Menedżerska ekstrak(l)asa

Menedżerska ekstrak(l)asa

Pomimo kryzysu polscy menedżerowie wcale nie muszą czuć się biedniejsi. Płace najlepszych z nich zmniejszyły się średnio zaledwie o 5 proc. A dodatkowe bonusy, które otrzymują, biją nowe rekordy.
Jako jeden z powodów zawirowań w światowej gospodarce wymienia się chciwość i zbyt duże uzależnienie wynagrodzeń osób zarządzających od  rocznych wyników spółek. Tymczasem według raportu firmy doradczej Hay Group roczne premie za kryzysowy 2008 r. w 200 największych światowych firmach nadal były wysokie – wynosiły przeciętnie 1,2 mln USD. To tylko o 10,9 proc. mniej niż rok wcześniej. Przeciętne gotówkowe wynagrodzenie kadry zarządzającej w dużych firmach (nie licząc akcji i opcji na akcje) obniżyło się w 2008 r. o 8,5 proc. – do 2,24 mln USD. Tymczasem na polskim rynku bonusy dla  najlepszych wciąż biją rekordy.

Według danych publikowanych przez spółki notowane na giełdzie najlepiej opłacanym członkiem zarządu był w 2008 r. Piotr Janeczek, prezes spółki Stalprodukt wytwarzającej blachy i  elementy konstrukcyjne ze stali. Znaczną część jego wynagrodzenia w  łącznej wysokości 7,7 mln zł stanowiła premia za wyniki spółki – z jej tytułu otrzymał aż 5,4 mln zł. Do pozostałych składników wynagrodzenia Piotra Janeczka należały: „skromna" podstawa – pensja w wysokości 737 tys. zł – tantiema z zysku za 2007 r. (1,3 mln zł) oraz wynagrodzenie z  tytułu pełnienia funkcji we władzach jednostek podporządkowanych (174 tys. zł). Na drugim miejscu w rankingu najlepiej zarabiających menedżerów znalazł się Sławomir Lachowski, były prezes BRE Banku. Jego wynagrodzenie za 2008 r. wyniosło 6,9 mln zł, z czego 4,3 mln stanowił bonus za 2007 r., a 2 mln zł to odprawa z tytułu rozwiązania umowy o  pracę. Na trzecim miejscu, a zarazem na pierwszym w gronie wiceprezesów, znalazł się Luigi Lovaglio z Pekao SA. Otrzymał pobory w wysokości 6 mln zł, a ponad połowę tej kwoty stanowił bonus za rok 2007.

Naszym korporacjom daleko do „kominów" spotykanych w zagranicznych spółkach. Andreas Treichl, prezes austriackiego Erste Group Bank, w  przeliczeniu na złote zarobił prawie 14 mln (połowa to premia roczna). Z  kolei Reto Francioni, prezes Deutsche Börse AG (właściciela giełdy we  Frankfurcie), mimo kryzysowego spadku kapitalizacji notowanych tam spółek zarobił (w przeliczeniu na złote) prawie 15 mln.

Część inwestorów i specjalistów z firm gromadzących informacje o szczegółach zarządzania globalnymi korporacjami krytykuje praktykę przyznawania prezesom aż tak ogromnych świadczeń. Ich zdaniem jest to kolejny dowód na to, że rady nadzorcze koncernów zbyt często troszczą się o zamożnośćszefów zamiast o  portfele inwestorów. Niechlubny wzór kontraktu menedżerskiego, który zapewnia niemal dożywotnie apanaże, stworzył Jack Welch. W umowie, którą podpisał w 1996 r. jako dyrektor generalny General Electric, znalazł się zapis, że można go zwolnić w każdej chwili i z każdego powodu. Ale kilka lat później ujawniono przywileje, które zapewnił sobie w dodatkowej umowie emerytalnej. A był to dostęp do firmowego boeinga 737 oraz  śmigłowca, opłacone członkostwo w kilku elitarnych klubach biznesu, rezerwacja loży w nowojorskiej Metropolitan Opera, miejsca przy samym parkiecie podczas meczów koszykówki New York Knicks i inne dodatki warte dziesiątki milionów dolarów.

Bonusy, które w dodatkowych nieoficjalnych klauzulach do umowy zapewnił sobie Welch, szybko stały się wzorem dla  innych dyrektorów firm na świecie. John Bryan, który w 2000 r. pożegnał się ze stanowiskiem dyrektora generalnego korporacji Sara Lee, dopiero w  2008 r. rozstał się ze służbową limuzyną i kierowcą. Do końca 2009 r. będzie zajmował swój gabinet firmowy (dziewięć lat po wygaśnięciu umowy!), zaś do końca 2011 r. utrzyma dwa etaty dla swoich osobistych asystentów.

Hugh McColl, który odszedł z Bank of America na emeryturę w kwietniu 2001 r., wciąż korzysta z biura, bezpłatnej pomocypersonelu administracyjnego oraz ma prawo latać firmowym samolotem 150 godzin w  roku. Potwierdzeniem tego, że najlepiej zarabiają „byli", jest także polski rynek. Na przykład aż połowę z 5,7 mln zł wypłaty dla Wojciecha Heydela, byłego prezesa PKN Orlen, stanowiła odprawa. Co ciekawe, wynagrodzenie Jacka Krawca, który pełni funkcję prezesa w spółce od  września 2008 r., jest już znacznie niższe, mimo że zarządza on tą samą spółką, nadal znajdującą się w czołówce rankingów zarówno pod względem kapitalizacji rynkowej, jak i przychodów ze sprzedaży.

Ponieważ przyczyn kryzysu upatruje się między innymi w zbyt dużym uzależnieniu wynagrodzeń osób zarządzających od rocznych wyników spółek, można się spodziewać zmian w strukturze uposażenia prezesów. – Już teraz część firm stara się unikać prostego uzależnienia wysokości bonusu od rocznego zysku – mówi Agnieszka Jabłońska, dyrektor IIC Partners, która prowadziła wiele rekrutacji na najwyższe stanowiska w dużych polskich spółkach. – Można sobie wyobrazić menedżera, który w walce o roczną premię posunie się do  manipulacji w finansach spółki. Jeszcze gorsze byłoby cięcie budżetu w  najbardziej kosztownych działach, takich jak badania i rozwój. Taki zabieg chwilowo poprawiłby bilans, ale po kilku latach okazałoby się, że  firma nie przygotowała żadnych innowacji w produktach – uważa Jabłońska.

Zdaniem ekspertów coraz większe znaczenie będą miały tak zwane długookresowe elementy wynagrodzenia. Jednym z rozwiązań na długo wiążących menedżera z interesami akcjonariuszy są opcje na akcje. W  uproszczeniu schemat działania opcji menedżerskiej, służący kreowaniu wartości spółki, wygląda tak: z chwilą objęcia stanowiska menedżer otrzymuje możliwość (opcję) nabycia akcji spółki, którą kieruje, najczęściej po cenie z dnia objęcia stanowiska. Opcję może wykonać nie  od razu, lecz za kilka lat i po spełnieniu ewentualnych warunków, co  zwykle oznacza, że prezes będzie musiał się utrzymać na sta- nowisku do momentu, gdy nadejdzie czas realizacji opcji. Sens objęcia akcji z przyznanej mu opcji sprowadzi się do tego, czy w przyszłości akcje będą droższe niż dzisiaj.

Właśnie taką marchewkę podała zarządowi Netii rada nadzorcza spółki. Prezesowi Mirosławowi Godlewskiemu oraz czterem pozostałym członkom zarządu zaoferowano łącznie 38 mln opcji na akcje. Ceny kolejnych transz zostały ustawione dość wysoko: 5,5 zł, 7 zł i 8,25 zł. Przy obecnym, dodajmy wciąż rosnącym, kursie akcji Netii – 4,2 zł – oznacza to, że  prezes Godlewski i tak musi się jeszcze trochę napracować, aby  faktycznie otrzymać przyznaną już nagrodę. Jeśli dobrze pokieruje spółką, cena akcji ma szanse na wzrost, a wtedy realizacja opcji przyniosłaby mu dodatkowe kilka milionów złotych. I tym samym nawet kilkakrotnie przewyższyła bazowe wynagrodzenie menedżera wynoszące 1,8 mln zł rocznie.

W konkurencji „wysokość pozapłacowych bonusów" polskich menedżerów na głowę biją obcokrajowcy zatrudnieni w spółkach w Polsce. To naturalne – skoro zamiast do Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy Niemiec trafiają do Polski, to muszą otrzymać z tegotytułu jakieś „odszkodowanie". – Standardowa oferta dla zagranicznych szefów firm to  opłacony duży apartament lub dom wraz z pomocą domową, prywatna szkoła dla dzieci z wykładowym językiem ojczystym lub angielskim, ekskluzywny pakiet medyczny dla całej rodziny. Czasem pracodawca opłaca nawet zajęcia rekreacyjne dla współmałżonka – wylicza Agnieszka Jabłońska. Wartość takiego pakietu to niekiedy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Na  przykład w polskim oddziale globalnej firmy kosmetycznej roczna pula na  utrzymanie kilku zagranicznych menedżerów to 2 mln zł.

Z dodatku na  życie na obczyźnie korzysta m.in. Christopher Barrow, od dwóch lat szef Grupy Żywiec. Spółka, podając wynagrodzenie prezesa (3,6 mln zł za 2008 r.), nie precyzuje jego poszczególnych składników, ograniczając się do  lakonicznego stwierdzenia: „Dodatkowe świadczenia w naturze dla  Christophera Barrowa są typowe dla obcokrajowców żyjących w Polsce".

Wielu obcokrajowców przez kilka miesięcy pracy w nowym miejscu otrzymuje tzw. stupidity allowance – „dodatek za głupotę". A to dlatego, że na ogół słono przepłacają u nas za wszelkie usługi. Dodatkowe kilkaset euro miesięcznie to refundacja tak nierozważnychkroków jak np. wejście do  nieoznakowanej przez korporację taksówki zaparkowanej przed Dworcem Centralnym w Warszawie, której kierowca za kurs wart 30 zł weźmie od  nieświadomego pasażera 100 zł.

Prezesi polskich dużych firm wynagradzani są słabiej niż w Europie Zachodniej, ale także informacje o ich zarobkach są bardziej skąpe niż u  zachodnich kolegów. Zakres ujawnianych informacji o wynagrodzeniach członków zarządu w Polsce jest tylko niewiele większy niż na Ukrainie, w  Bułgarii czy Rumunii. Znacznie lepiej na tym tle wypadają Austria i  Niemcy, a prawdziwymi liderami przejrzystości są spółki notowane na  dojrzałych rynkach finansowych Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Standardy Association of British Insurers, do których stosują się spółki notowane na London Stock Exchange, zakładają nie tylko informowanie o  wynagrodzeniach poszczególnych członków zarządu, ale także ujawnienie całej polityki płacowej wraz z podaniem uzasadnień dla poziomu i  mechanizmów wypłaty poszczególnych składników wynagrodzenia.

Okładka tygodnika WPROST: 45/2009
Więcej możesz przeczytać w 45/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także