Odzyskiwanie mediów

Odzyskiwanie mediów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wypowiedzi polityków PO załamujących ręce nad sytuacją w telewizji publicznej są wyrazem politycznej obłudy. Tak naprawdę to Platforma jest głównym beneficjentem obecnego zamieszania.
„Dorżnęliśmy watahę w telewizji" – esemesa o takiej treści miał wysłać Roman Giertych Radosławowi Sikorskiemu po tym, jak rada nadzorcza TVP niespodziewanie zawiesiła propisowskiego Andrzeja Urbańskiego, wprowadzając na jego miejsce Piotra Farfała. To tylko potwierdzenie tezy, że mający większość w radzie reprezentanci LPR i Samoobrony nie działali sami. Telewizja Polska co prawda wydostała się spod władzy PiS, ale zdecydowanie więcej od Giertycha i Leppera będzie w niej miał do powiedzenia Donald Tusk.

Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego będą ważnym testem sondażowej popularności PO i roli PiS do dalszego odgrywania głównej partii opozycyjnej. Stąd korzystny wizerunek w mediach jest dla tych ugrupowań rzeczą kluczową. W odróżnieniu od partii Jarosława Kaczyńskiego, Platforma nie mogła jednak próbować zmienić zbyt niezależnego Urbańskiego na kogoś bardziej uległego. Na przeszkodzie stał brak własnych przedstawicieli we władzach spółki.

W radzie nadzorczej TVP większość natomiast stanowią  członkowie rekomendowani przez Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę. Ci reprezentantami „przystawek" są jednak już tylko z nazwy – trudno się spodziewać, by dogorywające partie mogły jeszcze wywierać na nich jakiś wpływ. Bardziej do nich pasuje określenie „wolnych elektronów," chwilowo niezwiązanych z nikim i rozpaczliwie szukających nowego politycznego protektora. Dlatego obie strony mogły zawrzeć nieformalne porozumienie – „przystawki" wyczyszczą telewizję z PiS-owców, za to Platforma zadba o ich przyszłość.

Farfał i spółka nie dostaną oczywiście telewizji na stałe – otwarte łączenie tych postaci z Platformą wywołałoby zbyt wielki skandal. Mogą jednak przy zamieszaniu, jakie wywołała obecna sytuacja i przeciągających się pracom nad nową ustawą przetrwać na stanowiskach do wyborów. Jeśli zakończą się one rezultatem korzystnym dla Platformy, obecne władze TVP czeka zapewne miękkie lądowanie w którejś z państwowych spółek.


Sprawdzianem tej hipotezy będą decyzje personalne podjęte przez nowy zarząd. Jeśli potwierdzą się plotki o zwolnieniu takich osób jak Patrycja Kotecka czy Anita Gargas oraz powrocie na wizję Hanny Lis będzie to oznaczało, że karty w mediach publicznych rozdaje PO.