Z życia koalicji

Z życia koalicji

Nie nasze, nie zabawne, ale całkiem trafne: jaka jest różnica między Polsatem a TVN? Taka jak między wywiadem a  kontrwywiadem.

Wiecznie zakochany w Donku rzecznik Paweł Graś nie jest ciamajdą. Przez jakiś czas dorabiał sobie do pensji pracą w spółce u Niemca. Złamał tym jakieś przepisy antykorupcyjne, ale już Julki Pitery w tym głowa, by go wybronić, w końcu od tego jest. Co  zabawniejsze, Graś od kilkunastu lat mieszka w willi u tego Niemca za  friko. Mówi, że za opiekę. Matko, co za żenada! Pięknie skwitował to  akurat „Super Express": „Rzecznik Tuska jest dozorcą u Niemca”.

Straszna rzecz spotkała Człowieka o Żółtych Włosach. I  to w Pałacu PrezydencPrezydenckim ona Zbigniewa Chlebowskiego spotkała. Otóż szef klubu PO poszedł do prezydenta i „nie było miło". Znając obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego, możemy powiedzieć, że  Chlebowski ma zapewne rację. Znając przyszłego lokatora, musimy jednak przestrzec: milej to już nigdy nie będzie. Ciesz się, Zbyszek, tym, co  masz.

Nikogo to jakoś nie ruszyło, ale  my mamy słoniową pamięć, więc wizja, że Stefan Niesiołowski ponoć był przeciw (piszemy ponoć, bo sami nie sprawdzaliśmy) wpisaniu do ustawy medialnej wartości chrześcijańskich, jawi nam się jako jego żart z  historii. Pamiętamy bowiem Stefcia jako zetchaenowskiego hardcore’owca, przy którym Marek Jurek i Jan Łopuszański to były miętuski. A teraz? Teraz liberał, ale zawsze w wersji hard core. Czyli dla dorosłych.

Musimy uważać, z czego żartujemy. Tydzień temu przy okazji ustawy medialnej pokpiliśmy sobie, że Rostowski z  Chlebowskim kochają się jak Kain z Ablem, bo rywalizują o stanowisko ministra. W zasadzie to prawda, ale my o tym napisaliśmy, bo – wstyd przyznać – wtedy akurat nic się nie działo. I dwa dni po naszych fi glach łup! Poważna analiza w gazecie na „Rz", a w niej dwoje autorów rozwodzi się na jakieś 2500 znaków o tym, co my zmieściliśmy w 500. Zatrudniając nas, owa gazeta oszczędziłaby na: a) dwojgu dziennikarzach, b) co najmniej dwojgu redaktorach, c) kierowniku działu. Aż się sami zmęczyliśmy wyliczaniem, że za pięciu harujemy. Musimy się położyć.

Mieliśmy niespodziewanie trochę czasu w  Sejmie i poszliśmy obejrzeć na żywca nasz ulubiony Sebek Brylantyna Show. Poseł Karpiniuk występował właśnie jako bardziej niż łaskawy przesłuchujący byłego szefa policji Kornatowskiego. Co ciekawe, kiedy pytania zadawali pisowcy, to Kornatowski niczego nie pamiętał, a kiedy tylko pytał Sebek Brylanty- na, to nawet dodatkowo się Kornatowskiemu mnóstwo rzeczy przypominało, bo „tak już jest skonstruowany ludzki mózg". A to frapujące. Pan, panie Kornatowski, ma jakieś doświadczenia z mózgiem?

I uwaga całkiem serio: nigdy w życiu nie nazwalibyśmy posłanki Wróbel (PiS) sympatycz ną, oj nie, ale takiej regularnej chamówy, jaką wobec niej urządzali Karpiniuk i taki żenujący typek z PO nazwiskiem Węgrzyn, to w życiu nie widzieliśmy. Zwłaszcza ten ostatni to zjawisko samo w sobie. My obstawaliśmy, że wygląda jak cokolwiek odrażający dróżnik z Nędzy, a nasza koleżanka z telewizji całkiem prywatnej, że  jednak jak to coś, z czego u nas robi się cukier.

Bo Sebek przy tym typie to jednak straszne biedaczysko i  pechowiec. Na prawie się Sebek za grosz nie zna, ale przecież nie każdy musi się znać, nawet jeśli takie studia skończył. Dziewczyny chłopak nie  ma, ale nie każdy musi mieć. Brylantynę ma, furę kompleksów, to i nie dziwota, że chciałby Mularczyka (notabene taki sam kiep jak on) w łyżce wody utopić. Przy okazji konfrontacji Engelking – Kornatowski doszło jednak do straszliwej wtopy Sebka, który nie ma pojęcia, na czym polega konfrontacja. Ale za to wie, na czym polega kompromitacja. I tu różnica z Węgrzynem, bo ten nawet nie  wie, że się kompromituje.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2009
Więcej możesz przeczytać w 28/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0