Katastrofa „Newskiego ekspresu” katastrofą systemu

Katastrofa „Newskiego ekspresu” katastrofą systemu

Katastrofa pociągu „Newskij Ekspress”, to katastrofa całego systemu ochrony prawa w Rosji – od posterunków milicji po Komitet Śledczy przy Prokuraturze Generalnej – ocenia sympatyzujący z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem wielkonakładowy „Moskowskij Komsomolec”.
Zdaniem dziennika, „cały ten system może jeszcze wykonywać elementarne działania fizyczne – sprawdzić dokumenty gastarbajtera, rozpędzić wiec, pobiegać, postrzelać".

Zdegenerowani eksperci

„Wszelako myślenia już się oduczył. Śledczy, specjaliści z zakresu kryminalistyki i (inni) eksperci się zdegenerowali. Zostały tylko ‘omony’, ‘sobry’, ‘witjazie’, ‘rusicze’ (tj. oddziały specjalne milicji – PAP) i inni miłośnicy bójek" – konstatuje „Moskowskij Komsomolec”.

Gazeta podkreśla, że „terrorystyczne podziemie, wprost przeciwnie, wykazuje zdolność do analitycznego myślenia".

„Poprzedni zamach im się nie udał. Podłożyli zbyt słaby ładunek. Myśleli, że pędzący z taką prędkością pociąg sam zabije pasażerów – wystarczy go tylko popchnąć. Rachuby się nie sprawdziły. Teraz podłożyli siedem kilogramów trotylu. Dodatkowe pół kilograma zostawili pod najbliższym słupem trakcyjnym – dla grupy śledczej. Druga bomba zawiodła. Terez najpewniej myślą, jak ją udoskonalić" – pisze „Moskowskij Komsomolec”.

Według dziennika, „organy ochrony prawa wykonują swoją pracę, a terroryści – swoją". „Drogi tych ludzi nigdy się nie krzyżują. Jedni podkładają bomby, drudzy piszą raporty. Właśnie z tych raportów bierze się całe zło” – wskazuje „Moskowskij Komsomolec”.

Zły system

Gazeta wyjaśnia, że „raportami o unieszkodliwieniu dywersantów, którzy wysadzili w powietrze pociąg w 2007 roku, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Komitet Śledczy przy Prokuraturze Generalnej i Federalna Służba Bezpieczeństwa stworzyły złudzenie, iż nie ma już zagrożenia terrorystycznego". „Powiedzieli, że wszystko jest w porządku, a okazało się, że jest jeszcze gorzej, niż sądziliśmy” – pisze „Moskowskij Komsomolec”.

W opinii dziennika, „mądry terrorysta łatwo ogra cały nasz system ochrony prawa, dlatego, że system ten jest głupi". „Każdy akt terroru przypisuje mieszkańcom Kaukazu, nacjonalistom lub anarchistom. Z motywów zna tylko ‘destabilizację sytuacji’ i ‘nienawiść etniczną’. Jeśli sprawca nie podpada pod żadną z tych kategorii, to nikt nie będzie go szukał” – wskazuje „Moskowskij Komsomolec”.

Gazeta zauważa, że „po pierwszym zamachu na ‘Newskij Ekspress’ organy ochrony prawa miały ponad dwa lata na wyjaśnienie tego przestępstwa", jednak „cały ten czas (...) zmarnowały na mydlenie oczu”. „Nie wiadomo, ile czasu tym razem da kolejowy maniak” – kończy „Moskowskij Komsomolec”.

Piątkowa katastrofa podobna do tej sprzed 3 lat

W wyniku piątkowego ataku na „Newskij Ekspress" 26 osób zginęło, a 96 zostało rannych. Los czterech osób, które mogły jechać pociągiem, jest nieznany. Stan 21 rannych lekarze określają jako ciężki.

Katastrofa wydarzyła się o godz. 21.34 czasu moskiewskiego (19.34 czasu polskiego) w obwodzie twerskim, w pobliżu miasta Bołogoje, na 285. kilometrze trasy. W wyniku eksplozji podłożonego pod jednym z torów ładunku o sile rażenia około siedmiu kilogramów trotylu wykoleiły się i przewróciły na boki trzy ostatnie wagony. Pociąg pędził wtedy z prędkością prawie 200 kilometrów na godzinę.

W sobotę około 14.00 (12.00) na miejscu wypadku eksplodowała druga bomba. Siła wybuchu była jednak znacznie mniejsza. Nikt nie ucierpiał. Eksplozja nastąpiła w momencie, gdy przebywała tam grupa dochodzeniowa Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej z jego szefem Aleksandrem Bastrykinem.

Był to już drugi zamach na „Newskij Ekspress". Do pierwszego doszło w sierpniu 2007 roku. Wtedy nikt nie zginął. Rannych zostało około 60 osób. Wybuch nastąpił około 100 kilometrów od miejsca piątkowego ataku. Z torów wypadło 12 wagonów – trzy wywróciły się na boki, wykoleił się też elektrowóz.

W związku z tamtym zamachem ścigany jest 29-letni Paweł Kosołapow, były rosyjski wojskowy, który w końcu lat 90. przyjął islam, przeszedł na stronę kaukaskich ekstremistów i walczył w Czeczenii przeciwko siłom federalnym. Kosołapow uważany jest za bliskiego współpracownika zabitego w 2006 roku przez siły federalne radykalnego czeczeńskiego dowódcy polowego Szamila Basajewa.

Eksperci podkreślają podobieństwo obu ataków.

PAP, im

Czytaj także

 0