Zmarł Bogdan Trochanowski

Zmarł Bogdan Trochanowski

Bogdan Trochanowski, światowej sławy polski wiolonczelista i kompozytor, który od 30 lat mieszkał w Caracas, zmarł we wtorek rano poinformowała dziennikarka Justyna Zun Dalloul z Wenezueli. Miał 62 lata.
Urodził się w Warszawie. Studiował w Warszawie i Krakowie. Był solistą Estrady Kameralnej Filharmonii Narodowej w Warszawie.

W 1977 roku wyjechał do Wenezueli i pozostał tam na zawsze. Występował pod pseudonimem Dan Savicha. W 1978 roku został wiolonczelistą Orkiestry Symfonicznej w Maracaibo, a w 1978 roku Orkiestry Symfonicznej w Caracas.

W 1990 roku Trochanowski został profesorem Konserwatorium Jose Lorenzo Llamozas w Caracas. Od 1994 roku był związany jako doradca artystyczno-muzyczny z Centrum Muzyki Współczesnej w Caracas. W 1997 roku został dyrektorem artystycznym Atma Music International w Caracas.

Koncertował w wielu krajach; często dochód z wielu koncertów przeznaczał na cele charytatywne. Dokonano wielu nagrań jego koncertów dla radia i telewizji w Polsce, Niemczech, Francji i Wenezueli. Był laureatem nagród międzynarodowych. Kilku współczesnych kompozytorów zadedykowało mu swoje kompozycje.

Za działalność koncertową w Wenezueli został uhonorowany medalem i pamiątkową metalową tablicą w Cumana w 1981 roku.

pap, keb

Pitbul: pies na polityków. Nowy portal rozrywkowy zaprasza!


Czytaj także

 5
  • mbpiasecka@gmail.com IP
    Żegnaj najlepszy przyjacielu!
    Dopiero dzisiaj znalazłam informację o twojej śmierci.
    Jakby mnie poraził prąd. Kiedyś kochałeś mnie.
    Planowaliśmy nawet wspólne życie - niestety nie wyszło.
    Grałeś nieziemsko - zabraknie mi twojej muzyki.
    Teraz jedynie będę szukała nagrań w twoim wykonaniu i swoim dzieciom i w przyszłości wnukom o tobie opowiadała.
    Miałeś niespokojną duszę artysty.
    Spoczywaj w pokoju.
    Na zawsze pamiętająca Ciebie
    Malwina
    • maria.walkowiak@gmail.com IP
      Żegnaj, Bogusiu! Tak wielu rzeczy nie zdążyliśmy jeszcze zrobić! Wczoraj Twoja córka Julia powiadomiła mnie, że odszedłeś na zawsze. Chciałam Ci jeszcze powiedzieć mnóstwo rzeczy, ale już nie przyjedziesz, nie zadzwonisz ani kolejny raz nie zagrasz dla mnie \"Ave Maria\". Długa była przerwa w naszym życiu, ale kiedy zobaczyliśmy się znów po 28 latach, wszystko było tak, jakbyśmy się nigdy nie rozstawali. Kiedy wyjeżdżałeś z Polski (w dniu 19 marca 1977 r. - a nie był to wyjazd dobrowolny!) prosiłeś mnie, abym na Ciebie czekała. I tak było. Potem korespondecja została przerwała z nieustalonych dotąd powodów, ale ja nadal czekałam i szukałam Cię. I odnalazłam w 2001 r., ale Ty mogłeś przyjechać dopiero w 2005 r. Po 60 dniach pięknych dniach znów wyjechałeś do swojej drugiej Ojczyzny, ale wróciłeś ponownie na nasze następne 20 dni w 2007 r. Choć nasze sprawy nigdy nie były proste, właśnie w tym roku mieliśmy wszystko ułożyć na zawsze, bo znów miałeś przyjechać do Polski, o której nigdy nie zapomniałeś. Ale nie było nam to dane... Grałeś dla królów, cesarzy i możnych tego świata, ale przede wszystkim dla zwykłych ludzi, których zawsze darzyłeś najwyższym szacunkiem i szczerą, bezinteresowną miłością. Tak samo jak kochałeś muzykę, kochałeś bowiem ludzi. Zawsze byłeś gotów pomóc każdemu. Dziękuję Ci za wszystko, a przede wszystkim za uratowanie mojej córki Anny, która stała się dla Ciebie Twoim kolejnym dzieckiem. Odpoczywaj w pokoju! Maria Małgorzata z Anną
      • maria IP
        Żegnaj Bogdanie! graliśmy razem tak nieziemsko pięknie....