Co dzwoni politykowi

Co dzwoni politykowi

Urządzenie pierwszej potrzeby prezydenta Lecha Kaczyńskiego to oldskulowa nokia 6310. To żaden obciach. Tyle że kiedy już nawet Jarosław Kaczyński kupuje książki przez Internet, jego brat prezydent wciąż podchodzi do komputera jak do jeża. – Jeśli dziś ktoś nie potrafi używać komputera i korzystać z Internetu, jest analfabetą – uważa poseł Jarosław Wałęsa (PO). „Wprost” sprawdził, czy polscy politycy są technologicznymi analfabetami, czy wręcz przeciwnie.
Największą miłością Baracka Obamy nie jest jego żona Michelle ani córeczki Malia i Sasha. Jest nią smartfon BlackBerry 8700c. Tak przynajmniej można by wywnioskować, obserwując debatę, która przetoczyła się w amerykańskich mediach. Prezydent elekt kategorycznie oświadczył bowiem, że nie da sobie odebrać swojego smartfona. Agenci Secret Service uznali, że ukochane urządzenie prezydenta jest zbyt słabo zabezpieczone przed próbami przejęcia korespondencji przez hakerów, żeby mogła go  używać najważniejsza osoba na świecie. Podczas kampanii wyborczej Obama wręcz nie wypuszczał BlackBerry z ręki. Urządzenie szybko stało się obiektem kultu: artyści projektowali do  niego obudowy z wizerunkiem Obamy, a „The Economist" stałą rubrykę z  felietonami o kampanii wyborczej zatytułował „BlackBerry Baracka Obamy”. Prezydentowi i Secret Service udało się osiągnąć kompromis: Obama zgodził się na razie korzystać z urządzenia Sectéra Edge, bardzo podobnego do BlackBerry, stworzonego dla Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Wkrótce dostanie jednak specjalnie zabezpieczony model BlackBerry 8830.
W Polsce podobnym uczuciem co Obama obdarza swój ulubiony telefon Lech Kaczyński. Prezydent nie rozstaje się z wiekową nokią 6310, co było zresztą powodem wielu wpadek. – Podczas oficjalnych spotkań w  prezydenckiej kieszeni często rozbrzmiewał charakterystyczny dźwięk dzwonka „Nokia tune". Zwykle z opresji ratowała prezydenta żona lub  jeden z jego ministrów – opowiada współpracownik głowy państwa. Telefon Lecha Kaczyńskiego zyskał największy rozgłos w listopadzie 2008 r., po  ostrzale przez osetyjskie wojska prezydenckiego konwoju w Gruzji. Świat obiegły wówczas zdjęcia zdenerwowanego prezydenta ściskającego w ręku archaiczny telefon. Było to o tyle zaskakujące, że kilka tygodni wcześniej media informowały, iż prezydent wkrótce dostanie specjalny telefon komórkowy do prowadzenia zaszyfrowanych rozmów.
W Gruzji prezydencka nokia o mało nie doprowadziła do tragedii. Prezydent przyznał, że komórka odmówiła posłuszeństwa i nie mógł się skontaktować z ochroną BOR. To jednak rzadki przypadek, bo ten model telefonu jest przez wielu fachowców uważany za najlepszą komórkę, jaką kiedykolwiek wyprodukowano. Chociaż pojawiła się na rynku siedem lat temu, to cena za  nieużywane telefony przekracza na internetowych aukcjach nawet 1,5 tys. zł. Nie ma aparatu fotograficznego, kolorowego wyświetlacza ani MP3. Jest za to – na ogół – niezawodna.
Podobnie jak prezydent za nowinkami technologicznymi nie przepada premier Donald Tusk. Wciąż używa tej samej nokii, którą kupił po  kampanii prezydenckiej w 2005 r. To jednak i tak postęp, bo kilka lat wcześniej, będąc wicemarszałkiem Senatu, mówił, że naprawdę ważne osoby nie korzystają z komórki. –  Przecież 99 proc. informacji przekazywanych za jej pośrednictwem ma  niewielkie znaczenie – uzasadniał. Dziś jego telefon zazwyczaj nosi jeden z asystentów. Sam premier najchętniej wysyła SMS-y, a dzwoni w  jego imieniu Grzegorz Schetyna. Premier korzysta też z własnego laptopa, za pomocą którego sprawdza prywatne konto pocztowe.
Największe postępy w korzystaniu z nowoczesnych technologii zrobił Jarosław Kaczyński. Dwa lata temu w rozmowie z „Wprost" przyznał, że nie ma konta bankowego. Rok później powiedział także, że nie ma komórki, a  wśród internautów dostrzegł przede wszystkim miłośników pornografii. Dziś Kaczyński ma już konto – i to w banku internetowym. Chętniej korzysta z komórki, którą wcześniej zwykle nosili jego współpracownicy. Pochwalił się także, że w księgarni internetowej kupił już dwie książki i płytę. – To nie był jednorazowy przypadek. Wielokrotnie słyszałem, że  prezes korzysta z Internetu, szukając informacji czy robiąc zakupy –  zapewnia Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu PiS. Jarosław Kaczyński pod  tym względem bardzo się różni od swojego brata. Prezydent podobno sam nie potrafiłby nawet włączyć komputera. Czasami prosi jedynie współpracowników o wydrukowanie interesujących go artykułów.
W rządzie największym specem od nowych technologii jest wicepremier Waldemar Pawlak. Już 15 lat temu, będąc premierem, uczył obsługi komputera swoich urzędników, a kilka lat temu interesował się czymś tak niezrozumiałym dla przeciętnego człowieka jak sieci neuronowe. W 2007 r. Pawlak próbował wprowadzić do Sejmu Łukasza Foltyna, twórcę komunikatora internetowego Gadu-Gadu. Pod względem zamiłowania do technologicznych gadżetów Obamę najbardziej przypomina jednak Radosław Sikorski. Też jest wielkim fanem BlackBerry. Kiedy w 2005 r. trafił do Ministerstwa Obrony, wielu pracowników resortu nie korzystało nawet z komputerów, a dokumenty pisano na maszynie. Sikorski zarządził wielką in- formatyzację MON, a  pierwszym zakupem było 200 smartfonów BlackBerry. Podobnej rewolucji dokonuje teraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Do urzędników resortu trafi w sumie 2 tys. aparatów.
Zamiłowaniu Sikorskiego do  BlackBerry nie dziwi się Maks Kraczkowski, poseł PiS: – Sam używam modelu 8900 i dzięki niemu zawsze jestem świetnie poinformowany. E- -maile odbieram natychmiast, tak jak inni SMS-y – zachwala. BlackBerry dużo lepiej sprawdza się w pracy niż iPhone. Potwierdza to szef gabinetu premiera Sławomir Nowak, właściciel obu urządzeń. – iPhone’a używam przede wszystkim do słuchania muzyki, sprawdzania pogody, kursów walut, indeksów giełdowych i oglądania na YouTube śmiesznych filmików o politykach PiS – opowiada. Ale pierwszym posiadaczem iPhone’a w  Sejmie, kiedy w Polsce urządzenie nie było jeszcze dostępne, był Adam Hofman z PiS. – Robił wrażenie i budził zazdrość – przyznają jego koledzy. Dziś iPhone’a używają m.in. Mariusz Kamiński z PiS, Sławomir Nitras z PO czy jego partyjny kolega Jarosław Wałęsa, który – jak sam przyznaje –  zwędził go ojcu. Jarosław Wałęsa jest jednak przede wszystkim fanem smartfona Nokia Communicator. Kiedy urządzenie było jeszcze niedostępne w Polsce, sprowadził je z Hongkongu. Dziś bez smartfona nie wyobraża sobie życia. – Nie zdarza się, żebym był nieprzygotowany do pracy. Kiedy brakuje mi jakiegoś dokumentu, natychmiast ściągam go z sieci – opowiada. Oprócz smartfona zawsze ma przy sobie netbooka (mniejsza wersja notebooka), na  którym pracuje się dużo wygodniej.
W 2001 r. do historii przeszedł sposób, w jaki premier Leszek Miller redagował swoje exposé bez pomocy komputera. Zastosował wówczas metodę kopiuj-wklej: przemówienie pociął nożyczkami na fragmenty, a potem układał je w odpowiedniej kolejności i przyklejał. Wkrótce Miller oswoił się z komputerem, ale wielu innych polityków wciąż nie zauważyło postępu technologicznego. – Zaproponowaliśmy ostatnio, żeby ograniczyć zużycie papieru w Sejmie i możliwie wiele dokumentów, np. druki sejmowe czy powiadomienia o posiedzeniach komisji, przesyłać drogą elektroniczną. Wielu posłów zaprotestowało, bo nie wszyscy używają komputerów – narzeka Jarosław Wałęsa. Nawet szef Klubu Poselskiego PSL Stanisław Żelichowski pisze zazwyczaj ręcznie, po czym oddaje dokumenty sekretarkom do przepisania na komputerze.
Podczas gdy w niewielkiej Estonii już dziewięć lat temu uznano dostęp do  Internetu za jedno z podstawowych praw człowieka, w Polsce przełomem jest wprowadzona w tym roku możliwość rozliczania PIT przez Internet. Nic więc dziwnego, że w rankingu Connectivity Scorecard, który ocenia, jak w gospodarce i jej otoczeniu wykorzystywane są technologie informatyczne, Polska zajęła ostatnie miejsce. I niewiele wskazuje na  to, byśmy mieli szybko awansować. Także dlatego że wciąż wielu polityków boi się nowych technologii.
Okładka tygodnika WPROST: 20/2009
Więcej możesz przeczytać w 20/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • evergreen IP
    Ostatnio \"Pierwszy Blackberry\" USA zaliczył przykry upadek: http://bit.ly/ce0nZz, a tutaj można przeczytać, jak prezydent USA został ambasadorem marki Blackberry, przez co te smarfony zaczęły sprzedawać się jak ciepłe bułeczki:http://bit.ly/ce0nZz