Kto myśli za Polaków

Kto myśli za Polaków

Gdzie powstają idee i rozwiązania, które zadecydują o przyszłości Polski? Kto definiuje polskość? I czy robi to skutecznie? Ostatnie 20 lat walki o nasze dusze i umysły należały do zwanych z angielska think tanków: organizacji łączących badania z popularyzowaniem ich wyników w sposób zrozumiały dla decydentów i wyborców. Dysponują kadrami, lokalami i dużą skutecznością w przebiciu się do mediów i rządzących. W rezultacie to właśnie one w dużym stopniu kształtują obowiązujące poglądy i prawo.
Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE), najsilniejszy polski think tank, powstał w 1991 r. z inicjatywy Leszka Balcerowicza. We wczesnych latach transformacji skutecznie lobbował chociażby za niezależnym bankiem centralnym, uwolnieniem polityki pieniężnej od bieżących wpływów polityków, rozsądną polityką budżetową i szybszą prywatyzacją. Dzięki swym sukcesom naukowym i organizacyjnym CASE już dawno jednak wyrósł z roli think tanku. Dziś to prężny ośrodek naukowy, który przerasta osiągnięcia wielu, nie tylko polskich, uniwersytetów. Sieć ekspertów i ośrodków CASE w krajach byłego ZSRR, takich jak Ukraina czy Białoruś, stanowi najlepsze na świecie niezależne źrodło wiedzy o gospodarkach tamtego regionu.

Sukces CASE jest poparty solidną pracą, ale też okupiony wrogością tęskniących za urokami PRL. CASE zawsze był instytucją skromną, o urokliwie przaśnych biurach. Współpracownikom płacił skromnie, choć budżet jak na polskie warunki ma spory: około 4-6 mln zł rocznie pozyskanych na realizację projektów naukowych od takich instytucji, jak Bank Światowy, Komisja Europejska czy prywatne korporacje, w tym niektóre banki działające w Polsce. To właśnie finanse CASE w roku 2006 dały posłom PiS pretekst, by wzywać przed bankową komisję śledczą Leszka Balcerowicza. Gdy ten odmówił stawienia się przed komisją do czasu, aż Trybunał Konstytucyjny uzna ją za organ działający legalnie, w akcie politycznej zemsty wezwano jego żonę, Ewę Balcerowicz, sprawującą w CASE funkcję administracyjną i naukową. Insynuacje posła Artura Zawiszy i jego kolegów z PiS, jakoby CASE był finansowany w zamian za przychylność względem NBP, pozostały insynuacjami. CASE broni się samo. Jest jedną z najbardziej przejrzystych polskich organizacji pozarządowych, zarówno pod względem finansów, jak i stawianych sobie celów.

CASE był jedną z pierwszych organizacji pozarządowych, która wykorzystała internet do opublikowania sprawozdań finansowych. Jego raporty roczne dają szczegółowe informacje nie tylko o tym, ile i na co wydano, lecz z jakich źródeł pozyskano te pieniądze. Na swoje konferencje naukowe ściąga sławy międzynarodowej nauki, takie jak profesor Charles Goodhart: najwybitniejszy żyjący znawca ekonomii banków centralnych. Przez CASE przewinęło się wreszcie wielu znanych ekonomistów młodszego pokolenia, takich jak Rafał Antczak (autor propozycji obniżenia stawek podatków, znanej jako 3 x 15) czy Ryszard Petru. Zanim powstało CASE, jak zawsze sprawni organizacyjnie trójmiejscy liberałowie już od roku 1989 działali w ramach Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR). To do dziś jedyny liczący się polski think tank z siedzibą poza Warszawą. Koncentruje się na tematyce polskiej, a jego współpracownicy z pewną dumą dodają: „pozawarszawskiej". Raporty IBnGR są najlepszym źródłem analiz i informacji na temat gospodarki polskich regionów widzianej z perspektywy innej niż stołeczna. Ze względu na obecność wśród współpracowników instytutu Wojciecha Misiąga, byłego wiceministra finansów i eksperta od finansów publicznych, oraz Leszka Pawłowicza, kierownika katedry bankowości na Uniwersytecie Gdańskim, instytut jest liczącym się twórcą obowiązujących opinii o polskich finansach publicznych, ale też kuźnią kadr i standardów polskiej bankowości.

Na kondycji instytutu odbijały się wolnorynkowe założenia jego twórców. Choć na stronie internetowej IBnGR nie udostępnia rozliczeń finansowych, to powszechnie wiadomo, iż druga połowa obecnej dekady to dla niego lata chude. Instytut unikał wsparcia instytucji publicznych i chciał zarabiać głównie na sprzedaży wyników swych badań. W ostatnich latach stał się bardziej widoczny dzięki współfinansowanemu przez Unię Europejską najnowszemu „produktowi" IBnGR: Polskiemu Forum Obywatelskiemu. Forum to cykl wieloletnich debat prowadzonych zarówno na małych seminariach, jak i na dorocznym spotkaniu kilku tysięcy osób z całej Polski. Jan Szomburg, prezes IBnGR i dyrektor forum, namawia, żeby działać razem – Polacy potrzebują wspólnych rozmów oraz ustalania wspólnych celów. Polskie Forum Obywatelskie pod jego kierownictwem jest więc prawdopodobnie najszerzej zakreślonym i najambitniejszym projektem wpływania na wartości i postawy Polaków.

Publikacje z serii „Wolność i Solidarność" stanowią odpowiedź na podział Polaków na solidarnych i liberalnych. Jeśli odniesie sukces, powszechne stanie się przekonanie, że można być jednocześnie solidarnym i liberalnym. Na pierwszy rzut oka między książkami takimi jak „Polska rodzina – jaka jest, jak się zmienia?” czy „Modernizacja Polski. Kody kulturowe i mity” a politycznymi wyborami Polaków nie ma związku. Trójmiejscy liberałowie, tacy jak Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki, są jednak ludźmi, którzy już w latach 80. pisali nieżyciowe opracowania na tak wówczas abstrakcyjne tematy jak masowa prywatyzacja czy przechodzenie od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej. Ze swoim przesłaniem, łączącym liberalizm i solidarność, rozwój i nowoczesność z tradycyjnymi wartościami, docierają do kilkunastu tysięcy odbiorców wśród polskich elit. Jeśli więc w ostatnich 20 latach postsolidarnościowe elity wybrały dla nas wolny rynek, a nie trzecią drogę, a za kilka lat Polska okaże się gospodarczo podobna do krajów anglosaskich, ale z zachowaniem tradycyjnych wartości, to dlatego, że trójmiejscy liberałowie przekonali nas do takiego projektu.

Instytut Spraw Publicznych (ISP), powołany w 1995 r., to think tank socjologów i osób zainteresowanych administracją państwową. O ile CASE i IBnGR zajmują się gospodarką, o tyle ISP koncentruje się na takich kwestiach, jak parytety, penalizacja posiadania miękkich narkotyków, aktywizacja wyborców czy sądownictwo rodzinne. Ponieważ w ostatnich 20 latach wielkie debaty nad kształtem Polski dotyczyły głównie ekonomii, ISP był mniej widoczny dla publiczności. A szkoda! Liczne publikacje instytutu stanowią wysokiej jakości źródło twardych informacji i cennych przemyśleń o kwestiach, które na co dzień łatwo zamieniają się w polityczną pyskówkę. Do dyskusji o penalizacji posiadania narkotyków jeden z ostatnich raportów ISP wniósł np. informację, że w 2008 roku na jednego ukaranego za poważne przestępstwo z ustawy o posiadaniu narkotyków przypadały średnie koszty w wysokości 687,3 tys. zł oraz 1764 ośmiogodzinnych dni pracy pracowników organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Świadomość, że mimo tak wysokich kosztów egzekucja prawa nie skutkuje zmniejszeniem problemów narkotykowych w Polsce, powinna być powszechna podczas kolejnej politycznej przepychanki wokół tego tematu. Tym bardziej że każda informacja, nawet najbardziej obiektywna, ma swoje konsekwencje polityczne.

Mimo starań ISP, by zachować możliwą apolityczność (w radzie programowej obok prof. Ewy Łętowskiej czy Lecha Wałęsy zasiadają politycy kojarzeni z prawicą: Jerzy Kropiwnicki i Konrad Szymański), przez prawicę kontestującą ISP jest uznawany za „ekspozyturę salonu" lub, co gorsza, „eurosalonu”. Pod względem przejrzystości może jednak służyć innym instytucjom pozarządowym za wzór: jako jeden z pierwszych publikował na stronach internetowych najbardziej szczegółowe, najłatwiej dostępne i najbardziej przejrzyste sprawozdania finansowe i merytoryczne.

Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), kolejna inicjatywa Leszka Balcerowicza, do najbardziej znaczących ośrodków w Polsce dołączyło dwa lata temu. Forum zostało pomyślane jako organizacja adresowana w dużym stopniu do młodych i prowadzona przez młodych (zarząd tworzą Jarosław Bełdowski – lat 34, Andrzej Rzońca – lat 32, oraz Wiktor Wojciechowski – lat 32; wszyscy świetnie wykształceni w Polsce i za granicą). W krótkim okresie istnienia FOR przebiło się do mediów, zaczęło wpływać na elity opiniotwórcze i decydentów. Na prezentacje kolejnych raportów FOR przychodzą dziesiątki dziennikarzy i naukowców, a każdy raport jest następnie żywo komentowany w mediach. Bo FOR to think tank nowej generacji, z angielskiego zwany advocacy think tank. Nie obrasta ekspertami. Nastawiony jest bardziej na skuteczność przekazu i mobilizację na rzecz szybkiego, stabilnego rozwoju Polski niż na studia naukowe i pracę badawczą. Podstawowy zespół FOR to zaledwie kilka osób, który dla stworzenia raportu nawiązuje współpracę z ekspertami z poszczególnych dziedzin. Do akcji takich jak kampanie zachęcające do wzięcia udziału w wyborach wchodzi w sojusze z innymi organizacjami pozarządowymi.

Tematy zainteresowania FOR to te same, którymi profesor Balcerowicz interesuje się od lat i którymi przez niego zajmuje się cała Polska: „Skąd się bierze bezrobocie?", „Czy warto przyjąć euro w Polsce?”, „Ile nas kosztują wcześniejsze emerytury?”, „Komunikacja sądów z obywatelami – badania empiryczne, wnioski, rekomendacje zmian”. To, co wyróżnia te opracowania wśród raportów innych organizacji, to mająca duży zasięg dystrybucja, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Internetowa witryna FOR jest prawdopodobnie najlepszą graficznie i najbardziej funkcjonalną stroną internetową polskich think tanków.

O środowisku „Krytyki Politycznej" najgłośniej jest z pewnością na lewo od liberałów. Od roku 2002 pod tym tytułem ukazuje się lewicowe pismo społeczno-polityczne, którego założycielem i redaktorem naczelnym jest Sławomir Sierakowski. Mimo młodego wieku (30 lat) to już człowiek instytucja. Jego pismo z czasem obrosło w liczne inicjatywy kulturalne i wydawnicze, aż wypączkowało w założone w 2005 r. Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego, które docelowo ma stworzyć infrastrukturę pod przyszłą partię. Na początek środowisko „Krytyki Politycznej” planuje „wygrać wojnę o wyobraźnię”, ale cele długoterminowe są znacznie ambitniejsze. W grudniowym wywiadzie dla „Polska The Times” Sławomir Sierakowski stwierdził: „Do powstania lewicy potrzebny jest nie tylko polityczny pomysł, ale i wskrzeszenie zbiorowej pamięci, lewicowej tradycji. Potrzebni są ludzie przystosowani do działalności, zintegrowani. Potrzebne są też instytucje: lokale, pieniądze. To wszystko tworzymy my. Oplatamy scenę polityczną…”.

„Krytyka Polityczna" jest pierwszym pokoleniem lewicy, które nie odwołuje się do PRL, ale też jedynym dziś, szybko rosnącym przejawem zorganizowanej działalności lewicowej. Jest przy tym mocno krytyczna wobec SLD, które według Sierakowskiego zatraciło lewicowe ideały. Niestety, „Krytyka Polityczna” zdążyła już przejąć niektóre złe nawyki starej lewicy, takie jak brak przejrzystości finansowej. Na jej internetowych stronach dostępne jest tylko sprawozdanie Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego za okres wrzesień 2006 – grudzień 2007. Innych danych o finansach „Krytyki Politycznej” brakuje. Wedle doniesień prasowych SLD, tak nielubiane przez „Krytykę”, przeznaczyło w 2007 r. 100 tys. zł na jej działalność. Zdarzają się również dotacje z Ministerstwa Kultury, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Fundacji Stefana Batorego oraz bliżej niesprecyzowanych darczyńców indywidualnych i instytucjonalnych. Przy wszystkich zarzutach co do przejrzystości „Krytyce” nie można odmówić dynamiki rozwoju: zyskuje nowych zwolenników, tworzy struktury terenowe (kluby „Krytyki Politycznej”), rozszerza działalność wydawniczą. Uwielbiają ją prawicowe media, za to mniej entuzjastyczni są inni pretendenci do miana „prawdziwej lewicy”, ale to chyba wynik zazdrości.

Instytut Sobieskiego, utworzony w 2004 r., jest najmłodszym wśród liczących się polskich think tanków. Często w publicznej percepcji jest łączony z PiS ze względu na osobę prezesa Pawła Szałamachy, który był wiceministrem w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, ale też niektórych ekspertów, jak Mirosław Barszcz, także wiceminister w rządzie PiS. W opiniach czyniących z instytutu przybudówkę PiS jest tyle prawdy, ile w uznawaniu CASE za przybudówkę Unii Wolności albo Platformy Obywatelskiej. Instytut Sobieskiego ma sprecyzowane założenia ideologiczne: silne, ale ograniczone państwo, wolność i odpowiedzialność jednostki, swobody gospodarcze, ład społeczny oparty na prawie naturalnym. Mimo skromnych środków (zaledwie 33 tys. zł budżetu w 2006 r., 341 tys. zł w 2007 r.) instytut opublikował już 35 raportów, a jego eksperci udzielili setek komentarzy do mediów na tematy społeczno-gospodarcze. Instytut jest też wydawcą „Międzynarodowego Przeglądu Politycznego", którego celem jest transfer do Polski nowoczesnej myśli politycznej, rodzącej się w głównych ośrodkach polityki w Europie i USA.

Centrum im. Adama Smitha ceni pryncypialność i nie idzie na kompromisy mające przynieść popularność: te same od lat pół setki ekonomistów, prawników, politologów, socjologów, informatyków ceniących niezależność i brak powiązań z instytucjami politycznymi dostarcza raportów głównie na tematy podatkowe i prawne. Za sztandarowymi produktami centrum, takimi jak dzień wolności podatkowej czy indeks wolności gospodarczej, kryje się wyspecjalizowana wiedza i benedyktyńska praca. To właśnie dzięki Centrum im. Adama Smitha wiemy co roku, w którym dniu przeciętny Polak przestaje pracować na fiskusa, a zaczyna pracować na siebie. W mediach Centrum istnieje głównie dzięki błyskotliwym komentarzom Roberta Gwiazdowskiego i Andrzeja Sadowskiego. Budżet Centrum im. Adama Smitha choć nie jest tajny (każdy może znaleźć sprawozdania w sądzie rejestrowym), ale – jak mówią organizatorzy centrum – nadzwyczaj skromny, nie jest dostępny na stronie internetowej. To w czasach rosnących standardów propagowanych również przez Smitha brak nie do usprawiedliwienia.

TIGER (Transformation, Integration and Globalization Economic Research) został powołany w roku 2000 przez prof. Grzegorza Kołodkę. Dzięki niewątpliwemu talentowi organizacyjnemu Kołodki mógł to być sprawny, lewicowy think tank, ale przytłoczyła go osobowość założyciela i mentora. TIGER organizuje ciekawe comiesięczne seminaria, na których wykładają goście z Polski i z zagranicy. Do atutów należy również seria anglojęzycznych publikacji o transformacji i globalizacji, reprezentujących zazwyczaj lewicowy nurt ekonomii. Ale TIGER nie istnieje w powszechniejszym przekazie, bo nie da się zbyt długo słuchać o zasługach prof. Kołodki dla Polski i polskich reform gospodarczych, a ze strony internetowej dowiadywać się o wystawie fotografii Grzegorza Kołodki i o jego kolejnych książkach. Profesor to w istocie bogata i ciekawa osobowość. Na styczności z nią korzystają m.in. studenci Akademii im. Leona Koźmińskiego, ale traci niestety sam think tank.

Dziś modnie jest uważać, że to właśnie think tanki kształtują opinie Polaków. O ile jest to zapewne prawdziwe w odniesieniu do wielkomiejskich elit, zwłaszcza dziennikarzy i ludzi władzy, o tyle pogląd ten wciąż nie ma uzasadnienia dla ogółu Polaków. Wiedząc więc o istnieniu nowoczesnych think tanków, nie można zapominać o przemożnym wciąż wpływie organizacji starszych i silniejszych, z których najpotężniejszym pozostaje Kościół katolicki ze swoim dwutysiącletnim doświadczeniem w kształtowaniu serc i umysłów, i infrastrukturą w każdym zakątku Polski. Tu nawet ateiści chrzczą dzieci i biorą kościelne śluby. Bo gdy Kościół się uprze, postawi na swoim, tak jak to uczynił np. z zakazem aborcji. I na nic finezyjne badania choćby najznamienitszych think tanków.

Okładka tygodnika WPROST: 1/2/2010
Więcej możesz przeczytać w 1/2/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 6
  • gosia IP
    Ta cała Orkiestra to patologia. Wstyd mi, że sama współorganizowałam kiedyś te spędy i dla tego wiem coś o tym. Zastanawiam się jaki kolejny rekord osiągnie ogłupiona młodzież na WOŚPie w wypitym alkoholu, pękniętych prezerwatywach, niechcianych lecz poczętych dzieciach, spłodzonych przez zaćpanych i pijanych młodych ludzi. Ile młodych dziewczyn urodzi nie chciane i upośledzone dzieci? Podobnie jak wiele moich koleżanek ze spędów Owsiaka, które do dziś nie wiedzą kto jest tatusiem ich dziecka. No chyba, że wyskrobią nienarodzone, mając w przyszłości problem bycia upragnioną matką jak ja. Więc światełko jest do piekła a nie do nieba a żebracy zbierający pieniądze na satanistyczny Woodstock pod kościołami katolickimi niech spadają pod lokale SLD, ZNP i PO oraz do Tuska, Napieralskiego, Senyszyn, Palikota itp. Owsiak swoich żebraków nachalnie wciskających czerwone serduszka niech wysyła do ks. Bonieckiego,bp Życimskiego i tzw. księży patriotów, co w PRLu należeli do PZPRu i byli TW SB a dziś go POpierają. Owsiak w stylu Che Guevary, uprawia ordynarną politykę lewacką też na terenie POlskich szkół. Robi to przy wsparciu lewo-liberalnych mediów, oraz nauczycieli z ZNP, ogłupiających uczniów. Podobnie robili w PRLu działacze ZMSu, ZNP i PZPR. Za nasze, publiczne pieniądze POlicja Państwowa i Staż Miejska pilnuje te burdel-imperki udajac, że nic nie widzi. A nadto wszystko Owsiak robi te imperki może po to, aby rozszerzać narko-biznes w polskich szkołach i uczelniach. Chętnie popierają WOŚP dilerzy narkotykowi i lewy szemrany biznes. Łowsiok niech wystąpi więc o wsparcie do Gazety Wyborczej, NIE, Trybuny,POlityki, WSI 24, Polsatu, Super Stacji a także do gangsterów z Pruszkowa i Wołomina, handlujących narkotykami na jego imperkach a nie szuka głupków wśród ludzi wychodzących z kościołów katolickich.
    • Albion IP
      ZWRACAM UWAGĘ NA NAPIS POD NAZWISKIEM AUTORA ARTYKUŁU!
      TAM JEST NAPISANE******R E K L A M A**********
      To jest reklamówka a nie rzetelny artykuł.
      • Lafin IP
        Rządzą starsi bracia w wierze z drugiej ławki. Pozdrowienia dla Michnika i kolesiów.
        PS Chciałbym z Aaronem wypić brudzia a potem go po koleżeńsku opier....ć
        • POLKA IP
          Oceniając polską kulturę i rozywkę po telewizyjnym sylwestrze 2009/10  można podsumowac to jednym krotkim wyrazem DNO
          • moher IP
            Oprocz tego kto mysli za Polakow chcialabym wiedziec kto rzadzi Polska kto za nierzadem Tuska stoi.

            Czytaj także