Drukowanie pamięci

Drukowanie pamięci

Molestowanie seksualne dzieci jest rzeczywistym problemem. Skala tego zjawiska prezentowana w mediach to jednak wymysł terapeutów. Dla nich odkrywanie w pamięci pacjentów śladów wykorzystywania okazało się po prostu dobrym biznesem.
Co czwarta kobieta w USA przynajmniej raz została zgwałcona. Co trzecia lub co druga jako dziecko była wykorzystywana seksualnie. 50-60 proc. pacjentów oddziałów psychiatrycznych było w dzieciństwie molestowanych fizycznie lub seksualnie. Aż 50 tys. z 255 tys. amerykańskich terapeutów jest przekonanych, że ich pacjenci byli molestowani seksualnie, choć większość wyparła te wspomnienia. W latach 80. XX wieku te dane wdarły się do świadomości amerykańskiego społeczeństwa tak, jakby ktoś zdarł zasłonę milczenia i obłudy. Czy i w Polsce co drugi lub co trzeci nasz sąsiad wykorzystuje seksualnie swoje dzieci? Czy żyjemy wśród potworów, których jedynym celem jest zaspokajanie zwyrodniałych żądz seksualnych? Ellen Bass i Laura Davis, autorki książki „The Courage to Heal", są przekonane, że mamy do czynienia niemal z pandemią molestowania. Podobnie uważają tysiące kobiet, które wniosły do sądów oskarżenia o molestowanie seksualne przeciw swoim bliskim, najczęściej rodzicom. Tę tezę potwierdzają zwolennicy tzw. ruchu odzyskanej pamięci. To, że te nadużycia dopiero teraz wyszły na jaw, tłumaczą dostępem do nowatorskich metod odzyskiwania wypartych wspomnień. Na tej podstawie skazano w USA tysiące winnych i niewinnych ludzi.
Prawdopodobnie tylko w latach 80. XX wieku około miliona osób uwierzyło w to, że było w dzieciństwie molestowanych. Terapeuci odzyskiwania pamięci wpłynęli (i nadal wpływają) na stosunki między rodzicami i dziećmi, dziadkami i wnukami. W większości wypadków ta zmiana jest nieodwracalna. Oskarżanie ojców o molestowanie seksualne dzieci stało się powszechnie znaną i łatwo dostępną bronią, która umożliwia kobietom zemstę w sądzie na byłych mężach, a u dzieci wywołuje trwałe urazy psychiczne.
Czy dzieci rzeczywiście są tak często molestowane przez rodziców lub opiekunów? O ile sprawa molestowania seksualnego, jest rzeczywistym problemem, o tyle skala, w której została przedstawiona, jest wymysłem terapeutów. Nie tylko stworzyli swoje koncepcje na podstawie fałszywych teorii, ale też wmieszali do tego ideologię. Niewielu z nich wycofało się ze swoich koncepcji, bo odkrywanie molestowania seksualnego w pamięci pacjentów okazało się dobrym biznesem. Jak do tego doszło?
W latach 70. i 80. XX wieku, kiedy feministki zaczęły poruszać problem molestowania, była to sprawa spychana na margines. To właśnie feministki wyciągnęły ją na światło dzienne. I chwała im za to, bo dla ludzi, którzy doświadczyli tak koszmarnych przeżyć w dzieciństwie, ignorowanie ich wspomnień przez terapeutów było kontynuacją koszmaru. Feministki odrzuciły jeden z psychoanalitycznych przesądów – niedowierzanie relacjom pacjentów dotyczącym molestowania. Wprowadziły jednak kolejnego psychoanalitycznego potwora – wyparcie. To pojęcie oznacza proces usuwania ze świadomości negatywnych doświadczeń. Według tej koncepcji, wyparcie jest mechanizmem obronnym, nad którym nie mamy kontroli. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie treści wyparliśmy ani kiedy to zrobiliśmy.
Zwolennicy terapii odzyskiwania pamięci założyli, że jeśli pacjent ma problemy, to ich źródłem są zdarzenia wyparte. Wystarczy je uwolnić, a pacjent odczuje ulgę. O ile to założenie mogłoby się wydawać logiczne, o tyle założenie dotyczące skali tego problemu miało już korzenie w ideologii feministycznej – przecież większość kobiet jest uciskana, krzywdzona, molestowana itd. Terapeuta o takim światopoglądzie nie zadawał sobie pytania, czy pacjent był molestowany, ale jak dotrzeć do wypartych treści.
Mechanizm wyparcia został uznany przez terapeutów ponad sto lat temu. W tym czasie gromadzono doświadczenia i wyniki badań. Do dziś istnienie tego procesu nie zostało potwierdzone empirycznie. Co więcej, opisywana procedura terapeutyczna prowadzi do stworzenia fałszywych wspomnień, a nie ich odzyskania. Przekonało się o tym wielu terapeutów, niektórzy boleśnie. Jeden z nich prowadził terapię Patricii Burgus, która „odzyskała" wspomnienia o uczestnictwie w satanistycznych rytuałach, wykorzystywaniu seksualnym, wykorzystywaniu własnego dziecka, a także jedzeniu ludzi. W 1997 r. pozwała terapeutę i otrzymała 10,6 mln USD odszkodowania. Nieco mniej kosztował innego terapeutę przypadek Nadean Cool, która w trakcie terapii „odkryła", że wyparła wspomnienia związane z przynależnością do satanistów, jedzeniem dzieci, zgwałceniem, uprawianiem seksu ze zwierzętami i zmuszaniem jej do oglądania morderstwa ośmioletniego przyjaciela. Uwierzyła, że miała ponad 120 osobowości – dzieci, dorosłych, aniołów, a nawet kaczki. Kiedy Cool zdała sobie sprawę, że to fałszywe wspomnienia, pozwała psychiatrę do sądu. W marcu 1997 r. sąd przyznał jej prawo do odszkodowania w wysokości 2,4 mln USD. Lista podobnych historii jest długa. Jakkolwiek przerażające byłyby te przykłady, to przecież nie sądy (wszak te nieraz skazywały niewinnych), lecz wyniki badań powinny decydować o zasadności koncepcji i wynikających z nich zastosowań terapeutycznych. Jaki zatem wniosek płynie z badań? Zbieżny z sądowymi wyrokami.
Mechanizmu wyparcia w czystej postaci nie udało się potwierdzić w badaniach. Dlatego przedstawionych przypadków nie da się nawet zakwalifikować jako błędów w sztuce. Wynikały z fałszywych założeń. Dziś mówimy raczej wyłącznie o problemach z pamięcią, procesach zapominania, a opieranie terapii na założeniu, że pewne zdarzenia zostały od początku do końca zapomniane, ma odniesienie wyłącznie do przypadków amnezji związanych najczęściej z chorobą neurologiczną lub uszkodzeniem mózgu.
Dzięki badaniom neurologicznym mamy jasny obraz procesów zapamiętywania, które mogłyby mieć coś wspólnego z wyparciem. Badacz mózgu Joseph LeDoux uważa, że jest prawdopodobne, by ktoś miał nieświadome wspomnienie traumatycznego zdarzenia, bez świadomości tego, co się zdarzyło. Jest tylko jeden szkopuł: nie ma możliwości stwierdzenia, czy takie osoby istnieją. Jeśli nawet tak, to nigdy się o tym nie dowiemy, bo nie jest możliwe, aby jakiekolwiek procedury psychologiczne wydobyły informacje zapisane dzięki ciału migdałowatemu odpowiedzialnemu za tzw. wspomnienia emocjonalne. Docieranie do treści wypartych jest z punktu widzenia neuropsychologii niemożliwe, a wykorzystywanie ich w terapii jest zwykłym oszustwem.
Terapeuci pomagający odzyskać utracone wspomnienia przypadkiem odkryli silny mechanizm manipulacyjny – wszczepianie fałszywych wspomnień, które psychologowie akademiccy nazywają inflacją wyobraźni. Badania pozwoliły dość precyzyjnie określić naturę tego zjawiska. Ilustrują to eksperymenty. W jednym z nich Elizabeth Loftus i Jacqueline Pickrell spowodowały, że aż 29 proc. osób biorących udział w badaniu „przypomniało" sobie sytuację, kiedy jako dzieci zgubili się w centrum handlowym. Inni badacze doprowadzili do tego, że 20-25 proc. badanych „przypomniało" sobie noc spędzoną w szpitalu z powodu wysokiej gorączki lub przyjęcie urodzinowe z udziałem klowna. W rzeczywistości nigdy im się to nie przydarzyło.
Jeśli terapeucie nie powiedzie się odzyskanie wspomnień, to i tak nie zabraknie (przynajmniej w Polsce) psychologów gotowych orzec o molestowaniu wyłącznie na podstawie wyniku testów projekcyjnych. Te opierają się na założeniu psychoanalizy, że nieświadome treści ujawniają się na przykład w sposobie rysowania ludzkich postaci, drzew lub w spostrzeganiu i interpretowaniu plam atramentu. Wnioskowanie na tej podstawie odbywa się w podobny sposób i z podobną rzetelnością jak na podstawie snów czy wróżenia z fusów. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wykluczyło techniki projekcyjne z programu nauczania psychologii klinicznej, który ma być realizowany w XXI wieku. Mimo to maszyna wymiaru sprawiedliwości z braku innych dowodów orzeka na takich podstawach. Psychologowie występujący w charakterze biegłych sądowych uważają, że ze względu na dobro dziecka lepiej wszcząć niepotrzebny alarm, niż popełnić błąd przeoczenia. Ich zdaniem, dorosły, nawet jeśli zostanie niesłusznie oskarżony, jakoś sobie poradzi.
Zatroskanym dobrem dzieci psychologom warto zadać pytanie, jak rozwija się osobowość dziecka niesłusznie przekonanego, że było wykorzystywane seksualnie? Jak żyje ów „radzący sobie" dorosły z etykietką pedofila? Co się dzieje z rodzinami, w których oskarżono jednego z jej członków? Częściowych odpowiedzi na te pytania mogliby udzielić członkowie Fundacji Syndromu Fałszywej Pamięci (False Memory Syndrome Foundation). Większość z nich to obwinieni krewni „ofiar" molestowania. Od momentu powołania fundacji w 1992 r. do 2001 r. zgłosiło się do niej 4400 osób, dla których fałszywe wspomnienia są koszmarną rzeczywistością. Niestety, fala fascynacji problemem dotarła już jakiś czas temu i do Polski, a wraz z nią rośnie liczba pokrzywdzonych.
Przez niemal sto lat naukowcy nie pochylili się poważnie nad zjawiskiem wyparcia czy innymi mechanizmami obronnymi, a terapeuci usilnie ich do tego zniechęcali. Pierwsze badania nad wszczepianiem wspomnień pojawiły się dopiero wtedy, kiedy rozszalała fala ludzi z „odzyskaną" pamięcią wkroczyła do sądów, aby najbliższych oskarżyć o najpoważniejsze zbrodnie. Postawa psychologów akademickich polegająca na ignorowaniu wszelkich nowych trendów w psychoterapii bez poddania ich weryfikacji empirycznej jest na rękę psychoterapeutom podobnej proweniencji. To nieme przyzwolenie uczonych jest jak parasol rozpięty nad wykluwającym się kolejnym potworkiem.

Tekst w pełnej wersji ukaże się w książce „Zakazana psychologia" wiosną 2009 r.

W czterech ścianach
Przemoc seksualna w Polsce

35% kobiet i 29% mężczyzn zostało w dzieciństwie wykorzystanych seksualnie

prawie 17% kobiet i 9% mężczyzn doświadczyło tej przemocy ze strony członków najbliższej rodziny

ponad 10% kobiet i 3% mężczyzn przeżyło w dzieciństwie gwałt; prawie nikt z nich nie ujawnił tych przeżyć i nie korzystał z pomocy lekarskiej, psychologicznej ani prawnej

Źródło | Polskie Towarzystwo Seksuologiczne




Molestowanie na plakatach

W 1984 r. w Stanach Zjednoczonych opublikowano jedynie 46 artykułów naukowych dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci i 241 na temat innych form krzywdzenia nieletnich. Sześć lat później ta proporcja wynosiła 500 do 349. W Szwecji w latach 1974-1986 opublikowano 66 artykułów poświęconych molestowaniu dzieci, a w latach 1987-1992 – już 757. Artykuły na ten temat zaczęły trafiać na czołówki gazet. Coraz popularniejsze stawały się też kampanie społeczne mające przeciwdziałać temu zjawisku.





Okładka tygodnika WPROST: 49/2008
Więcej możesz przeczytać w 49/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • qwe123 IP
    Ja pamiętam choć wolałabym zapomnieć. Jestem w trakcie czytania \"Odwagi ocalenia\" i ta książka trafia mi prosto w serce. Cała jestem zapłakana kiedy ją czytam. Czuję się jak zbity pies. Treść tej książki jest po prostu bardzo trafna... a co za tym idzie - bolesna.
    • Tltbbs IP
      W Polsce za czasów \"Komuny\" pojęcie molestowanie seksualne dzieci praktycznie \"nie istniało\", nie dlatego, że to zjawisko nie występowało, ale dlatego, że o tym się nie mówiło.

      Dopiero teraz bardzo wiele osób, może o tym mówić.

      Zjawisko wypierania nie dotyczy tylko ofiar molestowania seksualnego, ale także wszystkich innych negatywnych przeżyć.

      W wykorzystaniu seksualnym, zwłaszcza jeżeli dotyczy to dziecka, skutki tego są bardzo ciężki i w praktyce nieodwracalne.

      I prawdą niestety jest też to, że wiele osób nie ma zielonego pojęcia o tym, że było molestowane, jedynie dostrzega jego skutki w życiu dorosłym.

      Czytaj także