Nowa Jałta

Nowa Jałta

Europa Zachodnia kończy się na Bugu, a Polska stała się krajem frontowym
Dowiódł, że jest człowiekiem honoru" – prezydent Francji omal nie zachłysnął się od wychwalania Dmitrija Miedwiediewa. „Prezydent Rosji dotrzymał słowa i w terminie wycofał wojsko z Gruzji" – dodawał. Wynika z tego, że dla Nicolasa Sarkozy’ego gruzińskie terytorium kończy się na granicach zbuntowanych regionów. „Zamiast zajmować się przeszłością, idźmy do przodu” – wezwał Miedwiediew podczas niedawnego spotkania z kanclerz Angelą Merkel w Petersburgu. Rosja idzie do przodu własnym kursem i krok po kroku odzyskuje kontrolę nad częścią utraconych obszarów. W chwili najazdu rosyjskich tankistów na Gruzję brytyjski premier Gordon Brown i inni europejscy politycy pohukiwali: „Nowej Jałty nie będzie!”. Porozumienia o podziale Europy, wzorem krymskiego spotkania Stalina, Roosevelta i Churchilla, nie było. Bo nowa Jałta odbywa się dziś na raty i po cichu.Całusy z niedźwiedziem
Nie po to Kreml dokonał inwazji na Osetię Południową i Abchazję, by się wycofać bez korzyści. Teraz występuje w roli obrońcy „suwerennych państw", których prócz Rosji nie uznaje żaden poważny kraj na świecie. Szczytem blamażu Europy wobec Moskwy było przyznanie Rosji przez Sarkozy’ego, gdzie pojechał jako mediator z racji pełnienia przez Francję przewodnictwa w UE, „prawa do obrony własnych obywateli". Analogia do sytuacji sprzed wojny i wkroczenia Wehrmachtu do Pragi nasuwa się sama. Prezydent La Grande Nation nie ma zamiaru narażać na szwank stosunków z Rosjanami z powodu opóźnionych w rozwoju wschodnioeuropejskich kraików, które nie dadzą Francji wymiernych korzyści. Z Rosją należy się liczyć, dlatego po objęciu prezydentury Sarkozy podpisał
w Moskwie wielomiliardowe kontrakty, m.in. na modernizację rosyjskiej kolei.
Merkel również umie kalkulować. Już po wyciszeniu rosyjskiej kanonady wybrała się do Tbilisi i przy wiwatach tłumu zapewniała: „Chcecie być w NATO, to w nim będziecie!". Kilka tygodni później nad Newą, ku radości prezydenta Miedwiediewa, uznała, że „nie widzi potrzeby do pośpiechu" we włączaniu Gruzji i Ukrainy do natowskiego planu MAP. Rosja potrafi docenić taką zmianę stanowiska. Niemiecki koncern Eon został dopuszczony do syberyjskich złóż i rynku energetycznego, Niemcy uzdrowią rosyjską służbę zdrowia, a oba kraje będą zgodnie kontynuowały realizację gazowej pępowiny po dnie Bałtyku.
Do całowania rosyjskiego niedźwiedzia ustawił się w pierwszym szeregu także Slivio Berlusconi. Na październikowym zebraniu centroprawicy w Mediolanie premier Włoch perorował, jak to „Putin znalazł się w straszliwej sytuacji" i musiał „bronić ludności przed niebywałym atakiem gruzińskiego prezydenta", gdy „gwałcono
i podrzynano gardła kobietom oraz dopuszczano się innych, bardzo ciężkich aktów przemocy". W odpowiedzi senator Paolo Guzzanti wypalił do Berlusconiego w liście otwartym: „Silvio, jesteś wasalem satrapy". Gazeta „Corriere della Sera” nie owija sprawy w propagandową bawełnę i uzasadnia krótko: „Rosjanie mają ropę i gaz, a my mamy kapitał, technologię i kulturę gospodarczą, której oni potrzebują”. Po przysiadzie z powodu bankructwa komunizmu Rosja odzyskuje siły i z sukcesem realizuje swe priorytety w polityce zagranicznej, stawia świat przed faktami dokonanymi. Kilkanaście dni temu z atomowej łodzi podwodnej „Tuła” odpalono rakietę RSM.54 Sinjewa (Błękit), mogącą przenosić 10 głowic jądrowych. Gdy rakieta dotarła do celu oddalonego o 11,5 tys. km, prezydent Miedwiediew z uśmiechem podsumował: „My już mamy swoją tarczę”. I powtórzył zdanie Putina: „Rosja nie dyskutuje o statusie supermocarstwa. Rosja nim jest”.

Polski front
Zachodni politycy szafujący frazesami o „wspólnym domu Europy" przespali dziejową okazję do integracji państw ze wschodu naszego kontynentu. Nowa Europa Zachodnia kończy się na Bugu, a Polska stała się krajem frontowym UE i NATO. Inicjatywy Warszawy na rzecz uregulowania stosunków z Moskwą są w Berlinie czy Paryżu traktowane niemalże jak wciąganie Europy w wojnę z Rosją. Nawet tak oczywistą sprawę, jak polski projekt „solidarności energetycznej" – niezbędnej dywersyfikacji dostaw surowców dla obszaru UE – „Financial Times” skwitował w tytule: „Polska chce złamać potęgę Rosji”. Moskwa rozmawia z krajami Europy wybiórczo, na zasadzie: „temu damy konia z rzędem, temu buzi, temu w gębę”. Życzliwi i bezkrytyczni są nagradzani, nieprzychylni zapłacą dziś lub jutro. Unia jako całość to w odbiorze Kremla polityczny karzeł. Polsko-szwedzki program „Partnerstwa wschodniego UE” usiłuje ratować co się da i powstrzymać proces rozrastania się wpływów Rosji na kraje posowieckie. Jednak ta skądinąd ważna inicjatywa nie oznacza wytyczenia drogi przyjęcia do zachodnich struktur. Okoliczności są inne niż kilkanaście lat temu. Sytuację dodatkowo utrudniają sami prozachodni aspiranci. Gdy we Francji unia omawiała starania Ukraińców, w Kijowie rozpadła się z hukiem pomarańczowa koalicja, a prezydent Wiktor Juszczenko oskarżył szefową rządu Julię Tymoszenko o zwrot ku Rosji.
Jak zdefiniować stosunek do Europy ukraińskiego społeczeństwa, które samo nie wie, dokąd chce zmierzać? W świadomości Zachodu, z Polską włącznie, carska Odessa nie kojarzy się z Ukrainą, lecz ze schodami, na których Siergiej Eisenstein nakręcił sceny do „Pancernika Potiomkina". Rosjanie nie przełknęli utraty Półwyspu Krymskiego, przypisanego tej socjalistycznej republice w 1954 r., gdy nikt nie zakładał rozpadu ZSRR. Blisko 60 proc. mieszkańców tego regionu to Rosjanie. Ukraińcy stanowią czwartą część ludności, na dodatek są w większości zrusyfikowani. Nad Sewastopolem powiewają rosyjskie flagi, a po ulicach spacerują „matrosi" floty czarnomorskiej. Stąd admirał Aleksandr Kleckow wyprowadził krążownik rakietowy „Moskwa” i inne rosyjskie okręty do blokady gruzińskich portów. Europa Zachodnia rozumie wstawianie się frontowej Polski w sprawie Ukrainy, ale woli nie pchać palców między drzwi. Tym bardziej że skłóceni Ukraińcy pogrążają się w recesji i inflacji, kryzys dotknął nawet branżę metalurgiczną.

Trąbka NATO
W koalicyjnym rządzie RFN panuje zgoda, że Europa musi wykazać „polityczny rozsądek". Podczas niedawnego, notabene pierwszego pobytu w Kijowie od chwili pomarańczowej rewolucji kanclerz Merkel odkryła, że Ukraina leży w Europie, lecz jak ognia unikała zobowiązań. Mimo wciągnięcia przez Rosję pod parasol wojskowy zbuntowanych regionów Gruzji, szef MSZ Frank Walter Steinmeier odradza izolację i chce wznowienia dialogu Rosja - NATO: „Po demonstracji wobec Moskwy będzie mądrze wrócić do dialogu" – przekonuje. Jeśli można mówić o jakiejś „demonstracji”, to co najwyżej europejskiej słabości.
Sekretarz generalny sojuszu Jaap de Hoop Scheffer nie może udawać, że nie wie, gdzie zatrzymali się rosyjscy żołnierze na Kaukazie. Jak mówi, „na odmrożenie stosunków z Rosją jest za wcześnie". Problemem jest to, że Moskwa nie przywiązuje większej wagi do reakcji NATO. Scheffer zdaje sobie z tego sprawę i na pytania o strategię sojuszu odpowiada wymijająco: „NATO nie potrzebuje trąbki do nagłaśniania tego, co robi". Sojusz nie nagłaśnia, bo nie ma czego. Komentator austriackiej „Die Presse” pokpiwa: „Jakoś dotychczasowa postawa NATO nie wywołała u Rosjan drżenia kolan”. W ocenie szwedzkiego dziennika „Dagens Nyheter”, sojusz „przypomina międzynarodowy klub dyskusyjny, co rodzi uzasadniony niepokój państw bałtyckich”.
Francusko-niemiecki tandem zdołał storpedować w „klubie dyskusyjnym" NATO w Bukareszcie objęcie Gruzinów i Ukraińców planem MAP, co dla Rosji zabrzmiało jak zaproszenie do działania. Na niedawnej konferencji ministrów obrony NATO w Budapeszcie już pojawiły się głosy, że należy wznowić stosunki z Rosjanami. Decyzję odłożono na szczyt NATO w marcu 2009 r. w Krakowie. John Craddock, generał dowodzący siłami sojuszu w Europie, mówi o potrzebie opracowania nowych planów obrony przed rosyjską agresją. Na deklaracjach się jednak kończy. Jak w wypadku natowskiego „Partnership for Peace" z 1994 r., który okazał się stertą makulatury. „Partnerstwo dla pokoju” było bardziej potrzebne Rosji, która potrzebowała czasu na zebranie sił, niż jego wschodnioeuropejskim sygnatariuszom, którzy nie otrzymali żadnej gwarancji bezpieczeństwa.
Po upływie piętnastu lat „partnerstwa" Rosja jest ta sama, ale nie taka sama: okrzepła, z pełną kasą gazo- i petrorubli i robi swoje. Jedynymi znaczącymi rzecznikami wschodnioeuropejskich aspirantów do NATO pozostali Amerykanie, ale okoliczności są mniej sprzyjające. Także Waszyngton dał się zwieść rzekomej demokratyzacji Rosji. Jeszcze niedawno prezydent George Bush mówił o byłym agencie KGB, że „zajrzał w duszę Putina i wie, iż można mu ufać".

Brać, co dają
Decyzję o objęciu Gruzji i Ukrainy planem MAP podejmie następca Busha. John MaCain i Barack Obama mają różne koncepcje, począwszy od rozwiązania problemów na Bliskim Wschodzie, na Rosji skończywszy. Łączy ich tylko jeden wspólny mianownik: obaj chcieliby współdziałać z Europą. Jednak Stary Kontynent do tego nie dojrzał. Unię można traktować jako poważnego partnera gospodarczego, nie zaś jako polityczny monolit. Tymczasem Rosjanie rozdają karty. Wpuścili unijne siły pokojowe do Gruzji, lecz tylko tam, gdzie chcieli. Kontyngent UE wygląda jak przylepiec na otwartej ranie. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w rozmowie z Condoleezzą Rice zażądał otwarcie: „Saakaszwili musi odejść". Dalsze rozszerzanie NATO jest dla niego „niewyobrażalne". Rosja nadal nie potrafi sobie wyobrazić, że niepodległe kraje mogą same decydować, w jaki sposób zapewnią sobie bezpieczeństwo. Witalij Czurkin, w czasach ZSRR rzecznik prasowy MSZ, powołany przez Putina na stałego przedstawiciela Rosji przy ONZ, otwarcie powtarza, że Ukraina „leży w strefie uprzywilejowanych interesów Rosji”. Z moskiewskiej perspektywy 2484-kilometrowa granica ukraińsko-rosyjska nie jest ustalona raz na zawsze. Kwestia Białorusi jest już załatwiona. Putin sam pofatygował się do Mińska, obiecał pożyczki i utrzymanie zaniżonych cen na dostawy gazu oraz zdjęcie pajęczyny z posowieckich wyrzutni rakietowych. Aleksander Łukaszenka, który kiedyś śnił, że będzie prezydentem Wszechrusi, pogodził się z rolą kołchozowego duce. Rosja uzależniła od siebie Białoruś pod względem ekonomicznym, pozostało podporządkowanie polityczne. W listopadzie 2008 r. zbierze się rada ZBiR (Związku Białorusi i Rosji), by omówić budowę wspólnego systemu obrony przeciwlotniczej. Po obiedzie z Putinem Łukaszenka rzucił do dziennikarzy: „My nie handlujemy przyjaźnią z Rosją”. Po okresie machania kijkiem unia podaje białoruskiemu satrapie marchewkę. Szef mińskiego MSZ Siarhiej Martynau usłyszał w Luksemburgu o rozluźnieniu sankcji UE. Korzyści odnosi przede wszystkim Łukaszenka, który stara się wydoić dwie krowy.
Rosja gra na nosie UE, NATO i całemu ONZ z Radą Bezpieczeństwa włącznie. Wielkomocarstwowi nostalgicy wracają nad Bug. Ewentualna blokada negocjacji o partnerstwie Rosji z UE czy przyjęcia do Światowej Organizacji Handlu faktów nie zmienią. Gdy po rozbiorze Polski Jean-Michel Moreau le Jeune narysował swój „Kołacz królewski" z 1773 r., zachodnioeuropejscy władcy przyjęli go z oburzeniem. W wielu krajach zabroniono rozpowszechniania tej satyry, a we Francji wydano nawet sądowy nakaz rekwizycji rysunku. Dziś nad mapą podzielonej Europy zamiast cesarza Józefa, króla Fryderyka II i carycy Katarzyny II można by narysować Sarkozy’ego, Merkel i Putina, z wyrywającym sobie włosy Lechem Kaczyńskim zamiast króla Stanisława w tle. Krajom na wschód od Bugu pozostaje brać, co dają – partnerstwo wschodnie czy umowę stowarzyszeniową z UE. I wierzyć, że w ten sposób zbliżą się do Europy. Wiara czyni cuda.


Okładka tygodnika WPROST: 43/2008
Więcej możesz przeczytać w 43/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • zeb IP
    Rosja ryzykuje na własne życzenie. Nie wiadomo jak odpłacą jej się nowe niepodległe państwa w obronie których teraz staje. Kiedyś to Polacy walczyli o niepodległość innych narodów, dziś Rosja staje w obronie słabszych aby nie doszło do ludobójstwa. Polacy w tym czasie biorą udział w operacji w  Iraku gdzie od początku wojny zginęło ponad 100 000 cywili. Jak to się dzieje, że jedna cywilizacja się rozwija a inna cofa, przecież obie chcą się rozwijać.
    • bez-nazwy IP
      Brawo ROSJA!!1

      Czytaj także