Władza kobiet

Władza kobiet

Ranking WPROST - 20 najbardziej wpływowych kobiet polityki
Nigdy żadna polska kobieta nie zbliżyła się do pozycji politycznej Indiry Gandhi (premier Indii), Benazir Bhutto (Pakistan) czy Margaret Thatcher (Wielka Brytania). Polskie kobiety, które dzierżą władzę, robią to zwykle przez chwilę. Z rankingu najbardziej wpływowych dam w polskiej polityce wynika, że ta chwila należy teraz do Anny Streżyńskiej, szefowej Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Najbardziej wpływowe kobiety w rankingu „Wprost" wyłoniło jury, w skład którego weszli byli premierzy, obecni szefowie klubów parlamentarnych oraz socjologowie. Wybierali spośród kobiet szeroko związanych z polityką – wśród kandydatek znalazły się działaczki partii i związków zawodowych (Aleksandra Natalii-Świat, Joanna Kluzik- Rostkowska, Maria Ochman, Grażyna Gęsicka), często jednocześnie sprawujące funkcje publiczne (Hanna Gronkiewicz-Waltz, Julia Pitera, Katarzyna Hall, Małgorzata Bochenek, Barbara Kudrycka, Ewa Kopacz), ekonomistki i finansistki (Danuta Hübner, Halina Wasilewska-Trenkner), bizneswomen (Henryka Bochniarz), ekspertki (Anna Streżyńska, Agnieszka Chłoń-Domińczak, Elżbieta Bieńkowska), ale też panie będące komentatorami lub analitykami polityki (Magdalena Środa czy Jadwiga Staniszkis). Miarą znaczenia danej osoby jest bowiem w mniemaniu ludzi ich ocieranie się o władzę wykonawczą. Szkoda, że w Polsce owo ocieranie trwa zazwyczaj krótko.
Gdyby zajrzeć do komunikatu Ośrodka Badania Opinii Publicznej z 1998 r., mówiącego o najbardziej popularnych kobietach w polskiej polityce, okaże się, że tylko dwa nazwiska tam wymienione (Hanna Gronkiewicz-Waltz i  Danuta Hübner) pojawiają się dziś w rankingu „Wprost". Efemeryczność karier polskich kobiet w polityce potwierdza Mickiewiczowską perspektywę patrzenia na damy jak na „puch marny". Ale nawet jeśli ich kariery są puchowe, one same na pewno takie nie są. Jakie zatem są? Oto typologia kobiet władzy – przechodząca od kalibru lekkiego do ciężkiego, który u  nas niestety nie występuje.

Kobieta squaw. Według typujących, najprostszą drogą do wywierania wpływu na politykę jest bycie żoną przywódcy (i tak Maria Kaczyńska w rankingu uplasowała się na miejscu 3., a Małgorzata Tusk na 7. ). Daje tu o sobie znać potęga mądrości ludowej, że mąż jest głową, ale żona szyją, która tą głową kręci. Dlaczego Maria Kaczyńska w rankingu jest wyżej? Ponoć bardziej niż żona premiera interesuje się polityką. Nie boi się wyrażać swoich poglądów (o aborcji, in vitro) i opinii. Gdy spodobała się jej konferencja prasowa, na której Jarosław Kaczyński uciął temat swojej nieobecności na sejmowej debacie o kryzysie („Panie Adamie, czy klimatyzacja jest wyłączona? Bo jakoś zimno tu" –  ironizował szef PiS), podobno od razu zadzwoniła do Michała Kamińskiego z Kancelarii Prezydenta i pogratulowała pomysłu z tym żartem. Maria Kaczyńska ponoć nie przepada za Jackiem Kurskim. Jej największą przyjaciółką wśród polityków jest europosłanka PiS Hanna Foltyn-Kubicka.

Kobieta skoczek – to pani przyklejająca się do mężczyzn, którzy umożliwiają jej władzę. Sirimavo Bandaranaike (premier Sri Lanki), Indira Gandhi (Indie) czy Benazir Bhutto (Pakistan) mogły rządzić dzięki przynależności do wielkich klanów, swoistych demokratycznie wybieranych dynastii politycznych. Studiowały na  najlepszych zachodnich uniwersytetach, w blasku sławy ojców lub mężów. Bandaranaike odziedziczyła przywództwo w partii, a potem w państwie po zabitym mężu, a z kolei jej córka Chandrika Kumaratunga została później prezydentem. Indira Gandhi, była córką Jawaharlala Nehru, współpracownika Mahatmy Gandhiego i pierwszego przywódcy niepodległych Indii. Jej synowie stali się również liderami swoich partii i państwa, a  do polityki włączyła się nawet Sophie, synowa Indiry, z pochodzenia Włoszka. Bhutto przejęła przywództwo w partii i kraju po zabitym ojcu Zulfikarze, a po jej równie tragicznej śmierci do polityki włączył się jej owdowiały mąż. W Polsce nie ma porównywalnych z tamtymi krajami rodów władzy. Większość kobiet do polityki wprowadzają jednak mężczyźni „Jak się pani czuje w roli aniołka Jarosława Kaczyńskiego?" – na takie pytanie odpowiada w jednym z wywiadów była minister rozwoju regionalnego Grażyna Gęsicka.

Kobieta pszczoła – to typ, który swoją pozycję w polityce zawdzięcza przede wszystkim pracowitości. Zwykle jest niewidoczna i pozostaje na zapleczu. Kariery wielu kobiet w polityce pokazują, że takie panie są często desygnowane do zadań trudnych, wręcz niewykonalnych – wszak inna mądrość ludu głosi, że „gdzie diabeł nie  może, tam baba pomoże". Przydziela się im funkcje w dziedzinach postrzeganych jako kobiece, takich jak służba zdrowia, edukacja i  kultura, sprawy socjalne i pomoc społeczna, rzecznictwo prasowe bądź zarządzanie „kuchnią w polityce", czyli gabinetami wodzów. Takimi pszczołami są na przykład Ewa Kopacz (14. miejsce) czy Małgorzata Bochenek (16. miejsce).

Kobieta mózg – to intelektualistka, umysł analityczny. Jest ekspertką, bardzo wartościową i wpływową, ale  często działającą na zapleczu polityki lub przynajmniej w partyjnej drugiej linii. Za taką można uznać Jadwigę Staniszkis (numer 5 w  rankingu). Jako jedyna polska socjolożka nakreśliła drogi i strategie dwóch tworów politycznych, które odegrały po 1989 r. dużą rolę na scenie politycznej. Najpierw jako ideolog powołała do życia i późnej pogrzebała Akcję Wyborczą „Solidarność" pod wodzą Mariana Krzaklewskiego. Następnie doradzała braciom Kaczyńskim, gdy tworzyli PiS. I również nie szczędziła partii krytyki, gdy jej polityka zaczęła odbiegać od nakreślonego przez nią ideału. Jadwiga Staniszkis, choć jej diagnozy i prognozy bywają często kontrowersyjne, wręcz nierealistyczne, ma do dziś w polskim życiu politycznym dużą siłę sprawczą. Mózgiem lewicy jest z kolei Magdalena Środa (15. w rankingu), choć nie ma ona tej co Staniszkis mocy.

Kobieta wojownik – odważna, swoją pozycję umie wywalczyć ostrym językiem, a mężczyźni boją się jej, bo każdego potrafi zbić z pantałyku. Do takich można by zaliczyć Annę Streżyńską. –  Ona rzeczywiście jest cholernie twarda. Jej determinacja bierze się stąd, że traktuje swoją pracę w UKE jako misję – mówi „Wprost" Antoni Mężydło, poseł PO. – Walka z nią jest bardzo trudna i uciążliwa –  przyznaje jeden z polityków PO. Streżyńska to jednak wojownik nietypowy. Po pierwsze, wojuje niejako z pozycji eksperta ( jest prawnikiem specjalizującym się w prawie telekomunikacyjnym i mediów). Nie czuje się też politykiem. A do polityki weszła, mając za plecami promotora mężczyznę. To właśnie Antoni Mężydło (były poseł PiS), z którym się przyjaźni, polecił ją na to stanowisko Jarosławowi Kaczyńskiemu, a potem obronił u Tuska. Mówiąc o kobietach wojownikach trzeba zauważyć, że w  historii Polski nie było na ministerialnych stanowiskach kobiet w  domenach typowo męskich: w służbach mundurowych (wojsko i sprawy wewnętrzne) i gospodarce. A tak się składa, że obok funkcji prezydenta i  premiera to te dziedziny są uważane za decydujące w życiu państwa. Powie ktoś, że nie pasują do tego obrazu była premier Hanna Suchocka i  finansistki, takie jak Hanna Gronkiewicz-Waltz (była szefowa NBP, obecna prezydent Warszawy, numer 2 w rankingu), Zyta Gilowska (minister finansów i wicepremier w rządach PiS) czy Aldona Kamela-Sowińska (w 2001  r. minister skarbu). Praca tej pierwszej okazała się dość przypadkowym epizodem. W wypadku następnych niech wytłumaczeniem będzie, że w wielu domach to żony często trzymają kasę, więc w sytuacjach bez wyjścia zwrócono się do kobiet.

Kobieta wódz – tych zdecydowanie brakuje w rankingu „Wprost". Bo kobiety, które dzięki ciężkiej pracy i  wysiłkowi rzeczywiście stały się profesjonalistkami, robią karierę i  rywalizują o miejsce w hierarchii zawodowej, najwyraźniej napotykają barierę awansu. Piastują urzędy i pełnią funkcje drugorzędne lub będące w cieniu tych zajmowanych przez mężczyzn. Ostatnie reklamówki PiS są filmikami edukacyjno-poglądowymi ilustrującymi to zjawisko. W tle męskiego przywódcy grają trzy kobiety, które zresztą występują w rankingu. Jednak ich role, choć ważne, są drugoplanowe.

To reguła wykraczająca poza politykę. Intrygujące, dlaczego poza Uniwersytetem Warszawskim w żadnej z największych polskich uczelni rektorem nie jest kobieta.

Dlaczego nie tylko w Polsce jest tak mało kobiet wodzów i wojowników? Zwolennicy tezy o przyrodzonej odrębności płci i charakterów odpowiedzą, że mężczyźni z natury rzeczy mają skłonności wodzowskie i dlatego wygrywają rywalizację o przywództwo. W  konsekwencji przyjmuje się, że oczywistym miejscem kobiet jest sfera domowa, a mężczyzn – publiczna.
Można zapytać, jakiego rodzaju reguła promuje kobiety w bardziej nam bliskich demokracjach typu zachodniego. Co sprawia, że są państwa, na  czele których latami stoją przywódczynie tej miary, co Golda Meir (Izrael), Gro Harlem Brundtland (Norwegia), Vigdis Finnbogadottir (Islandia), Margaret Thatcher (Wielka Brytania), Mary Robinson (Irlandia), Vaira Vike-Freiberga (Łotwa), Angela Merkel (Niemcy), Julia Tymoszenko (Ukraina), lub też działają tam liderki polityczne, takie jak Madeleine Albright, Condoleezza Rice, Hillary Clinton bądź SégolŹne Royal? Dlaczego w podobnym systemie polityczno-prawnym, który formalnie zrównuje płci, w jednych krajach kobiety robią kariery najwyższego kalibru, a w innych nie? Gdyby podział funkcji społecznych tłumaczyć różnicami naturalnymi (kobiety są inne niż mężczyźni), to z jakiej przyczyny w Skandynawii ich udział w polityce jest tak duży, w Polsce tak mały, a w Arabii Saudyjskiej praktycznie nie istnieje? Odpowiedzi należy szukać w szeroko rozumianych uwarunkowaniach kulturowych.

W jakiejś mierze wszyscy jesteśmy niewolnikami potocznych wyobrażeń. Zakres i obszary obecności kobiet w polityce robią wrażenie przedłużenia życia rodzinnego i lokalnego. Patriarchalizm społeczeństw chrześcijańskich nie sprzyja idei matriarchatu, władzy kobiet. Idea, że zrównanie go z patriarchatem może przynieść dobre rezultaty, z trudem przebija się nie tyle do świadomości – większość pytanych deklaruje, że  kobiety nadają się do rządzenia nie gorzej niż mężczyźni – ile do  praktyki. Niemniej w niektórych krajach Zachodu, w szczególności o  protestanckim rodowodzie światopoglądowym (np. w Skandynawii), uczyniono wiele, by współczesne Amazonki mogły i chciały uczestniczyć w życiu publicznym na równych prawach z mężczyznami. Edukacja do emancypacji może wspomóc zmianę mechanizmów, które sprawiają, że dziś w krajach postsocjalistycznych przez sito przepuszczające na salony władzy politycznej i ekonomicznej przechodzą przede wszystkim mężczyźni. Jednak działania kobiet w życiu publicznym, tych z rankingu i milionów rozsianych po kraju, powodują, że nie sposób już traktować ich jak puch marny. Miejmy nadzieję, że tak jak w osobie Ellen Johnson-Sirleaf z  Liberii Afryka doczekała się pierwszej kobiety prezydenta, tak my  doczekamy się naszej. I oby nie – jak mówi rasistowskie powiedzenie –  „sto lat za Murzynami"!

1. Anna Streżyńska
Szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Mówi, że nie jest politykiem, ale politycy różnych opcji tak ją traktują. Od trzech lat jako szefowa UKE jest postrachem i polityków, i wielkich graczy na rynku telekomunikacyjnym. To, że politycy wszystkich opcji się jej boją, świadczy albo o zorganizowaniu sobie ponadpartyjnego zaplecza politycznego, albo o tym, że potrafi działania jednych neutralizować postępowaniem innych. Pytana o źródło swoich sukcesów wymienia kontrolowanie wszystkiego, a także wsłuchiwanie się w głos innych. Po  wygranej PO plotka głosiła, że Streżyńska może się pakować. Donald Tusk publicznie obwieścił jednak, że działalność szefowej UKE mu imponuje.

2. Hanna Gronkiewicz-Waltz
Prezydent Warszawy Wiceszefowa rządzącej Platformy Obywatelskiej i  prezydent stolicy w partii się liczy, choć nie jest specjalnie lubiana. Być może dlatego, że choć już raz kandydowała na najwyższy urząd w  państwie i przegrała, prezydenckich ambicji się nie pozbyła. Faktyczne wpływy polityka nazywanego w PO „panią Hanią" nie są duże. Na jednym z  posiedzeń władz partii Gronkiewicz?Waltz żaliła się, że jest sekowana we  własnych szeregach, przez co media jej nie zapraszają, by wypowiadała się o gospodarce i polityce krajowej. Jednakże żadna z polskich kobiet, poza Hanną Suchocką, nie zarządzała nigdy tak potężnym organizmem, jakim jest stolica Polski.

3. Maria Kaczyńska
Pierwsza dama „Nie jestem politykiem, mogę mieć własne zdanie" –  stwierdziła Maria Kaczyńska w jednym z wywiadów. Było co najmniej kilka spraw, w których zabrała głos i zabrzmiał on bardzo mocno i nietypowo jak na środowisko prezydenta. Sprzeciwiła się budowie obwodnicy Augustowa przez dolinę Rospudy, przy czym upierał się jej szwagier, ówczesny premier Jarosław Kaczyński. Ósmego marca 2007 r. wraz z grupą dziennikarek wystosowała apel, by nie zmieniać przepisów antyaborcyjnych. Ostatnio stanowczo opowiedziała się za refundacją in vitro, co nie przysporzyło jej fanów wśród prawicowych wyborców.

4. Danuta Hübner
Komisarz ds. rozwoju Unii Europejskiej W 2009 r. zakończy swoją misję jako pierwszy polski komisarz w UE. Nie zniknie jednak z europejskiej polityki, bo wystartuje do europarlamentu z listy PO. Koledzy z SLD zarzucają jej koniunkturalizm, prawica uważa, że ma ona takie poglądy, jakie trzeba mieć na danym etapie. Mało kto odmawia byłej szefowej kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego doświadczenia i umiejętności poruszania się po salonach, także europejskich. Jedna z unijnych komisarzy powiedziała niedawno, że gdyby Hübner nie miała polskiego obywatelstwa, zafundowałaby jej paszport swojego kraju.

5. Jadwiga Staniszkis
Socjolog, politolog Choć swego czasu napisała książkę „Zwierzę niepolityczne", jest w polityce obecna niemal od zawsze. W sierpniu 1980  r. była uczestniczką negocjacji, które doprowadziły do narodzin „Solidarności". W połowie lat 90. była matką chrzestną Akcji Wyborczej „Solidarność". Ale nie bała się jej ostro krytykować, gdy ta zeszła z  założonej drogi. Choć ani Donald Tusk, ani bracia Kaczyńscy nie  przepadają za panią profesor, nie mogą ignorować jej ocen, recenzji i  analiz. Tym bardziej że jest chyba jedyną krajową politolog znaną poza Polską.

6. Aleksandra Natalii-Świat
Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości W partii mówią o niej „szara eminencja". Ma wielki wpływ na Jarosława Kaczyńskiego. – Niedawno nawet na niego nakrzyczała, gdy bez konsultacji wypowiedział się w sprawie ekonomii – zdradza jeden z polityków PiS. Natalii-Świat swoją pozycję wiceprezesa partii zawdzięcza przypadkowi. Gdy wybuchła seksafera w  Samoobronie, PiS do komentowania sytuacji wystawił kilka pań. Potem Natalli-Świat znalazła się na giełdzie kandydatów na wiceszefa partii. Nominację dla koleżanki niemal wymusił nieformalny klub Fem-PiS. Prezesa PiS ujęła ponadto tym, że kocha koty.

7. Małgorzata Tusk
Żona premiera Nawet niektórzy ważni politycy platformy nie uważają jej za wpływową w polskiej polityce. Ale to błąd. Bo jak mawia dobry znajomy domu Tusków, „w tym małżeństwie to Gosia nosi spodnie". Potrafi obsztorcować męża nawet przy obcych, więc ten liczy się z jej zdaniem. –  Premier ufa intuicji żony, ona potrafi go przestrzec przed jakimś krokiem lub nominacją, a on rzadko jej się sprzeciwia – opowiada jeden z  naszych rozmówców. Sam premier przyznaje, że w domu rządzi żona. Kilka lat temu w jednym z wywiadów powiedział, że razem z dziećmi „bezdyskusyjnie uznał jej władztwo".

8. Grażyna Gęsicka
Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Z wykształcenia jest socjologiem, ale w  PiS pełni funkcję eksperta od gospodarki. Jeszcze w 2005 r. doradzała PO i reprezentowała tę partię w negocjacjach koalicyjnych z PiS. Chwilę później była już ministrem rozwoju regionalnego w rządzie Marcinkiewicza. Kiedy się okazało, że PiS będzie musiało rządzić samodzielnie, ówczesny premier wpadł na pomysł, by jego gabinet był jak najbardziej „platformerski". Jarosław Kaczyński mówił „Wprost", że  rozważał ustąpienie z funkcji premiera i powołanie kobiety na to  stanowisko. Inni politycy PiS tłumaczyli, że chodziło właśnie o Gęsicką.

9. Henryka Bochniarz
Szefowa Konfederacji Pracodawców Polskich Lewiatan Mówi o sobie, że lubi przewodzić i odnosi w tym sukcesy. Ostatnio osiąga je jako wiceprzewodnicząca Komisji Trójstronnej. Długo lobbowała na rzecz przyjętej ostatecznie ustawy o emeryturach pomostowych. Uważa, że obecny kryzys gospodarczy może być dla Polski szansą, a nie zagrożeniem. Przed szesnastu laty razem z Barbarą Labudą założyła Klub 22 – nieformalną, ale bardzo wpływową i elitarną organizację kobiet z wielkiego biznesu, polityki i mediów. Okazał się on najtrwalszą i najbardziej liczącą się na arenie publicznej organizacją kobiecą.

10. Joanna Kluzik-Rostkowska
Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Może sobie pozwolić na głosowanie przeciw prezydenckiemu wetu w sprawie pomostówek czy złamanie bojkotu TVN. Uchodzi jej to w PiS na sucho, i to wcale nie dlatego, że od lat przyjaźni się z Jarosławem Kaczyńskim. Kluzik- -Rostkowska potrafi swoich poglądów bronić i wcale nie musi tego robić jako posłanka. To  daje jej duży wpływ na władze partii. Ze zdaniem byłej dziennikarki „Wprost" liczą się także politycy opozycji. Jako dawna koleżanka po  fachu z wieloma dziennikarzami jest po imieniu i zapewnia PiS może nawet więcej poparcia niż krytykujące ją od zawsze Radio Maryja.

11. Katarzyna Hall
Minister edukacji narodowej Genialna kobieta – powiedział o niej Donald Tusk, tłumacząc, dlaczego właśnie Hall ma być ministrem edukacji. Gdy przyjęła ofertę premiera, skądinąd swojego dobrego znajomego, śmiała się, że najwyraźniej w ministerstwie potrzeba „kobiety do sprzątania". Wcześniej znana była głównie w Gdańsku, gdzie współtworzyła pierwsze prywatne liceum na Pomorzu. Ma zainteresowania, które uchodzą raczej za  męską domenę – uważnie śledzi piłkarskie rozgrywki.

12. Julia Pitera
Sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Wygłasza swe sądy tonem „mam zawsze rację, nawet gdy nie mam racji" – twierdzą jej znajomi. Przez lata oznaczało to jedno: każdy bał się z nią zadrzeć. Nie  dlatego, że Julia Pitera natychmiast zbierała dowody i przekonywała sądy lub prokuratury. Wystarczyło jednak, że miała i ma nadal dar przekonywania dziennikarzy, że oto mamy do czynienia z gigantyczną aferą. Wpływy Pitery zwiększał fakt, że stała na czele Transparency International Polska. Sama doszła aż do rządu, choć marzyła nie o  funkcji sekretarza stanu, ale o tece ministra sprawiedliwości.

13. Barbara Kudrycka
Minister nauki i szkolnictwa wyższego Pojawiła się w polityce w 2004 r., tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Dzięki nieszablonowej kampanii bez problemu zdobyła mandat na Podlasiu. Swoim stylem bycia szybko ujęła ważnych polityków platformy. Jej pozycja jeszcze wzrosła, gdy została ministrem nauki. Nie zaszkodziły jej protesty nauczycieli akademickich. Bo jej zadaniem jest przede wszystkim zdobywanie przychylności studentów – naturalnego elektoratu PO. I z tego zadania wywiązuje się znakomicie. Tusk ceni ją za odwagę w rozprawianiu się z  feudalnym systemem funkcjonowania uczelni.

14. Ewa Kopacz
Minister zdrowia Gdy PO wygrała wybory, nikt nie miał wątpliwości, że  tylko ona może objąć tekę ministra zdrowia. Nawet nie dlatego, że  zajmowała się tą problematyką w gabinecie cieni. Absolutnie wierzył w  nią premier. To ona bowiem dzięki swojemu wielkiemu zaangażowaniu uratowała w 2006 r. zdrowie jego bliskiej krewnej. Publicznie Tusk twierdzi, że nadal uważa Kopacz za dobrego ministra. Nieoficjalnie już dawno myśli inaczej. Ale ostro zareagował, gdy sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna doprowadził do utraty przez nią szefostwa mazowieckich struktur partii. W ciągu kilku dni wróciła na stanowisko.

15. Magdalena Środa
Filozofka, etyczka, feministka Jest uważana za najbardziej wpływowy politycznie lewicowy umysł w Polsce. Jej rangę podkręcają liczni przeciwnicy: od hierarchów kościelnych po prawicowych polityków. Została feministką, gdy w strajkującej Stoczni Gdańskiej zobaczyła napis: „Kobiety, wracajcie do domów, my walczymy o Polskę". Gdy w rządzie Marka Belki została pełnomocniczką ds. równego statusu, jej znajomi żartowali, że polityka to dla niej związek na kocią łapę i małżeństwa z nią nie  planuje. Tyle że polska polityka od lat tworzy z prof. Środą ścisły konkubinat.

16. Małgorzata Bochenek
Minister w Kancelarii Prezydenta Współpracowniczka Lecha Kaczyńskiego, o  której wpływie na głowę państwa krążą legendy. Faktycznie najczęściej jest pierwszym gościem w prezydenckim gabinecie. Zawsze wyposażona w  przegląd prasy i materiały ze służb (z którymi regularnie się kontaktuje), była przedstawiana w mediach jako spiritus movens prezydenckich strachów. Mimo wielu zawieruch na „dworze" Kaczyńskiego ona trwa niezmiennie. Gdy odeszła Anna Fotyga, spekulowano, że to  kolejna osoba, która przegrała z Bochenek. Ostatnio prezydent w kilku wywiadach bardzo jej bronił przed medialnymi atakami.

17. Halina Wasilewska-Trenkner
Członek Rady Polityki Pieniężnej Finansistka, przez lata wiceminister finansów, a w końcówce rządu Jerzego Buzka – minister (zastąpiła na tym stanowisku Jarosława Bauca). Od lat specjalizuje się w tworzeniu budżetu państwa i uchodzi za jedną z zaledwie kilku osób w Polsce, które się na  tym znają. Od pięciu lat zasiada w Radzie Polityki Pieniężnej, w której należy do tzw. jastrzębi. Jest uważana za jednego z nielicznych aktywnych w sferze publicznej kontynuatorów kursu Leszka Balcerowicza, którego zasadniczym celem było zawsze utrzymanie silnej złotówki.

18. Maria Ochman
Szefowa NSZZ „Solidarność" służby zdrowia Od roku jest członkiem prezydium całej „Solidarności". W związku jest uważana za osobę z wielką charyzmą. Jest bodaj jedyną kobietą w Polsce, która potrafi wyprowadzić na ulice wielotysięczną manifestację, nie tracąc nad nią kontroli. W  poprzedniej kadencji dość krytycznie odnosiła się do projektów reformy służby zdrowia rządu PiS. Dziś podobnie myśli o reformie rządu Donalda Tuska, zarzucając jej chęć ograniczenia dostępu do opieki medycznej dla  uboższej, ale liczniejszej części społeczeństwa. Co ciekawe, nie jest radykalną przeciwniczką prywatyzacji służby zdrowia.

19. Agnieszka Chłoń-Domińczak
Wiceminister pracy Faktycznie rządzi w resorcie – twierdzą nasi rozmówcy. To o tyle zaskakujące, że Chłoń- -Domińczak jest apolitycznym urzędnikiem. Była już wiceministrem pracy za Jerzego Hausnera, ale  liczyła się także w czasie rządów PiS. Sukces rządu Tuska w sprawie pomostówek nie byłby możliwy, gdyby nie ona. Stała się szerzej znana, gdy prezydencki minister Andrzej Duda skrytykował premiera za  nieustąpienie miejsca ciężarnej wówczas wiceminister, gdy ta czekała na  sejmowe wystąpienie. Po chwili siedziała już w jednej ławie z Donaldem Tuskiem.

20. Elżbieta Bieńkowska
Minister rozwoju regionalnego Z pozoru ta cicha blondynka dostała stanowisko dlatego, że jej protektor Jan Olbrycht nie chciał zostawiać mandatu eurodeputowanego na rzecz trudnej pracy w rządzie. Ale ci, którzy z nią pracują, wiedzą, że Bieńkowską najlepiej charakteryzuje stwierdzenie, iż pozory mylą. – Kiedyś Ela ostro zrugała ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Nawet jej wiceministrowie skurczyli się w krzesłach, bojąc się, że skutki tej awantury odbiją się na pani minister. Nic z tego – opowiada jeden z członków rządu.

Kobiety władzy oceniali byli premierzy: Kazimierz Marcinkiewicz, Leszek Miller, Józef Oleksy marszałek Sejmu Bronisław Komorowski szefowie klubów parlamentarnych: Zbigniew Chlebowski (PO), Przemysław Gosiewski (PiS), Wojciech Olejniczak (SLD), Stanisław Żelichowski (PSL) socjologowie i politolodzy: prof. Ireneusz Krzemiński, dr Rafał Chwedoruk, dr Anna Materska-Sosnowska, dr Ryszard Bugaj, dr Marek Migalski, dr Jarosław Flis, dr Wojciech Jabłoński, dr Tomasz Żukowski



Okładka tygodnika WPROST: 10/2009
Więcej możesz przeczytać w 10/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • zbyszek IP
    Szanowna redakcja chyba zapomniala o jednej z najwiekszych instytucji finansowych na swiecie. Wiceprezesem Europejskiego Banku Inwestycyjnego jest Pani Marta Gajecka.
    • AM IP
      Danuta Huebner nie jest komisarzem ds rozwoju Unii Europejskiej lecz ds polityki regionalnej!!!!! Czasami wystarczy wygooglowac

      z pozdrowieniami

      Czytaj także