Godne zdanie

Godne zdanie

"Zdanie" to bodaj jedyne pismo społeczno-polityczne, którego nie przemieliły żarna historii
Pismo "Zdanie" obchodzi swoje dwudzieste urodziny. Na pierwszy rzut oka jubileusz nie wydaje się imponujący. Jest przecież w naszym kraju wiele pism o znacznie starszej metryce. Są wśród nich szacowni stulatkowie, a pięćdziesięciolatków i czterdziestolatków liczy się na pęczki. Dwudziestolatek to w tym gronie młokos, którym nie warto zaprzątać sobie uwagi.
Mechaniczne odczytanie metryki jest jednak w wypadku naszej prasy zabiegiem wielce mylącym. Burze dziejowe, jakie przetoczyły się nad Polską, przede wszystkim ta ostatnia z 1989 r., sprawiły, że większość wydawanych dzisiaj pism łączy z ich historycznymi pierwowzorami wyłącznie tytuł. Nawet jeśli dziennikarze pozostali ci sami, to ich dzisiejsze przekonania niewiele mają wspólnego z poglądami wyznawanymi przed piętnastu czy dwudziestu laty. Wypada to odnotować bez cienia wyrzutu czy złośliwości. Cała Polska przeobraziła się nie do poznania i nic dziwnego, że ten proces objął również środowisko dziennikarskie.
"Zdanie" jest bodajże jedynym pis-mem społeczno-politycznym, którego nie przemieliły żarna historii. Na jego kartach ciągle można odnaleźć poglądy prezentowane przez dwie dekady jego istnienia. Co najważniejsze, są to przekonania jak najbardziej żywe. Pismo w najmniejszym stopniu nie przypomina dinozaura, który jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu przetrwał kataklizm i przystosował się do nowych warunków. Pasuje jak ulał do nowej Polski, choć trwa przy ideach, które głosiło przed dwudziestu laty.
W pierwszej chwili brzmi to jak herezja. Nie trzeba być przecież wielkim znawcą historii, żeby zauważyć, iż obchodzony właśnie jubileusz oznacza narodziny w czasie najczarniejszej nocy stanu wojennego - wiosną 1982 r. Wydawałoby się, że w tamtych warunkach, zwłaszcza jeśli chodzi o oficjalną prasę społeczno-polityczną, nie mogło powstać nic dobrego. Każda reguła ma jednak potwierdzające ją wyjątki i taką właśnie osobliwością było powstanie "Zdania".
Tak naprawdę ukazywało się ono od 1978 r. - w postaci zeszytów krakowskiego stowarzyszenia Kuźnica i Wydawnictwa Literackiego. Patronowało mu grono działaczy PZPR o światłych i nowoczesnych poglądach, wśród których wyróżniali się Hiero-nim Kubiak, Andrzej Kurz i Andrzej Urbańczyk. Marzył się im socjalizm o ludzkiej twarzy, o rysach niewiele odbiegających od klasycznej zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji. Partyjny beton ochrzcił ich mianem "liberałów", choć z autentycznymi liberałami niewiele mieli wspólnego.
"Liberałowie" byli w PZPR marginesem, chociaż w latach 1980-1981, w efekcie politycznego trzęsienia wywołanego przez "Solidarność", ich znaczenie wzrosło. Hieronim Kubiak wszedł nawet w skład najwyższego kierownictwa partii, co żadnemu z "liberałów" nie przydarzyło się od 1956 r.
Pismo ukazywało się w niewielkim nakładzie, bo ani kierownictwo PZPR nie chciało propagowania "liberalnej herezji", ani jej wyznawców nie było w PZPR zbyt wielu. Lwia część ludzi o światłych umysłach oddała legitymacje po 13 grudnia 1981 r. Reszty dopełniły kolejne fale partyjnych czystek.
Niedobitki partyjnych reformatorów odżyły pod koniec lat 80., kiedy PRL zatrzęsła się w posadach. Także środowisko "Zdania" oraz czytelnicy wychowani na jego tekstach aktywnie włączyli się w przebudowę polskiej lewicy. Operacja się powiodła, ale pis-mo - zgodnie z regułą, że rewolucja pożera swoje dzieci - popadło w tarapaty i przez pewien czas przestało się ukazywać.
Od kilku lat ponownie propaguje nowoczesną socjaldemokrację. Zachowało swój elitarny charakter, bo ideowe debaty nie są najmocniejszą stroną naszej lewicy. Warto życzyć mu powodzenia, bo takiego godnego "Zdania" polskiej lewicy niejeden może pozazdrościć.
Okładka tygodnika WPROST: 40/2002
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także