Plaga żółtaczki

Plaga żółtaczki

Pamela Anderson zaraziła się wirusowym zapaleniem wątroby typu C, gdy wykonywano jej tatuaż. Użyto zainfekowanych igieł. W Polsce do zakażenia najczęściej dochodzi w szpitalu lub przychodni. Aż 95 proc. przewlekle zakażonych osób nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że są chorzy.
Dotychczas zdiagnozowano w Polsce zaledwie 50 tys. przypadków zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby typu C. Ale podejrzewa się, że chorych może być ponad 700 tys. Agata Wróbel, brązowa medalistka olimpijska w  podnoszeniu ciężarów, o tym, że jest chora, dowiedziała się przypadkowo podczas rutynowych badań. Wiele innych osób dowie się dopiero wtedy, gdy będą mieli już tak zniszczona wątrobę, że będzie można im pomóc tylko w niewielkim stopniu. – Nie wiem, jak się zaraziłem, ale dzięki temu, że się zbadałem, od lat jestem świadomy swej choroby – mówi „Wprost" Antoni Styrczula, były rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Zakażenie wirusem HCV (wirus zapalenia wątroby typu C) wykryto u niego w 1997 r., gdy chciał oddać krew dla chorej żony. Badania wykazały, że nie nadaje się na krwiodawcę. Prawdopodobnie zaraził się wcześniej, zanim w 1992 r. wprowadzono testy na obecność HCV. Trwające ponad rok leczenie interferonem i rybawiryną niewiele dało. – Ale się nie załamuję. Jestem w dobrej sytuacji, bo wiem o chorobie. Prowadzę odpowiedni tryb życia, przede wszystkim stosuję niskotłuszczową dietę i unikam alkoholu – mówi Styrczula.

Do największych uszkodzeń wątroby dochodzi zwykle u tych osób, które nie wiedzą, że są zakażone, i nadużywają alkoholu. HCV rzadko wywołuje poważne objawy. Żółtawe zabarwienie skóry i białek oczu to rzadkość. Chorzy mogą odczuwać osłabienie, senność lub depresję. Czasami pojawiają się bóle stawów, mięśni i zmiany skórne. A takie dolegliwości większość osób lekceważy.

Organizm niektórych chorych potrafi zwalczyć wirusy, jeśli zapalenie wątroby jest ostre i trwa nie  dłużej niż pół roku. Choroba ustępuje, a pacjent nabywa odporność. Gorzej, gdy infekcja nie daje objawów i przechodzi w stan przewlekły. Z  tak przebiegającą chorobą można żyć nawet 20-30 lat, zanim się okaże, że  doszło do marskości lub raka wątroby.

Żółtaczka jest najczęstszym po  paleniu tytoniu czynnikiem kancerogennym. Żółtaczka to ukryta epidemia, na dodatek w znacznym stopniu wywołana przez służbę zdrowia. WZW typu C aż 80 proc. pacjentów zastało zainfekowanych w szpitalach i przychodniach. Najczęściej doszło do tego podczas drobnych zabiegów medycznych, takich jak zabiegi stomatologiczne, usuwanie znamion, pobieranie krwi. Jedynie w pozostałych przypadkach powodem infekcji może być zrobienie tatuażu.

Jarosław Chojnacki, prezes Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV „Prometeusze", od dziecka miał problemy z wątrobą. W 1984 r., gdy miał 14 lat, z powodu wady wrodzonej przeszedł poważną operację przewodów żółciowych. Prawdopodobnie właśnie wtedy, podczas licznych transfuzji krwi, został zakażony wirusowym zapaleniem wątroby typu C. Nikt nie  podejrzewał u niego żółtaczki. Lekarze uznali, że dolegliwości to „stan po plastyce przewodów żółciowych". – Wytykano mi błędy dietetyczne, mówiono, że rosnę, a plastyka nie nadąża. Dopiero bóle stawów, objaw, wydawałoby się, nietypowy dla choroby wątroby, skłoniły przypadkiem napotkanego lekarza internistę do skierowania mnie na badanie na  obecność wirusa C zapalenia wątroby. Dopiero po 17 latach zdiagnozowano, że na problemy z przewodami żółciowymi nałożyło się przewlekłe HCV –  wspomina Chojnacki. Nie był to koniec jego gehenny. – Oznajmiono mi, że  nie ma pieniędzy ani na diagnostykę, ani na leczenie. Wmawiano, że nie mogę być leczony, bo nie wiadomo, jak na uciążliwe leczenie zareaguje osłabiona wątroba. Doszukiwano się przeciwwskazań wynikających z mojej plastyki przewodów żółciowych. Przy okazji badania, które to wykluczyło, dowiedziałem się, że zabieg sprzed 17 lat był wykonany niewłaściwie. W  końcu zostałem zakwalifikowany do programu badań klinicznych nad nowym lekiem opłacanym przez firmę farmaceutyczną. Teraz państwo płaci mi dożywotnią rentę w wysokości 550 złotych – mówi Chojnacki.

Przed wirusowym zapalaniem wątroby typu C nie chroni żadna szczepionka. Dostępne są jedynie preparaty chroniące przez wirusowym zapaleniem wątroby typu A (nazywanym żółtaczką pokarmową albo chorobą brudnych rąk) oraz typu B (tzw. żółtaczka wszczepienna). Jedyną ochroną przed HCV jest sterylizacja narzędzi medycznych i mycie rąk przez le- karzy i pielęgniarki. Te podstawowe zasady higieny często nie są przestrzegane. Warto o tym pamiętać podczas wizyty u stomatologa, bo wirusem można się zarazić także podczas zabiegów dentystycznych. Stomatolodzy nie używają jednorazowych narzędzi, a sterylizacja nie w  pełni chroni przed HCV. Wykonują zabiegi w rękawiczkach, ale głównie po  to, żeby chronić siebie, a nie pacjenta. Rękawiczki powinny być zmieniane do każdej procedury, nawet u tego samego pacjenta, tymczasem bywa tak, że te same używane są podczas leczenia kolejnych pacjentów.

Nie ma przepisu pozwalającego lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej kierować pacjentów z podejrzeniem zakażenia na bezpłatne testy na obecność HCV. Takie badania w pierwszej kolejności powinni być wykonywane u osób, którym przed 1992 r. przetoczono krew. Badane powinny być kobiety także w ciąży, chorzy po wielu zabiegach oraz osoby, które stosowały dożylne narkotyki, nawet jeśli zrobiły to tylko raz w życiu. Test kosztuje zaledwie 30 zł.

Jeszcze groźniejszy niż wirus HCV jest wirus zapalenia wątroby typu B (HBV). Jest aż 100 razy bardziej zakaźny niż HIV. Ponieważ do zakażenia wystarczy znikoma ilość zainfekowanej krwi, podejrzewa się, że zetknęły się z nim 2 mld ludzi – prawie jedna trzecia światowej populacji. Aż 350 mln osób jest przewlekle chorych, z tego 17 mln mieszka w Europie. Podejrzewa się, że w Polsce choruje 350-400 tys. osób, ale nikt dokładnie tego nie wie, bo żółtaczka nie jest monitorowana nawet wśród grup ryzyka, takich jak noworodki zakażonych matek, homoseksualiści, osoby dializowane i pracownicy służby zdrowia.

WZW typu B przestało straszyć, gdy pojawiły się szczepionki. Od 1994 r., gdy wprowadzono szczepienia wszystkich noworodków przeciw HBV, liczba zakażeń zmniejszyła się dziesięciokrotnie – do 1-1,5 tys. zakażeń rocznie. Ale  są to jedynie dane szacunkowe, bo nie ma obowiązku rejestracji przypadków przewlekłego zakażenia HBV. Nie uwzględnia się wzrostu zachorowań wywoływanego przez migrację i turystykę. Wiele osób nie jest zaszczepionych. – Jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił, powinien jak najszybciej się na to zdecydować – radzi prof. Andrzej Radzikowski, mazowiecki konsultant ds. pediatrii. Jego zdaniem, powinni być zaszczepieni wszyscy, od noworodków po osoby w podeszłym wieku. Bo  żółtaczka typu B wciąż nie jest chorobą całkowicie opanowaną.

Na razie udało się zatrzymać gwałtowne rozprzestrzenianie się HBV. Ale  nadal co roku w Europie przybywa milion zakażonych. W Polsce tym wirusem zarażają się nawet dzieci. –  Źródłem zakażenia mogą być nastolatki w wieku 13-16 lat, które nie  zostały objęte programem szczepień – mówi prof. Małgorzata Pawłowska z  Collegium Medium Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Moje dziecko zarażono wirusem HBV najprawdopodobniej zaraz po urodzeniu, w  1992 r. Ciąża była bliźniacza, poród rozpoczął się w siódmym miesiącu. Jeden z bliźniaków zmarł po tygodniu. Agnieszka była silniejsza, miesiąc leżała w inkubatorze. Dopiero po pięciu latach lekarz z przychodni rejonowej stwierdził, że nie podobają mu się białka oczu dziecka i  zlecił dodatkowe badania. Za tydzień mieliśmy wezwanie do sanepidu. To  był szok. Dopiero po 15 latach zakwalifikowano córkę do leczenia interferonem, który sama jej podawałam. Niestety, bez efektów. Na szczęście, córka się nie poddaje i spokojnie podchodzi do choroby – opowiada Janina Kołodziejska z Olsztyna, mama Agnieszki.

O powodzeniu leczenia decyduje wczesne wykrycie zakażenia i zastosowanie odpowiedniej terapii. W Polsce mimo niewątpliwego postępu nadal są z tym kłopoty. „Polscy pacjenci wciąż nie mają dostępu do nowoczesnych terapii, które są już standardem w innych krajach europejskich" –  stwierdzono przed kilkoma dniami na spotkaniu ekspertów w ministerstwie zdrowia. Konieczna jest zmiana programów terapeutycznych, bo obecne leczenie jest niezgodne z zasadami sztuki lekarskiej. W pierwszym rzucie stosuje się leki powodujące lekooporność, a gdy już do niej dojdzie, nie  można zastosować optymalnej, zarejestrowanej w UE terapii.


Okładka tygodnika WPROST: 21/2009
Więcej możesz przeczytać w 21/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także