Całun z piekarnika

Całun z piekarnika

Trochę barwnika, kawał płótna, piekarnik i balia z ciepłą wodą – wykorzystując te elementy, Luigi Garlaschelli, profesor chemii organicznej z uniwersytetu w Pawii, stworzył kopię całunu turyńskiego, na którym – jak wierzy wielu – widnieje pośmiertny wizerunek Jezusa. Czy to koniec legendarnej relikwii?
Prof. Garlaschelli chciał stworzyć kopię uwzględniającą główne cechy całunu turyńskiego. Umieścił płat płótna na ciele ochotnika i wtarł w tkaninę pigment zawierający śladowe ilości kwasów. Twarz odtworzono za pomocą maski. Następnie tkanina została postarzona przez podgrzewanie w piekarniku i  pranie. Te procesy usunęły większość pigmentu z włókien, ale pozostawiły cień sylwetki, bardzo podobny do widocznego na całunie. Następnie badacz naniósł na tkaninę plamy krwi, wody oraz wypalił dziury odpowiadające uszkodzeniom całunu. Cały proces zajął Garlaschellemu tydzień. Kopii nie  można odróżnić gołym okiem od oryginału.

Prof. Garlaschelli chciał udowodnić, że całun jest średniowiecznym fałszerstwem. Wykorzystane przez niego techniki były stosowane w wiekach średnich. Eksperyment Garlaschellego potwierdza przypuszczenia wielu uczonych, że całun turyński został wykonany w XIII wieku lub na początku wieku XIV jako jedna z wielu „produkowanych" wtedy relikwii. Biskup Pierre D’Arcis już w 1389 r. uznał go za fałszerstwo.

Pierwsze badania naukowe całunu przeprowadziła w 1978 r. grupa badawcza nazwana STURP (Shroud of Turin Research Project – Projekt Badawczy Całunu Turyńskiego). Przez pięć dni naukowcy fotografowali całun, prześwietlali go promieniami rentgena, pobierali próbki pyłków, a nawet rozpruli kilka szwów. Mimo tak intensywnych badań nie uzyskali jednoznacznych wyników.

Największe wątpliwości wzbudziły ślady krwi: zaschnięta krew powinna być brązowa, a ślady na płótnie mają odcień czerwieni. Badania prowadzone przez Waltera McCrone’a w latach 70. i 80. nie wykryły na całunie substancji organicznych, a jedynie ślady ochry, mineralnego barwnika o dużej zawartości tlenków żelaza. Na początku lat 80. XX wieku Pierluigi Baima Bollone stwierdził jednak na całunie ślady ludzkiej krwi grupy AB. Ale ta grupa pojawiła się niedawno. Badacze przypuszczają, że wytworzyła się dopiero po wzmożonym okresie wędrówek ludów, kiedy Azjaci z dominującą grupą B zaczęli się mieszać z  Europejczykami, u których najczęściej występuje krew grupy A. Nie ma  dowodów na istnienie grupy AB przed 700 r. n.e.

Inni badacze twierdzą, że na całunie nie ma produktów krwiopochodnych. Joe Nickell, iluzjonista i specjalista od wykrywania historycznych fałszerstw, zorganizował w  1983 r. konferencję, podczas której kryminolog John E. Fischer zademonstrował, jak za pomocą tempery uzyskać substancje, które łatwo pomylić w badaniach z produktami krwi. Patolog Michael Baden udowodnił, że krew nie spływa z ran tak „czystymi" strużkami jak na wizerunku całunu, ponieważ na włoskach pokrywających ciało tworzą się skrzepy.

W 1988 r. trzy zespoły badawcze (z Zurychu, Oksfordu i Tucson w USA) badały wiek całunu metodą C14. W tym celu wycięto z płótna próbkę o  powierzchni 8 cm kw. Wszystkie trzy zespoły stwierdziły, że płótno powstało między 1260 a 1390 r. Zamiast jednak zamknąć dyskusję na temat autentyczności całunu, jeszcze bardziej ją zaogniły.

Zwolennicy autentyczności całunu twierdzą, że wyniki badań zaburzyła absorpcja izotopów węgla podczas pożaru w 1532 r. albo bakterie i grzyby, które nagromadziły się na włóknach. Kiedy okazało się, że te czynniki nie  mogły wpłynąć na datowanie tkaniny, zakwestionowano metodę pobrania próbki z całunu. Badania rentgenowskie wykonane przez Josepha Marino i  Sue Bedford pokazały, że fragment pobrany w 1988 r. pochodził z miejsca, gdzie w średniowieczu załatano oryginalne płótno. Także badania radiowęglowe powtórzone na próbce całunu zaledwie rok temu przez Oxford Radiocarbon Accelerator Unit kierowanej przez Christophera Ramsaya zakwestionowały wyniki sprzed 20 lat. Dodatkowo w 2002 r. ustalono, że  tylko 40 proc. włókien całunu może być oryginalnych, podczas gdy aż 60 proc. pochodzi z późniejszych napraw. Taki skład tkaniny uniemożliwia wiarygodne określenie jej wieku metodą C14. A Watykan nie zgadza się na  pobranie kolejnych próbek do testów.

Największe wątpliwości budzi sposób, w jaki utrwalił się na płótnie wizerunek mężczyzny. Badacze z  grupy STURP nie odkryli w badanych fragmentach tkaniny żadnych farb ani pigmentów. Zaobserwowali natomiast ślady utleniania i odwodnienia tkaniny. Walter McCrone stwierdził, że na płótnie można znaleźć ślady ochry i innych barwników nieorganicznych. Jego zdaniem obraz na tkaninie został namalowany w połowie XIV wieku, krótko przed pierwszą publiczną prezentacją całunu.

Nie rozstrzygnięto, czy na płótnie są ślady pigmentów. Większość badaczy uważa, że obraz na tkaninie jest wynikiem zmian fizycznych lub chemicznych w samych włóknach płótna: wizerunek powstał raczej na skutek odbarwienia niż zabarwienia tkaniny. Chemicy Ray Rogers i Anna Arnoldi uważają, że powstał na skutek tzw. reakcji Maillarda. Polega ona na brązowieniu zachodzącym między aminokwasami a  cukrami redukującymi pod wpływem ciepła. Gazy z rozkładającego się ciała mają silne działanie chemiczne i mogły w ciągu kilku godzin wytworzyć wizerunek, zanim płótno zostałoby zaplamione płynnymi produktami rozkładu.

Historyk sztuki Nicolas Allen uważa, że obraz powstał na  skutek prymitywnej techniki fotograficznej dostępnej w XIII wieku i  opisanej w „Księdze optyki" właśnie wtedy przetłumaczonej na łacinę z  arabskiego oryginału. Historycy Christopher Knight i Robert Lomas stwierdzili w 1997 r., że wizerunek na całunie to obraz Jakuba de Molay, ostatniego wielkiego mistrza zakonu templariuszy. De Molay, oskarżony o  herezję, został w 1307 r. uwięziony i był torturowany w sposób, który miał być odbiciem męki Jezusa. Knight i Lomas twierdzą, że po torturach będący w śpiączce mistrz został przykryty kawałkiem płótna. Pot z wielką ilością kwasu mlekowego mógł wywołać reakcję chemiczną i pozostawić na  tkaninie obraz sylwetki i negatywy ran.

W 2002 r. niemiecka konserwator Mechthild Flury-Lemberg stwierdziła, że  splot płótna i technika zszycia kawałków tkaniny są identyczne ze  stosowanymi w żydowskich całunach pogrzebowych z Masady, datowanymi na  40-73 r. n.e. Avinoam Danin i Uri Baruch, badacze z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, odkryli na całunie ślady pyłków roślin charakterystycznych dla Izraela wiosną. Danin i Baruch pracowali jednak na próbkach dostarczonych im przez Maksa Freia, szwajcarskiego kryminologa oskarżanego o fałszowanie dowodów. Ponadto na całunie nie ma  pyłków drzew oliwnych, które w czasie ukrzyżowania Jezusa musiały być już w pełnym rozkwicie.

Za autentycznością całunu świadczy to, że rany od gwoździ widnieją na nadgarstkach. W średniowieczu przedstawiano Jezusa przybitego do krzyża za dłonie i stopy. Eksperci twierdzą, że nie można ukrzyżować człowieka w ten sposób, bo tkanka uległaby rozerwaniu; gwoździe trzeba wbić w tzw. szczelinie Destota między kośćmi nadgarstka. Mało prawdopodobne, żeby wiedzieli o tym domniemani średniowieczni fałszerze całunu.

Próba skopiowania całunu podjęta przez prof. Garlaschellego nie była pierwszą w historii. W 1902 r. francuski biolog Paul Vignon przeprowadził serię eksperymentów, podczas których uzyskał na płótnie plamy podobne do wizerunku na całunie. Dokonał tego, mocząc tkaninę w  mieszaninie oliwy, mirry i aloesu, którą często namaszczano zmarłych, i  owijając nią formę nasączoną amoniakiem. Zdaniem badacza ta substancja wydzielała się z ciała złożonego do grobu Jezusa. Na płótnie nie odkryto jednak żadnych śladów olejku, aloesu ani aromatycznych substancji. Jacques di Costanzo ze szpitala uniwersyteckiego w Marsylii skonstruował płaskorzeźbę odpowiadającą wizerunkowi twarzy Jezusa, owinął ja wilgotnym płótnem, a kiedy tkanina wyschła, natarł ją mieszaniną tlenku żelaza i żelatyny. Obraz okazał się odporny na pranie, wytrzymał temperaturę 250 stopni Celsjusza oraz silnie działające środki chemiczne, takie jak wodorosiarczyn.

Metody bezspornego rozstrzygnięcia, skąd pochodzi całun, jeszcze nie wymyślono.

Okładka tygodnika WPROST: 44/2009
Więcej możesz przeczytać w 44/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • Pawel IP
    A tutaj znajdziemy polemikę z działaniami profesora Luigi Garlaschelli: http://www.wiara.us/prawda_o_ca%C5%82unie_tury%C5%84skim
    • Głąby IP
      A świstak zawinął się w te sreberka i dokończył żywota przy zgodnym pijarze jedynie słusznej opcji państwa totalitarnego o nazwie Zjednoczone Narody Ziemii
      • mwtaforalilith@o2.pl IP
        Jezus,syn Mari i rzymskiego żołnierza ma swój grób (leżą tm Magdalena,jego przyjaciółka i syn) w Indiach,na terenie posiadłości Jego przyjaciela ( z lat 13-33,),gdzie uciekł na drugi dzień po sfingowanej przez Józefa z Arymatei i jego lekarza,niby egzekucji na palu z poprzeczką,na Wzgorzu Czaszki.Indyjscy mnisi mają zachowane listy zgonów.