Surowy zakaz szczekania po 22.00

Surowy zakaz szczekania po 22.00

Łódzcy radni uchwalili zakaz szczekania dla psów po godzinie 22.00. Jeśli czworonóg złamie ten zakaz, jego właściciel może zapłacić nawet 500 złotych mandatu
Troska urzędników o spokój i ciszę mieszkańców jest jak najbardziej chwalebna, ale jej wcielanie w czyn – może być trudne. Czy można bowiem liczyć na zrozumienie i dyscyplinę samych zainteresowanych? Obawiam się, że machną ogonem nawet na najbardziej surowy sankcje, grożące ich panom. A co z psami bezpańskimi? Czy będą mogły sobie bezkarnie obszczekiwać kogo i kiedy zechcą?
 
Nie kwestionuję odpowiedzialności właściciela za to, co robi jego pies. Powinien po swoim pupilu sprzątać czy odpowiadać, jeśli ten kogoś zaatakuje czy nie daj Boże pogryzie. To oczywiste, ale są to przypadki, kiedy właściciel albo może łatwo zlikwidować skutki zachowania swego pupila, albo im zapobiec. Ze szczekaniem jest chyba trochę inaczej.
 
Poza wszystkim, szczekanie psów nie jest chyba aż tak poważnym problemem społecznym, żeby regulować go osobnym przepisem. Wystarczy poszanowanie zasad współżycia społecznego. Bo idąc za tym tokiem urzędniczego myślenia, zapewne wprowadzą podobny zakaz śpiewania dla kanarków i zakaz miauczenia dla kotów. Bezpieczni są tylko właściciele rybek, bo jak wiadomo, ryby głosu nie mają.
 
Osobiście nie mogę się oprzeć wrażeniu, że urzędnikom zależy nie tyle na spokoju mieszkańców, ile na pieniądzach. Wystarczy prosty rachunek. Łódź liczy około 750 tysięcy mieszkańców. Jeśli tylko co 20 ma psa, daje to około 37 tysięcy osób, które strażnicy miejscy mogą ukarać. Jeżeli po 22.00 będzie szczekał tylko co setny pies, strażnicy będą mogli wypisać 370 mandatów po pięćset złotych. Daje to 185 tysięcy złotych wpływów do kasy miasta. A to już przestaje być śmieszne.

Jeszcze tylko jedno pytanie - jak urzędnicy zamierzają egzekwować ten przepis? Zapewne na podstawie sąsiedzkich donosów.

 

 


Czytaj także