Wąsacz: ugoda z Eureko to sukces negocjatorów

Wąsacz: ugoda z Eureko to sukces negocjatorów

Były minister skarbu Emil Wąsacz, który 10 lat temu podpisał z Eureko umowę dotyczącą prywatyzacji PZU, ocenia zawartą w tej sprawie ugodę jako sukces negocjatorów, reprezentujących Skarb Państwa.

B. minister podkreślił przy tym, że problemy powodujące wieloletni spór w tej sprawie nie wynikały z podpisanej przez niego umowy, ale z aneksów do niej, zawartych przez następczynię ministra w resorcie skarbu, Aldonę Kamelę-Sowińską.

"Jeżeli (kwota jaką otrzyma Eureko) jest w tych granicach, jak zostało to podane, uważam to za sukces obecnej ekipy negocjacyjnej" - ocenił Wąsacz.

Jego zdaniem, zawarciu ugody na dość korzystnych dla Skarbu Państwa warunkach sprzyjał kryzys gospodarczy.

"Oceniam, że pogorszenie się sytuacji ekonomicznej Eureko spowodowało jego większą miękkość, w myśl zasady, że lepiej mieć pieniądz dzisiaj, niż walczyć jeszcze 10 lat, bo w międzyczasie można przestać funkcjonować" - dodał b. minister.

Skarb Państwa zapłaci za odzyskanie kontroli nad PZU i rezygnację przez Eureko z odszkodowania ponad 4,77 mld zł. Składa się na to 3,55 mld zł z przynależnej Skarbowi Państwa dywidendy specjalnej PZU, którą zarząd spółki ma wypłacić w najbliższym czasie, oraz ponad 1,224 mld zł ze sprzedaży w ofercie publicznej 4,9 proc. akcji PZU, jakie SP wniesie do spółki specjalnego przeznaczenia.

"Z przekazywanych informacji wynika, że spór skończył się tylko podziałem dywidendy nieco korzystniejszym niż wynikałoby to ze zwykłego podziału. Rekompensatą dla Eureko jest, że otrzyma ciut więcej, niż wynikałoby to z udziału własnościowego" - skomentował Wąsacz.

Były minister zastrzegł, że nie zna szczegółów dotyczących przebiegu sporu z Eureko w ostatnich latach, zna natomiast jego genezę. Jego zdaniem, spór wynikł z aneksów, podpisanych przez minister Aldonę Kamelę-Sowińską. "Gdyby aneksów nie było, Eureko nie miałoby żadnych podstaw do roszczeń, żaden arbitraż nie byłby możliwy" - podkreślił.

Według Wąsacza, mechanizm pierwszej umowy z Eureko był przejrzysty i przemyślany. Jak mówił, gdyby Skarb Państwa nie dotrzymał słowa, np. sprzedał innemu inwestorowi większy pakiet akcji PZU niż przewidywały nałożone ograniczenia, jedyną karą było zwolnienie Eureko ze zobowiązań inwestycyjnych i z obowiązku przetrzymywania akcji PZU przez ustalony okres.

"Eureko miałoby wówczas prawo, uznając np. że nie ma wpływu na zarządzanie, wycofać się nawet po pół roku, sprzedać akcje w ten czy inny sposób komukolwiek. Ten mechanizm był dokładnie przemyślany, mimo pozornych zobowiązań Skarbu Państwa. Jedyną sankcją było szybsze wycofanie się Eureko z inwestycji" - powiedział Wąsacz.

Jego zdaniem, nawet zawarty w umowie obowiązek przeprowadzenia emisji akcji w istocie niemal do niczego nie zobowiązywał. Jak mówił, wystarczyło przeprowadzić emisję 1 proc. akcji, by wywiązać się z tego zapisu.

"Dla upublicznienia wystarczało sprzedać np. 1 proc. w trybie publicznym. Wówczas w obrocie byłoby 46 proc. akcji (oprócz oferty publicznej - 30 proc. akcji Eureko i 15 proc. akcji pracowniczych). Skarb Państwa miałby nadal 54 proc. A gdyby naruszył jakieś zapisy, Eureko byłoby zwolnione ze swoich zobowiązań" - tłumaczył b. minister skarbu.

Między Eureko i MSP trwał dziesięcioletni konflikt dotyczący realizacji umowy prywatyzacyjnej PZU z 1999 r., m.in. w kwestii giełdowego debiutu i kupna kolejnego pakietu 21 proc. akcji ubezpieczyciela. Szkody poniesione z tytułu niewykonania umowy prywatyzacji PZU Eureko szacowało na ok. 35,6 mld zł, nie licząc kosztów postępowania i ewentualnych należnych odsetek.

Spór zaczął się niedługo po sprzedaży 30-proc. pakietu akcji PZU w listopadzie 1999 r. (wówczas na rzecz BIG Banku Gdańskiego i Eureko), gdy polski rząd zdecydował, że utrzyma kontrolę nad PZU. Postępowanie polskiego rządu Eureko zaskarżyło do Trybunału Arbitrażowego w Londynie.

pap, keb
 0

Czytaj także