To ja rozmawiałem z Michniewiczem ostatni

To ja rozmawiałem z Michniewiczem ostatni

Rozmowa z Pawłem Gutowskim, przyjacielem Grzegorza Michniewicza
Wprost: Był pan ostatnią osobą, z którą rozmawiał Grzegorz Michniewicz?

Paweł Gutowski: Tak sądzę. Rozmawialiśmy mniej więcej dziesięć minut przez Skype’a. Myślę, że było to około godz. 22.40.

W jakim stanie był Michniewicz?

Grześ był w fatalnym stanie. Prawie szlochał, ale kiedy pytałem, czy wszystko jest w porządku, odpowiadał, że tak. Tyle że nie brzmiało to przekonująco.

Podejrzewał pan, że może coś sobie zrobić?

W rozmowie z Grzesiem użyłem nawet określenia „wisielczy nastrój", co, niestety, okazało się prorocze. Byłem bardzo zaniepokojony jego stanem. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, więc nie mogłem do niego przyjechać, ale zaproponowałem, że zadzwonię do naszego wspólnego znajomego, żeby do niego zajrzał. Bardzo stanowczo prosił, bym tego nie robił.

Posłuchał go pan? Wahałem się, ale posłuchałem. Po rozmowie z nim opowiedziałem o wszystkim żonie. Powiedziała, że Grześ zawsze jest bardzo dyskretny i skoro mnie prosi, żebym do nikogo nie dzwonił, to nie powinienem tego robić.

Czy Michniewicz wyjaśnił panu, z czego wziął się ten „wisielczy nastrój"?

Nie. Mówił tylko, że niedobrze się czuje. Nie wiedziałem, jak to rozumieć, i spytałem, czy może pił. Odpowiedział mi jakoś dziwnie: „Ty myślisz, że ja piłem, tak?". Rozmowa skończyła się obietnicą, że następnego dnia pojedzie do Basi, swojej żony, która była u rodziców na Wybrzeżu. Miał mi rano wysłać SMS. Trochę mnie to uspokoiło.

Co mogło go popchnąć do tak tragicznego kroku?

To bardzo dziwna sprawa. Podczas pogrzebu dowiedziałem się, że godzinę przed rozmową ze mną rozmawiał przez telefon z żoną. Podobno był w dobrym nastroju. Miał mówić, że wyprasował sobie spodnie, że ma jakąś plamę, z którą nie może sobie poradzić. W każdym razie nic nie wskazywało na to, co się stanie. Wiem, że później wyszedł z psem. Kiedy do niego zadzwoniłem, był już strasznie przybity. Coś musiało się zdarzyć w czasie tego spaceru.

Domyśla się pan, co to było?

Nie, zupełnie. Wielu jego znajomych twierdzi, że powodem samobójstwa mogła być ciężka choroba. To też jest dziwne. Po raz pierwszy usłyszałem o tej chorobie dopiero podczas pogrzebu. I to od osób, które – jak mi się wydaje – nie były z Grzesiem tak blisko jak ja. A mnie nigdy się z tego nie zwierzał. Dlatego nie jestem pewien, czy można wierzyć w tę chorobę. A jeszcze 29 listopada widziałem się z nim. Byłem w Polsce, przyjechał do mnie. Był w dobrym humorze, planowaliśmy wspólny urlop w Toskanii. Opowiadał, że wiosną wybiera się na Grenlandię. Kochał Północ, często tam jeździł. I wakacje, i ta podróż – to były bardzo przyjemne plany. Naprawdę nic nie zapowiadało tragedii.

Skoro nie choroba, nie życie prywatne, to co? Sprawy zawodowe?

Pewnie nie były bez znaczenia. Wiele czynników mogło się nałożyć na siebie. Grześ był świetnym urzędnikiem, apartyjnym. Myślał o sobie w kategoriach civil servant. Bardzo przeżywał oskarżenia kolegów związanych ze środowiskiem PiS, że sprzedał się Platformie, że dał się kupić radą nadzorczą Orlenu. To była kompletna bzdura, on po prostu służył państwu bez względu na to, kto rządził. Tak czy inaczej, przejmował się tymi żartami i zarzutami. W ogóle był bardzo wrażliwy i przejmował się pracą. Często martwił się, czy są z niego zadowoleni, czy wszystko robi dobrze, czy go nie wyrzucą. Potrzebował akceptacji. No i jeszcze wielki stres.

To znaczy?

Często skarżył się na trudną i nerwową atmosferę w kancelarii premiera. Mówił, że bardzo ceni Tomasza Arabskiego za to, że potrafi przeprosić za swoje wybuchy złości. Nie znam pana Arabskiego, ale zdaje się, że on przyszedł do rządu z biznesu. Z tego, co opowiadał Grześ, często domagał się załatwiania różnych rzeczy od ręki. Tak jak się to robi w prywatnych firmach. A Grześ nie zawsze był w stanie to robić, bo przecież są procedury, terminy i tak dalej. W każdym razie opowiadał, że panu Arabskiemu zdarzało się na niego wybuchnąć. Przeżywał to. Zawsze podkreślał jednak, że ceni go za to, iż potrafi powiedzieć „przepraszam".

Jego praca była stresująca, ale przecież nie była powodem samobójstwa.

Też tak uważam. W końcu Grześ pracował w rządzie od wielu lat i siłą rzeczy musiał się nauczyć gruboskórności. Myślę, że nawarstwiło się wiele spraw – jego ogólna wrażliwość, ból powodowany oskarżeniami dawnych kolegów, napięcia w kancelarii, może coś jeszcze, o czym nie wiemy. Wiem też, że w dniu śmierci odbył jakąś rozmowę telefoniczną, po której był bardzo zdenerwowany.

Z naszych informacji wynika, że może chodzić o rozmowę ze znajomym wysokim rangą urzędnikiem, który miał problem z certyfikatem dostępu do tajnych dokumentów. Podobno ten znajomy prosił Michniewicza o radę.

Być może, Grześ przez wiele lat zajmował się przecież informacjami niejawnymi, więc znał się na tym. Też słyszałem o tej rozmowie, ale sam nie wiem... Muszę zresztą przyznać, że mam w sobie bardzo dużo niepokoju związanego z tą śmiercią. Weźmy chociażby informację o tym, że Grzesia znalazł kierowca. Kiedy ja do niego przyjeżdżałem, zawsze wychodził do bramy, zamykał ją za sobą. Tak samo drzwi wejściowe do domu. Jeśli więc znalazł go kierowca, to znaczy, że wszystko musiało być pootwierane. To do Grzesia niepodobne. Pewnie zabrzmi to głupio, ale przez niego przechodziło wiele tajnych informacji i może po prostu wiedział o jedną rzecz za dużo…

Myśli pan, że to nie było samobójstwo?

Nie wiem. Pewnie było, ale to bardzo dziwna historia. Dla mnie nie tylko przykra i druzgocąca, lecz także tajemnicza

Okładka tygodnika WPROST: 3/2010
Więcej możesz przeczytać w 3/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • kwista17@op.pl IP
    nie tylko ta śmierć jest tajemnicza,a jeszcze:

    bp Mieczysław Cieślar ? 18.04.2010 r. - Duchowny zginął w godzinach nocnych w wypadku samochodowym.

    dr Dariusz Ratajczak ? 28.05.2010 r. - Zginął w bardzo zagadkowych okolicznościach.dr. Dariusz Ratajczak (48 l.)
    . Krzysztof Knyż ? 02.06.2010 r. - \'Operator Faktów nie żyje\', taka informacja pojawiłą się w serwisie tvn, bez szczegółów

    dr . prof. Marek Dulinicz ? 06.06.2010 r. szef \"rzekomej\"grupy archeo która miaa wyjechać do Smoleńska dlaczego media nie interesują się takimi przypadkami,że ludzie którzy mogliby w sprawie katastrofy smoleńskiej coś ujawnić nagle kończą żywot???

    PRZECIEŻ ŻYJEMY W PRAWORZĄDNEJ POLSCE??????????????
    • janeczek.1945@vp.pl IP
      Co tu dodawać.?? Nie wiadomo tylko czy zdawał sobie w co się angażuje.??/ pozostało tajemnicą.!?/

      Czytaj także