Co czytają Polacy?

Co czytają Polacy?

Książki czyta zaledwie 38 proc. Polaków, a w ciągu dwóch lat ubyło aż 12 proc. czytających. Najnowsze badania czytelnictwa, opublikowane przez Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej w marcu 2009 r., miały napawać trwogą. Czy rzeczywiście jest tak źle?
Obserwacja księgarskich bestsellerów skłania do zgoła innych wniosków, podobnie jak dane finansowe – rok 2008 dla rynku książki był rekordowy, sprzedaż wzrosła o 12 proc. i zamknęła się wartością 2,91 mld zł. Cieszy zarówno wzrost zainteresowania książką u młodzieży (sukces „Harry’ego Pottera" rozbudził czytelnicze oczekiwania), jak i bardzo silna obecność książki jako produktu masowego, oferowanego w kioskach, reklamowanego na  billboardach. Skoro kolekcje książkowe wydawane są systematycznie, i to w ogromnych nakładach, to jak to naprawdę jest z tym czytelnictwem? Na pytanie o czytelnicze preferencje Polaków najprościej odpowiedzieć, sięgając do list bestsellerów. Wyłania się z nich obraz czytelnika niezwykle lojalnego, by nie powiedzieć – wiernego literackim idolom. To  wszakże nie przeszkadza w uleganiu od czasu do czasu czytelniczym modom, kreowanym zarówno przez media, jak i trendy przychodzące z zagranicy, wreszcie – wskutek działań wydawców. Najpopularniejsze zestawienie hitów książkowych, autorstwa Andrzeja Rostockiego, drukuje od lat „Rzeczpospolita". Powstaje ono na bazie deklaracji wydawnictw korygowanych o informacje uzyskiwane w księgarniach. I tak w 2008 r. znalazło się na liście aż dziesięć pozycji, których łączna sprzedaż przekroczyła 100 tys. egz. (rok wcześniej było tylko sześć „stutysięczników"). Na czele stawki „Harry Potter i insygnia śmierci” Joanne K. Rowling – 595 tys. sprzedanych egzemplarzy (Media Rodzina), a  potem długo, długo nic. Sprzedaż ponad 100 tys. osiągnęły ponadto: „Gra anioła” Carlosa Ruiza Zafóna (ponad 171 tys., wyd. Muza), „Trzepot skrzydeł” Katarzyny Grocholi (ponad 161 tys., Wydawnictwo Literackie), „Sekret” Rhondy Byrne (160 tys., wyd. Nowa Proza), „Gringo wśród dzikich plemion” Wojciecha Cejrowskiego (152 tys., wyd. Zysk i S-ka), „Brida” Paula Coelho (ponad 149 tys., wyd. Drzewo Babel), „Dom nad rozlewiskiem” (137 tys., wyd. Zysk i S-ka) i „Miłość nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej (130 tys., wyd. Zysk i S-ka), „Lider” Waldemara Łysiaka (110 tys., wyd. Nobilis) oraz „Rio Anaconda” Wojciecha Cejrowskiego (107 tys., wyd. Zysk i S-ka).

Jak w soczewce skupiły się tutaj wszystkie czytelnicze wybory. Sukces idola młodocianych konsumentów kultury to nic innego jak efekt uległości wobec szaleństwa, które nad Wisłę dotarło z Zachodu. Maszynopis z Harrym Potterem przeleżał się przed laty u niejednego wydawcy, by  trafić na biurko (a nie do szuflady) właściciela poznańskiej oficyny Media Rodzina. On wprawdzie w książkę uwierzył, ale machina promocyjna ruszyła początkowo gdzie indziej. Podobny w sumie los spotkał inny bestseller ostatnich lat, „Kod Leonarda da Vinci", którego powodzenie na Zachodzie dało fortunę jego polskim wydawcom (Albatros i Sonia Draga). Zgoła inaczej było z przedziwną (by nie powiedzieć – dziwaczną), bo łączącą elementy poradnika i literatury motywacyjnej, książką zatytułowaną „Sekret" Rhondy Byrne. Co zadecydowało o powodzeniu? Na pewno determinacja wydawcy, który zainspirowany zapewne przez swą autorkę… sam uwierzył, że chcieć to móc, i dotarł na czytelniczy olimp.

O tym, że wypromować można nie tylko literackiego knota, ale i twórczość istotnie wysokich lotów, świadczą triumfy, które odnoszą w księgarniach rozprawy prof. Leszka Kołakowskiego czy  kolejne dzieła (nie takie znowu przyjazne dla port- fela!) prof. Normana Daviesa. Niesłabnącą sympatią czytelników cieszy się też w ostatnich latach Władysław Bartoszewski, bardziej jednak jako gawędziarz niż historyk. Znakomitymi przykładami czytelniczej wierności są losy kolejnych dzieł autorów takich, jak Paulo Coelho, Katarzyna Grochola i Waldemar Łysiak – by oprzeć się na pierwszej dziesiątce hitów z 2008 r. – czy Joanna Chmielewska i Małgorzata Musierowicz, których nowe powieści zdołają za każdym razem trafić do przynajmniej 50 tys. księgarskich koszyków. Działa tu „prawo inżyniera Mamonia" – lubimy te  piosenki, które znamy.

Trudnym do przeoczenia sukcesem jest także sprzedaż powieści Carlosa Ruiza Zafóna (Muza). Opublikowany w 2004 r. „Cień wiatru" ma szansę stać się prawdziwym evergreenem. Do dziś rozeszło się ponad 300 tys. egzemplarzy tej powieści. Najnowszą książkę tegoż autora – „Grę anioła" – już sprzedano w niemal 150 tys. egzemplarzy – i to w ciągu kilku zaledwie tygodni. Tu akurat lojalność została poprzedzona zdobyciem czytelniczych serc przez książkę, która – jak przeko- nuje wydawca –  broni się sama. Faktycznie, wielkie powodzenie „Cienia wiatru” nie  wzięło się z milionów włożonych w promocję, ale z… ducha tej powieści. Mało jest jednak – niestety! – podobnych wypadków. Wniosek z tego, że do  wielu wyborów czytelnika trzeba nakłonić – najlepiej zmasowaną reklamą.

Przed kilku laty na fali nagłego zainteresowania tzw. literaturą kobiecą „wypłynęły" u nas pisarki tej miary co Katarzyna Grochola, Monika Szwaja czy Izabela Sowa (wszystkie zresztą mają za  sobą romans z wydawnictwem Prószyński i S-ka). W ostatnim roku wielkie sukcesy stały się udziałem czołowego polskiego globtrotera Wojciecha Cejrowskiego. Być może to początek mody na literaturę podróżniczą, która od lat nie była na naszych listach bestsellerów obecna w wystarczającym stopniu. A może to „tylko" efekt znakomitej autokreacji niegdysiejszego naczelnego kowboja RP w kraju nad Wisłą. Nie można pominąć trwającej mody na polskie kryminały, szczególnie czarne, najlepiej trochę retro. Renesans tego gatunku zapocząt- kował Marek Krajewski, autor sagi, której akcja dzieje się w Breslau – przedwojennym Wrocławiu (wyd. WAB). Szkoda, że wśród wielu opublikowanych w ostatnich latach powieści z  wątkiem sensacyjnym żadna nie zdołała się nawet zbliżyć do komercyjnego sukcesu tego cyklu.

Sposobem na sukces jest także modny temat. Taki, który wzbudza zainteresowanie mediów – można wówczas liczyć na bezpłatny czas antenowy dla książki, omówienia prasowe itp. Przykładem jest nagłośnienie książki Instytutu Pamięci Narodowej o Lechu Wałęsie –  takiej reklamy pozazdrościłaby jej niejedna pozycja. Do tej kategorii nośnych wydarzeń społecznych należy też zaliczyć np. kolejne pielgrzymki Jana Pawła II (a później Benedykta XVI) i śmierć „naszego" papieża, ale  też – już nie przekładające się tak spektakularnie na sprzedaż książek –  ważne tematy polityczne, skandale, interwencje militarne, terroryzm, wielkie wydarzenia sportowe i sezonowe tematy związane z aktywnym wypoczynkiem. Także śmierć znanego pisarza, na przykład w 2007 r. Ryszarda Kapuścińskiego, może wpłynąć na  wzrost zainteresowania – choćby i krótkotrwały – jego twórczością. Rolą wydawcy jest po pierwsze – wstrzelić się w termin wydarzenia, po drugie – maksymalnie wykorzystać zainteresowanie mediów.

Coraz więcej rodzimych edytorów znakomicie się w tej materii porusza. Do tego stopnia, że  kreują bestsellery dzięki postaciom znanym ze szklanego ekranu, najmując je do pisania książek (tu warto wymienić poradniki kulinarne Bożeny Dykiel, które w wielotysięcznych nakładach sprzedało wydawnictwo Publicat) bądź jedynie do firmowania ich twarzą i nazwiskiem (seria bajek dla dzieci „Małgorzata Kożuchowska poleca" tej samej oficyny). Rola telewizji w kreowaniu księgarskich hitów stała się tak wielka, że  może ona wypromować książkę, która życie rozpoczyna właśnie na szklanym ekranie, by po  jakimś czasie wyjechać spod prasy drukarskiej. Mowa o „Kaktusie w sercu" serialowej Barbary Jasnyk („Teraz albo nigdy!”, TVN), która w realu po  prostu… nie istnieje. Stacja TVN w ogóle ma dobrą rękę do gwiazd, które rozwijając karierę w jej produkcjach, chętnie oddają się kooperacji ze  znacznie bardziej tradycyjnym medium, jakim jest książka (poradniki kulinarne Nigelli Lawson znanej z TVN Style, felietony prowadzącego w  TVN Turbo „Top Gear” Jeremy’ego Clarksona, poradniki dla działkowiczów Mai Popielarskiej, wywiad rzeka z Szymonem Majewskim czy wreszcie instrukcje Superniani, czyli Doroty Zawadzkiej).

Nie wiadomo, czy wybrzmiewająca popularność powieści obyczajowych dla  zmagających się z życiem, czy też inne czynniki legły u podstaw gigantycznego sukcesu, który odniosła na półkach księgarskich tzw. mazurska saga Małgorzaty Kalicińskiej – właściwie debiutantki, bo  publikującej od trzech lat. Trzy zaledwie części jej cyklu znalazły w 2008 r. ponad 350 tys. nabywczyń! To jeden z przykładów, które spędzają sen z powiek socjologom i  analitykom literackich preferencji Polaków.

Wydaje się, że coraz mniejsze znaczenie dla bywalców polskich księgarń mają nagrody literackie czy zupełnie już zmarginalizowana krytyka literacka. Wyraźny wpływ na sprzedaż ma właściwie tylko przyznanie literackiego Nobla i Nike. Ich rola też jednak słabnie (choć przez Wydawnictwo Literackie znakomicie wypromowany został turecki laureat Nagrody Nobla z 2006 roku Orhan Pamuk). Jeszcze kilka lat temu zainteresowanie, które wzbudzało ogłaszanie werdyktu, przekładało się nazajutrz na obrót hurtowników i księgarzy. Ale dziś – w czasach coraz liczniejszych (i coraz bardziej wartościowych!) laurów – po dawnych emocjach nie ma śladu. Kolejne miasta prześcigając się w sowitości wymyślanych przez siebie konkursów, zdają się bardziej szkodzić, niż pomagać rodzimej twórczości. Marketingowy efekt tych przedsięwzięć traci bowiem na sile.

Ruch w księgarniach nie potwierdza zatem złych wieści o stanie czytelnictwa. Książka, która musi na co dzień konkurować z wieloma innymi mediami i formami rozrywki, wciąż trzyma się mocno. W 2008 r. sprzedano w Polsce ponad 147 mln książek. To więcej niż kiedykolwiek!





Ilustracja: D. Krupa, fot. A. Jagielak






Okładka tygodnika WPROST: 28/2009
Więcej możesz przeczytać w 28/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0