Mecz w wiklinowym koszu

Mecz w wiklinowym koszu

Stadiony są nie tylko wizytówkami współczesnych miast. To też temat zażartych dyskusji, dumy albo bezlitosnej krytyki. Żadne inne obiekty architektoniczne nie wzbudzają takich emocji.
Internauci już głosują, która z nowych polskich aren będzie najpiękniejsza. Na razie wygrywa gdańska Baltic Arena, ale warszawski Stadion Narodowy depcze jej po piętach. – Nigdy nie czułem tak ogromnej presji – przyznaje Mariusz Rutz, prezes polsko-niemieckiej firmy JSK Architekci, która buduje w Polsce aż trzy stadiony, w tym Narodowy. –  Chociaż nasza firma specjalizuje się w obiektach użyteczności publicznej, m.in. w terminalach lotniczych, najwyraźniej latanie nie  wzbudza takich emocji jak piłka nożna. Na piłce każdy się zna, tak samo jak na projektowaniu stadionów – dodaje. Stadion X-lecia, poprzednik narodowego, miał świetną lokalizację, ale powstawał w czasach, kiedy miasto nie było zatłoczone samochodami. W dodatku przez ostatnie 25 lat nie spełniał swej pierwotnej funkcji. W końcówce istnienia stał się miejscem akcji artystycznych, a jego niepowtarzalny ekosystem zaintrygował grupę badaczy – od architektów, przez antropologów, po  krytyków sztuki, a nawet biologów. Tuż przed rozbiórką doczekał się więc czegoś w rodzaju sentymentalnego pogrzebu.

Losy warszawskiego obiektu mogą być przestrogą dla zbytniego optymizmu obecnych budowniczych. – To  lekcja pokory dla projektantów. Stadion X-lecia szybko okazał się przestarzały, nie wytrzymał wzrostu standardów. Kto wie, jakie za parę lat będą wymogi bezpieczeństwa czy oczekiwania mediów, prowadzących transmisje – mówi Grzegorz Piątek, krytyk architektury, współautor książki „Stadion X. Miejsce, którego nie było". Stadion X-lecia okazał się mało przydatny, bo po pierwszych wielkich igrzyskach (festiwal młodzieży w 1955 r.) okazało się, że niewiele jest wydarzeń, podczas których można go wykorzystać. Może międzynarodowe imprezy przestaną omijać Warszawę, gdy pojawi się tu nowoczesna arena? Poza tym stadion szybko zaczął żyć własnym życiem jako symbol. Miał być propagandowym teatrem, a stał się miejscem męczeństwa (samospalenie Ryszarda Siwca), kultu (msza papieska) i handlu. Ale stadiony starzeją się także bez politycznego kontekstu – zaostrzają się choćby standardy FIFA. Według najnowszych wytycznych, np. murawa boiska powinna być oświetlana równie dokładnie, jak przy świetle dziennym.

Stadion Narodowy będzie chyba jedynym na świecie, który zostanie wsadzony w fundamenty starego. Już teraz mówi się o konkurencji dla  Pałacu Kultury i Nauki, nowej wizytówce stolicy. Wizytówką zostanie choćby ze względu na gabaryty – ma spełniać wiele funkcji: obsługiwać duże koncerty, pomieścić Muzeum Sportu i centrum konferencyjne. Widoczny będzie z Wisłostrady i mostów na Wiśle.

Obecna korona stadionu jest punktem wyjścia, podstawą dla nowej konstrukcji, która będzie się pięła na 30 m. Na tej wysokości usytuowana zostanie restauracja (w czasie meczów zarezerwowana dla dziennikarzy), z  której podziwiać będzie można uroki starej Pragi. Murawa ma być 8 m wyżej niż obecnie, a pod nią parking. Dach z dwóch części – stałej o  powierzchni 55 tys. m kwadratowych i dodatkowych rozsuwanych 10 tys. m (umożliwi to całkowite zadaszenie). – Projektując stadion, szukaliśmy takiego elementu, który można powiązać z Wisłą. Zaproponowaliśmy formę kosza, bo wiklina kojarzy się z Polską i Mazowszem. Ale nie ma on charakteru cepeliowskiego – mówi Mariusz Rutz. Patriotyczna symbolika nowego stadionu jest podwójna: sploty kosza są w barwach biało-czerwonej flagi (choć w rzeczywistości będą raczej beżowo-czerwone). Te  przeplatane elementy mają też chronić przed wiatrem, deszczem, ale  jednocześnie zapewniać przejrzystość i fantastyczny widok na Warszawę. Formą nie są jednak zachwyceni niektórzy znawcy architektury. –  Projektanci polskich stadionów, choć są to międzynarodowe konsorcja, wybierają łatwe do zrozumienia i pokochania patriotyczne symbole. Pasują one do biało-czerwonego szalika – mówi Grzegorz Piątek.

44-tysięczna Baltic Arena, budowana od podstaw w gdańskiej dzielnicy Letnica, przykryje teren dawnych ogródków działkowych. Bryła obiektu, a  także kolor zadaszenia nawiązują do bursztynu, czyli typowej pamiątki znad Bałtyku. Na ten pomysł wpadł prof. Wojciech Grabianowski, ponoć kiedy kupował żonie korale z  bursztynu. Urodzony w Polsce, na stałe mieszkający w Niemczech, Grabianowski jest członkiem zarządu koncernu RKW, który obok HPP Hentrich Petschnigg & Partner Düsseldorf tworzy konsorcjum, projektujące bałtycką arenę. Nie tylko kształt Baltic Areny nawiązuje do tematyki morskiej – także jej lekka konstrukcja bywa porównywana do konstrukcji dawnych żaglowców. Świecący z daleka bursztyn ma być drogowskazem na  horyzoncie.

Stadion Miejski we Wrocławiu, dzieło pracowni JSK, nawiązuje kształtem do chińskiego lampionu. Jego skorupa będzie osłonięta powłoką z włókna szklanego, co umożliwi podświetlanie w dowolnych barwach. Dowolnych, czyli na przykład biało-czerwonych, więc stadion, choć chiński w formie, pozostaje patriotyczny w treści. Podobne rozwiązanie zastosowano w monachijskiej Allianz Arena, jednym z głównych obiektów Mistrzostw Świata w 2006 r. Dach i fasadę pokryto foliowymi poduszkami, napełnionymi suchym powietrzem. To największa foliowa konstrukcja świata, tzw. ponton. Każda z poduszek może zostać podświetlona na biało, czerwono bądź niebiesko (to barwy użytkujących go  klubów – Bayernu Monachium i TSV 1860 Monachium, gra tu też reprezentacja Niemiec). Dzięki tej iluminacji Allianz Arena jest widoczna z odległości nawet 75 km.

Wiklinowy kosz, bursztyn, narodowa flaga – choć brzmi to jak asortyment sklepu z pamiątkami, pomaga nawiązać do lokalnej symboliki. Bo mimo że  stadiony powstają z myślą o Euro 2012, będą żyły po zakończeniu mistrzostw. I zarabiały na siebie. Będzie możliwe dzięki restauracjom, sklepom, powierzchniom biurowym czy wielkim plenerowym spektaklom i  koncertom.

Działacze sportowi sądzą, że wraz z nowoczesnymi arenami w  Polsce zmieni się rodzaj publiczności i jej obyczaje. Na meczach – jak dawniej – mają się pojawiać rodziny z dziećmi. – Na Zachodzie stadiony stały się w ostatnich dekadach czymś w rodzaju teatru, miejscem spotkań. Ludzie nie pojawiają się dwie godziny wcześniej i zostają dłużej. Chcą się pokręcić, porozmawiać ze znajomymi lub niekiedy załatwić jakieś sprawy związane z biznesem. Stadiony stały się odpowiednikiem tego, czym w XIX wieku były opery: przychodziło się do nich nie tylko, by zobaczyć spektakl, ale też samemu się zaprezentować czy z loży poobserwować innych gości – mówi Mariusz Rutz. Sto punktów gastronomicznych, posterunek z aresztem, sklepy, a nawet kaplica – to tylko część pomieszczeń pod trybunami Stadionu Narodowego. We Wrocławiu powstanie pod nimi największy klub fitness, kasyno oraz dyskoteka.

Czy architekt stadionu powinien być także kibicem? – Przede wszystkim powinien być dobrym architektem – podkreśla Mariusz Rutz. – Sam jestem kibicem, ale  nie szalonym. I nie odpowiadam za jakość widowiska! To jak ze  scenografem w teatrze – może zrobić wiele, ale właściwe zadanie należy do aktorów.
Okładka tygodnika WPROST: 17/2009
Więcej możesz przeczytać w 17/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0