Skibą w mur - Polskie Chiny

Skibą w mur - Polskie Chiny

Co by było, gdyby babcia miała wąsy? To nie tani greps z kabaretu, ale pytanie, które poważnie zadaje sobie wielu smakoszy i tropicieli historii. Pytania o to, jak potoczyłyby się dzieje, gdyby nie potoczyły się tak, jak je znamy z opisów i kronik, tylko z pozoru wydają się czysto inteligencką zabawą nieszkodliwych maniaków i fantastów.
Literaci, historycy, futurolodzy od lat zastanawiają się, co by było, gdyby Gawriło Princip nie zastrzelił księcia Ferdynanda w Sarajewie, gdyby Hitler nie napadł na Rosję, tylko poprzestał na okupacji zajętych już terytoriów. Co by było, gdyby CIA udało się ukatrupić Fidela Castro, a The Beatles rozpadli się jako nikomu nieznany zespół po koncertach w klubach ze striptizem w Hamburgu? Historie alternatywne to pożywka dla pysznych teorii i rozważań. Karmią się nimi pasjonaci dziejów na opak, a także jednostki chore psychicznie.

Z wynalazkami sprawa jest prosta. Gdyby Alfred Nobel nie wynalazł dynamitu, pewnie odkryłby go ktoś inny. Gdyby Aleksander Fleming nie  wynalazł penicyliny, zapewne wynalazłby angielską flegmę. Gdyby Chińczycy nie odkryli prochu, pewnie odkryliby go narkomani w  prochowcach. Zagadnienie, jak potoczyłyby się dzieje, gdyby nie  nastąpiły ogólnie znane wydarzenia, otwiera wręcz nieograniczone możliwości interpretacji.

Przy okazji tekstów i wywiadów związanych z rocznicą wyborów 4 czerwca 1989 r. legenda podziemia Władysław Frasyniuk na łamach „Dużego Formatu" zaryzykował teorię, że gdyby działacze podziemia zgodzili się na  propozycję władz i w połowie lat 80., zamiast siedzieć w wiezieniu, wyjechali do Grecji z paszportem w jedną stronę, to mielibyśmy w Polsce model chiński, czyli kapitalizm bez demokracji. Lech Kaczyński spokojnie dorobiłby się statecznej profesury na Uniwersytecie Gdańskim, a Jarosław siedziałby z kotem w swoim domu na Żoliborzu i przy herbacie pomstował na komunę.

Wizja kapitalizmu bez demokracji, która później zrealizowała się w Chinach, pociągała z pewnością najbardziej światłych komunistów. System gospodarki socjalistycznej był tak niewydolny, że eksperyment przywrócenia realiów gospodarki wolnorynkowej podjął już w 1988 r. rząd Mieczysława Rakowskiego z ministrem przemysłu Mieczysławem Wilczkiem. Przepchnięta przez Sejm PRL ustawa o działalności gospodarczej otworzyła drogę do transformacji systemu. Do dziś uważa się ją za najbardziej liberalną ustawę gospodarczą w Europie. Na jej podstawie uruchomiło działalność gospodarczą ponad 6 milionów podmiotów! Idee Marksa i  Engelsa już dawno przypominały prowincjonalny skup makulatury. Towarzysze dramatycznie szukali więc wyjścia z zapaści gospodarczej, a  ratunkiem był kapitalizm.

Frasyniuk szczerze przyznaje, że w podziemiu walczyła garstka ludzi. Naród w swej masie był przestraszony i niechętny jakiemukolwiek angażowaniu się. To więc telewizyjny mit, że cały naród walczył z komuną. Sam pamiętam, jak na  pierwszy happening Pomarańczowej Alternatywy w Łodzi na osiedlu, na  którym mieszkało pięć tysięcy studentów, znalazłem tylko dwie chętne osoby. Szliśmy na akcję przebrani za postacie z bajek i było wiadomo, że  nas zamkną. Na następny happening przyszło już dwieście osób, a na kolejny dwa tysiące. Tak to działało.

Gdyby Michnik, Frasyniuk i inni dali się w latach 80. przy pomocy Kościoła wywieźć do Grecji, być może nadal mielibyśmy tylko dwa państwowe kanały telewizyjne, jedną słuszną gazetę „Trybunę Ludu", jedną przewodnią partię. Ale za to sieć McDonald’s bez Platformy Obywatelskiej, sieć multipleksów bez Prawa i  Sprawiedliwości, centra handlowe bez SLD, Samoobrony i Młodzieży Wszechpolskiej. Szynka wisiałaby w sklepach, telewizory plazmowe w  domach, ale nawet plotki o majtkach Dody byłyby cenzurowane. Jerzy Urban byłby właścicielem luksusowego burdelu dla partyjnych bonzów i  dożywotnim rzecznikiem rządu. Kuba Wojewódzki nadal pracowałby grzecznie w rządowej rozgłośni radiowej, robiąc programy satyryczne o kelnerach, Szymon Majewski byłby bezrobotnym hipisem, a poseł Jacek Kurski zbuntowaną babcią klozetową na dworcu. Wałęsa nadal jadałby zupy na  plebanii u księdza Henryka Jankowskiego i łowił ryby w towarzystwie dziesięciu obserwujących go agentów bezpieki. Na szczęście nigdy się nie  dowiemy, czy tak rzeczywiście by było.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2009
Więcej możesz przeczytać w 24/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0