Znikające nowotwory

Znikające nowotwory

Czy nowotwór może samoistnie zniknąć? Jeszcze niedawno samo postawienie takiego pytania wydawało się onkologom absurdalne. Lekarze twierdzili, że co prawda guz może się cofnąć, ale tylko na jakiś czas. Takie remisje nowotworu złośliwego sporadycznie zdarzają się nawet u osób z zaawansowaną chorobą. Raz powstały guz jednak sam nie zanika. Czy aby na pewno?
Wśród pacjentów krąży wiele legend o cudownych uzdrowieniach. Jedna z  nich dotyczy czteromiesięcznej Elizabeth Jernigan z Północnej Karoliny, u której lekarze wykryli guza mózgu. Dziewczynka musiała być operowana, bo zaatakowała ją rzadka i złośliwa postać oponiaka. Wydawało się, że  rodzicom noworodka pozostało jedynie modlić się o jej uzdrowienie. „Wiedzieliśmy, że zostanie uleczona, jeśli taka będzie wola Boga, ale  byliśmy też gotowi pogodzić się z jej śmiercią" – wspominała Lennie Jernigan, matka dziewczynki. Jakie było zdumienie lekarzy, gdy podczas przygotowań do operacji stan dziewczynki nagle zaczął się poprawiać. Badania nie pozostawiały wątpliwości – guz małej Elizabeth zniknął.
Podobnych historii jest więcej. Nie wszystkie są wiarygodne. Wiele z  nich wynika z nieporozumienia lub błędnej diagnozy. Inne to zwykłe oszustwa. Ale niektórzy onkolodzy przyznają, że w ich praktyce zdarzały się rzeczy niewiarygodne. Prof. Alicja Chybicka, szef Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej AM we  Wrocławiu, w swej 34-letniej praktyce dwukrotnie zetknęła się z  samoistnymi remisjami nowotworu. U dwojga dzieci znikły wykryte w  badaniu rentgenowskim guzy w klatce piersiowej. U pierwszego dziecka cofnięcie się raka rozpoznano przy ponownym wykonaniu prześwietlenia, które tym razem nie wykazało guza, natomiast w drugim przypadku już na  stole operacyjnym okazało się, że widoczny na zdjęciu nowotwór zniknął. Można spekulować, że dzieci miały ziarnicę, która cofnęła się pod wpływem promieniowania, jednak wydaje się to wątpliwe, gdyż zmiany ziarninowe cofają się bardzo wolno. – Tego, co się stało, nie potrafię wytłumaczyć medycznie – powiedziała „Wprost" prof. Chybicka.

„Znikanie" raka przestaje być traktowane z przymrużeniem oka. Nowotwór złośliwy prawdopodobnie nie rozwija się linearnie, jak dotychczas sądzono. Uważano, że rak rozwija się z komórek, w których w trakcie podziału powstały mutacje genetyczne. Takie nieprawidłowe komórki na ogół giną. Ale niektóre z nich mogą przetrwać. Nagromadzone w nich mutacje uruchamiają niekontrolowany podział komórek, co początkuje rozwój guza złośliwego. Rozpoczętego procesu nic nie może zatrzymać. Tak przynajmniej się wydawało. Ale doświadczenie uczy pokory.

W onkologii coraz poważniej jest rozważana koncepcja, zgodnie z którą transformacja nowotworowa jest procesem dynamicznym, a nie linearnym. Nawet gdy w jakimś miejscu ciała nagromadzą się komórki nowotworowe, możliwe jest cofnięcie się, a nawet zniknięcie guzka, szczególnie w  początkowej fazie jego rozwoju. Nie wiadomo tylko, jak często się to  zdarza, bo więcej jest w tej sprawie domysłów niż rzetelnej nauki. Prof. Thea Tlsty, patolog z University of California w San Francisco, twierdzi, że nie są to jedynie sporadyczne przypadki. W wypowiedzi dla  „New York Timesa" powiedziała, że znikanie komórek przednowotworowych, a  nawet nowotworowych, zdarza się niemal u każdej osoby w średnim lub  starszym wieku. Jej zdaniem wskazują na to sekcje zwłok. Choć przyczyną śmierci wielu osób był wypadek lub inna choroba, to podczas autopsji jest wykrywany rak w początkowej fazie rozwoju. Czyżby rak był równie pospolitą chorobą jak katar i nie radzą sobie z nią organizmy tylko niektórych osób?

Znikanie guzów jest często wykrywane przez chirurgów podczas operacji usuwania nowotworu, tak jak u Elizabeth Jernigan. Z  takimi przypadkami stykają się najczęściej onkolodzy i urolodzy zajmujący się leczeniem raka jąder. Ten nowotwór, na który zachorował legendarny amerykański kolarz Lance Armstrong, jest wyjątkowo łatwo wyleczalny. Skuteczność leczenia sięga 90 proc. Zdarza się, że po  wykryciu guza, a przed zastosowaniem leczenia, podczas operacji okazuje się, że po nowotworze została jedynie blizna i zniknęło 95 proc. guza. Nie są to jednak częste przypadki. Prof. Jonathan Epstein, patolog, urolog i onkolog z Johns Hopkins University, twierdzi, że rak jąder jest wyjątkiem i większość innego typu nowotworów nie znika samoistnie. Ale  może nie jest to aż tak rzadkie zjawisko, jak się wydaje.

Znikanie raka zdarza się podczas rutynowych badań diagnostycznych, takich jak mammografia. Lekarze rzadko o tym mówią, bo boją się być posądzeni o błąd w badaniach. Zdarza się jednak, że kolejne badania nie  potwierdziły raka u kobiet, u których wykryto guzka. I wcale nie chodzi tylko o często występujące tzw. łagodne zmiany w piersiach (związane z  naturalnymi przemianami w miąższu piersi). Niektóre z nich mogą być potencjalnie groźnym nowotworem. Podobnie jest z rakiem szyjki macicy.

Czy to znaczy, że nie wszystkie zmiany nowotworowe należy leczyć zaraz po wykryciu, zwłaszcza agresywnymi metodami? Takie zachowawcze postępowanie stosuje się u niektórych mężczyzn z rakiem prostaty, którzy ukończyli 65.-70. rok życia. Bo u starszych osób rak na ogół nie jest bardzo agresywny. Jeśli guz nie jest duży, czasami wystarczy kontrolować go regularnymi badaniami, by w porę zacząć skuteczne leczenie. Pytanie tylko, czy równie zachowawczo można leczyć innych, młodszych chorych. A  jeśli tak, to w jakich rodzajach raka i na jakim etapie?

Na razie takie postępowanie przypomina zabawę z odbezpieczonym granatem. Nic dziwnego, że na ponad tysiąc mężczyzn co roku leczonych w klinice urologicznej Johns Hopkins University z powodu raka prostaty jedynie 40-45 decyduje się na spokojną obserwację. Większość woli się pozbyć małego guza, nawet jeśli grozi im impotencja i kłopoty z oddawaniem moczu. Ale obserwacje prowadzone na tej nielicznej grupie chorych są zastanawiające. Prof. Epstein twierdzi, że spośród chorych z rakiem prostaty, którzy nie  zdecydowali się na leczenie, jedynie u 20-30 proc. choroba postępowała. I nawet w tej grupie nie zauważono agresywnego rozwoju choroby. Podobne wnioski przyniosły badania przeprowadzone w Kanadzie wśród chorych z  małym guzkiem nerki. Przebieg choroby kontrolowano jedynie za pomocą USG i tomografii komputerowej. U 80 proc. osób, które nie były leczone, przez trzy lata choroba się nie rozwijała lub nastąpiła remisja.

Jeszcze bardziej zaskakujące są wyniki badań prowadzonych wśród chorych z  zaawansowanym rakiem nerki z przerzutami do innych narządów. Porównywano chorych, którzy otrzymali placebo, z osobami leczonymi zgodnie z  przyjętymi standardami. U 6 proc. leczonych pozorowaną terapią rozsiane guzy cofnęły się. Tyle samo było remisji choroby u chorych poddanych standardowej terapii. Czy leczenie raka zawsze jest konieczne? – pyta Martin Gleave University of British Columbia. Wygląda na to, że nie, ale  nie wiadomo, u kogo nie jest potrzebne. Dlatego leczy się wszystkich tak samo i to się długo nie zmieni. Bo nie sposób przewidzieć, u kogo nastąpi „cudowne wyzdrowienie".

Rak może się cofnąć nawet u chorego, któremu lekarze nie dają już nadziei. Według „American Scientist" w literaturze medycznej minionego stulecia zarejestrowano prawie tysiąc przypadków tzw. samoistnych remisji raka. Są to chorzy, u których nie można podejrzewać błędnego rozpoznania choroby ani tego, że pomogły im uznawane i skuteczne metody leczenia. Podobnych przypadków jest więcej, ale nie zostały właściwie udokumentowane.

Przebieg choroby nowotworowej jest czasami nieprzewidywalny. Rozwój raka nerki w znacznym stopniu zależny od  reakcji układu immunologicznego. Gdy jest dostatecznie silna, może dojść nawet do remisji przerzutów raka do płuc u chorych z operowaną lub  nieoperowaną pierwotną zmianą nowotworową. Tak się zdarza u pacjentów z  tzw. jasnokomórkowym rakiem nerki. Nieprzewidywalne są też tzw. nowotwory chimeryczne, których przykładem jest czerniak, jeden z  najgroźniejszych nowotworów złośliwych. Ten rak zwykle szybko powoduje przerzuty i po upływie zaledwie pół roku może doprowadzić do zgonu. Ale  niektórzy pacjenci żyją wiele lat. Dochodzi nawet do cofnięcia się choroby. Podobnie mogą przebiegać rak pierwotny wątroby, rak piersi i  inne nowotwory złośliwe.

Według dr. Otisa Brawleya z American Cancer Society, w rozwoju na pewien czas zatrzymuje się 25-30 proc. nowotworów złośliwych. W takich przypadkach nie wiadomo, czy pomogła terapia, czy efekt nastąpiłby i bez leczenia. Nie można mówić o wyleczeniu, bo  choroba może wrócić po latach. Ale być może zdarzają się cudowne wyzdrowienia. Przykładem jest św. Peregryn Laziosi, który w XIII wieku żył w północnych Włoszech. Zachorował, gdy miał 60 lat. Na jego nodze pojawił się dziwny guz, który się powiększył aż do kości ( jeśli faktycznie był to nowotwór, a nie rana lub infekcja). Kończynę trzeba było amputować. Ale w przeddzień zabiegu Peregryn w żarliwej modlitwie prosił o uzdrowienie. We śnie objawił mu się Jezus i dotknięciem wyleczył mu nogę. Rano lekarz stwierdził, że noga jest zdrowa i sprawna. Po guzie nie było śladu. Peregryn dożył osiemdziesiątki, zmarł w 1345 r. Całe późniejsze życie poświęcił opiece nad ciężko chorymi (był kanonizowany w 1726 r.). Dziś jest patronem chorych na raka.

W ostatnich latach głośny był przypadek Sylvii McAndrew, żarliwej katoliczki, która niemal każdego roku odwiedzała Lourdes we Francji. Po tym, jak lekarze wykryli u niej raka trzustki, była pewna, że jedzie tam ostatni raz. Cierpiała, była załamana psychicznie i cały czas płakała: pozostało jej jedynie sześć miesięcy życia. Chciała się pomodlić w swej ulubionej kaplicy. W drodze powrotnej do Anglii bóle nagle ustąpiły, nie musiała zażywać żadnych środków. Osiem lat później wystąpiła w programie telewizji BBC poświęconym cudownym wyzdrowieniom. To rzadkie przypadki, ale ciężko chorym dają iskierkę nadziei. 

Okładka tygodnika WPROST: 48/2009
Więcej możesz przeczytać w 48/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • jola. IP
    moj przypadek potwierdza taki cud, zaawansowana ,uogolniona choroba nowotworowa, leczenie paliatywne ,wszystkie zmiany cofnely sie co wprowadza lekarzy w zdumienieod ponad roku jestem zdrowa ,bylam nierokujaca, nieoperacyjna,przerzuty na watrobe, kosci ,pecherz,jelito cienkie,nadnercze,jajniki,guzy pow,5cm, jadlam pestki moreli ,ziola od bonifratow 0apteka w lodzi ,selen,i mocna wiara ze sie sama wylecze,pomimo strasznych boli,morfina nie pomagala,pracowalam,
    • Gertruda IP
      Treść została usunięta

      Czytaj także