Biblioteka jest trendy

Biblioteka jest trendy

Nie sposób przecenić roli, jaką odgrywa w życiu studenta biblioteka. Niektórzy spędzają tam większość dnia, inni bywają sporadycznie – każdy ma jednak jakąś jedną, „swoją”. Niektóre zaczynają wykraczać poza swą tradycyjną rolę i stają się dla studentów centrum życia towarzysko-kulturalnego.
Studentowi zaczynającemu naukę na dowolnej uczelni przyjdzie na pewno zmierzyć się z obowiązkowym szkoleniem bibliotecznym. Jedne szkoły proponują trwający pół dnia wykład, inne kurs internetowy. Na koniec trzeba napisać test. I niezależnie od wyniku –  i tak wszystkiego nauczymy się dopiero „w praniu". „Każdy zaczyna obowiązkowym testem bibliotecznym, do którego wszyscy mają odpowiedzi, więc nadal nikt nic nie wie" – mówi Andrzej, student lubelskiego UMCS-u. Pierwsza wizyta w uczelnianej bibliotece może być więc wydarzeniem traumatycznym. Grzesiek, obecnie student UW, jeszcze jako licealista postanowił wyrobić sobie kartę w BUW-ie (Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego). Niestety, pierwsze próby wejścia na jej teren z plecakiem skończyły się utarczką słowną z ochroną. Po dwóch godzinach krążenia po budynku, Grzesiek wyszedł wreszcie z wypożyczoną książką. Obiecał sobie jednak, że więcej się w BUW-ie nie pojawi. Tego typu wydarzenia wcale  nie należą do rzadkości. Część studentów wielkie gmachy przerażają do tego stopnia, że nawet nie próbują zrozumieć zasad ich funkcjonowania. Wybierają mniejsze biblioteki i tam szukają potrzebnych pozycji. Magda, ucząca się na krakowskim UJ, korzysta tylko ze swojej biblioteki wydziałowej. „Wpisujesz się do zeszytu, dajesz Pani legitymację (która jest jednocześnie kartą biblioteczną) i dostajesz kluczyk z numerkiem. Nikt nie zapisuje, z czego korzystasz. Możesz siedzieć cały dzień i różne książki przeglądać – bez ograniczeń" – mówi.

Duża oferuje więcej
Czasem warto się jednak przełamać i nauczyć się korzystać z dużej biblioteki. Mimo wszystkich zalet, te mniejsze mają po prostu skromniejszą ofertę. Ewelina, studentka z Łodzi, przypomina sobie swoją pierwszą wizytę w BUŁ (Bibliotece Uniwersytetu Łódzkiego). Pani bibliotekarka zareagowała śmiechem na to, że dziewczyna czegoś nie wiedziała. „Nie było to miłe, ale z czasem wszystkiego się nauczyłam i polubiłam BUŁ-ę. Ciężko mi wyobrazić sobie teraz studia bez niej" – podsumowuje.

Buwing
Biblioteki są miejscem wypożyczania i czytania książek, a w ostatnich latach również ich kserowania. Nikt nie zliczy, ile powstało tam referatów, projektów, a nawet prac magisterskich. Początek XXI wieku przyniósł poszerzenie funkcji biblioteki. W BUW-ie ciągle się coś dzieje – wystawy, spotkania. Biblioteka staje się centralnym miejscem, wokół którego skupia się życie całego UW. Wystarczy przejść się po południu ulicą Oboźną w Warszawie, by dostrzec całą rzeszę studentów idących do albo z BUW-u. W letnie dni zapełniają też pobliski park czy ogrody znajdujące się tuż przy bibliotece (i na jej dachu). Nie wszyscy przychodzą tu w celach naukowych. Dla opisu tego zjawiska ukłuto specjalny termin – buwing. Droga z Kampusu Głównego do ulicy Lipowej znana jest z dużego natężenia… atrakcyjnych dziewczyn. „Studenci innych uczelni tego nam najbardziej zazdroszczą" – śmieje się Marcin, student UW. Po chwili dodaje, że to nie żart. Słyszał to od kolegi z UKSW. Tamten miał pojawiać się w bibliotece głównie z przyczyn estetycznych – aby podziwiać piękne studentki. W wielu przypadkach na podziwianiu się jednak nie kończy. BUW i jego okolice uważane są za tak samo dobre miejsce na „podryw", jak kluby. Niektórzy uznają nawet wyższość biblioteki.

Odwiedzanie BUW-u jest modne. Tym bardziej, że projektując budynek zadbano, żeby można tu nie tylko pracować, ale także odpoczywać. Nie jest to jeszcze centrum handlowe, ale można tu wypić kawę, zjeść coś, a nawet pograć w kręgle. Buwing dotyczy jednak nie tylko traktowania biblioteki jako inicjatywy towarzyskiej. Będąc „buwerami" możemy się także skupiać na nauce. Ten typ najlepiej charakteryzują osoby pojawiające się w bibliotece jeszcze przed otwarciem. Każdy dzień, o godzinie 9.00 (czasem z kilkuminutowym opóźnieniem) rozpoczynają od zajmowania miejsc. Zazwyczaj studenci mają swój ulubiony stolik. Jeśli chcą przy nim spędzić kilka godzin, nie mogą dać się wyprzedzić konkurencji. Mając miejsce, należy wywalczyć jeszcze książki. Szczególnie trudne może to być w czasie sesji, kiedy aktywność naukowa studentów gwałtownie wzrasta. Mimo tej rywalizacji w BUW-ie panuje raczej życzliwa atmosfera. „Po paru dniach regularnej nauki niektóre twarze stają się znajome" – mówi Marcin.

Lans buwera
Prawdziwy „buwer" wybierając się do biblioteki nie zapomina oczywiście laptopa. Mimo że jeszcze dwa lata temu urządzenie to pojawiało się w bibliotece niezmiernie rzadko, dziś spotkać je można niemalże wszędzie. Ile w tym „lansu’, a ile „znaku czasów"? Trudno ocenić. Pod względem życia studenckiego BUW wydaje się czymś niespotykanym w skali kraju. Inne miasta mają dobre biblioteki, mogą organizować nawet imprezy kulturalne czy naukowe, ale wciąż nie są one aż tak popularne. „Jak się komuś nudzi, to zaczyna się uczyć w bibliotece, ale życie studenckie kwitnie jednak gdzie indziej: pub, bar, stołówka..." – podsumowuje Andrzej. Podobnie myśli sporo studentów z całej Polski. Dla większości z nich biblioteka akademicka jest jednak czymś więcej, niż tylko zbiorem książek.

PP

Czytaj także

 3
  • grizli IP
    Ja właśnie dlatego przestałam chodzić do biblioteki, mimo, że nauka tam przychodzi mi łatwiej. Dość miałam tych wszystkich ludzi z laptopami.
    • katie IP
      Dokładnie. Całkowicie zgadzam się z Tobą. Prawie wszyscy Ci, którzy przychodzą ze swoimi świecącymi laptopami do biblioteki, tylko po to żeby poszpanować - tracą czas. Ja wolę spokojnie uczyć się w domu. A jeśli ktoś nie ma warunków, to małe biblioteki są znacznie lepsze. Atmosfera nauki i cisza.
      • zły IP
        Buwing jest wkurzający. Bardziej szpan niż jakakolwiek nauka...