Skibą w mur - Nowa gwiazda

Skibą w mur - Nowa gwiazda

W tym roku w Polsce ma się zaroić od prawdziwych gwiazd. Chodzą słuchy, że babcia Tina Turner, o ile dożyje, zagra na rocznicy pierwszych wolnych wyborów, a pijacy z Metalliki na rocznicy powstania warszawskiego.
Trwa nerwowe szukanie pieniędzy i chętnych artystów. W  tym roku jest też okrągła rocznica wybuchu wojny. O koncercie z tej okazji się nie mówi, a szkoda, bo pasowałby odpowiednio głośny i ziejący ogniem na scenie niemiecki zespół Rammstein. Gwiazdy przyjadą, gdy odpowiednio wcześniej znajdą się sponsorzy. Tymczasem jedna z nich sama wpycha się do Polski. Tą gwiazdą jest światowy kryzys gospodarczy z takimi przebojami, jak recesja i  bezrobocie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że media traktują kryzys jak prawdziwego celebrytę. Wiele tytułów prasowych ogłasza jego nadejście niczym pojawienie się znanego gwiazdora. O kłopotach ekonomicznych czytamy jak o ciekawej premierze kinowej, którą niebawem będzie można zobaczyć. Wyjaśnia się nam reżyserię, obsadę i przebieg akcji. Reżyserem jest pozbawiony nadzoru system finansowy w USA, w obsadzie jesteśmy my  wszyscy, a przebieg akcji to spadki na giełdach i spowolnienie gospodarcze. Z tak wielką atencją witany w Polsce był tylko Jan Paweł II. Być może radość medialna z powodu zbliżającego się do Polski kryzysu wynika z  tego, że zawsze kochaliśmy wszystko co amerykańskie. Zawsze chcieliśmy być kolejnym stanem USA i mieć to samo co oni. Oni mają rocka, gumę do  żucia, hamburgery, my też mamy rocka jak hamburgery, a hamburgery jak gumę. Oni mają Góry Skaliste, my twardą jak skała Hannę Lis, oni Spielberga, my Machulskiego, oni Beyoncé, my Kasię Cerekwicką, oni Pamelę Anderson, my Kasię Cichopek. Skoro w kulturze i obyczaju jest pełne odwzorowanie, to w tragediach też być musi. Oni mają Indian w  rezerwatach, my Józefa Oleksego na wolności, oni mają seryjnych morderców, my Jolę Rutowicz, oni mają kryzys, u nas też będzie on modny. W telewizji wielki popyt jest na proroków głoszących najbardziej czarne scenariusze. Osoby unikające słów „krach", „upadek”, „końcówa” są średnio mile widziane. Tytuły artykułów potrafią dobić największych twardzieli. „Tylko co piąty oszczędzający stracił na kryzysie” – pisze z  żalem jedna z gazet. Radość dziennikarzy z kryzysu bierze się też stąd, że wreszcie będzie o czym pisać, bo za Tuska nudy były już takie, że  tematem stawał się Kaczyński zamknięty w Klarysewie.
Kryzys jest więc większą gwiazdą medialną niż Daniel Craig, Rysiu z  „Klanu" czy nowa laska Marcinkiewicza. Sam kryzys jest pojęciem szerokim i nie dotyczy tylko ekonomii. Od lat wiele mówi się o kryzysie kadrowym. Brakuje wyszkolonych fachowców z doświadczeniem. Na ważne stanowiska pakuje się kumpli lub osoby przypadkowe. Wszyscy tęsknimy za prawdziwie mądrymi przywódcami, wizjonerami, reformatorami, tymczasem wokół raczej średniej wielkości gracze i cwaniacy. Potwierdza to przypadek Andrzeja Chronowskiego, ministra skarbu w rządzie Jerzego Buzka. O Chronowskim zrobiło się ostatnio głośno z powodu podejrzeń prokuratury o  nieprawidłowości dotyczące przeprowadzenia prywatyzacji elektrociepłowni w Białymstoku. Nie w tym jednak rzecz. Przy okazji pisania o tej sprawie media ujawniły, że senator trzech kadencji i były minister skarbu prowadzi obecnie kantor wymiany walut w Nowym Sączu. Co za degradacja! Co za upadek! Facet, który miał pod sobą skarb państwa, teraz wymienia dolary w budce jak cinkciarz. Z kogo oni robią ministrów! Czy naprawdę nikt go nie chciał nawet w najmarniejszym banku? Na Zachodzie ludzie tego rodzaju pracują na najwyższych szczeblach finansjery. Czy wyobrażacie sobie przedwojennego ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego, słynnego budowniczego Gdyni i wielkiego reformatora, który po zakończeniu kariery ministerialnej zakłada budkę z  piwem? Chronowski to przypadek szczególny. W czasach, gdy był na topie, zgłosił, że jest podsłuchiwany, a później się okazało, że sam sobie założył ten podsłuch. I takie schizofreniczne coś było ministrem w  polskim rządzie! Niestety, u nas to nie wypadek przy pracy, ale norma. Gdy ostatnio minister Ćwiąkalski poszedł w odstawkę, też nie było go kim zastąpić. Kryzys ludzki jest u nas większy niż ten gospodarczy, choć to  ten drugi jest gwiazdą. I tylko możemy być spokojni, że na etat błazna po Palikocie kandydatów nie zabraknie.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2009
Więcej możesz przeczytać w 6/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także