Bieg Niepodległości

Bieg Niepodległości

Edyta Lewandowska (RKS Łódź) i Henryk Szost (WKS Grunwald Poznań) zwyciężyli w 20. Biegu Niepodległości w stolicy. Liczącą 10 km trasę z Krakowskiego Przedmieścia do Pałacu Wilanowskiego pokonało 3831 osób, którzy podążali za sobowtórem Marszałka Józefa Piłsudskiego jadącym w zabytkowym samochodzie z lat 20.
Edyta Lewandowska wyprzedziła dwie uczestniczki igrzysk olimpijskich - o 43 sekundy triathlonistkę Marię Cześnik (Warszawa) i o 2 minuty 21 sekund Annę Jakubczak (Agros Zamość), która w Pekinie startowała na 1500 m.

Także w czołówce mężczyzn uplasowała się dwójka olimpijczyków- maratończyków - Henryk Szost (WKS Grunwald Poznań) i jego klubowy kolega Arkadiusz Sowa, który był piąty.

Specjalne przygotowania do tego biegu zaczął dwa miesiące temu jego pierwszy triumfator, 46-letni Jan Marchewka, który od początku kariery jest wierny warszawskiej Legii.

"Nie ukrywam, że potrzebowałem jakiegoś bodźca, aby wrócić do ciężkich treningów. Takim była rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości i jubileuszowy bieg" - powiedział Jan Marchewka (42. miejsce), prowadzący obecnie w UKS Radość ogólnorozwojowe zajęcia z młodymi tenisistami.

Symbolika imprezy przekłada się również na nagrody. Nietuzinkową i niezmienną od pierwszych zawodów są srebrne sygnety ze złotym godłem państwa. Otrzymali je nie tylko zwycięzcy (Lewandowska i Szost), ale także osoba, która zajęła lokatę odpowiadającą liczbie rocznicowej uzyskania przez Polskę niepodległości, a więc 90. miejsce (Bernard Wyszyński z KB Gymnasion Warszawa) oraz zawodnicy sklasyfikowani na 1918. (Ewa Cubała-Chałupcza z Warszawy) i na 2008. pozycji (Krzysztof Kasprzyk także ze stolicy).

Najstarszym uczestnikiem był 82-letni Jan Niedźwiecki z Warszawy, który jako jedyny wziął udział we wszystkich dwudziestu biegach organizowanych 11 listopada.

"Mam też i swój jubileusz. Trzydzieści lat temu zacząłem biegać. Pokonałem na treningach i w zawodach około 90 000 kilometrów oraz trasę 98 maratonów" - wspomniał popularny "Ułan". Do Wilanowa podążał w mundurze rotmistrza i butach ułańskich z ostrogami, których nie miał na nogach od 30 lat.

Niestety, nie wszystko udało się organizatorom. Najpoważniejszym niedociągnięciem był brak na mecie napoi. Starczyło ich tylko dla połowy uczestników, wiele osób zemdlało z tego powodu, gdyż na trasie nie było żadnego punktu z napojami. Sytuację po części ratowała obsługa plecakowych "dystrybutorów" kawy.

"Wypada mi tylko przeprosić zawodników. Nie wiem, jak to się stało, że zabrakło napoi" - powiedział PAP Tadeusz Samul z Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. "Jutro postaram się dociec przyczyny" - dodał Kazimierz Kowalczyk.

pap, em

Czytaj także

 0