Hazardowa zagrywka Tuska

Hazardowa zagrywka Tuska

Kiedy marszałek Piłsudski podpisywał z Niemcami w 1934 r. deklarację o nieagresji, to nie dlatego, że wierzył, iż uchroni ona polskie granice przed napaścią sąsiada. Zrobił tak, by… o swoje granice zaczęli się martwić także Francuzi. W polityce trzeba być taktykiem. Kiedy więc Donald Tusk w sierpniu spotykał się ze Zbigniewem Chlebowskim, by zakazać mu wtrącania się w prace nad ustawą hazardową, mógł to robić nie w nadziei, że nagrania CBA nie wypłyną, ale po to, by… ocalić wizerunek swojego gabinetu.
Ujawnione przez „Rzeczpospolitą" stenogramy z rozmów Chlebowskiego z  biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem, właścicielem sieci Casino Poland, zamiast rozwiać wątpliwości dotyczące mieszania w Ustawie o grach i  zakładach wzajemnych (zwanej ustawą hazardową), w rzeczywistości skłaniają do postawienia kilku ważnych pytań.

Pytanie pierwsze: Dlaczego Tusk nie zdymisjonował Chlebowskiego i Drzewieckiego w sierpniu?

„Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją" – brzmiała 10. obietnica wyborcza Platformy Obywatelskiej w 2007 r. Zgodnie z nią i ideą transparentności, gdy tylko Tusk otrzymał od szefa CBA informacje o  „nagannych z punktu widzenia polityczno-etycznego” działaniach swoich współpracowników, powinien zdymisjonować szefa klubu PO i ministra sportu do czasu wyjaśnienia sprawy. Premier 11 września 2009 r. wysłał do szefa CBA prośbę o „opracowanie i przedstawienie mu prawno-karnej oceny materiałów zgromadzonych” przez biuro w sprawie mieszania w  ustawie hazardowej. W tym czasie – już przeszło miesiąc od powiadomienia szefa rządu o nieprawidłowościach w toku prac nad dokumentem –  Chlebowski i Drzewiecki pozostawali na stanowiskach. Choć Tusk zaczytuje się w myślicielach cesarstwa rzymskiego, takich jak Plutarch, zdaje się postępować bardziej w myśl idei oświeceniowych. Być może po kantowsku poczuł „prawo moralne w sobie” i postanowił, zabezpieczając dalsze prace nad ustawą, chronić dobre imię swojego rządu – nie chciał, żeby sprawa się wysypała. Do korupcji w końcu nie doszło – ani zmiany w ustawie (patrz: ramka „Jak Zbyszek i Miro Ryśkowi pomagali”), które proponował zarówno minister sportu, jak i szef klubu PO, nie zostały do niej wprowadzone, ani nikogo nie przyłapano na przyjęciu korzyści majątkowej. W nagraniach nie słychać też nic o ewentualnych gratyfikacjach pozamaterialnych, choć oczywiście w mediach podnoszone są już dziś kwestie współfinansowania przez biznesmenów ze Śląska (Sobiesiaka i  Koska) kampanii wyborczej PO w 2007 r. – Dobrym standardem jest, że w  momencie gdy pojawiają się tego typu podejrzenia, ministrowie oddają się do dyspozycji premiera. Powinni być co najmniej zawieszeni w  czynnościach do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności. Tego wymagają zasady transparentności działań władzy publicznej – mówi Jacek Wojciechowicz, współautor raportu Banku Światowego na temat korupcji w  Polsce.

Pytanie drugie: Dlaczego Tusk poświęcił Chlebowskiego?

Afera hazardowa to kolejne potwierdzenie, że napuszone dyskusje w Sejmie i telewizji o tarczy, budżecie i podatkach są zwykłym parawanem. Okazuje się, że prawdziwą politykę robi się na imprezach i pokątnych spotkaniach na stacjach benzynowych. A jej autorami są Ryśki i Janki, dla których ministrowie i posłowie to tylko „gońce, ch… i załatwiacze". Być może wie o tym premier i – według drugiej hipotezy, jaką można przyjąć – wcale nie ostrzegł zdymisjonowanego już dziś szefa klubu PO, że wie o jego wzmożonej aktywności przy ustawie. Lobby hazardowe w Polsce ma wyjątkowo długie macki. Z salonami gier i  kasynami związani są nie tylko lokalni biznesmeni działający na Dolnym Śląsku, ale i silne ogólnonarodowe podmioty, skupiające w swoich rękach np. media. – Zajmowanie się tą ustawą jest niebezpieczne również teraz. To jak wrzucenie odbezpieczonego granatu do wychodka – mówi „Wprost” poseł PO Mirosław Sekuła. Być może więc o sprawie „ostrzeżony” został Mirosław Drzewiecki, a Zbigniew Chlebowski nieświadomy czekał na  ścięcie. W rozmowie Tuska z szefem klubu PO 26 sierpnia uczestniczył Grzegorz Schetyna. To kolejny polityk z Dolnego Śląska. W dodatku słynący ze swej niechęci do Chlebowskiego. O nieświadomości posła PO może świadczyć jego medialna postawa – zawsze świetnie przygotowany do  wystąpień przed kamerami, był kompletnie nieprzygotowany, gdy spotkał się z dziennikarzami 1 października. Tusk musiał się spodziewać, że do  prasy pójdą przecieki z prac operacyjnych CBA. – Mógł się bać, że ta afera pójdzie wyżej – mówi informator „Wprost”. Dobrym kolegą Sobiesiaka jest nie tylko Zbigniew Chlebowski, ale i  Mirosław Drzewiecki. Razem grają w golfa. Łączy ich też to, że do  niedawna każdy miał dom na Florydzie. Znajomość musi być całkiem bliska, bo w jednej z ujawnionych rozmów Sobiesiak zapowiada, że zamierza zadzwonić na domowy numer „Mira”. Z innej zaś wynika, że Drzewiecki za  pośrednictwem szefa swojego gabinetu politycznego Marcina Rosoła załatwiał córce „Ryśka” intratną posadę. 31-letnia Magdalena Sobiesiak do wyboru miała funkcję wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu i  miejsce w zarządzie Totalizatora Sportowego. Stanęło na tym drugim, ale  córka lobbysty dzień przed rozmową kwalifikacyjną wycofała się z walki o  to stanowisko. Powody tej dziwnej decyzji wyjaśnia sam Sobiesiak w  rozmowie z Koskiem z 27 sierpnia. „Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA... Jak się spotkamy, to ci powiem – donosów było tyle, że, k..., wiesz... ze względu na mnie oczywiście” – tłumaczył przyjacielowi.

Pytanie trzecie: Czy to drugie Starachowice?

Gdyby się skupić na samym języku, to „afera hazardowa" idzie znacznie dalej niż skandal, który wybuchł w 2003 r. Bo w porównaniu z rynsztokiem Ryszarda Sobiesiaka i jego kolegi Jana Koska, drugiego lobbysty, dialogi SLD-owskich bohaterów afery starachowickiej – Andrzeja Jagiełły i Mieczysława Sławka –  brzmiały jak rozmowa harcerzy. Problem jest jednak o wiele poważniejszy. Gdy za rządów SLD od wiceministra MSWiA poszedł do osób podejrzanych o  kontakty przestępcze przeciek o planowanych aresztowaniach, sprawa miała swój finał w sądzie. Zbigniew Sobotka dostał wyrok 3,5 roku więzienia. Donald Tusk przyznał, że po otrzymaniu informacji od CBA rozmawiał z  Drzewieckim i Chlebowskim na temat prac nad ustawą hazardową. W jednej, jak wspomnieliśmy, uczestniczył wicepremier Schetyna. Mimo zapewnień premiera, że nie doszło tam do przecieku, łatwo się domyślić, że obaj politycy musieli odebrać to spotkanie jako sygnał ostrzegawczy. Ta  wersja jest tym bardziej prawdopodobna, że kilkanaście dni później doszło do dwóch spotkań: Sobiesiaka z Drzewieckim i jego córki z  Rosołem. A to po nich lobbysta zaczął korzystać z telefonu na kartę i  przestał się kontaktować z politykami.

Pytanie czwarte: Czy to była pułapka?

Zgodnie z kalendarium przygotowanym przez Jacka Cichockiego, sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych, Kamiński spotkał się z Tuskiem 14 sierpnia 2009 r., by polecić mu, aby ten objął specjalną ochroną procedurę legislacyjną Ustawy o grach i zakładach wzajemnych. „Premier pyta MK, czy opisane w materiale sytuacje wskazują, że któraś z osób popełniła przestępstwo. MK odpowiada, że na razie nie ma podstaw do  stwierdzenia popełnienia przestępstwa przez którąś z opisanych osób (w materiale analitycznym przesłanym Tuskowi dwa dni wcześniej – red.), ale  niewątpliwie mamy do czynienia z działaniami nagannymi z punktu widzenia polityczno-etycznego" – opisuje to spotkanie dokument wywieszony na  stronie kancelarii premiera. Tusk słowa Kamińskiego miał odebrać jako zobowiązanie do spotkania ze swymi podwładnymi. Zgodnie z kalendarium z  Mirosławem Drzewieckim spotkał się 19 sierpnia, a ze Zbigniewem Chlebowskim 26 sierpnia. Obu pytał o ich zaangażowanie w prace nad ustawą hazardową. Drzewiecki uczestniczył w procesie legislacyjnym, bo  nowelizacja ustawy zakładała, by część pieniędzy z opłat, które na rzecz skarbu państwa wnoszą firmy zajmujące się grami, przekazać na rzecz przygotowań do Euro 2012. Chlebowski jako szef klubu PO miał pilotować ustawę w Sejmie po jej wyjściu z Ministerstwa Finansów, gdzie była przygotowywana.Podczas rozmowy z Chlebowskim premier mógł mu powiedzieć, że przy pracach nad ustawą wykracza poza swoje kompetencje i angażuje się w sprawy rządu. Można więc przyjąć hipotezę, że Tusk ostrzegł obu polityków. Takie wnioski mogło wysnuć zwłaszcza CBA, bo natychmiast po  ewentualnej reprymendzie Chlebowski zaprzestał rozmów telefonicznych ze  swoim kolegą Ryszardem Sobiesiakiem na temat ustawy. Nie chciał odpowiedzieć „Wprost” na pytania, dlaczego od 27 sierpnia zmienił taktykę. Od konferencji prasowej 1 października, na której się tłumaczył ze swych „koleżeńskich kontaktów”, jest nieuchwytny dla  dziennikarzy.Teraz Tusk ma kłopoty. – Kamiński zastawił na premiera pułapkę. Poinformował go o tym, że CBA przygląda się zachowaniu Chlebka i Drzewka, żeby potem „przyciąć go” na przecieku – mówi pragnący zachować anonimowość informator „Wprost”. Sprawę bada prokuratura. Jeśli udowodni, że właśnie tak wyglądał obieg informacji między politykami PO i biznesmenami, to afera hazardowa przerodzi się w przeciekową. I to dużo poważniejszą niż Starachowice, bo sięgającą… jednej z dwóch głów platformy. 

Okładka tygodnika WPROST: 41/2009
Więcej możesz przeczytać w 41/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • pikas IP
    PO to partia inteligentów,hasło wyborcze.
    tylko ćwierćinteligent uwierzy Tuskowi. cóż za tupet i bezczelność
    • Maciej Głowa IP
      Oczywiście najmądrzejszy naczelny ma zawsze rację.Tylko szkoda czasu na czytanie takich bzdur.