Górna półka - Historia, czyli masakra

Górna półka - Historia, czyli masakra

Poruszające, niepokojące „Kinderszenen" to kolejna – po m.in. „Umschlagplatzu" czy głośnym „Wieszaniu" – warszawska książka Jarosława Marka Rymkiewicza. Pisarz raz jeszcze wraca do „przeklętych” pytań o sens narodowych zrywów, ducha dziejów Polski i sens historii jako takiej, która jawi mu się jako powikłany kłąb okropnych wydarzeń. Czy nie jest tak, że dziejami rządzi okrutna konieczność? Czy historia nie jest masakrą, okrutnym mordem popełnianym beznamiętnie na milionach istnień? Taką masakrą była eksplozja w Warszawie 13 sierpnia 1944 r. czołgu wypełnionego materiałami wybuchowymi. Zdobyli go powstańcy, obwożąc potem w triumfalnym pochodzie przez Stare Miasto. Przy kamienicy przy ulicy Kilińskiego 1 czołg eksplodował, zabijając i raniąc setki, a może tysiące ludzi. Tadeusz Gajcy napisał potem makabryczną, bluźnierczą fraszkę: „Wszyscy święci, hej do stołu!/ W niebie uczta: polskie flaczki/ Wprost z rynsztoków Kilińskiego!/ Salcesonów pełna misa./ Świeże, chrupkie. Pachną trupkiem:/ […] Przegryźcie Chrystusem Narodów!".
Rymkiewicz prowadzi w sprawie tej masakry swoiste śledztwo, krok po kroku rekonstruując jej przebieg. Zderza często niejasne, czasem sprzeczne relacje na jej temat. Interesują go szczegóły: ile tygrysów ostrzeliwało 13 sierpnia plac Zamkowy, z jakiego kierunku się pojawiły, czy czołg, który wybuchł na ul. Kilińskiego, był czołgiem, czy raczej wozem amunicyjnym i jaka była przyczyna jego eksplozji, a zwłaszcza, czy był naprawdę „krzyżacką pułapką"? A może wszystko było dziełem przypadku?
Pytania o historię wiodą ku filozofii i pytaniom o sens istnienia. Także samego autora. Powstanie i wojna interesują go także jako doświadczenie prywatne i egzystencjalne, obserwowane oczyma dziecka, którym był wówczas. Stąd tytuł książki – „Kinderszenen", sceny dziecięce, zaczerpnięty z cyklu romantycznych miniatur Roberta Schumanna. Z miniatur eseistycznych zbudowana jest też książka Rymkiewicza, w której na sposób muzyczny przeplatają się wspomnieniowe scenki z dzieciństwa z kolejnymi etapami rekonstrukcji masakry na Kilińskiego. Nie ma tu jednak mowy o zasadniczym kontraście, bo wojna widziana z perspektywy dziecięcej i historycznej jest czymś równie potwornym, nawet gdy dotyczy spraw banalnych, jak śmierć kotów czy greckiego żółwia. I tu, i tam stykamy się z tajemnicą umierania.
Romantyczna geneza tytułu książki Rymkiewicza zderza się z jej antyromantycznym przesłaniem. Nic tu nie ma ze słodyczy, którą są przesycone miniatury Schumanna. Wspominając zwłoki kobiety z dziurą w plecach, widziane wiosną 1940 r., Rymkiewicz pisze o Niemcach: „Chciałbym tylko, żeby wiedzieli, co mi zrobili – zniszczyli moje dzieciństwo i zrujnowali moją ośmioletnią wyobraźnię. Została kupa gruzów, kupa trupów, wielkie szambo, wielka dziura wypełniona czarną krwią". Jak cała książka Rymkiewicza te słowa są oskarżeniem Niemców i lamentem nad zmasakrowanym dzieciństwem. Jest w nich klucz do wyobraźni poety. Jest ostrzeżenie przed uleganiem „słodkiemu" widzeniu świata. Wyraźniej widać to ostrzeżenie w szkicu analizującym nowelkę Adolfa Dygasińskiego „Zając". Czytamy tam, że wojna jest „jedynym prawem, jedyną koniecznością, jedyną siłą, która złączyła i wiecznie będzie łączyć żywe istnienia” i że wygrywa w tej wojnie ten, komu sprzyja „traf, przypadek, los”.
W profetycznym nurcie „Kinderszenen" mieszczą się rozważania o duchowych konsekwencjach powstania warszawskiego i cierpkie uwagi o psychice niemieckiej, którą zdaniem Rymkiewicza, cechuje naiwność połączona z okrucieństwem i skłonnością do „istnieniowej wyłączności". Przy całym buncie wobec historii Rymkiewicz wie, że nie ma ona końca, że to, co było, może wrócić, a może nawet nie odeszło od nas wcale i nie wiemy, jakie owoce przyniesie. Tak było z powstaniem warszawskim. Wcale nie zeszło na nic, jak pisał Miłosz. Jego wspaniałe skutki, twierdzi Rymkiewicz, Polacy odczuli dopiero po latach.
Historyczny agnostycyzm Rymkiewicza, jego nietzscheański egzystencjalizm wywołują czasem efekt uderzenia w twarz, które jednych otrzeźwi, innych obrazi. Zdaniem pisarza, jest tylko życie z jego obrzydliwością i dzikim pięknem, ale też jesteśmy tylko tutaj. Stąd pewnie ten nieco wisielczy humor Rymkiewicza. Pisząc o kurtynie na Krakowskim Przedmieściu, wyobraża on sobie, jak strzelec wyborowy strzela do esesmana wbijającego hak w ścianę jednego z domów: „Drabina przewraca się. Niemiec spada, młotek wylatuje mu z pyska. Jaki widok miły!".

Jarosław Marek Rymkiewicz „Kinderszenen" wydawnictwo Sic! Warszawa 2008


Okładka tygodnika WPROST: 37/2008
Więcej możesz przeczytać w 37/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0