50 płyt które wstrząsnęły Polską w XXI wieku

50 płyt które wstrząsnęły Polską w XXI wieku

Ostatnia muzyczna dekada minęła u nas pod znakiem Bregovicia, folku, papieża i wybitnych autorów tekstów. Sporządzając listę 50 najważniejszych polskich albumów XXI wieku, sugerowałem się nie tylko własnym gustem, ale także obiektywnym wpływem, jaki tytuły te wywarły na muzykę, show-biznes i nasze upodobania.
W rok 2000 weszliśmy wsłuchani jeszcze w znakomita, bestsellerowa płytę „Kayah & Bregovic", co wkrótce zaowocowało fala polskiego folku w postaci albumów Golców, Brathanków, Pieczarków, Trebuniów-Tutków, Zakopowera i innych. Zwłaszcza ze góralami byli i Adam Małysz, i papież. Można było oczywiście tej góralskiej muzyki nie lubić, ale trudno zaprzeczyć, ze dzięki niej nasza scena będąca przeważnie kalka anglosaskich wzorców zyskała trochę własnego, zabawowego charakteru. Postać papieża mocno zaważyła też na karierach Arki Noego i Piotra Rubika. Oba te zjawiska są typowo polskie i trudno szukać dla nich analogii na świecie. Dziś po góralach nie ma już nawet żalu, a od „św. Piotra R." na liście bestsellerów lepiej zaczyna sobie radzić „rogaty" Nergal.

Po wielkich, kilkusettysięcznych nakładach z początku dekady przyszło wielkie załamanie rynku płytowego, a kiedy poziom wody opada, na wierzch wychodzi muł. Połowa dekady należała wiec do dwóch postaci, które swoja popularność bardziej niż muzyce zawdzięczają telewizyjnym festiwalom i plotkarskim portalom: do Michała Wiśniewskiego i Dody (trochę niesprawiedliwie dorzuca się tu także Piotra Kupichę z zespołu Feel). Dziś te kariery maja się wyraźnie ku upadkowi, z czego jedna wydaje się leżeć głęboko pod ziemia przebita osinowym kołkiem i tylko nocą jej duch wyje na „pudelkach". I niech tak zostanie.

Koniunktura poprawiła się dzięki artystom nagrywającym dla bardziej wymagającego odbiorcy. Ci bardzo różni twórcy maja jedna wspólna cechę – wielki szacunek dla tekstu, który (znowu!) stał się oryginalną cechą polskiej muzyki. Są to m.in. Nosowska, Waglewski, Maleńczuk, Muniek, Kazik, Grabarz, Fisz, Abradab, Spięty, Rojek, Dąbrowska, Peszek i wielu innych. W ten nurt wpisują się też reminiscencje twórczości Osieckiej, Młynarskiego, Grechuty i Niemena.

Co ciekawe, ci raczej niekomercyjni artyści pobili na głowę znanych z programów typu „Skaczący z Małyszami", którzy dla odmiany mimo ogromnej nieraz popularności żadnych karier muzycznych nie zrobili. Znaczy to, ze w przeciwieństwie do goniących za sensacją mediów ostatnia instancja, którą jest publiczność, ciągle ma swój rozum i uszy na swoim miejscu. I to jest chyba najcenniejszy bagaż, z którym wkraczamy w kolejna dekadę XXI wieku. Alleluja i do przodu!

2000

Arka Noego „A Gu Gu"

Prawdziwy cud! W czasie pielgrzymki w 1999 r. papież, zatrzymywany przez wiernych, notorycznie się spóźniał, więc TVP nadawała piosenki z programu „Ziarno" nagrane przez nawróconego heavymetalowca i trzynastkę dzieci. Nakład płyty przekroczył milion egzemplarzy.

Brathanki „Ano!"

Maryla Rodowicz wylała z zespołu górala Janusza Musa, wiec ten z grupa przyjaciół i Zaolzianka Halinka Młynkowa założył zespół grający nowoczesny góralsko-bałkański folk. „Czerwone korale" były hitem roku. Okazało się, że niezupełnie ich, ale co tam – Polak, Węgier dwa Brathanki.

Golec uOrkiestra „2"

Dla „miastowych" góralszczyzna oznaczała wiochę, ale tekst z płyty Braci Ksero „tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco" cytował w przemówieniu sam prezydent George W. Bush.

Paktofonika „Kinematografia"

Po wydaniu drugiej płyty z Kalibra 44 odszedł Magik. Z dwoma fanami, Rahimem i Fokusem, założył Paktofonike. Ich debiutancki album okazał się sensacją i arcydziełem gatunku. Tydzień po wydaniu, nad ranem 26 grudnia, Magik wyskoczył przez okno. Miał 22 lata.

2001

„Yugoton"

To tez skutek mody na Bregovicia i Kusturice. Grupa polskich muzyków z Kazikiem, Nosowską, Kukizem i Tymonem nagrała jugosłowiańskie przeboje nowofalowe z czasów późnego Tity. Największym hitem okazały się „Malcziki" Kazika z repertuaru zespołu Idoli, którego nazwa w 1982 r. był inspiracja dla nazwy Kult. Tekst z antykomunistycznego zmieniono na antykorporacyjny.

Ich Troje „Ad. 4"

Płytę ze słynnym „sępem miłości" kupiło niemal milion osób. Dzisiaj musi im się to wydawać trochę bez sensu.

Krawczyk & Bregović „Daj mi drugie życie"

Po sukcesie płyty z Kayah Bregović zdecydował się na 55-letniego Krawczyka, bo usłyszał, że jest on najpopularniejszym wokalistą w Polsce. Zawsze zresztą twierdził, że zgodnie z kulturą Bałkanów dobry wokalista nie może być szczeniakiem. Vide: Cesária Évora.

„Blokersi"

Ścieżka dźwiękowa do dokumentu Sylwestra Latkowskiego zaczęła żyć własnym życiem. Jej nakład pomógł wyjść z hiphopowego getta nowym artystom (takim jak Peja, Eldo, DJ Volt), a co ważniejsze, przybliżył zjawisko osobom, które z hip-hopem wcześniej nie miały nic wspólnego.

2002

Pogodno „Pogodno gra Fochmanna – Hajle Silesia"

Jeden z najbardziej niedocenionych zespołów dekady. Pomiędzy „Sejtenik miuzik & romantik lo ff" i „Tequila" według powieści Krzysztofa Vargi nagrali płytę najbardziej szaloną, ze słynną „Górniczo-hutniczą orkiestrą dętą" na czele. Marcin Macuk będzie później współtwórcą albumów Nosowskiej.

Anna Maria Jopek & Pat Metheny „Upojenie"

Niewiele osób dziś pamięta, że to Jopek miała nagrać z Bregoviciem płytę, którą ostatecznie nagrała Kayah. I bardzo dobrze. Wydała płytę z Methenym, który o wiele bardziej pasuje do jej stylu i temperamentu. Niełatwy jazzowy album sprzedał się w imponującym nakładzie 200 tys. egzemplarzy.

Wilki „4"

Dziewięć lat po poprzedniej płycie Wilki powróciły z takimi hitami jak „Baśka" (co miała fajny biust) i poważniejszymi utworami, jak „Urke" czy „Here I Am". „4" był słabszy od wydanej dwa lata później „Watry”, ale wystarczył, żeby pokazać, jak bardzo ich brakowało.

Virgin „Virgin"

Tę płytę trzeba było potraktować jak pewnego austriackiego landszafcistę w 1933 r. Po prostu wyśmiac. Gdyby człowiek wiedział, co się wykluje z tego wężowego jaja…

Justyna Steczkowska „Alkimja"

Za nazwiskiem Steczkowskiej ukrytych jest tutaj kilka innych ważnych nazwisk, m.in. Mateusza Pospieszalskiego oraz Romana Kołakowskiego, tłumacza i autora tekstów. Ten spektakl muzyczny z tradycyjną muzyką żydowską najlepiej oglądać w wersji DVD.

2003

Raz Dwa Trzy „Trudno nie wierzyć w nic"

 Rok po sukcesie płyty z piosenkami Osieckiej Nowak i s-ka powrócili z płytą autorską. Zaaranżowane z rozmachem, niełatwe wyznania wiary, jak „Jutro możemy być szczęśliwi", świetnie radziły sobie w komercyjnych mediach z potopem chłamu. Kolejny cud?

Nigel Kennedy and The Kroke Band „East Meets East"

„Krakowianka jedna miała chłopca z drewna" – no, może ze stradivariusem. Najpopularniejszy skrzypek świata zamieszkał w Krakowie. Tu oszalał też na punkcie klezmerskiego tria Kroke (w jidysz Kraków), z którym nagrał multistylowy album. Pojawia się Natacha Atlas i duch Bregovicia. Arcydzieło!

Püdelsi „Wolnosc słowa"

 „Spod prysznica słychać plusk, to Kaczora kapie Tusk" itd. W piosence tytułowej dostało się całej klasie politycznej. Przerażone media początkowo odmówiły grania utworu, czym przysporzyły popularności świetnemu bez reszty albumowi. Medialny debiut po 18 latach istnienia.

2004

Kombii „C.d."

Kombi – reaktywacja wydawało się być „mission impossible". Po metalowym O.N.A. powrót do lekko obciachowego Kombi z lat 80. był jak powrót do przedszkola. Wystarczyło jednak całe lato koncertów i kilka hitów, takich jak „Pokolenie" czy „Skarby", żeby wrócić do czołówki popu.

Leszek Możdżer „Piano Live"

Koncert z teatru Roma, luźno związany repertuarowo z płytą „Piano". Bezkompromisowa muzyka dała Możdżerowi status należny gwiazdom popu. Może dzięki dołączonej do audiofilskiej płyty CD rejestracji na DVD, gdzie widzimy żywego, inteligentnego faceta, a nie zimnego jazzmana.

Abradab „Czerwony album"

Choć na okładce jest napisane „Kaliber 44", to w istocie koniec legendarnej formacji. Bo też Abradabowi udało się skupić wszystko, co w Kalibrze najlepsze. Album promował mocno reggae’owy hit „Rapowe ziarno 2" z Gutkiem i klipem Kobasa Laksy.

Ania Dąbrowska „Samotność po zmierzchu"

Po falstarcie Ali Janosz swoje albumy wydali kolejni finaliści „Idola": Tomek Makowiecki, Szymon Wydra, Ewelina Flinta i dziesiątki (tak, tak!) innych. Ale dopiero Ania Dąbrowska okazała się nie tylko świetną wokalistką, ale też znakomitą autorką. Artystka kompletna, która zostanie z nami na lata.

Sistars „Sistars EP"

To nawet nie jest album, bo są tu tylko cztery utwory. Tyle że „Freedom" i „Sutra" okazały się większymi hitami od tych zawartych na obu ich albumach. Aż do rozwiązania dwa lata później Sistars byli jedną z największych gwiazd. Szkoda, bo tak jak Beatlesi osobno żadne z nich nic równie dobrego nie nagrało.

2005

Lech Janerka „Plagiaty"

Autor najlepszej polskiej płyty lat 80. („Klaus Miffoch"), naczelny mizantrop i autystyk polskiego rocka, nie nagrywa często. Średnio raz na pięc lat. Ale jak już nagra, to anioły latają dookoła głośników. Śmieszno-straszny „Rower" był nawet hitem, ale „Wiosna na pustyni" bardziej „urywa głowę". Też o Iraku.

Lao Che „Powstanie Warszawskie"

Nawet w najczarniejszą noc stanu wojennego rockmani stronili od tematów patriotycznych, odstępując je młodzieży oazowej i wszechpolskiej. A tu proszę – narodowa świętość bezceremonialnie odebrana kombatantom i zrobiona na punkowo. Arcydzieło!

Zakopower „Musichal"

W 1999 r. 23-letni góral Sebastian Karpiel-Bułecka brał udział w nagraniu płyty Kayah z Bregoviciem. Nie mógł wtedy wiedzieć, że kiedyś wyda album w jej wytwórni i będzie jej partnerem. W epoce folkowego boomu płyta byłaby sensacją i osiągnęłaby wielki nakład. Pięć lat później skończyło się na sensacji.

Sidney Polak „Sidney Polak"

Od 15 lat pracownik fizyczny (czyli perkusista) T.Love zaskoczył albumem, na którym śmiało połączył reggae z hip-hopem i folkiem. Nowoczesny, nagrany z młodymi muzykami, okazał się zbiorem samych hitów. Świetnie zapowiadającą się karierę przerwał na dłuższy czas fatalny zjazd na snowboardzie.

Piotr Rubik, Zbigniew Ksiażek „Tu es petrus – Ty jesteś skałą"

Płyta wstrzeliła się w nastroje po śmierci papieża, ale Rubik dał coś, czego wcześniej nie było – rozmach, patos, świetnych wokalistów i przebojowe kompozycje, takie jak „Niech mówią, że to nie jest miłość" Po 20 latach w cieniu nagle przewrócił nasz rynek do góry nogami.

Maria Peszek „Miasto mania"

To był niespodziewany debiut. Czołowa aktorka młodego pokolenia wyreżyserowała spektakl z piosenkami do własnych tekstów i z muzyką firmy „Waglewski i synowie". Album oczarował przede wszystkim krytyków, którzy wyczuli w nim coś świeżego, nieskażonego branżą.

Jean-Michel Jarre „Live From Gdańsk – koncert w Stoczni"

Niby nie Polak (podobnie jak Bregović i Metheny), jednak jego płyta stała się u nas bez mała sprawą narodową. Podczas pamiętnego koncertu w Stoczni Jarre wykorzystał wiele bliskich nam symboli: „Solidarność", papieża, Wałęsę itd. W „Murach" Kaczmarskiego dało się słyszeć inspiracje Rubikiem.

2006

Myslovitz „Happiness Is Easy"

Po „Miłości w czasach popkultury" Brytyjczycy z Mysłowic już tylko dołowali. Fikcją okazała się też ich kariera zagraniczna. Zanim jednak popadli w popularną w tej muzyce depresję i udali się na emigrację wewnętrzną, nagrali album, który wstrząsnął fanami, bo był całkiem przyzwoity.

Strachy na Lachy „Piła tango"

Podczas promocji raportu „Krytyki Politycznej" o narkotykach „Grabarz" wyznał, że kiedy odstawił dragi, przez trzy lata nie mógł nic napisać. To musiało być przed tą płytą albo po niej, bo jest tu więcej dobrych tekstów niż na wielu albumach Pidżamy Porno.

2007

Nosowska „UniSexBlues"

Na przekór wszystkim pseudoartystom udzielającym się na „pudelkach" i w programach typu „Jak oni tańczą na lodzie" Nosowska zaproponowała coś odkrywczego: muzykę. Znakomita. Do tego świetne teksty i zaskakujące aranżacje. Arcydzieło i początek wspaniałej passy, która wkrótce potwierdziła albumem „Nosowska/Osiecka" i dwoma albumami Heya.

Wojciech Waglewski i Maciej Maleńczuk „Koledzy"

Trudno o bardziej odmienne osobowości. Waglewski to artystyczna „siła spokoju". Maleńczuk to wybuchowy geniusz ze znanymi skłonnościami do autodestrukcji. Razem trochę od niechcenia nagrali akustyczno-gitarową płytę ze szczyptą bluesa i Bałkanów, która popularnością przekroczyła ich dokonania solowe.

Doda „Diamond Bitch"

PSRO, czyli Polska Szkoła Radykalnego Obciachu w pełnej okazałości! Jeśli tytuł „Diamentowa suka" miał oznaczać apetyt na diamentową płytę, to się nie udało. Przy bezprecedensowej promocji płyta osiągnęła nakład 60 tys. Połowę tego co albumy Nosowskiej czy Raz Dwa Trzy.

Raz Dwa Trzy „Młynarski"

 W ciągu dekady zespół nagrał dwa genialne albumy z piosenkami innych autorów – Osieckiej i Młynarskiego. Oczywiście, żeby oddać im hołd, ale też chyba po to, żeby targnąć się na świętość i zdekonstruować aranżacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Kto następny w kolejce? Niemen? Grechuta? Kofta? Wasowski i Przybora? A może Ciechowski?

Feel „Feel"

 Złoty Słowik na festiwalu w Sopocie sprawił, że Polacy oszaleli na punkcie piosenki „A gdy jest już ciemno", potem albumu, kolejnych przebojów i koncertów Kupicha Band. Popularność prysła tak nagle, jak przyszła. Słabiutki „Feel 2" rozszedł się w zaledwie 30-tysięcznym nakładzie.

Sokół feat. Pono „Teraz pieniądz w cenie"

To przede wszystkim przebój wakacji o tym, ze „będę brał cię w aucie" (razem z Frankiem Kimono), ale też dowód na to, ze hip-hop może być inteligentny, dowcipny i samokrytyczny. Inna perełka na tej płycie to np. „Janek, pożycz" z Miśkiem Koterskim.

Rafał Blechacz „Chopin – The Complete Preludes"

To pierwsza jego płyta po zwycięstwie w konkursie chopinowskim. Wydana przez Deutsche Grammophon zyskała świetne recenzje na całym świecie, w Polsce okrywając się platyną i wygrywając na liście bestsellerów z artystami popu. Blechacz mógł się wtedy stać gwiazdą mediów, ale widać nie chciał.

2008

Czesław Śpiewa „Debiut"

 Według wojennej doktryny Układu Warszawskiego Polska miała zdobyć Danię. Stało się odwrotnie. Album Duńczyka (chociaż z Zabrza) okazał się debiutem roku w Polsce, dając nam bardzo autorską, wodewilową i niedzisiejszą muzykę z tekstami-zlewami napisanymi przy pomocy internautów.

Lao Che „Gospel"

 Pierwsza płyta po genialnym „Powstaniu Warszawskim" jest, jak zresztą wszystkie płyty „Spiętego" Huberta, koncept albumem. Tym razem poświęconym kwestiom religijnym. Krystian, syn Józefa Cieślaka, to oczywiście Chrystus.

Coma „Hipertrofia"

Mocny, bezkompromisowy i najlepszy w karierze album łódzkich postgrunge’owców. Odbierając trzeciego Fryderyka za tę płytę, wokalista Piotr Rogucki (absolwent krakowskiej PWST) powiedział słynne: „Nauczyciele! Thank You!", twórczo przekraczając myśl Chylińskiej.

Maciej Maleńczuk „Psychodancing"

 Maleńczuk ma kilka odsłon. Ta nawiązuje do jego fascynacji dancingami i obciachowym popem lat 70., którą dawało się wyczuć jeszcze w Püdelsach. Nie jest to jednak szyderstwo ani pastisz. On to traktuje szalenie poważnie. I to jest chyba przyczyną wielkiego sukcesu.

Kasia Nosowska „Osiecka"

 To zdumiewające, że najlepsza obecnie polska autorka tekstów (również dla Maryli Rodowicz) nagrała płytę z piosenkami innej autorki. I to jaką! Cichym bohaterem płyty jest Marcin Macuk z zespołu Pogodno, który wszystko zaaranżował. Podobnie zresztą jak na „UniSexBlues" i „MTV Unplugged" Heya.

2009

L.U.C. „39/89"

 „Białoszewski" Mateusza Pospieszalskiego, „Myśmy rebelianci" De Press, „Gajcy" m.in. Kazika, Armii, Pogodna i Dezertera to tytuły, które ukazały się w „owym roku rocznicowym”. L.U.C. wydaje się najciekawszy, bo przemówił archiwalnymi głosami bohaterów tamtych czasów: Paderewskiego, Starzyńskiego, Hitlera, Gierka i innych. Z tego ma być film animowany.

Agnieszka Chylińska „Modern Rocking"

Szok! Gniewny demon naszej sceny teraz jest matką Polką i po gruntownym stuningowaniu króliczkiem Playboya. Muzycznie jeszcze większy przeskok – z hard core’u do Modern Talking. Dla jednych wielki powrót, dla innych – wtopa roku.

Voo Voo i Haydamaky „Voo Voo i Haydamaky"

Muzyczne ukoronowanie pomarańczowej rewolucji. Pięć lat po otwarciu Polski na muzykę z Ukrainy ukazał się album nagrany przez czołowy ukraiński zespół folkrockowy i Voo Voo, symbol muzycznej kompetencji i wrażliwości na folk z całego świata.

Behemoth „Evangelion"

Dzięki romansowi ze skandalizującą wokalistką pop lider satanizującego zespołu stał się celebrytą i został wywindowany z deathmetalowej niszy do mainstreamu. W ojczyźnie Jana Pawła II album wylądował na szczycie listy bestsellerów i stał się złotą płytą. Panie Adamie, było warto!

Tomasz Stanko Quintet „Dark Eyes"

 Kiedy Roman Polański tkwił w szwajcarskim więzieniu, jego współpracownik z czasów Komedy wydawał album z nowym (i młodym) skandynawskim kwintetem. 12 lat po genialnej „Litanii" duch Komedy ciągle jest tu obecny.

Kult „Hurra"

 Po hiperaktywności Kazika w latach 90. XXI wiek przyniósł tylko trzy albumy Kultu. Tym większe oczekiwanie na ten ostatni i zdecydowanie najlepszy, który ukazał się po licznych perturbacjach związanych z odejściem waltornisty Banana i wycofaniu z płyty części nagranego przez niego repertuaru.

Indios Bravos „On Stage"

 Jeden z najlepiej koncertujących polskich zespołów, założony przez Piotra Banacha, byłego lidera grupy Hey, i Gutka, znanego m.in. z albumów Paktofoniki i Abradaba, podsumował 10 lat działalności fonograficznej znakomitym albumem (a jakże!) koncertowym.



Okładka tygodnika WPROST: 3/2010
Więcej możesz przeczytać w 3/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Polityk PO IP
    WTF ?