Poczet baronów związkowych

Poczet baronów związkowych

Karol Guzikiewicz i Roman Gałęzewski – szefowie „Solidarności" w  Stoczni Gdańskiej. Głównodowodzącym w tym duecie jest Gałęzewski, który za rządów Jarosława Kaczyńskiego z tylnego siedzenia sterował zarządem stoczni. – Do  gabinetu ówczesnego prezesa Andrzeja Jaworskiego wchodzili jak do siebie – opowiada jeden z pracowników stoczni. Również za rządów PiS żona Gałęzewskiego trafiła na eksponowane stanowiska w państwowych spółkach związanych z Energą (w jednej zasiadała w zarządzie, w drugiej – w  radzie nadzorczej). – Ma trzy czy cztery fakultety, dyrektorskie stanowiska zajmowała jeszcze w latach 90. A to, że jest moją żoną, tylko przeszkadza jej w karierze – twierdzi w rozmowie z „Wprost” Gałęzewski. Guzikiewicz z kolei zajmuje się w związku ubezpieczaniem stoczniowców w  Nordei. – Mimo średniego wykształcenia świetnie czuje finanse i nie bierze za to ani grosza – zaznacza szef „Solidarności”. Obaj – Gałęzewski i Guzikiewicz – do perfekcji opanowali dwie rzeczy: utrzymywanie lojalności działaczy i umiejętność negocjacji. Dla związkowców prowadzą bezpłatną wypożyczalnię DVD, organizują wycieczki (Izrael, Węgry, Legoland, Hanza Park) i losują skutery, telewizory czy lodówki. Podczas negocjacji to Gałęzewski jest dobrym policjantem, który musi utrzymywać w ryzach buńczucznego Guzikiewicza.

Za rządów lewicy był tak mocny, że prezesem spółki zrobił swojego człowieka Wiktora Błądka, który według „Gazety Wyborczej" słynął z  powiedzonka: „Gdy byk pierdzi, obora słucha”. Bykiem pozostawał jednak nie Błądek, lecz Zbrzyzny, który w tym czasie zasiadał w radzie nadzorczej Zagłębia Lubin, klubu sponsorowanego przez kombinat. Dziś w  spółce rządzi Platforma i „czerwony książę” teoretycznie powinien być na  aucie, ale dziwnym trafem nowym prezesem został Herbert Wirth, jego dobry znajomy. Poza tym w grupie kapitałowej KGHM pracuje dwóch synów Zbrzyznego: Wiesław i Szymon. Interesy ze spółką robi także zaprzyjaźniony z nim lokalny przedsiębiorca Marian Urbaniak. Jego spółki (część z nich to sprywatyzowane córki miedziowego giganta, a jedna budowała dom Zbrzyznego) od lat dostają zlecenia od KGHM. Jednej z nich przysługuje nawet tzw. prawo pierwszej nocy. Dzięki niemu Urbaniak może podbierać rywalom kontrakty. Jedynym warunkiem jest wykonanie ich za tę samą cenę. – To znakomite rozwiązanie – przekonuje „Wprost” Zbrzyzny.

Tadeusz Motowidło – szef Związku Zawodowego Górników w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju. Jest prezesem Perspektywy, spółki założonej przez ZZG i robiącej interesy w górnictwie. Od 2001 r. jest także posłem SLD, ale niezawodowym. Po prostu mu się to nie opłaca, bo jako związkowiec zarabia dwa razy więcej. Tylko za kierowanie ZZG dostaje z kopalni 10  tys. zł miesięcznie (w 2008 r. odebrał też 9 tys. zł dywidendy). Do tego dochodzi 8 tys. zł z kontraktu menedżerskiego w Perspektywie, która prowadzi gastronomię, szyje ubrania i naprawia szkody górnicze. No i  oczywiście sejmowa dieta, czyli ok. 2 tys. zł – razem ok. 20 tys. zł miesięcznie. Z działalności związkowej żyje także jego córka Katarzyna, która zasiada w radzie nadzorczej Centralnego Laboratorium Pomiarowo-Badawczego, którego współwłaścicielem jest Jastrzębska Spółka Węglowa: – Z ramienia załogi – dodaje z dumą poseł SLD.

Sławomir Kozłowski i Andrzej Ciok – szefowie „Solidarności" w JSW. Mimo że tylko Ciok jest „synkiem” ze Śląska, czyli rdzennym hanysem, obaj stanowią najbarwniejszy duet w całej „S”. Kozłowski ma wytatuowany cynkwajs przy oku, a Ciok jest byłym bokserem. Nie ma dla nich znaczenia, czy rozmawiają z kombajnistą, czy z członkiem rządu. – Na  spotkanie z ministrem przyjechali kiedyś we flanelowych koszulach. Kiedy ten mówił coś, co było nie po ich myśli, Ciok wbijał w niego wzrok i  prowokacyjnie uderzał pięścią w otwartą dłoń – opowiada ich znajomy. Kozłowski i Ciok są związani z klubami sportowymi finansowanymi przez JSW. Pierwszy jeszcze do niedawna był szefem siatkarskiego Jastrzębskiego Węgla, a drugi to honorowy prezes piłkarskiego GKS Jastrzębie. Politycy goszczący na trybunach tego ostatniego (m.in. Bolesław Piecha i Ryszard Czarnecki z PiS) są przyjmowani po śląsku: wódką i krupniokiem, czyli kaszanką, którą dostarcza lokalny masarz. Według „Przeglądu Sportowego” JSW przekazuje na miejscowe kluby 4-5 mln zł rocznie. Jak Kozłowski i Ciok wywalczyli tak dużą kwotę? – Wszystkie chwyty dozwolone. Prośby, straszenie strajkami, miękki szantaż –  opowiada osoba znająca jastrzębskie realia. Kozłowski nie chciał z nami rozmawiać. – Im mniej media o mnie piszą, tym jestem zdrowszy –  powiedział tylko.

Bogusław Ziętek – szef najbardziej radykalnego związku Sierpień ’80 i  przywódca Polskiej Partii Pracy. Jego ludzie potrafili siłą zająć biura poselskie liderów PO, a nawet zamurować w budynku szefów węglowej spółki. Podczas ostatniej kampanii wyborczej PPP wypuściła reklamówkę, w  której biznesmen w masce świni napycha się banknotami. Całość wieńczyły pytania: „Mało wam jeszcze?" i „Żreć to będziecie?”. Z tym skrajnie antykapitalistycznym przekazem średnio licuje samochód Ziętka (alfa romeo 159, w salonie kosztuje 100 tys. zł) i jego przeszłość. W 2001 r. kandydował do Sejmu z jednej listy razem z członkami Narodowego Odrodzenia Polski. Rok wcześniej w wyborach prezydenckich poparł gen. Tadeusza Wileckiego, piewcę Augusto Pinocheta. „Sierpuchy”, jak bywa nazywany związek Ziętka, mają opinię najbardziej zdyscyplinowanego, brutalnego, ale i zdegenerowanego związku, w którym schronienie znajdują ekstremiści, lokalne lumpy i zwyczajni bumelanci. – To łatka. Żaden ze  związków nie ma tak trzeźwych demonstracji jak my – prostuje Ziętek. Jedno trzeba mu oddać: potrafi zadbać o swoich ludzi. W 2007 r. wśród członków związku rozlosowano… fiata punto. Mimo wyrazistości Sierpień ’80 nie cieszy się dobrą opinią na lewicy. Jedni zarzucają mu cyniczną zmianę barw z brunatnych na czerwone, a inni nazywają go piorunochronem służb specjalnych, który kanalizuje społeczne frustracje. – Tak, tak. A  ja jestem agentem KGB, CIA i Mossadu jednocześnie – kwituje Ziętek.

Waldemar Badełek – szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w  Zakładach Chemicznych Police. Jego znakiem rozpoznawczym jest twarz kobiety wytatuowana na przedramieniu. Od kilku miesięcy na emeryturze, ale wciąż kieruje organizacją. Jak podkreśla, społecznie. A ile zarabiał wcześniej? – Biorąc pod uwagę, ile zrobiłem dla tej firmy, to trzy razy za mało – odpowiada Badełek. Wśród jego osiągnięć znajduje się „wyboksowanie" dodatkowych 12 wolnych dni w roku dla pracowników spółki. Na jego cześć ochrzczono je „dniami Badełka”. – W 2007 r. wywalczył też bony świąteczne dla pracowników o średniej wysokości 2,8 tys. zł –  dodaje lokalny poseł PO Michał Marcinkiewicz. Badełek to postrach kolejnych prezesów Polic. – Posługuje się na pół gangsterskimi metodami, wymusza, szantażuje. Wszyscy trzęśli przed nim portkami – opowiada jeden z nich. Oczkiem w głowie Badełka jest należący do zakładów ośrodek wypoczynkowy w Brzózkach (słynie z sali weselnej), którym kieruje matka reprezentantki załogi we władzach Polic. Szef ZPRC przyjaźni się z obiema paniami. To w Brzózkach odbywa się większość związkowych imprez. Nieoficjalnie mówi się, że po przejściu na emeryturę Badełek chciał się tam zatrudnić na umowę-zlecenie, ale zablokowała to  „Solidarność”. Sam Badełek zaprzecza.

Stanisław Kogut – były szef kolejarskiej „Solidarności", człowiek, który zatrzymał Polskę. Przydomek powstał za rządów Leszka Millera, kiedy Kogut zorganizował 16-dniową głodówkę. Stanęły wtedy pociągi w  całym kraju, głodowało ponad stu związkowców. Na kolei Kogut jest instytucją, znają go wszyscy. Od sprzątaczek, przez maszynistów, po  biznesmenów robiących interesy z PKP. – Spotkałem go kiedyś w Gdańsku. Zaproponował, żebyśmy pojechali na jajecznicę do jego przyjaciela. Podjechało po nas czarne luksusowe BMW. Kierowca zawiózł nas do pałacyku za miastem, pilnowanego przez uzbrojonych ochroniarzy. Jak zobaczyłem obrazy wiszące w tym domu, nogi się pode mną ugięły. Kiedy go później spytałem, kim był gospodarz, powiedział: „Aaa, taki znajomy, robi zlecenia dla kolei” – wspomina jeden z posłów PiS. Kogut jest dziś senatorem PiS, namawia polskie firmy do udziału w budowie linii kolejowej między Irakiem i Omanem oraz ściąga do Polski inwestycje kuwejckich szejków. W rodzinnych Stróżach zbudował centrum rehabilitacji i hospicjum dla dzieci. Jego fundacja powstała dzięki pieniądzom firm związanych z koleją, jest największym pracodawcą w okolicy – zatrudnia 130 osób. W ostatnich wyborach Kogut zebrał tam 90 proc. głosów. – Wynik jak za dobrej komuny – podsumowuje sam Kogut.

Okładka tygodnika WPROST: 39/2009
Więcej możesz przeczytać w 39/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 2
  • ,,, IP
    dobry komentrz
    • kolega z tatuażem IP
      A ile u Pana Redaktora kosztuje taki artykul?Czy tez trzeba negocjować na wyzszym szczeblu?

      Czytaj także