Sztuka gry

Sztuka gry

Na politycznej scenie pozornie wrze - nowi bohaterowie są na rękach wnoszeni z wielkim hukiem, lecz po chwili wychodzą cicho tylnymi drzwiami, jak Bogusław Grabowski, niedoszły premier
Albo na odwrót: hałaśliwie wychodzą, jak unijni ministrowie z rządu, aby po chwili tkwić w progu drzwi i puszczać oko do pozostałych aktorów ku zdumieniu publiczności. - Politycy komunikują się sami z sobą, zapomnieli o widzach, którzy niedługo zaczną opuszczać teatr - zauważa prof. Lena Kolarska-Bobińska, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych. - Jak w greckiej tragedii: wszystko kończy się dramatem, mimo że bohaterowie są pozytywni i chcą dobrze, ale widocznie w gwiazdach zapisano inaczej - komentuje Ryszard Czarnecki, poseł AWS-ZChN. Spektakl trwa, pada wiele okrzyków, nikt niczego nie rozumie, lecz widownia nawet nie gwiżdże. Raczej przysypia, pobłażliwie spoglądając na miotających się po scenie aktorów.
I nic dziwnego. Gabinetowe przesilenia trapiły powojenne Włochy 57 razy, jednak nie przeszkadzało to rozwijać się tamtejszej gospodarce. Przyspieszone wybory były rozpisywane po wojnie nie tylko w Polsce, lecz między innymi we Francji, Włoszech, Danii, Izraelu, Czechach, a obecnie w Japonii. Lecz dopóki sprawy gospodarcze idą w dobrym kierunku, dopóty wyborcy spoglądają na polityczne przesilenia z mieszaniną zniecierpliwienia, znudzenia i pobłażliwej irytacji. Gdy obywatele zaczynają przejawiać wzmożone zainteresowanie i widoczny niepokój wydarzeniami w obozie rządzącym, jest to sygnał, że sprawy mogą pójść w złym kierunku, że dzieje się coś, co "bije ich po kieszeni". W Polsce w drugim tygodniu wielkiego politycznego kryzysu złoty się umacniał, a inwestorzy giełdowi mieli powody do zadowolenia. O tym, że między AWS a UW istnieją zasadnicze rozbieżności co do wizji kształtu gospodarki, wiadomo od dawna. Wiadomo też, że rozbieżności te nie uniemożliwiały przeprowadzania reform, choć czasem je utrudniały. Jeżeli więc stan niepewności będzie się utrzymywał, może to mieć negatywne reperkusje w świecie finansów. Na razie jednak ani wizja utworzenia nowego rządu, ani perspektywa rządu mniejszościowego i przyspieszonych wyborów, nie są czymś, co nakazywałoby skupować dolary, mąkę, olej, naftę i zapałki.
W końcu rząd mniejszościowy również nie byłby polskim wynalazkiem. Takie rządy działają w Portugalii, Czechach, Norwegii czy w Danii. - Rządy mniejszościowe to zło konieczne. Nie są zdolne do ryzyka politycznego, do przeprowadzania śmiałych reform - podkreśla jednak Janusz Reiter, dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych. W Danii spośród wszystkich powojennych rządów jedynie cztery miały poparcie większości. W Norwegii w sytuacji kryzysu gabinetowego zmienia się rząd, ale nigdy parlament. Ustawa zasadnicza gwarantuje bowiem czteroletni cykl wyborczy, co uniemożliwia przeprowadzenie przedterminowych wyborów. Rząd mniejszościowy działa także w Portugalii, ale do większości brakuje Partii Socjalistycznej zaledwie jednego głosu.
Wyjątkiem są Czechy, gdzie od wyborów w 1998 r. działa rząd mniejszościowy - co jest kompletnym novum politycznym - oparty na umowie opozycyjnej. Umowa ta, podpisana przez rządzącą socjaldemokrację i opozycyjną Obywatelską Partię Demokratyczną (ODS), gwarantuje przechodzenie przez parlament najważniejszych ustaw: budżetowych, zbliżających Czechy do integracji z Unią Europejską i dotyczących bezpieczeństwa państwa. ODS w zamian za podpisanie umowy otrzymała wiele stanowisk. Krytycy tego systemu podkreślają, że jest on niedemokratyczny i w praktyce oznacza oszukiwanie wyborców.
Wiele mówi się, że Polską może zacząć rządzić Marian Krzaklewski - polityk i zarazem lider związku zawodowego. Ale nawet w tym wypadku nie bylibyśmy oryginalni. Objęcie stanowiska premiera przez przywódcę związkowego nie byłoby ewenementem w Europie, bo od sześciu lat w takiej sytuacji jest Willem Kok, premier Holandii, który kilkanaście lat był przewodniczącym Holenderskiej Federacji Związków Zawodowych.
Prof. Kolarska-Bobińska twierdzi jednak, że uczymy się teraz demokracji, ale w gorszym wydaniu: - Wyborcy muszą rozumieć intencje osób uprawiających politykę. W przeciwnym razie podejrzewają je o niskie pobudki i prywatę - mówi. Innymi słowy: nie można się bez końca chaotycznie miotać po scenie, bo w końcu rozlegną się gwizdy. Kto lepiej dba o przychylność widzów?
Według ostatniego sondażu OBOP, Unia Wolności prawie zrównała się w wyborczych szansach z Akcją Wyborczą Solidarność. Poparłoby ją 14 proc. respondentów, tylko o jeden punkt procentowy mniej niż akcję. - Oznacza to, że na razie działania UW są czytelne i akceptowane przez wyborców, lecz stan obecny jest nie do przyjęcia i ludzie pragną zmian: albo przyspieszonych wyborów, albo generalnej przebudowy sceny politycznej - mówi Paweł Śpiewak, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Swoje role próbują zagrać liderzy SLD. W Warszawie niektórzy posłowie sojuszu zaczęli wkładać do skrzynek foldery wyborcze i sprawozdanie z dotychczasowych osiągnięć w Sejmie. Na pierwszy plan usiłuje też wejść prezydent Aleksander Kwaśniewski. - Prezentuje się jako osoba mogąca ustabilizować scenę polityczną - ocenia prof. Kolarska-Bobińska. Gdyby koalicja nie mogła stworzyć rządu, rozważane jest powołanie gabinetu prezydenckiego, czyli rządu fachowców, wspieranego przez SLD, PSL i UW. Wedle naszych informacji, podczas niedawnego spotkania jednego z liderów UW z prezydentem miał być omawiany "wariant awaryjny". Jeśli powstałby rząd mniejszościowy, unia mogłaby zgłosić konstruktywne wotum nieufności, wskazując na uzgodnionego z prezydentem premiera. Kwaśniewski miałby rzekomo zdobyć poparcie ze strony SLD i PSL. Realizacja planu, a nawet próba realizacji, byłaby miodem na serce prezydenta, który mógłby się objawić w roli zbawiciela.
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. - Krzaklewski na posiedzeniach klubu przedstawia siebie jako herosa, który walczy z przywódcami unii - ujawnia jeden z polityków akcji. - Obaj przywódcy, Balcerowicz i Krzaklewski, są zupełnie różni, nie przepadają za sobą, nawzajem wzbudzają w sobie emocje - dopowiada jeden z unitów. Politycy skarżą się, że ich szefowie podejmują decyzje bez konsultacji, zaskakując nawet najbliższych współpracowników.
Marian Krzaklewski nigdy nie marzył o fotelu premiera. Objęcie tej teki jest ryzykowne i dość kosztowne: zgodnie ze statutem związku traci się przywództwo w NSZZ "Solidarność", a stanowisko w AWS znacznie łatwiej utracić - w minionym tygodniu pod wnioskiem o zmianę kierownictwa klubu AWS i utworzenie nowego rządu podpisało się podobno 80 posłów, w tym Jerzy Gwiżdż i Czesław Bielecki. Przejęcie stanowiska premiera przez Krzaklewskiego oddałoby kierowanie NSZZ "Solidarność" do najbliższego zjazdu w ręce Janusza Śniadka, wiceprzewodniczącego związku. Równolegle jednak mogłaby dojść do głosu bardziej radykalna grupa działaczy, skupiona wokół Tomasza Wójcika, byłego przewodniczącego związku na Dolnym Śląsku. I to mogą być argumenty na rzecz nieobejmowania stanowiska szefa rządu przez Krzaklewskiego, nie zaś jego związkowy rodowód, nieobcy w końcu i Lechowi Wałęsie, i Jerzemu Buzkowi, i Longinowi Komołowskiemu, wicepremierowi, ministrowi pracy i polityki społecznej. Wicepremier, były przewodniczący zachodniopomorskiej "Solidarności", uważany jest za dobrego negocjatora, ale nie politycznego lidera. - Najgorsze jest to, że jedynym kryterium przy doborze ludzi, które stosuje Krzaklewski, jest kryterium lojalności - oburza się jeden z polityków akcji. Na politycznej scenie takich wypowiedzi - rzucanych często zza kulis, wprowadzających zamieszanie i wywołujących oburzenie - pada wiele. Równocześnie grający wiedzą, że ich odbiorcą jest widownia, stąd wiele wojowniczych kwestii jest wygłaszanych na niby. Nie rozmawiamy z sobą - mówią liderzy akcji i unii, po czym przegadują wspólnie pół nocy. Stąd na razie polityczny kryzys przechodzimy łagodnie, gdyż we Włoszech, na Tajwanie, w Korei Południowej, na Ukrainie czy w Rosji deputowani z powodzeniem dopasowywali swoje pięści do nosów parlamentarnych adwersarzy. - Warto jednak, by polscy politycy, budując demokrację, utrwalali dobre wzorce, by wyborcy nie myśleli, że polityka to magiel, a nie troska o państwo - zaznacza prof. Kolarska-Bobińska.
Okładka tygodnika WPROST: 24/2000
Więcej możesz przeczytać w 24/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0