZ i szef Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Za najlepsze miejsca trzeba zapłacić miesięcznie 3 tys. zł. Żeby wyjść na swoje i przyzwoicie zarobić, trzeba sprzedawać w zasadzie tylko kilkadziesiąt oscypków dziennie. Chętnych nie brakuje. Wcześniej próbowano sprawę rozstrzygnąć w drodze losowania pozwoleń na handel oscypkami (gdy burmistrzem był Adam Bachleda‑Curuś), ale skończyło się awanturą. Kilku sprzedawców pobiło się; wyszło na jaw, że jedna z rodzin wystawiła 15 reprezentantów, by zwiększyć szansę na wygraną.
Zarabia się też na walce z polityką „porządkowania handlu", kontynuowaną przez obecnego burmistrza Janusza Majchera. Ci, którzy nie zdobyli pozwoleń na stragany na Krupówkach, wieszają okulary, koszulki, ciupagi lub beczące owce made in China na ścianach sąsiadujących z ulicą kamienic i domów. Ich właściciele za „prawo do ściany" pobierają miesięcznie około 2 tys. zł.

Teraz deweloperka
Oprócz wojenek o dziesiątki i setki tysięcy złotych toczy się walka o miliony – hotele, centra handlowe, restauracje w najlepszych punktach. Ale tu karty są rozdane między dwóch najbogatszych zakopiańczyków. Do byłego burmistrza miasta Adama Bachledy-Curusia (na zdjęciu) należy m.in. pasaż handlowy położony w górnej części Krupówek oraz hotele Kryształ i Wersal. W sumie ma on (w Polsce i za granicą) około 100 nieruchomości, a jego majątek jest wart ponad 410 mln zł (69. na tegorocznej liście 100 najbogatszych Polaków „Wprost"). Z kolei Andrzej Stoch ma m.in. hotele Panorama i Morskie Oko, restauracje Gubałówka, Kolorowa i Jędruś, zajazd Kuźnice, a także punkty gastronomiczne pod Wielką Krokwią (wartość jego majątku też liczy się w setkach milionów złotych).
– Budując pensjonat czy hotel, na zwrot inwestycji trzeba czekać od ośmiu do dwunastu lat. Nowe zakopiańskie fortuny pochodzą przede wszystkim z deweloperstwa – uważa Andrzej Kawecki. W wypadku nowych mieszkań w dobrej lokalizacji cena metra kwadratowego zaczyna się od 12 tys. zł. Metr kwadratowy działki budowlanej kosztuje około 1000 zł (ale to i tak towar deficytowy). – Zakopane jest drogie i będzie jeszcze droższe – twierdzi Sylwester Moranda, prezes spółki PKS Investment, która za 120 mln zł buduje tam osiedle apartamentowców.
Aby zarobić na boomie budowlanym, mieszkańcy Podhala nie przebierają w środkach. Samowole budowlane coraz bardziej zbliżają się już do granic parku. Zanim urzędnicy samorządowi lub pracownicy TPN się zorientują, wylewane są fundamenty i stawiane mury. Potem budowa zamiera, po czym jej właściciel rozpoczyna mozolne starania o legalizację samowoli. Może to potrwać nawet kilkanaście lat, ale się opłaca.

Park interesów
Gdy dwa lata temu Słowacy zaproponowali budowę kolejki, która połączyłaby Zakopane z Liptowskim Mikulašem po słowackiej stronie Tatr, projekt uznano za zamach na działalność turystyczną. Kolejkę nazwano „wywozową, bo turystów wywiezie z Zakopanego". Solidarność górali biznesmenów zdarza się tylko w obliczu wizji utraty zysków. Na co dzień wielu jednoczą w ten sposób potyczki z dyrekcją TPN, która jest oskarżana o „psucie interesów", bo usiłuje powstrzymać wkraczanie biznesu na obszar parku. Co prawda chwilowo emocje nie są tak wielkie jak za czasów, gdy TPN szefował Wojciech Gąsienica-Byrcyn (do jesieni 2001 r.), który z zasady blokował różne inwestycje (rozbudowę tras narciarskich, czy prowadzenie rur do naśnieżania). Kruchy rozejm panuje między TPN a Wspólnotą Leśną Uprawnionych Ośmiu Wsi w Witowie, grupującą mieszkańców wiosek z okolic Zakopanego. Należą do niej rozległe tereny, z których większość (ponad 2,2 tys. ha) leży w ścisłych granicach parku, a reszta (850 ha) w jego otulinie. Gąsienica-Byrcyn właściwie domagał się pozbawienia górali z tej wspólnoty praw właścicielskich, nie zgadzając się, aby na swojej ziemi wyrąbywali las, budowali czy prowadzili działalność usługową. Doszło do tego, że w niektórych miejscach turyści musieli wykupować podwójne bilety, aby wejść do parku: „góralski" – obowiązujący na prywatnych działkach w Dolinie Chochołowskiej oraz TPN-owski – pozwalający na poruszanie się po pozostałej części parku.
Niektórzy górale zarzucają TPN, że jest jak pies ogrodnika i pod płaszczykiem dbałości o przyrodę sam robi interesy. Tylko na biletach wstępu do parku TPN zarabia ponad 6 mln zł rocznie. Kolejne 3,2 mln zł zarabia na udostępnianiu terenów parku na cele komercyjne. Na przykład filmowcy, którzy chcą tam kręcić, płacą po 10-25 tys. zł za dzień zdjęciowy. W 2008 r. za zorganizowanie planu dla filmu „Prawdziwa historia Janosika" TPN pobrał 100 tys. zł. Nad chronionymi terenami można też polatać śmigłowcem – za 50 tys. zł.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2008
Więcej możesz przeczytać w 37/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także