Życie zaczyna się w klubie

Życie zaczyna się w klubie

– Czy jest szansa na inną muzykę? – Nie, jest szansa na inny klub! Ta niezbyt grzeczna odzywka DJ Adamusa wobec niezadowolonego klienta streszcza jeden z najważniejszych problemów polskiego clubbingu.
Ludzie często chodzą nie do tych klubów co trzeba. Zwłaszcza w sylwestra i karnawale.  Dla nie- zorientowanych przedstawiamy typologię klubów wraz z przykładami,  by uniknęli pomyłki i dobrze się bawili.
 
Manieczki

„Manieczki", zwane też „techniawkami”. Choć trudno w to uwierzyć, w największych klubach w Polsce króluje muzyka techno-trance. Dla niewyrobionego odbiorcy słuchanie tego jest torturą. To niezwykle agresywna, zgrzytliwa i pozbawiona wokali rąbanka. Do tego dochodzą przyprawiające o epilepsję światła stroboskopowe, lasery i ultrafiolet. Fani gatunku wzmacniają doznania sporymi dawkami dopalaczy. „Technowcy" zachowują się i wyglądają dziwnie. Ubierają się z rzadka (są  półnadzy), a jak już, to w ubranka z seks-shopów. Wszystko, co białe, zaczyna na nich fosforyzować – zęby, platynowe blond włosy dziewczyn, białe staniki, stringi czy nieodłączne białe rękawiczki. Kiedy didżej krzyczy do mikrofonu: „Jazda jazda! rączki w górę!”, nad parkietem faluje las tysięcy fosforyzujących rękawiczek. Naprawdę tysięcy, bo kluby techno muszą być ogromne.
Słynne „Manieczki", które dały nazwę całemu zjawisku (potoczna nazwa klubu Ekwador, urządzonego w tuczarni drobiu w postpeerelowskim PGR we wsi Manieczki, 40 km od Poznania), w każdą sobotę gościły prawie 4 tys. fanów techno, a zdarzają się jeszcze większe kluby. Dwa największe z sieci Protector mieszczą po 7 tys. fanów. Wizytę w takim klubie polecamy tylko zdeklarowanym fanom gatunku. Dla „cywilów” może to być ciekawa wycieczka etnograficzna na pograniczu surwiwalu, ale o dobrej zabawie raczej nie może być mowy.
Relax (Leszno), Energy 2000 (Przytkowice), sieć Protector  – (m.in. Opole, Ostrów Wielkopolski, Głogów), Magic (Krzyżanowice), Wyższy Wymiar (Katowice), Piramida (Sopot),  Energy (Mielno)

Dyskoteki

Dyskoteki już nie wyglądają jak w filmie „Gorączka sobotniej nocy". To przeważnie duże kluby, składające się z kilku sal, w których gra się przeboje znane z radia: Rihannę, Justina Timberlake’a itd., przeważnie w wersji tanecznych remiksów. W większej sali didżeje grają np. house (dominujący styl muzyki tanecznej, w istocie współczesne disco), a w mniejszej – leniwe rytmy r’n’b i hip-hop. Trzeba być jednak przygotowanym duchowo, bo może się zdarzyć disco polo, Doda albo Ich Troje. Na takie imprezy chodzą przeważnie „normalsi” – starsza młodzież ucząca się, ludzie pracujący i osoby w okolicach czterdziestki. Małolatów raczej się nie wpuszcza, bo są hałaśliwi, nie potrafią się zachować, mogą się naćpać (kluby boją się tego jak ognia, bo można stracić koncesję!), pobić czy rozpłakać z powodu złamanego serca. A do zaoferowania mają klubowi tylko równowartość kilku piw (dlatego mówi się na nich „słoiki”).
Dyskoteki celują w starszych, bogatszych i bardziej obliczalnych klientów, którzy przychodzą parami albo w dużych grupach, by rozerwać się po pracy. Polecamy zwłaszcza tym, którzy nie chodzą do klubów w każdy weekend, chcą się pobawić w sylwestra, a nie przeszkadzają im swojskie klimaty.
Underground (Warszawa), Viva (Sopot), Finisz (Nowe Miasto Lubawskie), Piekło (Gorzów Wielkopolski), Ambasada (Żory i Wisła), Piękni, Młodzi i Bogaci (Gdańsk), MC (Lublin)

Prestiżowe

Prestiżowe kluby są przez tych, którzy regularnie nie są tam wpuszczeni, nazywane lanserniami. Tu się nie przychodzi posłuchać dobrej muzyki, wypić drinka czy potańczyć, tu się po prostu bywa: pokazuje w odpowiednim miejscu z odpowiednimi ludźmi. We wnętrzu panuje przepych i blichtr (ogromne plazmy na ścianach, podświetlane bary i parkiety, designerskie łazienki), bo na pierwszy rzut oka musi być widać, że klub jest z górnej półki. Ich najważniejszą cechą jest ostra selekcja na wejściu, by każdy, kto ją przejdzie, mógł się poczuć wyjątkowo. Kryteria są jasne: ma być „na bogato". Wystarczy podjechać pod drzwi wypasioną furą (w najgorszym wypadku taksówką, nigdy pieszo), zaświecić markowym zegarkiem, a potem zaprezentować kreację z prestiżową metką. Obowiązują szpilki, eleganckie sukienki, garnitury. Selekcjoner ma kalkulator w oku i błyskawicznie ocenia, czy klient potrafi zostawić w barze kilkaset złotych. Od tej reguły czyni się dwa odstępstwa: dla celebrytów, którzy nadają miejscu prestiżu (przeważnie mają wszystko za darmo), oraz pięknych dziewcząt z prowincji, polujących na podtatusiałych sponsorów i „mężczyzn na delegacji”. Przystanią tych ostatnich był przez wiele lat stołeczny The Cinnamon, który ostatnio nieco stracił na prestiżu. Pałeczkę pierwszeństwa przekazał pobliskiemu Platinium.
Platinium (Warszawa), Opera (Warszawa), Taawa (Kraków), Lemoniada (Wrocław), KoKoo (Łódź), Cień (Kraków), Mandarynka (Sopot), Czekolada (Lublin), Euforia (Olsztyn), Confashion (Warszawa)

Hetero-friendly

Hetero-friendly –  wbrew nazwie kluby gejowskie przyciągają tłumy „heteryków". To tu najczęściej bywają wielkie gwiazdy i piękne kobiety, które poszukują dyskrecji i nie chcą być molestowane, jak to bywa w „normalnych” klubach. One z kolei generują zainteresowanie heteroseksualnych mężczyzn. Panuje tu ostra selekcja –  w kojarzącym się ze sztywniactwem garniturze wstępu nie ma. Trzeba mieć strój z pomysłem: im bardziej nietypowy i szalony, tym lepiej. Od kilku lat bezkonkurencyjnym klubem w tej kategorii jest warszawska Utopia, gdzie bywa śmietanka show-biznesu, nawet rzadko wychodzący z domu Piotr Rubik, a Michael Stipe z zespołu R.E.M tańczył tam na barze. Klub słynie z najostrzejszej w kraju selekcji (podobno kilkakrotnie nie przeszła jej żona Zygmunta Solorza). Co weekend na ulicę Jasną przybywają z całej Polski pielgrzymki ślicznych chłopców, którzy zostają odprawieni z kwitkiem i lądują w mniej prestiżowych miejscach, takich jak nieco obciachowa dyskoteka Toro.
W kategorii klubów gejowskich panuje duże zróżnicowanie: od tych z górnej półki, jak Utopia czy sopocki Sixty9, po dyskoteki, przypominające wiejską remizę.
Utopia (Warszawa), Tomba-Tomba (Warszawa), Cocon (Kraków), Sixty9 (Sopot), Faktoria (Sopot), LaF (Kraków), Narraganset (Łódź), Inferno (Szczecin)

Alternatywne

Alternatywne kluby są szalenie modne, bo underground znów jest na topie. Tylko muzyka się zmieniła. Już nie słucha się rocka, lecz wszelkich odmian electro, industrial, 2stepu itd. Oprócz didżejskich popisów w klubach alternatywnych często odbywają się koncerty i live acty. To coś dla tych, którzy chcą się wyszaleć i zaliczyć najbardziej spontaniczne imprezy w mieście. Nie ma tu blichtru, wręcz przeciwnie – kluby są urządzane w stylu „wasteland", czyli adaptują oryginalne wyposażenie magazynów, kotłowni, piwnic i fabryk. Nie ma też specjalnej selekcji, ale obowiązuje ekstrawagancja. Nie musi być ładnie, najważniejsze, by było ekscentrycznie, kiczowato i kolorowo.
Ostatnio powstają całe zagłębia tego typu miejsc. W  Warszawie zwija się powoli kultowe zagłębie na Dobrej (Jadłodajnia Filozoficzna, Aurora, Diuna), ale już powstało nowe, które było tegorocznym hitem wśród stołecznych klubowiczów. Na starej Pradze, w klimatycznym podwórku przy ul. 11 Listopada, powstały cztery kluby (Saturator, Hydrozagadka, Skład Butelek, Zwiąż Mnie), które przyciągają tłumy. Wciąż prężnie działa także zagłębie w Fortach Mokotowskich (Balsam, New Deep, Klinika) i nieco nowsze zagłębie na Woli (Radio Luksemburg, Dobra Karma, Afryka). W innych miastach na razie takich skupisk nie ma, ale moda zapewne szybko się rozprzestrzeni.
Saturator (Warszawa), Jadłodajnia Filozoficzna (Warszawa) Hydrozagadka (Warszawa), SPATiF (Sopot), Droga do Mekki (Wrocław), Błędne Koło (Kraków), Balsam (Warszawa), Cafe Mięsna (Poznań), Łódź Kaliska (Łódź), Alter Ego (Szczecin)

Klubokawiarnie

Klubokawiarnie to miejsca do posiedzenia i pogadania ze znajomymi. Ostre imprezy są gdzie indziej. Tutaj przychodzi się na „biforia", czyli drinka przed wyruszeniem na dalszą klubową peregrynację. Gra didżej, ale zazwyczaj nie ma parkietu. Muzyka jest niezobowiązująca, bo może przeszkadzać w rozmowie – głównie chillout. Towarzystwo zróżnicowane. Punkt obowiązkowy to wygodne kanapy i przytulne wnętrze, w którym można się zrelaksować. W klubokawiarniach często są organizowane różne eventy artystyczne, od wernisaży po projekcje filmów. Największe skupisko tego typu lokali to krakowski Kazimierz. W kilku polskich miastach działa też modna sieć Paparazzi. Zazwyczaj klubokawiarnie zamykają podwoje wcześniej niż tradycyjne kluby, ale stołeczne Lemon i Szpilka działają całą dobę. To tutaj nad ranem zmęczeni imprezowicze regenerują siły przy obfitym śniadaniu.
Pauza (Kraków), Paparazzi (Kraków, Warszawa, Zakopane, Wrocław, Łódź), Między Nami (Warszawa), Lemon (Warszawa), Café Szpilka (Warszawa), Zbliżenia (Kraków), Post Dali (Poznań), Pracovnia (Warszawa), Coffee Planet (Wrocław)

Didżejskie

Didżejskie kluby to miejsca, gdzie chodzi o muzykę, a nie o lans. Didżeje, a zwłaszcza rezydenci w klubach, często są postaciami anonimowymi, a jedyna refleksja na temat ich pracy to stwierdzenie, iż grają dobrze bądź źle. Tymczasem didżejska muzyka klubowa to dosłownie tysiące nurtów (jak break beat, funky, garage, minimal, etno, drum’n’bass). Mają one swoich oddanych fanów, którzy z kolei bardziej mainstreamowe nurty muzyki tanecznej (jak house, techno czy disco) uważają za plebejskie. Inna sprawa to popularni didżeje, zwłaszcza zagraniczni, którzy grają w Polsce tylko w wybranych klubach. We wtajemniczonych takie imiona i nazwy jak Stanton Warriors, Dub Pistols czy Freq Nasty wywołują takie emocje, jak w innych U2 czy Metallica. Oni potrafią pojechać za swoim ulubionym didżejem na drugi koniec Polski. Istnieją też oczywiście krajowe gwiazdy, ale występują w śladowej ilości.
Piekarnia (Warszawa), SQ (Poznań),  Vinyl (Warszawa), Sfinx (Sopot),  M25 (Warszawa), Ampstrong (Zakopane), Radiobar (Wrocław)
Okładka tygodnika WPROST: 1/2/2009
Więcej możesz przeczytać w 1/2/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 14
  • wika IP
    co to kur za artykul, dyskoteka to dyskoteka, ma byc ostro, ma byc glosno, a nie jakis lans-śmians, tak to sobie mozna do restauracji na sushi pojsc, a nie imprezowac sie cisna jacys celebryci, co to wgl za stereotyp, ze niby wielce cpa sie do techno albo raczej hard? ludzie taka muzyke kochają i wcale niekoniecznie musza cpac, no ja nie wiem czy np impreza KOH to taka wiocha, wixa...
    • bez-nazwy IP
      czysta głupota
      poprawię przedmówców:
      muzyka lecąca w ekwadorze to progressive trance
      • antywixiarz-to nie jest ironia IP
        Panie Autorze, zapraszam serdecznie do Protectora w Ostrowie Wielkopolskim! Muzyka \"To niezwykle agresywna, zgrzytliwa i pozbawiona wokali rąbanka\" chyba nie w Protku.
        • j IP
          hahaha
          co za szmatławiec, wyssane z palca bajki, dobrze że tego nie kupuje
          • technowiec IP
            Umarłem ze śmiechu już na pierwszej stronie artykułu hahahaha. Nie jestem w stanie czytać dalej...