Kres ewolucji człowieka?

Kres ewolucji człowieka?

Nasz gatunek stanął w miejscu. Jeśli nic się nie zmieni, dołączymy do skamieniałości, takich jak latimeria, łodzik czy jeżowiec, wyglądających tak samo od milionów lat. Tak uważa prof. Steve Jones z University College London, ewolucjonista. Nadchodzi kres ewolucji człowieka – uważają naukowcy myślący podobnie jak Jones. Inni badacze dowodzą natomiast, że Homo sapiens nadal się zmienia, a tempo tych zmian nawet ostatnio przyspieszyło.
Zwolennicy tezy o kontynuacji ewolucji uważają, że ludzie mają coraz mniejsze mózgi i stają się coraz bardziej neurotyczni. Zwiększył się przeciętny iloraz inteligencji, zmieniają się proporcje ciała. Niestety, stajemy się coraz bardziej cherlawi. Czy człowiek nadal podlega prawom ewolucji czy wyłamał się z trybów selekcji naturalnej, które kształtują gatunki od trzech miliardów lat? Zgodnie z teorią Darwina, osobnik lepiej dostosowany do środowiska, odnoszący największy sukces, żyje dłużej i ma więcej dzieci. Skoro ma  więcej dzieci, jego geny występują znacznie częściej w populacji. Z  czasem prowadzi to do ewolucyjnych zmian. Dziś geny większości ludzi przechodzą do następnego pokolenia. Zawodzi także kolejny mechanizm selekcji – jeszcze 200 lat temu połowa dzieci umierała przed osiągnięciem wieku dojrzałego – najprawdopodobniej z powodu braku odporności na choroby. Obecnie w społeczeństwach zachodnich 98 proc. dzieci dożywa 25. roku. Stagnacja w ewolucji to efekt osłabienia selekcji naturalnej za sprawą postępu medycyny i higieny.
Proces ewolucji wyhamował też z powodu zmian społecznych. Współczesny model rodziny silnie oddziałuje na naszą genetyczną przyszłość. Poza wiekiem matki ważną przyczyną mutacji jest zaawansowany wiek ojca, zmiany genetyczne oczywiście wywołują także chemiczne i radioaktywne zanieczyszczenia środowiska. Kiedyś najbardziej wpływowi i  najzamożniejsi mężczyźni płodzili dzieci do późnego wieku. Biedni albo musieli służyć w armii, albo wstępowali do zakonów. Dziś mężczyźni, którzy przekroczyli 35. rok życia, stają się ojcami o wiele rzadziej niż  dawniej. Dlatego też szanse na przekazanie mutacji mogących zapoczątkować zmiany są dużo mniejsze.
W ciągu ostatnich 50 tys. lat populacja ludzka bardzo się powiększyła. Teoretycznie więcej ludzi oznacza więcej mutacji. Tylko niewielka ich część jest jednak korzystna, a większość ma neutralne lub wręcz szkodliwe skutki. Każdy człowiek gromadzi średnio około 100 mutacji, zanim dochowa się potomstwa. W naturze potomstwo, które odziedziczy zbyt wiele szkodliwych mutacji, ginie. W  ten sposób nie dochodzi do nadmiernego wzrostu niekorzystnych zmian genetycznych w populacji. Skoro wyzwoliliśmy się spod presji selekcji naturalnej i przeżyć może prawie każdy, mutacje się kumulują. Podobna sytuacja w populacji laboratoryjnych muszek owocowych powoduje bardzo szybkie obniżenie biologicznej jakości owadów. Czy to samo dzieje się z  ludźmi?
Pogarszanie się widzenia jest jednym z najbardziej prawdopodobnych symptomów takich zmian. – Jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu nasi przodkowie zajmujący się polowaniami mieli sokoli wzrok. Ich potomkowie mieszkający w miastach coraz częściej wymagają pomocy optyka. Wydaje się, że to zjawisko ma związek ze zmianami genetycznymi – uważa prof. Niles Eldredge, paleontolog z American Museum of Natural History w Nowym Jorku. Pogarszanie się wzroku to pierwszy sygnał, z czasem akumulacja szkodliwych mutacji może mieć wiele innych konsekwencji. Czy staniemy się coraz bardziej uzależnieni od techniki, która będzie musiała wspierać nasze szwankujące organy?
Ludzie z defektami genetycznymi obecnie mogą się łatwiej rozmnażać niż w  przeszłości, a to odbije się negatywnie na puli genów. – Gromadzenie się szkodliwych genów jest jednak bardzo powolnym procesem, niwelowanym przez tysiące perfekcyjnie dobrych genów, które także są przekazywane. Uważam, że będziemy w stanie naprawić te wadliwe, zanim zaczną być prawdziwym problemem – mówi „Wprost" biolog prof. Christopher Wills z University of California w San Diego.
Zwolennicy ewolucyjnego impasu sami jednak przyznają, że ich argumenty ograniczają się do najbogatszej części świata. W krajach rozwijających się nadal panuje głód i plagi śmiertelnych chorób. A to idealne pole dla  ewolucyjnych zmian. W wypadku AIDS wśród ludzi może się powtórzyć historia, która przytrafiła się szympansom. Obecnie szympansy są nosicielami wirusa HIV, ale nie chorują. Najprawdopodobniej kilka tysięcy lat temu wirus HIV uśmiercił miliony tych zwierząt. Przetrwały tylko nieliczne małpy, które miały geny zapewniające odporność i one właśnie stały się przodkami wszystkich współczesnych szympansów. Za kilka tysięcy lat, o ile medycyna nie  znajdzie skutecznego i taniego leku, Afrykę będą zaludniać potomkowie garstki ludzi, którzy już teraz są odporni na wirus powodujący AIDS. Organizmy chorobotwórcze, w tym pasożyty, zmuszają ludzki genom do  ciągłych zmian. Innym dowodem tej aktywności jest odpowiedź na malarię –  chorobę, która pojawiła się zaledwie 8 tys. lat temu. Chroniący przed nią gen wywołuje efekt uboczny – anemię sierpowatą, rozpowszechnioną w  Afryce Środkowej i Zachodniej. Nie byłoby problemu malarii, gdyby ludzie masowo nie wycinali lasów, na których miejscu powstawały środowiska idealne dla komara przenoszącego pierwotniaki powodujące malarię. Rozprzestrzenienie się genu anemii sierpowatej jest więc skutkiem zmian przeprowadzanych na wielką skalę w naturze przez samego człowieka – mówi prof. Bogusław Pawłowski z Zakładu Antropologii PAN we Wrocławiu i  Uniwersytetu Wrocławskiego.
Ewolucji współczesnego człowieka towarzyszyły drastyczne zmiany w  środowisku i stylu życia. W ciągu ostatnich 100 tys. lat Homo sapiens wyruszył z Afryki i skolonizował większość globu. W tym czasieludzie byli zmuszeni do przystosowania się do skrajnie różnych warunków środowiskowych i klimatycznych.Następstwem emigracji do Europy stała się jaśniejsza skóra, która umożliwia lepszą absorbcję większej ilości promieniowania ultrafioletowego, niezbędnego do produkcji witaminy D. Choć i to się zmienia. Wygląda na to, że ludzkość wróci do brązowego koloru skóry.
Jeszcze w pokoleniu naszych rodziców kobiety i mężczyźni rzadko wiązali się z kimś z innego miasta lub innej wsi. Teraz coraz częściej tworzą związki międzykontynentalne. Ich skutkiem, i to już w niedalekiej przyszłości, będzie globalne ściemnienie karnacji. Jasna skóra jest względnie nową cechą – wykształciła się zaledwie 20 tys. lat temu. Proces mieszania się populacji najintensywniej przebiega w Ameryce Południowej, gdzie spotkali się rdzenni mieszkańcy (którzy w gruncie rzeczy są Azjatami), Europejczycy – potomkowie konkwistadorów, i  Afrykanie przywiezieni tam jako niewolnicy. DNA mieszkańców Brazylii czy Kolumbii jest już bardzo silnie wymieszany. Ten proces rozpoczął się zaledwie 200 lat temu, a za 1000 lat będzie zakończony. To samo dzieje się w europejskich metropoliach i zacznie się dziać w takich krajach jak Chiny.
Homo sapiens istotnie się zmienił wraz z przemianą łowców-zbieraczy w  rolników. Proces ten rozpoczął się mniej więcej 10-12 tys. lat temu na  obszarze Żyznego Półksiężyca i wkrótce potem także na innych kontynentach. Dla ludzkości był to ekologiczny Rubikon. Rozwój rolnictwa na dobre zmienił naszą pozycję w świecie natury i  zapoczątkował populacyjną eksplozję. Homo sapiens jest 10 tys. razy bardziej liczny, niż powinien według reguł rządzących światem zwierząt. Bez upraw i hodowli zwierząt populacja ludzka liczyłaby obecnie nie więcej niż pół miliona osobników – twierdzi prof. Steve Jones.
Rosnące zagęszczenie ludności i rolnictwo sprzyjały rozpowszechnieniu się chorób zakaźnych, bo kontakt ludzi z patogenami zwierzęcymi stał się intensywniejszy. Zmiany w diecie za sprawą dostępności mleka i nabiału były siłą napędową, która wyselekcjonowała gen umożliwiający dorosłym osobom trawienie laktozy. Do trzeciego roku życia ten gen jest aktywny u  wszystkich, gdyż kobiece mleko także zawiera ten cukier. Nie wszędzie jednak proces ten przebiegał równie intensywnie, w Europie Północnej niemal każdy może pić świeże mleko, w Chinach i Afryce – tylko nieliczni.
Nowa dieta stała się także siłą sprawczą zmian kształtu czaszki. W ciągu ostatnich 10 tys. lat głowy malały i stawały się bardziej okrągłe. Szczęki były coraz mniej wydatne. W ocenie antropologa Clarka Larsena z  Ohio State University działo się tak nie za sprawą ewolucji genetycznej, ale sposobu, w jaki zaczęliśmy gryźć. Kiedy człowiek zaczął się zajmować rolnictwem, zaczął jeść pokarm pochodzący z upraw, a ten był bardziej miękki. Do jego przeżuwania człowiek nie potrzebował rozbudowanych mięśni twarzy i silnej żuchwy. Przejawem tych zmian jest także powszechnie występujący nieprawidłowy zgryz, stłoczenie zębów, niewyrastanie trzonowców. Zbyt duże zęby przestały pasować do  delikatnych szczęk.
Era intensywnego postępu technologicznego i gwałtownych zmian w  środowisku trwa. Dlaczego więc ta sama siła, która działała kilka tysięcy lat temu, nie miałaby działać także teraz? Wielu naukowców przychyla się do poglądu, że przyszła ewolucja będzie ewolucją umysłu i wyspecjalizowanych zachowań. Precedensy już były. Gen związany z ADHD pojawił się około 40 tys. lat temu. Jakie korzyści mogło dawać niespokojne zachowanie? Możliwe, że właśnie ten gen przyczynił się do  masowej migracji z Afryki. Ekspansja Homo sapiens wymagała zwiększonej ruchliwości i twórczego niepokoju. Osobnik z ADHD w społeczeństwie zbieracko-łowieckim wcześniej wykrywał zagrożenia. Był także lepszy w  znajdowaniu pokarmu, zwłaszcza w okresach, gdy było go mało. Przez ostatnie kilka tysięcy latach gen ADHD zaczął występować znacznie częściej (obecnie ma go 3-5 proc. populacji). Niepokój najwyraźniej jest nadal w cenie – temperament eksploratora służy wszak wynalazczości.
Są i bardziej współczesne dowody na zachodzenie zmian – według amerykańskich naukowców Gregory’ego Cochrana i Henry’ego Harpendinga w  ciągu tysiąca lat (między IX a XVIII wiekiem) inteligencja Żydów aszkenazyjskich wzrosła o 12-15 punktów w skali IQ. Stało się to za sprawą bardzo szczególnej selekcji. Ta grupa etniczna, zamieszkująca środkową i północną Europę, mogła wykonywać wyłącznie zawody związane z handlem i finansami. Sukces ekonomiczny na tym polu był o wiele większym wyzwaniem intelektualnym niż sukces w zawodach wykonywanych przez ludność nieżydowską – na przykład w rolnictwie. Ci, którym powodziło się najlepiej, mieli największe rodziny. W ten sposób przebiegała selekcja naturalna sprzyjająca osobom z wyższym ilorazem inteligencji. Odbyło się to pewnym kosztem, gdyż znacznie wzrosła liczba Żydów cierpiących na choroby genetyczne – Taya-Sachsa i Gauchera. Przyszłość nie musi należeć do inteligentnych i kreatywnych, bo ścieżki ewolucji są kręte. Jeśli nic się nie zmieni, sukces ewolucyjny odniesie nie inteligencja, lecz głupota. Ronald Fisher, brytyjski biolog, jeszcze w 1930 r. zwrócił uwagę na to, że geny warunkujące zdolności poznawcze występują częściej w wyższych warstwach społecznych, podczas gdy płodność jest większa wśród ludzi biednych i niewykształconych. Selekcja naturalna przeciwdziała więc genom promującym inteligencję – podsumował swoją obserwację Fisher. W XXI wieku ta tendencja stała się bardzo wyraźna.
– Jeszcze do niedawna kobiety, które były inteligentne i zaradne, rodziły podobną liczbę dzieci jak kobiety o mniejszych możliwościach intelektualnych. Kobiety mądre przekazywały więcej genów, gdyż były bardziej zaangażowane w opiekę nad potomstwem, zapewniały dzieciom leczenie, umiały je lepiej chronić przed niebezpieczeństwem. W biednych rodzinach śmiertelność dzieci Przyszłość nie musi należeć do inteligentnych, bo niewykształceni i  biedni mają więcej dzieci była bardzo duża. Obecnie kandydatki na dobre matki studiują, uczą się, robią karierę i z reguły mają mniej dzieci, o  ile w ogóle je mają – mówi „Wprost" prof. Bogusław Pawłowski.
W Stanach Zjednoczonych liczba młodych kobiet, które rezygnują z  macierzyństwa, podwoiła się w ciągu ostatnich trzydziestu lat – z 15  proc. do 30 proc. Z punktu widzenia ewolucji to tak samo, jakby zmarły wszystkie dzieci tych kobiet. Działa więc selekcja premiująca osoby o  silnym instynkcie macierzyńskim, które często poświęcają karierę zawodową dla rodziny.
Ludzie z mniejszymi zasobami mają więcej dzieci – powodem może być brak edukacji, a nie inteligencji – uspokaja dr Mark Pagel, biolog ewolucyjny z University of Reading w Wielkiej Brytanii. Edukacja jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym. Gdyby przenieść tych ludzi do klasy średniej, mieliby mniej dzieci. Ale Bryan Sykes, genetyk z Oxford University, dopisuje ciąg dalszy czarnego scenariusza. W książce „Adam’s Curse" (Klątwa Adama) ostrzega przed postępującą degeneracją genów chromosomu Y. Grozi to męską bezpłodnością na skalę światową. Gatunek Homo sapiens ma przed sobą 125 tys. lat.
A może rację ma Peter Ward, wybitny autor książek popularnonaukowych? Według niego, przyszłość przyniesie tylko te zmiany, które sami wprowadzimy. Jest tylko kwestią czasu, kiedy człowiek zacznie ingerować w swój genotyp. Oczywiście, będzie wprowadzał geny pozwalające na  dłuższe życie, związane z mocniejszym i zdrowszym ciałem. Ludzie będą żyć 150 lat i do setki będą płodzić dzieci.
Zwolennicy tezy o zatrzymaniu ewolucji człowieka powołują się na  czynniki, które działają najwyżej od kilkuset lat. Zapominają, że proces ewolucji trwa o wiele dłużej. I  mimo intensywnej selekcji jeszcze przed epoką industrialną i rozwojem medycyny Homo sapiens przez tysiące lat prawie się nie zmieniał. Nikt nie wie, dokąd zmierza ludzkość, gdyż ewolucja jest nieprzewidywalna. Wątpliwości uczonych mogłaby rozstrzygnąć tylko machina czasu, która przeniosłaby ich w  odległą przyszłość.

Na Czarnym Lądzie
Wszystkie etapy ważnych kroków ewolucyjnych odbyły się w Afryce. Na tym kontynencie nadal istnieje najwięcej czynników selekcyjnych, takich jak:
- trudne warunki życia,
- brak dostępu do zdobyczy technicznych i medycznych,
- najwięcej chorób i pasożytów,
- najwyższa płodność,
- zróżnicowanie genetyczne – różnice między populacjami afrykańskimi są o wiele większe niż różnice między wszystkimi innymi populacjami z innych kontynentów.




SPÓZNIENI MYSLIWI

Biologiczne zmiany Homo sapiens nie nadążają za postępem technicznym i cywilizacyjnym. Człowiek współczesnypod względem fizjologii jest łowcą-zbieraczem żyjącym w XXI wieku. Cechy biologiczne związane z bardzo aktywnym poszukiwaniem pokarmu były utrwalone w kilkudziesięciu tysiącach pokoleń. Dlatego lekarze i dietetycy twierdzą, że niektóre tzw. choroby cywilizacyjne, zwłaszcza choroby serca i cukrzyca typu II, są efektem braku przystosowania do współczesnego trybu życia.




Prof. Bogusław Pawłowski
Zakład Antropologii PAN we Wrocławiu i Katedra Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego

Selekcja naturalna niewątpliwie odbywa się nadal, ale nie jest tak spektakularna, jak niektórzy by chcieli. Człowiek przyszłości nie będzie wyglądał jak kosmita z wielką głową. Ludzki mózg maleje. U neandertalczyka był większy niż u człowieka współczesnego. Można by przyjąć, że gdyby wszystkie kobiety rodziły za pomocą cesarskiego cięcia, to główki noworodków mogłyby być większe. Aby jednak ewolucja utrwaliła tę cechę, płodność lub przeżywalność wielkogłowych musiałaby być większa niż innych, a tak nie jest. Badania genetyków wskazują, że zachowania społeczne oraz poziom agresji również zależą od genów. Przewidują, że w najbliższych pokoleniach proporcja genów zmieni się w sposób niekorzystny dla społeczeństwa. Może się okazać, że zmierzamy w odwrotnym kierunku niż jeszcze niedawno, gdy selekcja premiowała rozwój
pewnych cech mentalnych czy zdolności poznawczych, które są akceptowane społecznie, bo dobrze służyły i nadal dobrze służą ogółowi. W pokoleniu naszych babć i matek więcej dzieci rodziły kobiety, które miały zestaw alleli odpowiedzialny za spokój i mniejsze pobudzenie. U ich córek większy sukces reprodukcyjny mają kobiety agresywne, zachowujące się aspołecznie. Trudne dziewczynki częściej uciekają z domu i rodzą dzieci między 16. a 18. rokiem życia, podczas gdy grzeczne dziewczynki inwestują w rodzinę dopiero po studiach. Te zmiany odbywają się na naszych oczach, ale różnicy nie da się zauważyć w ciągu trzydziestu lat. Będzie widoczna po dziesięciu, a może nawet trzydziestu pokoleniach. Liczba genów niegrzecznych dziewczynek może wzrosnąć o 30-40 proc. Można już natomiast zaobserwować selekcję eliminującą osoby nieprzystosowane genetycznie do nadmiaru pokarmu. Na Zachodzie młodzi otyli mężczyźni mają niższą płodność. Do otyłości przyczyniają się geny, które zwiększają możliwości organizmu do magazynowania energii. Przedawkowanie energetyczne skutkuje różnymi chorobami. Jeżeli nie nastąpi ingerencja medyczna i genetyczna, osób otyłych w przyszłości będzie mniej.

Prof. Christopher Wills (na zdjęciu)
Biolog z University of California w San Diego

Mimo ochrony, którą daje nam zachodni tryb życia, czyli medycyna, higiena i nieograniczony dostęp do pokarmu, ewolucja będzie trwać. Promowana będzie bystrość umysłu i zdolności do bogacenia się. Bardzo ważnym czynnikiem w tym procesie jest umiejętność wykorzystywania korzyści, które dają wynalazki innych. Klasycznym przykładem jest Dżyngis- -chan, który podbił świat dzięki udomowieniu konia i wynalezieniu nowej konstrukcji łuku o większym napięciu cięciwy. W efekcie on i jego najbliższe otoczenie mają obecnie 30 mln potomków. Inteligencja jest cechą złożoną i nie dziedziczy się jej w prosty sposób. Ponieważ na to, kto ma dzieci, wpływa wiele fizycznych i mentalnych cech, nie można przewidzieć, jak inteligentne będą nasze wnuki. W wypadku pawianów zależność ta jest prosta – im bardziej towarzyski osobnik, tym więcej ma potomstwa. W wypadku ludzi nie ma jasności, jaki działa tu rodzaj selekcji. Dowiedziono na przykład, że sukces odnoszą raczej osobniki o średniej wielkości mózgu. Selekcja naturalna nie działa w kierunku powiększania się rozmiarów mózgu, gdyż nastręczałoby to problemy podczas porodu. Intrygujące wnioski przyniosła też jedna z prac naukowych. Wynika z niej, że zarówno ludzie niezwykle inteligentni, jak i obdarzeni bardzo niskim IQ mieli mniej dzieci, niż można było przewidzieć. Największy sukces reprodukcyjny odnoszą zamożni mężczyźni. Jako seryjni monogamiści są współczesnymi następcami Dżyngis-chana. Ewolucja inteligencji nie jest jednowymiarowym zjawiskiem. Wydaje mi się, że sposobem, w jaki nasz gatunek może się przystosowywać do coraz bardziej złożonych relacji społecznych, będzie gromadzenie różnorodnych genów warunkujących inteligencję. Poszczególni ludzie nie staną się bardziej inteligentni na sposób, w który zwykliśmy tradycyjnie mierzyć inteligencję, ale będą potrafili lepiej funkcjonować w społeczeństwie. W przyszłości geny osób, które nie będą miały dobrych interakcji z innymi, będą eliminowane przez selekcję naturalną.




Monokultura ciał
Zużywamy zasoby Ziemi, ale sami także jesteśmy pokarmem. Co prawda drapieżniki na nas nie polują, ale ludzkość jest stale powiększającą się monokulturą ciał – niewyczerpanym źródłem dóbr dla mikrobów. Wielu mikrobiologów wierzy, że świat patogenów jest tykającą bombą zagrażającą istnieniu gatunku Homo sapiens. W końcu nastąpi błyskawiczna ewolucja wirusów i bakterii, których celem będą właśnie ludzie. Dotychczas postępy mikrobów były ograniczone.




Prof. Steve Jones
Genetyk z University College London

Większa populacja ludzka i w efekcie większa liczba mutacji nie oznacza szybciej przebiegającej ewolucji. Proces ewolucyjny przebiega nawet w bardzo małej populacji. Brakuje też dowodów na to, że tempo mutacji genów mózgu człowieka jest większe niż tempo mutacji genów związanych z innymi organami. Nie jest nawet większe niż mutacje genów mózgu zwierząt. Najsilniej działa ewolucja kulturowa, nieograniczana przez anatomiczne struktury. Nasze umysły zmieniają się szybciej niż mózgi. Wielkie zdobycze cywilizacyjne − osiągnięcia ostatnich dwudziestu, stu czy nawet tysiąca lat, nie wpłynęły w żaden sposób na wielkość ludzkiego mózgu. Czy zmiany środowiska mogą być siłą napędową ewolucji? Człowiek umie zmieniać środowisko. Potrafił się przystosować do niego mentalnie, ale nie fizycznie – odkrył ogień i wynalazł ubrania. Zimą wszyscy siedzimy jak na afrykańskiej sawannie – w ogrzanych i oświetlonych pokojach. Jeśli klimat zmieni się na skalę globalną, przykręcimy ogrzewanie zimą i włączymy klimatyzację latem. Jedyna zmiana w środowisku, która może wpłynąć na ewolucję człowieka, to wielkie epidemie. Będziemy musieli wykształcić odporność na choroby. Nie wierzę w skuteczność leków, bo te jedynie odsuwają w czasie plagi chorób. Nie działa też terapia genowa, poza jednym wyjątkiem, rzadką chorobą dziecięcą – ciężkim złożonym niedoborem odporności (CSID). Gdyby udało się w ten sposób leczyć o wiele częściej spotykaną mukowiscydozę, można by mówić o sukcesie. Niemniej jednak terapia genowa nie zmieni natury. Przedłużając życie, spowoduje jedynie, że geny związane z mukowiscydozą będą coraz bardziej rozpowszechnione w populacji. W tym znaczeniu medycyna zmienia naszą ewolucyjną przyszłość.




Homo futurus

Wszystkie wizje następcy Homo sapiens – istoty wątłej, o wielkiej, okrągłej głowie, małej i bezzębnej twarzy, zanikającym układzie pokarmowym, niepotrzebnym z powodu dożylnego odżywiania, skróconym kręgosłupie i trójpalczastych kończynach, nie mają nic wspólnego z najnowszą wiedzą. Taki właśnie obraz Homo sapienstissimus – człowieka przyszłości – w połowie XX wieku stworzył rosyjski paleontolog Andriej Bystrow. Błędnie zakładał on, że trendy, które następowały w ewolucji człowieka, będą zachowane w przyszłości. Obecnie wiadomo, że celem ewolucji nie jest utrzymanie kierunku dawnych zmian. Gatunki rozwijają się zgodnie z lokalnymi warunkami środowiska. Stephen Jay Gould, nieżyjący już amerykański ewolucjonista, uważał, że jedyną szansą na ewolucyjny skok byłaby kolonizacja kosmosu, podczas której człowiek musiałby się adaptować do skrajnie różnych warunków. Jedynie drastyczne inne środowisko mogłoby doprowadzić do tak gruntownej przemiany naszego gatunku.




Dziagnoza w pigułce

Człowiek przyszłości pod względem biologii i anatomii nie będzie się różnił od człowieka współczesnego.

Większość zmian może zachodzić w fizjologii – selekcja naturalna będzie promowała geny odporności na choroby.

Największy sukces reprodukcyjny będą odnosić najbardziej inteligentni i najbogatsi.

Największym zmianom będą podlegać cechy mentalne oraz zachowania człowieka.

W krajach wysoko rozwiniętych ewolucję spowalnia wysoko rozwinięta medycyna i higiena.

Miejscem, w którym nadal najszybciej przebiegają zmiany ewolucyjne, jest Afryka.




 













Okładka tygodnika WPROST: 5/2009
Więcej możesz przeczytać w 5/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • piotr IP
    Moje zdanie jest inne . Wydaje mi się , że zapotrzebowanie na wynalazki wrośnie . Więc ludzie będą mieć większe mózgi aby spróbować je zrealizować . Może się wydawać , że gdy uda się zrealizować to mózgi się zaczną zmniejszać lecz mym zdaniem wprost przeciwnie. Otóż wynalazki pomogą ludzkości odkrywać nowe części wszechświata , co zwiększy wiedze człowieka , dlatego też w szkołach podstawowych w przyszłości dzieci będą wiedzieć więcej niż obecnie dzieci z 3 klas gimnazjum .
    Lecz to bóg zdecyduję jak będzie . Możliwe , że wcześniej się wyniszczymy .
    • bez-nazwy IP
      W tym artykule bardzo dużą czcionką jest napisane że jeśli ktoś nie ma dobrego wykształcenia to automatycznie nie jest inteligentny. Przecież to oczywista nie prawda
      Ludzie kto to pisze?
      • [email protected] IP
        Z tekstu wyłania się kłamliwa teza, że tylko kobiety decydują o psychofizycznym profilu człowieka; mężczyzna się nie liczy?
        A \"redukcja ku środkowi\"? - w świecie ożywionym wszystko zmierza ku przeciętności, ku średniej. B. mądrzy mają dzieci mniej mądre, a b. głupi mają mądrzejsze od siebie. Dlatego adwokaci, nie dopuszczających prawników spoza branży, administracyjnie wspierają swoich debilnych potomków w robieniu karier. Sprytne.

        Czytaj także