Federacja Europejska

Federacja Europejska

Jaka będzie Unia Europejska, gdy zacznie obowiązywać traktat lizboński? Czy koncepcja Stanów Zjednoczonych Europy to czysta fantazja? Czy UE powinna być luźnym związkiem suwerennych państw? Czy czeka nas Europa dwóch prędkości? „Wprost” zapytał o to znanych europejskich polityków, ekspertów, dziennikarzy.
Andre Glucksmann

Francuski filozof, obrońca praw człowieka

Traktat lizboński to dla Unii wielki krok naprzód pod względem funkcjonalnym i instytucjonalnym. Możemy sobie jednak zadawać pytanie, czy wszystkie wybory dokonane po ratyfikacji traktatu są rozważne, rozsądne – jak chociażby nominacja pani Ashton na stanowisko wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Czy nie jest to próba oparcia nowej Europy na najniższym wspólnym mianowniku? Tym, co jest i powinno być fundamentalne dla najbliższej przyszłości Europy, jest troska o jej miejsce w świecie; starania, by nadać znaczenie i siłę europejskiej społeczności, wreszcie – zdefiniowanie naszej pozycji wobec Rosji. Europa musi wypracować bardziej klarowną i mocniejszą pozycję wobec fenomenu putinizmu, zrozumieć prawdziwe aspekty tej kwestii. Unia nie może akceptować metod szantażu, jak ten dotyczący energii, a europejscy przywódcy muszą przestać jeździć do Moskwy, by tam przypieczętowywać satysfakcjonujące dla Rosji umowy energetyczne, pokazując jednocześnie własną słabość. W kwestii energetycznej musimy odzyskać solidarność, jaką miała Europa, gdy po wojnie decydowała się na współpracę w sektorze węgla i stali. Musimy też okazywać większą solidarność – polityczną i dyplomatyczną – w sytuacjach takich jak chociażby rosyjska agresja na Gruzję w 2008 r. Unia musi być solidarna, by w takich sytuacjach móc dawać twardą odpowiedź.


Dominique Moïsi

Doradca Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, specjalista geopolityki i polityki międzynarodowej, profesor Harvard University

Rok 2009 był dla Europy czasem walki o zmiany ustrojowe. Szczęśliwie ostatecznie udało się nakłonić wszystkie kraje członkowskie do ratyfikowania traktatu lizbońskiego. Mieliśmy nadzieję, że pozwoli on zmieniać przyszłość Europy na lepsze. Jednak w tym samym roku, gdy Europejczycy tak mocno walczyli o zmiany i gdy ostatecznie okazały się one możliwe, ich przedstawiciele, czyli politycy, pokazali dobitnie, że brak im woli realnego ich dokonywania. Pierwszą zmianą, jaka miała się dokonać na mocy traktatu lizbońskiego, był wybór wspólnego przedstawiciela ds. zagranicznych i prezydenta Unii. I europejscy przywódcy nie wybrali silnych kandydatów, lecz osoby słabe, zupełnie nieznane na świecie. W ten sposób Europa pokazała światu, że nie aspiruje do roli silnego gracza na scenie międzynarodowej. Jakby celowo i na własne życzenie na najbliższe lata wycofała się z historii. W związku z tym nie sądzę, by w najbliższej przyszłości w Unii Europejskiej dokonały się zasadnicze zmiany ustrojowe. Nie stanie się ona ani republiką, ani podobną do Stanów Zjednoczonych federacją państw europejskich. Będzie nadal funkcjonować jako luźny związek państw.

Gesine Schwan

Członkini SPD, w 2004 r. kandydowała na urząd prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, pełnomocnik rządu niemieckiego ds. stosunków z Polską

Po ratyfikacji traktatu lizbońskiego Unia nie przekształci się w republikę ani w Stany Zjednoczone Europy. Po pierwsze, nie ma żadnych solidnych podstaw ku temu, po drugie, UE nie ma centralnego rządu. Taki centralny rząd reprezentują zaledwie dwie osoby – prezydent UE i wysoki przedstawiciel ds. zagranicznych. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości UE będzie federacją. Czymś na kształt rządu (acz nie centralnego) jest KE, a osoby sprawujące dwie nowe funkcje będą miały teraz do dyspozycji realne narzędzia, by móc pracować na korzyść UE. Najważniejszym zadaniem w przyszłości będzie stworzenie gruntu dla wspólnego bezpieczeństwa socjalnego. Bo niemal we wszystkich krajach UE istnieją grupy obywateli, którzy nie czują się bezpiecznie we własnym państwie. Sądzę, że kraje członkowskie powinny znaleźć równowagę między wspólnym rynkiem unijnym a swoją niezależnością narodową, by ostatecznie doprowadzić w poszczególnych krajach do rozwoju ekonomicznego, wyższych zarobków obywateli i w efekcie również bezpieczeństwa socjalnego. Kolejne wyzwanie to wypracowanie w UE tożsamości europejskiej, tak by móc wspólnie bronić naszej wolności, bezpieczeństwa i sprawić, aby Europa dzięki nowo powstałym instytucjom mogła odgrywać ważną rolę na scenie międzynarodowej.

Hans-Dietrich Genscher

Były minister spraw zagranicznych RFN

Unia Europejska stała się wzorcem nowoczesnej formy współżycia gospodarczego i politycznego dużych i mniejszych państw, tworem, który w stosunkach międzynarodowych nigdy wcześniej nie miał precedensu. Traktat lizboński z pewnością usprawni zarządzanie tym wielkim organizmem. Są tacy, którzy uważają, że rozszerzenie wspólnoty wywołało spiętrzenie pewnych problemów. To z gruntu błędna ocena, gdyż w rzeczywistości mamy do czynienia z dylematami natury strukturalnej, z którymi parlamenty poszczególnych państw byłyby skonfrontowane może nawet w ostrzejszej formie również bez pogłębiania europejskiej integracji. Wraz z powiększaniem się Unii Europejskiej rośnie jej znaczenie i wpływy, a to znów nakłada na jej członków coraz większą wspólną odpowiedzialność. Trudno wyrokować, jak będzie wyglądała Europa jutra, ale jedno można stwierdzić: odnieśliśmy niebywały, zbiorowy sukces i – co budzi mój optymizm – rozwój Starego Kontynentu przebiega w dobrym kierunku.

Juraj Chmiel

Minister ds. europejskich Republiki Czeskiej

Dzięki przeforsowaniu traktatu lizbońskiego UE ma dziś środki, możliwości i zdolność pełnego skupienia się na najważniejszych stojących przed nią zadaniach, a są to przede wszystkim zwalczanie skutków kryzysu ekonomicznego i konsolidacja działań wobec globalnych wyzwań. Zadania przypisane funkcji wysokiego przedstawiciela do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa oraz przewodniczącego Rady Europejskiej gwarantują, że w przyszłości polityka europejska będzie kontynuowana zarówno wewnątrz Unii, jak i poza jej granicami. A decyzje 27 państw członkowskich UE w większości dziedzin podejmowane będą przez kwalifikowaną większość. Oznacza to także większą odpowiedzialność w formułowaniu stanowisk krajów członkowskich i ich koordynowaniu. Jednakowoż to wciąż są tylko małe kroczki we wprowadzaniu zmian, które właśnie nabierają mocy. Jednocześnie nie możemy się spodziewać powstania czegoś w rodzaju europejskiego supermocarstwa. Kraje członkowskie zachowają swą suwerenność i niezależność. Ale UE będzie działać o wiele wydajniej i sprawniej. Zmiany wprowadzone dzięki ratyfikacji traktatu lizbońskiego wpłyną także na obywateli, chociażby dzięki temu, że wzmocniona zostanie rola PE (obecnie jedynej instytucji wybieranej przez obywateli Europy). W rezultacie UE staje się coraz bliższa swoim obywatelom.

Cornelius Ochmann

Ekspert Fundacji Bertelsmanna ds. Europy Środkowo-Wschodniej

Przyjęcie traktatu lizbońskiego jest małym krokiem w kierunku federacji europejskiej. Aby do tego doszło, najpierw musi się wzmocnić poczucie europejskiej tożsamości. Obecnie dominuje świadomość przynależności narodowej i regionalnej. W Wielkiej Brytanii mieszkańcy Szkocji podkreślają, że są Szkotami, a dopiero w drugiej kolejności Brytyjczykami, o akcentowaniu europejskości nie ma na razie mowy. Badania socjologiczne wykazują jednak powolne zmiany w naszej mentalności. Zanim mieszkańcy Niemiec czy Polski będą się najpierw identyfikowali z Europą, a potem wymieniali swe narodowości, upłynie sporo wody w Szprewie i Wiśle. Jeszcze w średniowieczu na naszym kontynencie wspólnym mianownikiem było chrześcijaństwo. Historia Europy zatacza teraz swoiste koło. Traktat lizboński wyraża wolę wzmocnienia wspólnoty. W procesie europejskiej integracji dojdzie jednak do polaryzacji: zarysuje się jeszcze wyraźniejszy niż obecnie podział na grupy zwolenników federalizacji (w zależności od korzyści, jakie mogą z niej wynikać) oraz przeciwników. Być może wywoła to nawet rozłamy w łonie Unii. Jeśli jednak Europa chce być liczącą się siłą, dla pogłębiania integracji nie ma alternatywy. Tendencja ta już jest zresztą zauważalna. Choć wśród starszych wciąż jest mocno zakotwiczona postawa konserwatywna, to młode pokolenia nie mają zahamowań i patrzą na jednoczącą się Europę innymi oczami.

Mark Francois

Członek brytyjskiej Partii Konserwatywnej, minister ds. europejskich w gabinecie cieni

Jako przedstawiciel brytyjskich konserwatystów z zaniepokojeniem obserwowałem zabiegi wokół traktatu lizbońskiego, który oznacza przeniesienie ciężaru władzy z krajów członkowskich na centralne instytucje unijne. Jednak teraz, gdy traktat został ratyfikowany, będziemy współpracować zarówno w brytyjskim, jak i unijnym interesie z nowymi przedstawicielami UE, Hermanem Van Rompuyem i Catherine Ashton. Dopiero teraz też będziemy mogli w praktyce przekonać się, jak wyglądają wprowadzone przez traktat zmiany. Uważam, że nowa UE powinna być raczej luźnym związkiem państw aniżeli europejską superfederacją, i szczerze wątpię, by to drugie kiedykolwiek mogło zaistnieć. Jednym z najistotniejszych wyzwań stojących przed rządzoną wedle nowych zasad Europą jest sprawienie, by narody europejskie mogły odgrywać ważną rolę w polityce międzynarodowej. Obecnie UE powinna działać w celu przeciwstawienia się zbrojeniom Iranu. Tak jak moi koledzy z Partii Konserwatywnej uważam, że w tym celu nie trzeba wcale kreować nowych instytucji europejskich. Do tego wystarczy wola polityczna i chęć podjęcia akcji przez ludzi zasiadających w poszczególnych rządach w stolicach europejskich. Inaczej mówiąc, nie potrzebujemy wykreowanych przez traktat lizboński nowych instytucji europejskich, lecz kompromisu i woli przywódców poszczególnych państw.

Günter Pleuger

Niemiecki dyplomata i polityk, obecnie rektor Europejskiego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą

Traktat lizboński daje m.in. narzędzia do dalszej integracji UE dotyczącej również takich krajów jak Turcja. Jednocześnie dzięki zmianom instytucjonalnym i proceduralnym wzrośnie zdolność działania UE, a o większości spraw decydować będzie kwalifikowana większość, co da prawo weta niemal każdemu państwu. Wielu Europejczyków obawiało się przekształcenia Europy w jedno wielkie państwo, w coś na kształt Stanów Zjednoczonych. Uważam, że taki scenariusz jest zupełnie nierealny. Ponieważ wyjątkowość UE polega na tym, że jej obywatele zachowali swą tożsamość narodową przy jednocześnie rozwijającej się tożsamości europejskiej. W przeciwieństwie do tego, co się działo w przeszłości, różnice kulturowe, językowe, historyczne nie popychają obywateli UE przeciwko sobie, lecz są dziś postrzegane jako nasze największe bogactwo. W efekcie nikt rozsądny nie chce przekształcenia UE w wielki, jednolity twór z centralnym rządem, jedną kulturą, jednym językiem. Dla UE po Lizbonie najważniejszym zadaniem będzie sprawienie, by wreszcie zaczęła ona odgrywać ważniejszą niż do tej pory rolę na międzynarodowej scenie politycznej. I jestem przekonany, że dzięki powołaniu wysokiego przedstawiciela ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa ten cel uda się osiągnąć.

Guy Verhofstadt

Były premier Belgii, szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim

Traktat lizboński to ważny krok w kierunku integracji europejskiej, ale nie oznacza on jeszcze, że zbliżamy się do koncepcji Stanów Zjednoczonych Europy. Na taką formułę Europa nie jest jeszcze niestety gotowa. Dzięki traktatowi dokonają się reformy administracyjne, które mogą usprawnić funkcjonowanie Unii. Stanowisko stałego przedstawiciela Rady Europejskiej ułatwi zapewnienie kontynuacji w działaniach wspólnoty. Istotne jest też powołanie służby dyplomatycznej, która tworzy zręby dyplomacji unijnej z prawdziwego zdarzenia. To z kolei będzie oddziaływać na budowanie wspólnej polityki zagranicznej UE, choć jest to długotrwały proces, podobnie jak w wypadku polityki obrony i bezpieczeństwa. Wzmocniona zostanie też rola Parlamentu Europejskiego. Kolejnym krokiem po Lizbonie powinno być przygotowanie wspólnych paneuropejskich list w wyborach do PE – może już za pięć lat?

Günter Verheugen

Komisarz ds. przemysłu i przedsiębiorczości w UE, wcześniej ds. rozszerzenia wspólnoty

Przyjęcie traktatu lizbońskiego było nieodzowne, bo utrzymanie dotychczasowych zasad funkcjonowania wspólnoty, ustalonych przez jej założycieli, groziło paraliżem. Traktat jest więc zakończeniem ważnego etapu w historii rozwoju Europy, lecz bynajmniej nie ostatnim stopniem, jaki mamy do pokonania w procesie jej jednoczenia. Jeśli my, Europejczycy, chcemy w przyszłości odgrywać pośród wielkich tego świata jakąś istotną rolę i decydować sami o sobie, musimy sprawy brać we własne ręce. Nawet największe państwa UE, jak Niemcy czy Francja, nie są dziś w stanie pokonywać w pojedynkę problemów o znaczeniu ponadgranicznym. Traktat lizboński umożliwia lepszą koordynację polityki wewnętrznej i międzynarodowej UE, niczego jednak nie gwarantuje i o niczym nie przesądza. Dopiero czas pokaże, czy skorzystaliśmy z tej możliwości i zdaliśmy ten egzamin.


Martin Pollack

austriacki pisarz, dziennikarz, tłumacz, laureat nagrody im. Karla Dedeciusa dla najlepszego niemieckiego tłumacza literatury polskiej

Po ratyfikacji traktatu lizbońskiego UE na pewno nie stanie się republiką. Nie pójdzie też raczej w kierunku federacji. Najbardziej skłaniam się ku tezie, iż w przyszłości UE będzie luźną konfederacją krajów członkowskich ze sprawnie zarządzającymi nią instytucjami. Podchodzę do zmian raczej sceptycznie. Owszem, dla takich krajów jak Polska czy Niemcy, w których przez dwadzieścia lat przemian ustrojowych demokracja zdążyła już porządnie okrzepnąć, nie ma żadnych niebezpieczeństw płynących z ratyfikacji traktatu. Co więcej, powinien on przynieść im wiele korzyści. Nie jestem jednak równie spokojny, jeśli chodzi o przyszłość takich krajów, jak Bułgaria czy Rumunia, które z demokracją mają do czynienia stosunkowo od niedawna i nie zdążyły się jeszcze nauczyć sposobu funkcjonowania unijnych instytucji. Obawiam się, że im ratyfikacja Lizbony może się odbić czkawką.




Okładka tygodnika WPROST: 1/2/2010
Więcej możesz przeczytać w 1/2/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także