W procesie z przesiedleńcami sąd poparł Polaków

W procesie z przesiedleńcami sąd poparł Polaków

Sąd rejonowy w Nidzicy (warmińsko-mazurskie) uznał, że Kazimierz Smoliński, mieszkający od 26 lat w gospodarstwie tak zwanego późnego przesiedleńcy, nabył po 20 latach nieruchomość przez zasiedzenie w tak zwanej dobrej wierze. Wyrok nie jest prawomocny.

Zwrotu gospodarstwa żąda spadkobierca dawnych właścicieli. 26 lat temu, gdy rodzina Lukaschewskich opuściła nieruchomość, wyjeżdżając do Niemiec, zamieszkała w niej rodzina Smolińskich. Gdy spadkobiercy Lukaschewskich zażądali od Smolińskiego wydania gospodarstwa, ten złożył wniosek do sądu o zasiedzenie. Nabycie nieruchomości w dobrej wierze następuje po 20 latach, w złej wierze - po 30 latach.

Sędzia Elżbieta Gembicka uzasadniając wyrok powiedziała, że Smoliński nabył nieruchomość w dobrej wierze, a decydująca dla uznania tego faktu jest chwila zasiedzenia.

"Smolińscy, gdy wprowadzali się 18 lutego 1983 roku do Kanigowa, mieli świadomość, że Lukaschewscy chcą wyjechać do Niemiec. Lukaschewscy ten zamiar demonstrowali, wyprzedawali inwentarz, chodzili do gminy żegnać się" - powiedziała sędzia.

W opinii sądu Smolińscy mieli wówczas świadomość, że gospodarstwo - choć nadal faktycznie należy do Lukaschewskich - było jednak przez nich opuszczane. "Smolińscy nie weszli do gospodarstwa nielegalnie. Państwo ich zapewniało, że mogą tam wejść i spokojnie mieszkać" - podkreśliła sędzia Gembicka.

W opinii sądu Smolińscy płacili podatki i remontowali nieruchomość jak właściciele. "O tym, że czuli się i byli gospodarzami, świadczy to, że najpierw wyremontowali budynek gospodarski dla zwierząt, a następnie dom" - mówiła sędzia.

Na wcześniejszych rozprawach Smoliński mówił przed sądem, że jego ojciec starał się o uregulowanie kwestii własności, ale był zwodzony przez gminę.

Zdaniem pełnomocnika wnioskodawcy mecenasa Lecha Obary, decyzja sądu jest odważna i precedensowa. "Jeśli wyrok się uprawomocni, to w ten sposób - czyli poprzez składanie wniosków o zasiedzenie - zahamuje się sprawę roszczeń osób, które wyjechały do Niemiec" - ocenił mec. Obara.

Pełnomocnik Lukaschewskich, mecenas Andrzej Jemielita powiedział, że odwoła się od wyroku.

Lukaschewscy w lutym 1983 roku wyjechali z Kanigowa do Niemiec jako tak zwani późni przesiedleńcy. Przed wyjazdem część majątku sprzedali, ale gospodarstwo pozostawili. Według Smolińskich nieruchomość przekazał im urzędnik, wręczając klucze. Jednak nie dopełniono formalności, nie wpisano Smolińskich jako nowych właścicieli w księgach wieczystych. Nadal istnieje tam zapis, iż właścicielami są Lukaschewscy.

Na tej podstawie w 2003 roku Heinrich Lukaschewski rozpoczął starania o zwrot nieruchomości. Wystąpił z propozycją sprzedaży nieruchomości za 850 tys. zł. Gdy Smolińscy odmówili, argumentując to brakiem pieniędzy, otrzymali pismo z żądaniem wydania gospodarstwa.

Najgłośniejszą sprawą dotyczącą roszczeń tak zwanych późnych przesiedleńców jest sprawa Agnes Trawny. Odzyskała ona ojcowiznę - nieruchomość w Nartach koło Szczytna - na mocy wyroku Sądu Najwyższego w 2005 roku. W poprzednich instancjach sądy wydawały dla niej wyroki niekorzystne. W domu należącym do Trawny wciąż mieszkają rodziny Moskalików i Głowackich.

pap, keb

Czytaj także

 1
  • Anka IP
    W końcu prawdziwy i uczciwy sędzia, sprawiedliwy i znający prawo

    Czytaj także