Mit niewyspania

Mit niewyspania

Za dużo jemy, za dużo pijemy i za długo chcemy spać
Jeszcze dziesięć lat temu na pytanie: „czy potrzebujesz więcej snu?", twierdząco odpowiadało jedynie 5 proc. osób w wieku 25-44 lata. Dziś na zbyt krótki sen narzeka czterokrotnie więcej osób w tym samym wieku. Czy jesteśmy pokoleniem, które chronicznie nie dosypia? – Nie. Jesteśmy społeczeństwem nadmiaru. Za dużo jemy, za dużo pijemy i za długo chcemy spać – mówi „Wprost" prof. Jim Horne z Sleep Research Center przy Loughborough University.Emeryt w sypialni
Horne uważa, że chcemy dłużej spać, bo nasze życie stało się bezpieczniejsze. W strzeżonych osiedlach w nocy nie musimy się bać niebezpieczeństwa. Podlegamy takiemu samemu zjawisku jak zwierzęta w zoo. Leniwce na wolności śpią niespełna 10 godzin na dobę, a te trzymane w niewoli – 16 godzin. Dłużej śpią też żyjące w zoo antylopy, tygrysy, słonie.
Chcemy więcej spać, bo zakładamy, że człowiek dobrze funkcjonuje tylko wtedy, kiedy przesypia 7-8 godzin w ciągu doby. Tymczasem to tylko ogólne zalecenie i nie każdy musi się do niego stosować. – Tym dłużej i lepiej śpimy, im bardziej aktywni jesteśmy w ciągu dnia – mówi dr Michał Skalski z Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Emeryt, który spędza cały dzień w domu, przesypia pięć godzin i to mu wystarcza. W ciągu dnia nie staje przed nim zbyt wiele wyzwań, nie ma się więc po czym regenerować. Takie osoby nie powinny się martwić bezsennością i sięgać po tabletkę. Pięć godzin snu w ciągu doby to czas tzw. snu obligatoryjnego – wymaga tego organizm, by w ciągu dnia sprawnie funkcjonować.
Osoby aktywne zawodowo na ogół korzystają z dwóch do trzech dodatkowych godzin snu. To tzw. sen fakultatywny. Nie każdy i nie zawsze musi z niego korzystać. Bez szkody dla zdrowia możemy przesypiać tylko sześć godzin w ciągu doby. Dr Daniel Kripke z University of California w San Diego przez sześć lat prowadził badania z udziałem ponad miliona osób w wieku od 30 do 102 lat, którzy spali po 6-7 godzin w ciągu doby. Wykazał, że takie osoby znacznie rzadziej umierają przedwcześnie niż te, które przesypiają w ciągu doby więcej niż osiem godzin.
Braku snu nie można lekceważyć. – Badania przeprowadzone wśród osób w wieku 13-15 lat dowiodły, że im dzieci krócej śpią, tym mają wyższe ciśnienie krwi – mówi dr Kripke. Przyczynia się do tego przesiadywanie przed komputerem czy telewizorem. W przyszłości połowa z nich będzie cierpiała na bezsenność, bo ta dolegliwość rozwija się u 50 proc. osób, które nie przestrzegają higieny snu.
– Nie można jednak wyolbrzymiać zagrożenia powodowanego bezsennością. Większość kłopotów ze zdrowiem, za których przyczynę uważa się brak snu, nie wynika z tego, że za mało śpimy, ale z tego, że odczuwamy lęk przed bezsennością – ostrzega dr Skalski. – Wielu moich pacjentów tak bardzo boi się bezsenności, że kładzie się do łóżka i kilka godzin czeka na sen. Z badań dr. Horne’a wynika, że tak się zachowuje 20 proc. osób w średnim wieku. Tymczasem im dłużej wylegujemy się w łóżku, tym bardziej zakłócamy dobowy rytm snu i czuwania i mamy kłopot ze spaniem. Takie osoby są zagrożone otyłością, cukrzycą czy nadciśnieniem.
Dr Horne twierdzi, że brak snu może się przyczynić do powstania groźnych chorób jedynie u osób, które regularnie śpią krócej niż pięć godzin dziennie. To dotyczy jednak niespełna 5 proc. społeczeństwa. Takie osoby z powodu niewyspania przybierają na wadze około jednego kilograma rocznie. Łatwo mogą jednak schudnąć, ograniczając energię przyswajaną z pożywieniem o 30 kcal dziennie. Co ciekawe, osoby, które w ciągu doby przesypiają ponad dziewięć godzin, są narażone na otyłość tak samo jak ludzie sypiający zbyt krótko. Podobnie jest z cukrzycą. Zdrowe dorosłe osoby, które przesypiają jedynie cztery godziny w ciągu doby, zaczynają po pewnym czasie cierpieć na nietolerancję glukozy i zaburzenia metaboliczne. A takie dolegliwości mogą doprowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2. Ale niewiele osób śpi tak krótko. Większość z nas może funkcjonować, śpiąc cztery godzinny dziennie najwyżej kilka dni. Potem organizm upomina się o swoje.

Krócej, ale spokojniej
Dziś mamy znacznie więcej wrażeń niż dawniej. – Nasze życie można porównać do egzystencji nieustannie stymulowanych zwierząt w laboratorium – mówi dr Skalski. Ale czy chcemy ograniczać liczbę doświadczanych bodźców na rzecz snu? Znikomy odsetek osób badanych przez dr. Horne’a powiedział, że dodatkową godzinę w ciągu doby przeznaczyłby na sen. Większość ludzi wolałaby spędzić ten czas z przyjaciółmi, uprawiając sport, czytając, oglądając telewizję lub pracując.
Badania dr. Skalskiego dowiodły, że statystyczny Polak śpi dziś godzinę krócej niż dziesięć lat temu, ale śpi spokojniej. Za mało snu mają tylko te osoby, które rezygnują z niego na rzecz innych zajęć. Na dłuższą metę można tak funkcjonować, wyłącznie wspomagając się środkami pobudzającymi czy narkotykami. Pojawiających się wtedy kłopotów ze zdrowiem nie można jednak przypisywać bezsenności.
W weekendy często śpimy 1-2 godziny dłużej niż w pozostałe dni, ale to nie oznacza, że w tygodniu spaliśmy za krótko. W wolne dni nie działa na nas tzw. stres psychospołeczny związany z pracą i codziennymi obowiązkami. Śpimy wówczas mniej czujnie i dłużej, bo możemy sobie na to pozwolić, a nie dlatego, że musimy odespać. Prof. Horne dodatkowy sen w weekendy porównuje do drinków, czekolady czy lodów, po które sięgamy dlatego, że możemy sobie na taką przyjemność pozwolić. Często wtedy jemy czy pijemy za dużo. Podobnie jest ze snem. – Taką mamy naturę: kiedy mamy okazję zwiększyć ilość snu, robimy to – mówi prof. Horne. Dowodów na to dostarczają badania przeprowadzone wśród Innuitów żyjących pod kołem podbiegunowym. W ciemne, zimowe miesiące przesypiają oni nawet 14 godzin w ciągu doby, latem – tylko sześć godzin.
Badania prof. Horne’a wykazały, że sprawność umysłowa i efektywność działania ludzi śpiących tak długo, jak chcą, zwiększa się tylko nieznacznie, i to jedynie wczesnym popołudniem. Potem jakość ich działania jest taka sama jak osób, które spały siedem godzin w ciągu doby. Im więcej razy śpiochy mogły sobie pozwolić na niczym niezmącony sen, tym większe kłopoty miały z zaśnięciem i częściej budziły się w nocy. Kiedy ich sen ograniczono do siedmiu godzin, czuli się senni, ale tylko przez kilka kolejnych dni. Potem taka ilość snu zaczęła im wystarczać.
– Nie zazdrośćmy, że kiedyś ludzie spali dłużej niż dziś, bo to nieprawda – mówi prof. Horne. Ten błędny pogląd zapoczątkowały badania przeprowadzone w 1913 r. na Stanford University w Kalifornii. Wykazały, że średnio śpimy dziewięć godzin na dobę. Te badania były jednak prowadzone wśród dzieci w wieku 8-17 lat. Nastolatki śpią tak długo, bo w ich organizmach wolniej zwiększa się poziom melatoniny, hormonu snu. Błędne jest też przekonanie, że bezsenność jest współczesnym problemem. Jeden z najstarszych środków nasennych, waleriana, był propagowany już w III wieku przez rzymskiego cesarza Publiusa Liciniusa Valerianusa jako lek na kłopoty ze snem. Królowa Wiktoria zażywała konopie indyjskie, które przepisywał jej nadworny lekarz J.R. Reynolds, by zredukować bezsenność w czasie menstruacji.
Dziś mamy lepsze warunki do dobrego snu niż nasi przodkowie. – 150 lat temu robotnik po 14 godzinach pracy przez sześć dni w tygodniu wracał z fabryki do zimnego, ciasnego mieszkania i dzielił łóżko nie tylko z rodziną, ale często także z pluskwami i pchłami – mówi prof. Horne. Zamiast się martwić, że mamy za mało snu, lepiej dodatkowe godziny czuwania przeznaczyć na zrobienie czegoś pożytecznego.
Okładka tygodnika WPROST: 48/2008
Więcej możesz przeczytać w 48/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • sator666 IP
    BZDURA! Ja potrzebuję 10-11 godzin snu i w cale nie jestem taki aktywny w ciągu dnia. Gdy śpię tylko 8 godzin jestem ledwo żywy.

    Czytaj także