Joseph Biden – przeciętny Amerykanin?

Joseph Biden – przeciętny Amerykanin?

Po serii artykułów poświęconych Sarah Palin prasa, zaczęła przyglądać się bliżej kandydatowi na wiceprezydenta z ramienia Demokratów, senatorowi Josephowi Bidenowi, który przed wyborcami kreuje się na przeciętnego przedstawiciela klasy średniej, pisze „The New York Times”.
„Panie i Panowie, wasz stół kuchenny jest taki sam jak mój", powiedział Biden, kiedy Barack Obama przedstawił go jako swojego kandydata na wiceprezydenta. "Siadacie przy nim co wieczór po położeniu dzieci spać i rozmawiacie o swoich potrzebach. Rozmawiacie o tym, jak bardzo się martwicie o to, czy jesteście w stanie zapłacić wszystkie rachunki." Jak pisze dziennik, Biden rzeczywiście wychowywał się w dzielnicach robotniczych Scranton w Pensylwanii i Claymont w stanie Delaware, jednak dzisiaj jego stół kuchenny znajduje się w potężnym ponad 600-metrowym domu w stylu kolonialnym, wartym prawie 3 miliony dolarów.

„Mimo że Biden znajduje się w grupie najmniej zamożnych członków klubu milionerów, jakim jest amerykański Senat, on i jego żona Jill, która jest wykładowcą uniwersyteckim, zarabiają około 250 tys. dolarów rocznie. Biden prowadzi tryb życia, który z pewnością odbiega od tego, który usiłuje sprzedać swoim wyborcom." Wystarczy przeanalizować jego finanse, by zauważyć, że często korzystał ze źródeł i powiązań, które nie są dostępne dla przeciętnego Amerykanina.

Dziennik donosi, że senator kupił swój dom na preferencyjnych zasadach dzięki koneksjom z bogatymi biznesmenami, wśród których byli bankierzy bezpośrednio zainteresowani pracami nad ustawami prowadzonymi w Senacie. Dziennik podkreśla, że nic nie wskazuje na to, by Biden łamał prawo dokonując transakcji, korzystał raczej z tego, kim jest, czyli senatorem Stanów Zjednoczonych, a nie przeciętniakiem, na jakiego się kreuje, by przyciągnąć głosy przedstawicieli klasy średniej. 

Sztab kampanii Demokratów zaprzecza, by Biden był w jakiś sposób faworyzowany przez instytucje zajmujące się handlem nieruchomościami czy bankowością, a jego rzecznik David Wade, powiedział, że "Joe nigdy nie zapomniał skąd się wywodzi lub gdzie wyrastał, wartości, które mu wpojono motywują go do pracy na rzecz klasy średniej."

„The New York Times" przyjrzał się również wydatkom Bidena na częste podróże pociągiem do Waszyngtonu. Okazuje się, że wydatki na bilety dla niego i jego współpracowników od 2001 wynosiły od 9 tys. do 15 tys. dolarów rocznie, czyli o wiele więcej niż jego kolegów kongresmanów pokonujących podobną trasę podobną częstotliwością, którzy na ten cel wydawali między 500 a 3 tys. dolarów.

Senatorowie nie mogą podróżować za publiczne pieniądze, jednak Biden przyznał się, że czasami korzystał z pieniędzy kampanii, by opłacić przejazdy „jeśli podróż miała związek z kampanią". Jego współpracownicy nie są w stanie wyjaśnić dlaczego wydatki na bilety były aż tak wysokie.

Czytaj także

 0