B. oficer WSI uniewinniony ws. "dzikiej lustracji" Tarnowskiego

B. oficer WSI uniewinniony ws. "dzikiej lustracji" Tarnowskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Arkadiusz T. - b. oficer Wojskowych Służb Informacyjnych - jest już prawomocnie uniewinniony od zarzutu wynoszenia w 2004 r. z WSI tajnych akt dotyczących m.in. "dzikiej lustracji" byłego wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Mieczysława Tarnowskiego.

W czwartek Izba Wojskowa Sądu Najwyższego utrzymała w mocy wyrok uniewinniający T. i jego kolegę z WSI por. Andrzeja M. Uchylenia takiego wyroku Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie z marca br. chciała prokuratura wojskowa. W tajnym procesie T. i M. byli oskarżeni o ujawnienie tajemnicy państwowej (grozi za to do 5 lat więzienia) oraz przekroczenie uprawnień (do 3 lat).

Z uwagi na klauzulę "ściśle tajne", zarówno rozprawa apelacyjna jak i  uzasadnienie wyroku były niejawne. Prokurator pytany po rozprawie czy  wniesie kasację, odparł, że decyzja w tej sprawie zapadnie po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku.

Obrońca T. mec. Ireneusz Wilk podczas procesu mówił, że jego klient jest niewinny, a dokumenty, które miał wynieść nie stanowiły tajemnicy państwowej.

W maju 2004 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie (WPO) wszczęła śledztwo wobec T. z doniesienia ówczesnego szefa WSI gen. Marka Dukaczewskiego. Media ujawniły wtedy, że T. chciał wynieść z WSI tajne akta m.in. na temat sprawy Tarnowskiego.

W marcu 2004 r. Tarnowskiego przedstawiono do nominacji generalskiej, ale  awans zablokowały WSI, bo uznały, iż Tarnowski miał zataić, że od 1978 do 1990 r., jako zawodowy żołnierz, był tajnym współpracownikiem wojskowych służb specjalnych PRL. Według prasy, WSI nie przesłały materiałów mających o tym świadczyć rzecznikowi interesu publicznego, wykorzystały je zaś do zablokowania awansu.

"Gazeta Wyborcza" donosiła, że T. dostał rozkaz napisania raportu o rzekomym znalezieniu w WSI nieznanych materiałów sprzed 1989 r., w tym odpisów rejestrów, w których jako agent miał występować Tarnowski. Akta, jako "odnalezione w  ostatnim czasie", T. miał przekazać do IPN. To właśnie do IPN powinny już w 2001 r. trafić wszystkie materiały wojskowych służb PRL nt. Tarnowskiego. T. odmówił podpisania niezgodnego z prawdą raportu i zdecydował się skopiować część materiałów WSI, bo nie chciał uczestniczyć w nielegalnych działaniach. Chciał wynieść je z WSI; jednak przed wyjściem zrewidowano go i odebrano materiały.

Sprawę T. - zwolnionego z WSI - badała wtedy sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, której T. mówił, że wśród akt, które chciał wynieść z WSI, miały być m.in. pokwitowania wpłat i wypłat dużych kwot w walutach obcych, podpisane m.in. przez Dukaczewskiego. Według mediów, T. powiedział posłom, że pokwitowania te mają związek z nielegalnym handlem bronią, w który WSI były zamieszane w  pierwszej połowie lat 90. "Działałem w interesie państwa polskiego" - mówił wtedy T. dziennikarzom.

Wojskowa prokuratura uznała, że ani ówczesny szef MON Jerzy Szmajdziński, ani Dukaczewski nie popełnili przestępstwa przekroczenia uprawnień w sprawie "dzikiej lustracji" Tarnowskiego. Prokuratura umorzyła z "braku cech przestępstwa" śledztwo, wszczęte z zawiadomienia sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. W 2004 r. komisja ta uznała, że Dukaczewski i jego poprzednik gen. Tadeusz Rusak złamali ustawę lustracyjną, nie przekazując materiałów lustracyjnych Tarnowskiego. Dukaczewski wiele razy powtarzał, że w sprawie Tarnowskiego nie ma sobie nic do zarzucenia i że nie złamał prawa.

Dukaczewski mówił, że w sprawie Tarnowskiego nie było żadnych nieprawidłowości - ani z jego strony, ani ze strony Szmajdzińskiego. Gen. Dukaczewski był szefem WSI od 2001 r. do listopada 2005 r.. Wcześniej był podsekretarzem stanu w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

ND, PAP