Koniec świata 2012

Koniec świata 2012

„Dzieci nie szanują rodziców, brat walczy z bratem, gospodarz nie dba o gościa, ludzkość nie zna pojęcia dobra ani zła, a bogowie zapomnieli o ludziach”. Tak pisali starożytni Grecy, gdy zwiastowali koniec świata. Wizja apokalipsy towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Majowie zapowiadali, że koniec świata nastąpi 21 lub 23 grudnia 2012 r. Dziś przekonani są o tym wyznawcy ruchu „Fenomen 2012”.
Majowie wierzyli, że przed naszym istniały trzy inne światy, a każdy z  nich zakończył istnienie katastrofą. Data ostatniej zagłady, oznaczona w  tzw. kalendarzu długiej rachuby Majów symbolami 12.19.19.17.19, przeliczona na kalendarz gregoriański wypadała 11 lub 13 sierpnia 3114  r. p.n.e. Wyznawcy „Fenomenu 2012" uważają, że Majowie przewidzieli taki sam czas do zagłady następnego ze światów,czyli tego, w którym żyjemy obecnie. Według kalendarza gregoriańskiego to wydarzenie ma przypaść w  2012 r.

Wyobrażenie cyklicznych epok ludzkości, z których każda miała trwać tysiące lat, stworzyło także chrześcijaństwo. Kres pierwszej erze położyła powódź, z której ocalał Noe i jego rodzina. Drugi wiek zakończył się śmiercią Abrahama, trzeci – Dawida, czwarty – zdobyciem Jerozolimy przez Babilończyków, a piąty – pojawieniem się Jezusa. My  żyjemy w szóstym, który zakończy się Sądem Ostatecznym, kiedy Chrystus powtórnie zjawi się na ziemi. Siódmym Wiekiem, na podobieństwo siódmego dnia tygodnia, ma być wieczny odpoczynek po Dniu Sądu.

Pojęcie Sądu Ostatecznego znają też muzułmanie. Wierzą, że ten dzień poprzedzą znaki: słońce wzejdzie na zachodzie, nastąpi wielkie trzęsienie ziemi, które zmiażdży góry i spłaszczy całą planetę, a Słońce pożre Księżyc. Na  świecie pojawi się Bestia, powtórnie przyjdzie Mahdi i Isa (Jezus), uważany przez muzułmanów za proroka.

Według Żydów koniec świata wyznaczy bitwa stoczona między siłami Dobra i Zła, zwana Armagedonem. Sagi nordyckie także głoszą ostateczną bitwę Ragnarök, po której świat pogrąży się w wodzie. Niektórzy traktują dosłownie biblijny przekaz, wierząc, że wojny, trzęsienia ziemi, huragany i głód są oznakami zbliżającego się końca świata.

Nauka tworzy własne scenariusze zagłady. Za 5-6 mld lat Słońce zużyje zapas wodoru i zamieni się w czerwonego olbrzyma. Niewykluczone, że  pochłonie najbliższe planety: Merkurego, Wenus i Ziemię. Nawet jeśli tak się nie stanie, życie na naszej planecie zniknie na skutek morderczego promieniowania. Zapowiadane jest też wyginięcie wszelkich organizmów po  zderzeniu meteorytu z Ziemią. Wystarczy asteroida o średnicy kilometra –  a takie uderzały w Ziemię w przeszłości mniej więcej co 500 tys. lat –  by spowodować zaburzenia atmosfery i oceanów, które zniszczą życie na  naszej planecie.

Do zagłady może też doprowadzić globalne ocieplenie. Eksperci Biura Koordynacji Pomocy Humanitarnej (Office for the Coordination of Humanitarian Affairs) ONZ ogłosili, że dziś 70 proc. wszystkich katastrof ma związek z klimatem, a 20 lat temu było to tylko 50 proc. W ciągu ostatniej dekady z powodu katastrof klimatycznych ucierpiało 2,4 mld ludzi. W poprzedniej dekadzie było to 1,7 mld. Już w  2035 r. mogą się roztopić himalajskie lodowce, z których biorą początek Ganges, Indus, Brahmaputra, Jangcy i Mekong. W ich basenach, zamieszkanych obecnie przez 2,4 mld ludzi, wystąpią gwałtowne powodzie, a następnie długotrwałe susze.

Ale możliwy jest też inny scenariusz: Ziemię ogarnie epoka lodowcowa. Żyjemyw okresie jedynie przejściowego ocieplenia klimatu, które rozpoczęło się 10 tys. lat temu, i to właśnie w tym czasie mogła się rozwinąć cywilizacja. Ludzkości mogą też zagrozić katastrofy ekologiczne, takie jak brak wody pitnej, zagłada ekosystemów czy przeludnienie. Władze Kanady ogłosiły, że zasoby wodne kraju wystarczą najwyżej do 2020 r.

Życie na Ziemi może też zniszczyć wybuch wielkiego wulkanu. Po ostatniej erupcji wulkanu w Yellowstone 640 tys. lat temu magma i popioły pokryły większą część Stanów Zjednoczonych i  północnego Meksyku. Taka erupcja spowoduje emisję do atmosfery ogromnych ilości gazów i pyłów, które zasłonią słońce na wiele lat. Wybuch wulkanu Tambora w Indonezji w 1815 r. spowodował niezwykłe aberracje klimatyczne w następnym roku, nazywanym „rokiem bez lata". W Europie i Stanach Zjednoczonych mroźne dni zdarzały się nawet w sierpniu, a ludność obu kontynentów głodowała. Wulkan Tambora wyrzucił do atmosfery 100 km sześciennych materiału wulkanicznego. Wybuch Yellowstone mógłby mieć o  wiele poważniejsze skutki: podczas ostatniej erupcji wyrzucił ponad 1  tys. km sześciennych materiałów wulkanicznych.

Czy „naukowe przepowiednie" są równie mało wiarygodne jak te rozpowszechniane przez wyznawców różnych religii? Wspólną cechą wszystkich apokaliptycznych proroctw jest to, że rzadko wiążą się z konkretnymi datami. Św. Hipolit w III wieku próbował obliczyć datę apokalipsy, posługując się m.in. podanymi w Biblii wymiarami Arki Przymierza. Stwierdził, że koniec świata nastąpi w 500 r. n.e. Według Księgi Daniela i Apokalipsy św. Jana Królestwo Boże na ziemi miało przetrwać tysiąc lat. Talmud wylicza, że  koniec świata nastąpi w 6000 r. kalendarza żydowskiego, czyli w 2240 r. według kalendarza gregoriańskiego.

Koniec świata przepowiedział także Izaak Newton. W manuskrypcie z 1704 lub 1705 r. przewidział, że świat skończy się nie wcześniej niż w roku 2060. Jak sam jednak napisał, uczynił to nie po to, aby oszacować,ile czasu zostało ludzkości, lecz żeby położyć kres fałszywym przepowiedniom i interpretacjom Biblii. Newton nie opublikował swoich przepowiedni, zostały odkryte dopiero w  2003 r.

Ostatnim wielkim wydarzeniem o charakterze apokaliptycznym miał być początek roku 2000, określany mianem Y2K. Przewidywano masową awarię systemów komputerowych, także tych kierujących elektrowniami jądrowymi, szpitalami i wszelkimi urządzeniami, od których zależy nasze życie. Mimo że już kilka lat wcześniej ukazywały się publikacje straszące skutkami Y2K, a kilka miesięcy przed tą datą media pełne były najczarniejszych przepowiedni, przeciętni ludzie nie zrobili nic, żeby przygotować się do katastrofy. Wielkie rozczarowanie przeżyli właściciele sklepów survivalowych, którzy liczyli na zwiększone obroty, i prawnicy przygotowujący się do wielkiej liczby pozwów po styczniu 2000 r. Przeciętni zjadacze chleba zrobili tylko nieco większe zakupy, takie, jakie zazwyczaj robi się na kilka wolnych dni.

W poprzednich stuleciach ludzie nie byli skłonni do paniki ani dawania wiary apokaliptycznym przepowiedniom. Według powszechnie panującej opinii panikę w Europie wywołał zbliżający się rok 1000, przewidywana data Sądu Ostatecznego. W wielu starszych pracach historycznych można znaleźć opisy masowego porzucania majątków, udawania się do klasztorów, samobójstw, samobiczowania. Naukowcy od wielu lat próbują jednak obalić ten mit powstały w romantycznej wyobraźni XIX-wiecznych historyków. Kronikarze z X i XI wieku nie zanotowali żadnych oznak millenijnej paniki.Pierwszy raz wzmianka na ten temat pojawiła się w 1500 r., w dziele niemieckiego opata Johannesa Tritemiusa „Annales Hirsaugiensis". Niewykluczone, że ludzie po prostu przegapili okrągłą datę. Chrześcijańska era została wprowadzona dopiero w 525 r. przez opata Dionizjusza Exiguusa. W roku 1000 data ta nie była w  powszechnym użyciu.

Wielu badaczy kultury Majów wskazuje, że 2012 r. (w naszym kalendarzu) prawdopodobnie nie miał dla nich żadnego znaczenia, a na pewno nie był początkiem końca świata. Znane są liczne inskrypcje Majów podające późniejsze daty, już po domniemanej katastrofie. Jedna z nich, wyryta w  Coba, podaje datę początku nowego cyklu n a  13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13. 13.13.13.13.0.0.0.0, co  w przeliczeniu na naszą rachubę czasu daje 4.134105 × 1028 lat. To 3  kwintyliony lat więcej, niż wynosi szacowany przez naukowców wiek wszechświata. Miasta-państwa Majów liczyły czas w różny sposób, nie może więc być mowy o jednej dacie kosmicznej katastrofy.

Żyjący dzisiaj potomkowie Majów nie przywiązują wagi do 2012 r., a kalendarz długiej rachuby dawno wyszedł z użycia, mimo że w niektórych regionach Gwatemali ciągle liczy się czas według innych stosowanych przez Majów systemów. Long Now Foundation, prywatna organizacja, która zajmuje się promowaniem różnych zjawisk kulturowych, już dziś troszczy się o to, jak przygotować komputery do „problemu roku 10 000".

Okładka tygodnika WPROST: 45/2009
Więcej możesz przeczytać w 45/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 32
  • Patrycja IP
    Mam lat 20 przeżyłam dużo Końców świata i ten 21 12 2012 to też była lipa. Jeżeli Koniec świata ma  nadejść to datę zna tylko BÓG nikt wiecęj
    • irek@onet.pl IP
      majowie wcale nie znali sie tak na astrologii bo jeżeli by tak było to nieskładali by ludzi w ofierze żeby przywołac deszcz co j tak im to nie dalo bo ich cywilizacja znikła A co do ich jakis tam namalowanych znakach o końcu świata ,to namalował je jakiś obłakany kapłan
      • pio IP
        morze i czas na jakies zmiany ,nasz swiat jest juz tak przezarty klamstwem,hamstwem i nienawiescia ze czas to zakonczyc,,wystarczy spojrzec na tych biednych ludzi zamieszkalych polske jak oni wygladaja juz glowy maja tak opuszczone do dolu z swoich zmartwien zyciowych ze jeszcze troch to zostawia ja na ulicy i beda sami czekac az smierc przyjdzie po nich sama,polityka tego kraju dazy tylko do naladowania kieszeni kasa ludzi w rzadzie i ci poza nimi sie nie licza sa tylko slupami do ich gry-szok i pozdrawiam rodakow naszczescie z innego kraju jakim jest polska
        • sigis3 IP
          W Piśmie Świętym pisze: \"Nie znacie dnia, ani godziny w której Pan wasz przyjdzie\", więc nie należy słuchać jakichś bzdurnych przepowiedni, lecz Boga. Tak postępuje MĄDRY CZŁOWIEK.
          • aggggg IP
            nie ma boga, jest wszechświat, kosmos, siła natury i zjawiska atmosferyczne, którym jesteśmy podlegli jak nikomu i niczemu innemu.... moze będzie przebiegunowanie, może nie, tak czy owak jesteśmy jak kropka na oceanie i na nic nie mamy wpływu proszę Państwa...

            Czytaj także