Cenckiewicz: informacja, że Graczyk nie żyje za danymi Sądu Lustracyjnego

Cenckiewicz: informacja, że Graczyk nie żyje za danymi Sądu Lustracyjnego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Z.Furman/Wprost 
Podana w książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" informacja, że były oficer SB Edward Graczyk nie żyje, pochodzi z orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 r. - powiedział współautor książki Sławomir Cenckiewicz.

W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB uznany za  zmarłego w książce pt. "SB a Lech Wałęsa" Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. "Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie  żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego" -  podał Instytut.

W swojej książce Cenckiewicz i Gontarczyka napisali, że Graczyk, który miał w  1970 r. zwerbować Lecha Wałęsę, nie żyje. Autorzy książki twierdzą, że Lech Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek".

"Opieraliśmy się na orzeczeniu Sądu Lustracyjnego z sierpnia 2000 r., który napisał - i jest to opublikowane w książce w całości - że Edward Graczyk nie  żyje. Uznaliśmy to za dobrą monetę, skoro Sąd Lustracyjny jak każdy sąd w Polsce dysponuje dostępem do systemu PESEL poprzez który można sprawdzać czy dana osoba żyje, gdzie mieszka. To po prostu napisaliśmy w naszej książce" - powiedział Cenckiewicz. Dodał, że naukowcy w IPN, w tym on, nie mają dostępu do systemu danych PESEL, do którego mają dostęp prokuratorzy.

Cenckiewicz przyznał, że był zaskoczony informacją o tym, że Graczyk żyje. "Przez lata, zajmując się Lechem Wałęsą, szukałem informacji o Edwardzie Graczyku i takiej informacji nie znalazłem. Wszyscy w Olsztynie, Gdańsku mówili mi, że nie żyje, nawet jego byli koledzy" - dodał historyk.

Odnosząc się do zarzutu Instytutu Wałęsy, że "uśmiercenie świadka to  manipulacja historyczna autorów książki", Cenckiewicz powiedział, że jest to  zarzut pozbawiony jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia.

"Bo z jednej strony jest mowa o tym, że myśmy uśmiercili Edwarda Graczyka, a  to nie my, tylko Sąd Lustracyjny, na który Instytut i Lech Wałęsa bardzo często się powoływali atakując nas przez ostatnie miesiące. Po drugie, z tego oświadczenia wynika, że wiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z  drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB" - mówił historyk.

W piątek rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że 18 listopada Edward G. został przesłuchany przez prokuratorów IPN w obecności Lecha Wałęsy (ma on w tym śledztwie status pokrzywdzonego) oraz swego pełnomocnika. "Celem przesłuchania było stwierdzenie, czy istnieją oryginalne dokumenty dotyczące działań SB wobec Lecha Wałęsy" - oświadczył Arseniuk.

Dodał, że w trakcie przesłuchania Edwardowi G. okazano znane dokumenty sprawy. "Co do jednego z nich potwierdził, że to jego pismo, i że wypłacił Lechowi Wałęsie 1500 zł" - powiedział Arseniuk. Dodał, że świadek zeznał też, że  "nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika".

Cenckiewicz odnosząc się do tych zeznań, zaznaczył, że Graczyk mówi o  regularnych spotkaniach i o wypłacie pieniędzy. "To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś nie zwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał Graczyk mu te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy  Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku?" - zastanawia się historyk.

"To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze" - dodał Cenckiewicz.

Jego zdaniem Graczyk jest tak samo wiarygodnym świadkiem jak każdy inny funkcjonariusz SB, a historycy dysponują całym instrumentarium do tego, żeby zweryfikować tego typu relacje. "Gdybym ja mógł rozmawiać z Edwardem Graczykiem, zadałbym mu całą listę pytań, które bym przygotował m.in. w oparciu o dokumenty, które sam wytworzył w  roku 1971, które dotyczą Lecha Wałęsy. Ja w tym zeznaniu, które jest skromne, nie znajduję takiego merytorycznego przygotowania ze strony tych, którzy pytali Edwarda Graczyka" - zaznaczył historyk gdańskiego IPN.

Według "Gazety Wyborczej" Graczyk mieszka w Gdańsku. Kilka tygodni temu bez trudu odnaleźli go prokuratorzy pionu śledczego IPN w Białymstoku, którzy prowadzą śledztwo w sprawie fałszowania przez SB akt, mających dowodzić, że  Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek". Graczyk twierdzi, że Wałęsa nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, a informacje, które uzyskał od  niego w trakcie rozmów "nikomu nie zaszkodziły" - podała w piątek "GW". Według IPN b. oficera odnaleziono w wyniku intensywnych działań, dzięki bazie PESEL i wymianie dowodów osobistych.

ND, PAP